Wywiady

Mourinho: w ostatnich latach Fergusona Man Utd słabł, ale nie zdawał sobie z tego sprawy

Getty Images

W rozmowie z Nuno Luzem z portugalskiej telewizji SIC Jose Mourinho opowiada o swoim pierwszym sezonie w Manchesterze United, rywalizacji o dominację, swoich codziennych obowiązkach i chęci pozostania na Old Trafford przez przynajmniej trzy lata.

Man Utd musi pogodzić się z nowym porządkiem w Premier League

– Wydaje mi się, że klub tak przyzwyczaił się do zwycięstw i sukcesów, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że inne kluby rosły w siłę. Nawet w ostatnich latach Sir Aleksa jako menedżera zespołu.

– Premier League stworzyła innym zespołom warunki do osiągnięcia finansowej potęgi. To odmieniło ligę na zawsze.

– Gdy trafiłem do Chelsea po raz pierwszy, chciałem kupić najlepszego zawodnika Manchesteru City (Shauna Wright-Phillipsa) i to zrobiłem. Manchester United chciał kupić najlepszego piłkarza Tottenhamu – Michaela Carricka – i to zrobił. Później chciał u siebie najlepszego gracza Arsenalu – Robina van Persiego. I tak dalej.

– Obecnie wszystkie kluby urosły w siłę. To kwestia podziału praw do transmisji telewizyjnych. To zjawisko niemal unikalne na skalę europejską.

– Różnice sił zaczęły stopniowo się zmniejszać. W ten sposób Manchester United przestał być niesamowicie potężnym Manchesterem United, a stał się częścią grupy pięciu, sześciu czy siedmiu potężnych klubów. Tuż za nimi znajdują się inne kluby, które nie mają tak dużych możliwości, ale nie są biedne.

– Problemem United było to, że wszystko zdarzyło się w tym samym czasie. Odejście sir Alexa, wyjątkowego szkoleniowca, który był kimś więcej niż tylko menedżerem; zmiana w układzie sił w Premier League i okres rozstroju na Old Trafford – trzech menedżerów w trzy lata, jeśli liczyć Ryana Giggsa. Był to etap niestabilności, utraty wiary i nawet oddalenia się od kibiców.

Mourinho o… utrzymywaniu pasji i niesprawiedliwym osądzaniu

– W pewnym momencie byłem w Porto, które zdobyło bramkę w ostatniej minucie meczu na Old Trafford. Zespół pełen dzieciaków, trenowany przez dzieciaka, który spełniał swoje marzenia.

– Trzynaście lat później reaguję inaczej, ale po porażkach nadal wracam do domu zdenerwowany. Chcę zrozumieć i przeanalizować niepowodzenie. Chcę zagrać ponownie i wygrać. Nadal mam to uczucie, gdy coś nie idzie po mojej myśli – to prawie jak osobista krucjata.

– Nadal jestem jednak bardzo szczęśliwym człowiekiem, który po ważnej wygranej jest w stanie dać się ponieść emocjom. Pod tym względem się nie zmieniłem, ale z własnego doświadczenia wiem, że jestem oceniany na wyjątkowych warunkach.

– Zakazano mi wejścia na stadion, na którym grał mój zespół. Nie mogłem tego zrobić nawet jeśli kupiłbym bilet. W tym roku zostałem odesłany na trybuny za kopnięcie plastikowego bidonu. Inny menedżer został usunięty z boiska za odepchnięcie sędziego i nic mu się nie stało.

– Zacząłem rozumieć, że istnieją siły, przeciwko którym nie można walczyć. To także życiowa lekcja. Niesprawiedliwa, ale lekcja.

Mourinho o… radzeniu sobie ze współczesnymi piłkarzami

– Gdy byłem asystentem trenera, jeden z moich przełożonych powtarzał mi, bym wchodził do autokaru i sprawdzał, czy któryś z zawodników używa telefonu. Widziałem piłkarzy z nosami utkwionymi w komórkach, ale wracałem do swojego szefa i mówiłem mu, że nie ma powodu do zmartwień, bo nikt nie używa telefonu. Zrozumiałem, że istnieją rzeczy, od których nie ma odwrotu.

– Próbuję wprowadzić kilka podstawowych zasad. Na przykład zawodnik, który doznaje urazu, nie może ogłosić swojej diagnozy za pośrednictwem mediów społecznościowych, zanim zrobi to klub.

– Nie mogę jednak powiedzieć „za moich czasów by się to nie zdarzyło”. Kiedyś niemożliwym było zrobienie zdjęć z wnętrza szatni po wygranym meczu. Macie rację, to było 20 lat temu.

– Są wiec rzeczy, z którymi nie da się walczyć. Sam mam konto na Instagramie, bo firmy, z którymi współpracuję, nie widzą w tym niczego złego.

– Raz w miesiącu lub w dzień urodzin Króla zdarza mi się wstawić zabawny obrazek lub coś, co może spodobać się moim obserwującym. Jestem w takim wieku, że mogę się wiele nauczyć od dzieciaków, z którymi pracuję.

Mourinho o… swoim biurze i „podstępnym” rowerze

– W jednym z moich miejsc pracy mam bałagan na biurku. Oglądam tam nagrania, rozmawiam z piłkarzami lub trenerami. Mam też kawałek przestrzeni, w którym lubię przebywać sam.

– Mam rower do ćwiczeń, ale tylko po to, by nabrać ludzi. Stoi tam jedynie dla dekoracji. Używam to tylko wtedy, gdy jestem szczęśliwy, gdy wygraliśmy mecz. Po porażkach mi się to nie zdarza.

– Mam dostęp do wszystkich boisk. Lubię trzymać się z tym samym sztabem i tymi samymi asystentami. Lubię dodawać pewności siebie ludziom, który są tu od wielu lat. Lubię uczyć ich mojego sposobu pracy. Nie oznacza to, że jest to właściwa droga. Gdy przekazuję ludziom, jak lubię pracować, zawsze zapewniam im możliwość adaptacji.

Mourinho o… portugalskim sztabie, którego zabiera wszędzie

– Ważne jest dla mnie, by sprowadzić ze sobą moich ludzi, ludzi którzy się ze mną identyfikują, doskonale znają moją pracę i pomagają przyspieszyć pewne procesy.

– Jeśli z jakiegoś powodu muszę zjawić się na spotkaniu i nie mogę sprawować pełnej kontroli, Rui [Faria] ma odpowiednie doświadczenie, a także wiedzę na temat mojego sposobu myślenia.

– Rui jest fantastycznym trenerem. Nigdy nie był menedżerem, ale ma ku temu świetne warunki. Wszyscy moi współpracownicy mają bardzo wysokie umiejętności. Możemy współpracować ze sobą z zamkniętymi oczami.

– Wszyscy moi asystenci mieszkają w tym samym budynku, z którego mają zaledwie dwie minuty drogi do hotelu, w którym zatrzymuję się ja. Właściwie codziennie jemy razem obiad. Nie ma z nami naszych rodzin, więc żyjemy ze sobą na co dzień, 24 godziny na dobę.

Silvino Louro, trener bramkarzy, mówi że jeśli Mourinho udaje się na obiad do mieszkania któregoś ze swoich asystentów, z chęcią pomaga nakryć do stołu i pokroić ser.

– Trafiłem do United, wiedząc że czeka mnie trudna praca i że będę przeżywał również niezbyt miłe chwile. Mam w sobie jednak spokój i stabilność, więc zaliczenie osiemnastu meczów bez porażki w Premier League nie spowodowało, że zacząłem błądzić głową w chmurach. Na podobnej zasadzie zremisowanie pięciu czy sześciu kolejnych spotkań nie sprawiło, że grunt zaczął mi się palić pod nogami.

– Jestem na bardzo dobrym etapie mojej pracy menedżerskiej, muszę stawić czoła trudnemu zadaniu.

Mourinho o… swoich codziennych zwyczajach i odwiedzaniu rodziny w Londynie

– Rano Ricardo Formosino [skaut zajmujący się analizą rywali] przychodzi do mnie o około 8:30. Trening zaczyna się o 11:00. Jeśli to jedyny trening tego dnia, kończymy o 16:00. Jeśli odbywamy dwie sesje, kończymy o 18:00 lub 19:00. Tak już mamy, ale to nie tylko trening. To coś więcej niż tylko ćwiczenia. Pod koniec każdego dnia wracamy do Manchesteru.

– Londyn leży bardzo blisko Manchesteru, ma bezpośrednie połączenie kolejowe. Pociągi kursują co godzinę. Godzina i czterdzieści pięć minut i jestem w domu.

– Czasami zdarza się, że po południu nie mamy treningu. Mogę wtedy wrócić do domu pociągiem, zjeść obiad, pójść spać i wrócić do Manchesteru następnego dnia rano. Mogę też udać się do Londynu po meczu. To inna sytuacja niż gdybym pracował w innym kraju lub w jakimś znacznie oddalonym miejscu.

– Jestem uprzejmy w stosunku do ludzi, których spotykam w pociągu. Proszę ich jednak o pewną formę współpracy. Jeśli powiem im, że to już koniec, szanują to.

– W trakcie podróży jestem zrelaksowany. Odpoczywam, czytam lub oglądam mecz na iPadzie. Czasami pracuję, odpowiadam na e-maile. Gdy docieram do Londynu, wychodzę z pociągu, czekam na ludzi. Pięć minut, pół tuzina zdjęć i autografów. Cześć, widzimy się później.

Mourinho o… swoim synu, Jose juniorze

– Któregoś dnia, po paru słabych wynikach podszedł do mnie z kilkoma zdaniami analizy. Oczywiście cierpiał, bo jego tacie nie szło najlepiej. To było chyba wtedy, gdy przegraliśmy z Watford i Man City.

– Pokazał mi statystyki zespołu. Przekazałem je swoim asystentom i ostrzegłem ich, by mieli się na baczności, bo któregoś dnia ten chłopak zajmie jedno z ich miejsc.

– Porównuję go z samym sobą, gdy byłem w jego wieku. Wtedy próbowałbym pomóc mojemu tacie w inny sposób, choć oczywiście za pośrednictwem innych technologicznych metod. Teraz chłopak ma 17 lat, wtedy miał 16.

Mourinho o… porządkach w Carrington

– Mieliśmy tu trochę pracy do wykonania, bo nie było tu planowania przestrzennego. Musieliśmy to naprawić.

– Ukształtowaliśmy dwa boiska na podobieństwo Old Trafford, tak by miały te same wymiary i tę samą trawę. Na dwóch innych boiskach położyliśmy coś, co nazywa się Tesso i ze względu na klimat jest często używane z Anglii. To mieszanka naturalnej trawy z niewielką domieszką sztucznej nawierzchni. Można ją znaleźć na wielu stadionach w kraju.

– Jest też miejsce, które nazywamy stadionem Silviono Louro, bo właśnie tam trenują bramkarze. Ćwiczą w specyficzny sposób, z dala od reszty zawodników. Postawiliśmy te wszystkie płoty i siatki, więc piłki nam nie przepadają.

– Ważne było również sztuczne oświetlenie, bo na boiskach nie było wystarczająco jasno. Lubimy czasem potrenować po południu, a są takie dni, gdzie o 15:00 nie da się już pracować.

– Próbowaliśmy nawet bardziej poprawić i zmodernizować warunki do treningu. Jak wiecie, jeśli klub zatrzyma się w miejscu na parę lat, to nawet jeśli jest tak wielki jak ten, może popaść w tarapaty.

Mourinho o… kibicach Man Utd

– Doświadczyłem słabych wyników u siebie, gdy zremisowaliśmy kilka meczów z zespołami, z którymi teoretycznie musieliśmy wygrać. Remisowaliśmy, gdy mieliśmy 70% posiadania piłki. W meczu z Burnley pobiliśmy rekord Premier League pod względem liczby strzałów, choć graliśmy w dziesiątkę. Mimo to zremisowaliśmy 0:0. Mimo to ludzie wyszli ze stadionu szczęśliwi.

– Zadedykowali mi piosenkę, co różni ich od fanów innych klubów, których przyśpiewki skupiały się na moim imieniu lub pseudonimie „The Special One”. Tutaj fani są szczęśliwi ze sposobu, w jaki ich prowadzę.

Chodzi o przyśpiewkę „Woke up this morning feeling fine, Got Man United on my mind, Jose’s got us playing the way United should, something tells me I’m into something good”.

– Oczywiście w tym sezonie nie zdołamy już zdobyć mistrzostwa, bo mamy zbyt dużą stratę do lidera, ale w klubie panuje uczucie szczęścia. Ludzie są zadowoleni i wierzą w udaną przyszłość.

Mourinho o… sir Aleksie Fergusonie

– Nadal jesteśmy takimi samymi przyjaciółmi, jakimi byliśmy. Wymieniamy SMS-y i kartki na urodziny czy święta. Chciał odejść i nie wrócić, może dla własnej wygody. Powiedziałem, że to nie ma sensu, byśmy jechali do Londynu prywatnym pociągiem, a on w tym czasie dojeżdżał tam samochodem.

– „Nie, wsiadasz do pociągu” – powiedziałem. Jest pełen szacunku, więc nieco onieśmieliłem go tym podejściem, ale to my musimy sprawić, by czuł się doceniany. Musi czuć, że nie jest dla nas duchem.

– Zawsze będzie ambasadorem tego klubu, ale równie dobrze może to robić z poziomu szatni. Po zakończeniu meczu on, sir Bobby Charlton i Ed Woodward schodzą na dół, ale tylko on nie wchodzi do środka. Powiedziałem mu, że taka sytuacja nie ma sensu, że musi czuć się swobodnie i móc robić to, co przysługuje osobie o jego statusie.

Mourinho o… zostaniu w Man Utd na dłużej

– Myślę, że zostanę tu na co najmniej trzy lata. Sądzę, że klub rozumie potrzebę zapewnienia stabilności na każdym poziomie.

– Wierzę, że jeśli uda mi się tego dokonać, to nawet jeśli nie osiągnę dużego sukcesu, o który w Anglii jest wyjątkowo trudno, zostanę tu na dłużej, o ile zarząd będzie chciał mnie tu wiedzieć.

– Jeśli będę tu mile widziany, to zostanę. Jak już jednak wspomniałem, obie strony muszą być szczęśliwe. Nie jestem osobą, która trwa w jednym klubie na 10 czy 15 lat, jeśli nie będzie osiągać sukcesów.

– Muszę coś osiągnąć, takie jest już moje życie. Potrzebuję dumy i szczęścia. Szczerze mówiąc, chciałbym, by wszystko potoczyło się dobrze, bym mógł tu zostać na wiele lat.

Zobacz komentarze