manutd.com

Kieran McKenna, trener zespołu U-18 Manchesteru United, poświęcił trochę czasu, by udzielić wywiadu “Inside United”, oficjalnemu magazynowi “Czerwonych Diabłów”. Młody szkoleniowiec podsumował miniony sezon i spojrzał w kierunku nadchodzących wyzwań.

Irlandczyk z Północy, który przed rokiem trafił do Man Utd z Tottenhamu, twierdzi, że praca na Old Trafford spełniła jego wszystkie oczekiwania. Jest także chętny, by w nowym sezonie doświadczyć jeszcze większego progresu swoich podopiecznych.

Patrząc na sezon całościowo: zespół U-18 aż 6-krotnie strzelił 5 goli w meczu, więc z pewnością nie można było się nudzić.

– Tak, myślę, że wszyscy – sztab i zawodnicy – możemy być dumni z tego, jak zaprezentował się zespół, jeśli chodzi o reprezentowanie klubu. Przez cały sezon byliśmy bardzo ofensywnie i agresywnie nastawieni, może z wyjątkiem późniejszych etapów meczu z Arsenalem. Pokazaliśmy, że nasi piłkarze są w stanie rywalizować z każdą Akademią w Anglii. Dokonaliśmy tego we wszystkich meczach, strzeliliśmy wiele goli i mieliśmy dobrą atmosferę. Co najważniejsze, dostrzegam duży indywidualny progres u wielu chłopaków. Możemy więc wyciągnąć wiele pozytywów z tego sezonu.

Gdy objąłeś stanowisko, wspomniałeś o tym, że chcesz, by zespół grał w stylu Man Utd – to z pewnością się udało.

– To coś, co podkreślamy w rozmowach z chłopakami, zwłaszcza na tym poziomie. Chcemy zakorzenić w nich to, by nie stawiali kroku w tył, ale zawsze starali się przenieść ciężar gry na połowę rywali, strzelać gole i pokazać ich talent. W większości przypadków zdołali tego dokonać. Gdy nadejdzie czas nowej grupy, przekażemy jej te same wartości. To coś, z czego klub jest bardzo dumny i co chcemy kontynuować.

Jakie momenty sezonu szczególnie zapadły ci w pamięć?

– Myślę, że jesienią był taki okres, gdy sądziłem, że gramy naprawdę fantastycznie. W pamięć zapadł mi mecz z Wolves na wyjeździe, gdy po 30 minutach gry prowadziliśmy 5:0. Myślałem wtedy, że jesteśmy w niesamowitej formie i gramy najlepszą piłkę ze wszystkich zespołów, które prowadziłem. Tuż przed świętami zremisowaliśmy w Carrington z Man City i wielu trenerów z reprezentacyjnego poziomu mówiło, że było to najlepsze spotkanie drużyn U-18, jakie widzieli nie tylko w tym sezonie, ale i w ciągu ostatnich kilku lat. Zmierzyły się dwa naprawdę dobre zespoły, które szły łeb w łeb i stworzyły widowisko, w którym było wszystko, co można chcieć zobaczyć w wysokiej klasy meczu na poziomie juniorskim.

– Jesienią prawdopodobnie graliśmy najlepiej, ale w drugiej połowie sezonu kilka rozczarowujących kontuzji, takich poważnych i trudno było nam sobie z tym poradzić. Rozegraliśmy wtedy kilka dobrych meczów, m.in. z Chelsea czy u siebie i na wyjeździe z City. Mimo że przegraliśmy, to były bardzo dobre starcia naprawdę zdolnych zespołów.

Najważniejszy w futbolu juniorskim jest rzecz jasna rozwój. Czy zdarzyło się, że zauważyłeś, że coś – na poziomie indywidualnym bądź drużynowym – znacząco się poprawiło?

– Było mnóstwo takich przypadków. To główna rzecz, na którą zwracają uwagę trenerzy. Możemy przejrzeć praktycznie cały skład i jasno przewidzieć to, co zauważyliśmy lub co zauważyli sami zawodnicy, a co staraliśmy się poprawić. Jesteśmy w stanie dostrzec progres i staramy się poprawić umiejętności każdego piłkarza z osobna. Chcemy nauczyć ich tego, co może pomóc odnieść im sukces w przyszłości. Mogę z pewnością dostrzec to w całym zespole i obserwować to w meczach i na treningach. To jest tak naprawdę najważniejsze.

Odpadnięcie z FA Youth Cup już w grudniu było rozczarowujące i raczej niezasłużone. Oznaczało też, że ominęła nas seria spotkań w tych rozgrywkach…

– To było rozczarowujące, ale rozczarowania są jednym z przystanków na drodze do nauki. Ta z Southampton była jedną z tych, które będziemy wspominać i o których będziemy myśleć. Straciliśmy 2 gole w 5 lub 6 minut, a to był okres, w którym przez bardzo długi czas nie przegrywaliśmy ani przez chwilę. Był to więc pewnie duży szok dla całego zespołu i spore rozczarowanie dla chłopaków. Jestem pewien, że przyszłoroczny zespół będzie chciał odnieść w tym turnieju dobry rezultat, ale cieszyło mnie, że odpowiedzieliśmy na tę porażkę postawą w lidze. Krótko później zagraliśmy w halowych rozgrywkach w Niemczech i nie tylko zdobyliśmy puchar, ale także poznaliśmy smak zwycięstwa. To, jak odpowiedzieliśmy na to niepowodzenie, pokazuje, że chłopcy uczą się na błędach, więc jestem bardziej pewien, że w tego typu spotkaniach na Old Trafford w przyszłym sezonie – czy to w U-23, czy to w U-18 – lepiej poradzą sobie w takich sytuacjach.

Chciałem powiedzieć, że oczekiwałeś rehabilitacji i z pewnością ją dostałeś – po tej porażce nie było żadnego spadku formy.

– Nie, jak mówiłem, takie rzeczy w FA Youth Cup się zdarzają. To turniej, w którym naprawdę chcemy pokazać się z dobrej strony, ale nie możemy uzależniać od niego całego sezonu, bo to rozgrywki złożone z fazy pucharowej. Strata 2 goli w 5 minut w końcówce meczu była rozczarowująca, ale myślę, że chłopcy zdołali dostrzec pozytywy płynące ze swojej pracy i podążają we właściwym kierunku. Najważniejsze jest to, że kontynuowali to, co robili dobrze.

Trudno było wybrać trzech piłkarzy, którzy powalczyli o nagrodę Juniorskiego Piłkarza Roku? W jakim stopniu był to zespołowy wysiłek?

– Doszliśmy do tego wspólnie i zmieniało się to na przestrzeni sezonu. Przed świętami moglibyśmy wybrać zupełnie inną trójkę. Przytrafiły nam się kontuzje, takie jak te Ro-Shauna Williamsa i Tahitha Chonga. Obaj fantastycznie prezentowali się na początku sezonu. Byli też chłopcy, którzy zakończyli sezon w wysokiej formie. Można wymienić takich wielu – przychodzą mi do głowy na przykład Aidan Barlow i Ethan Hamilton. Myślę więc, że starałem się wybrać trzech graczy, którzy prezentowali równą, wysoką formę na przestrzeni całego sezonu. Z pewnością było jednak więcej nazwisk, które mogło znaleźć się na podium.

Lee O’Connor powiedział, że pomogłeś mu przezwyciężyć tęsknotę za domem. Pomaga ci umiejętność dotarcia do piłkarzy w taki sposób?

– Tak, to zasługa tego, że sam byłem kiedyś w takiej sytuacji, też trafiłem do dużej Akademii i opuściłem Irlandię. To naturalne, że na pewnym etapie pojawi się lekka tęsknota za domem. Trzeba przez to przejść. Lee miał jednak rewelacyjny sezon i był naprawdę ważną postacią w zespole. Spisywał się bardzo dobrze, jest też fajnym chłopakiem. Duże wyzwanie dla niego i innych piłkarzy, których nominowałem do nagrody [Angela Gomesa i Calluma Whelana] jest to, co zrobią teraz i na jaki poziom wzniosą się w przyszłym sezonie. W zeszłym grali świetnie.

Kilku chłopaków z tego zespołu po wakacjach nadal będzie mogło grać w drużynie U-18.

– Tak, to prawda. Myślę, że mamy kilku drugoroczniaków, którzy dostali się na przyszły rok i awansowali do zespołu rezerw, a to ważna część procesu. Naszym celem jest przesłanie dalej tak wielu chłopaków, jak to tylko możliwe i wysłać ich tam w najlepszy możliwym położeniu. Mamy dużą grupę drugoroczniaków, którzy przeniosą się wyżej, ale mamy też pierwszorocznych takich jak Alex Fojtíček na bramce, George Tanner, Lee O’Connor, Angel Gomes, Aidan Barlow, Tahith Chong czy Nishan Burkart. To silna grupa piłkarzy, którzy w przyszłym sezonie nadal będą do naszej dyspozycji. Niezależnie od tego, czy nadal będą z nami grać, gdy oczekiwania będą jeszcze wyższe, czy przeniosą się do zespołu rezerw, co jest celem każdego z nic, jestem pewien, że wszystkich nas ciekawi, jak się rozwiną.

Przypomina to trochę linię produkcyjną, więc zawodnicy U-16 przeniosą się wyżej. Widzieliśmy, co potrafią, ale obchodzono się z nimi dość łagodnie…

– To prawda. Jak już wspomniałem, mieliśmy w tym roku dużą grupę drugorocznych piłkarzy, więc zawodnicy z U-16 nie mieli zbyt wielu szans na grę w zespole U-18 – nie tyle, ile byśmy czasami chcieli. Mamy jednak naprawdę mocny program U-17, który rozgrywa się gdzieś w tle i którego ludzie nie widzą. Mamy za sobą kilka wyjazdów takich jak ten do Słowacji, na które zabieramy zawodników, którzy będą z nami grać w przyszłym roku. Rozgrywamy też wiele meczów w centrum treningowym The Cliff i na stadionach takich jak ten Birmingham City. Mamy ze sobą grupę, na którą składają się najbardziej utalentowani zawodnicy U-16, najbardziej uzdolnieni gracze U-15 i kilku pierwszorocznych z U-18. Patrzymy na nich wszystkich pod kątem indywidualnym, ale zwracamy uwagę również na to, jak ta grupa będzie się formować w przyszłym roku. Wiele pracy wykonywanej jest na dalszym planie, a to zasługa Neila Ryana i jego trenerów, którzy starają się przygotować tych chłopaków. Myślę, ze mamy naprawdę dobrych zawodników, którzy mogą z miejsca mieć duży wpływ na drużynę.

Macie już jakieś plany na nowy sezon? Na przykład więcej meczów rozgrywanych w piątkowe wieczory?

– Rozegraliśmy kilka spotkań w Altrincham i kilka na The Cliff przy udziale niewielkiej publiczności i sztucznym oświetleniu. Mamy w planach robić to częściej, bo zapewnia nam to odmienną meczową atmosferę. Nieustannie oceniamy programy meczowe i wydaje mi się, że w zeszłym sezonie, na turniejach, w których chłopcy wzięli udział, dobrze nam to wyszło. Wzięliśmy udział w Otten Cup, graliśmy na halowym turnieju w Niemczech, właśnie wróciliśmy z Dallas. Graliśmy w turnieju w Terborgu i rozgrywaliśmy różne rodzaje meczów, np. przeciwko Altrincham na jego stadionie. Mieszaliśmy spotkania w sobotnie poranki i piątkowe wieczory na The Cliff i w Altrincham. Chodzi o zapewnianie drużynie szerokiego zakresu meczów, różnych rodzajów i stylów starć. Wszystko po to, by chłopaki w swoich późniejszych karierach czuli się swobodnie w każdych warunkach.

Zdajemy się być ostrożni, jeśli chodzi o przenoszenie piłkarzy do wyższych grup wiekowych, a zauważyłem, że inne kluby mają w zwyczaju wystawiać 16- i 17-latków w rezerwach. My jednak chyba nie widzimy pośpiechu..

– To prawda, należy podejść do tego indywidualnie i dokonać tego, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Ro-Shaun Williams jest na przykład dobrze rozwiniętym fizycznie, postawnym zawodnikiem i grał w zespole U-18, odkąd tylko kwalifikował się do drużyny U-16. Traktowano go indywidualnie jako gracza, który skorzysta na występach w zespole U-23 od początku sezonu. Są inni zawodnicy, którzy mogą być równie utalentowani, co Ro-Shaun, ale nie są równie rozwinięci fizycznie. Mogą być też nie być na to gotowi mentalnie. Będziemy więc wobec nich nieco cierpliwsi. Nie chodzi o to, by popychać piłkarzy na górę, gdy tylko osiągną określony wiek lub gdy tylko przejawią pewne umiejętności w drużynie U-18. My jako klub, od Nicky’ego Butta w dół, musimy podjąć decyzję o tym, kiedy nadejdzie właściwy czas, by przejść na następny poziom.

Z drugiej strony, zdarzało nam się również wystawiać zawodników w zespołach poniżej ich grupy wiekowej – Jesse Lingard i Michael Keane to tylko dwa przykłady.

– Tak, to też się zdarzało. Za przykład może posłużyć nam Aidan Barlow, który na początku sezonu nie grał zbyt często w drużynie U-18, bo miał silną konkurencję. Grał więc sporo w zespołach U-16 i U-17, ale świetnie wywiązywał się z tego zadania i zawsze błyszczał w ekipie Neila Ryana. W drugiej połowie sezonu przedarł się z powrotem do nas, otrzymał swoją szansę i ją wykorzystał – rok skończył, grając na mistrzostwach Europy. Przed nim jeszcze długa droga, ale stanowi dobry przykład cierpliwego zawodnika i gracze, którzy trafią do nas w przyszłym roku, mogą brać z niego przykład. Pokazał, jak można się rozwinąć na przestrzeni sezonu i być gotowym na szansę gry, gdy ta nadejdzie.

Trudno o tym zwięźle mówić, ale co sądzisz o Akademii jako całościowym systemie?

– Myślę, że w angielskim futbolu juniorskim jest mnóstwo rzeczy, które wykonujemy we właściwy sposób. Uważam, że standard sportowy meczów jest naprawdę wysoki, w zeszłym sezonie mieliśmy kilka rewelacyjnych spotkań. Powiedziałbym, że starcia z Manchesterem City, Chelsea i niektóre spotkania z Liverpoolem były widowiskami na podobnym poziomie, co mecze Realu Madryt z Barceloną, Bayernu Monachium z Borussią Dortmund czy jakiegokolwiek innego spotkania, jakie może się odbyć w Europie na takim poziomie. Myślę, że w Akademii jest wiele dobrego, ale czuję, że naszym największym wyzwaniem jest nadal to, co czeka młodych piłkarzy, gdy opuszczą zespół juniorski. Jak możemy zapewnić im szanse gry w meczach o punkty? Niezależnie od tego, czy będzie to miało miejsce w pierwszych zespołach, na wypożyczeniach, czy w drużynach rezerw, myślę, że następny krok na ścieżce do kariery jest czymś, co zajmuje każdego, kto pracuje w szkoleniu młodzieży. Wszyscy staramy się go dopracować, by mieć pewność, że ciężka praca popłaci, a zawodnicy otrzymają odpowiednie szanse we właściwym czasie.

Tacy zawodnicy z pewnością istnieją – udowodnił to Axel Tuanzebe swoim fantastycznym debiutem w Premier League – ale chodzi o otrzymanie szansy i wykonanie dużego kroku naprzód, prawda?

– Są takie przykłady, a Axel, który dostał się do pierwszego zespołu i dobrze poradził sobie w trudnym środowisku, może tylko pomóc tym, którzy mają to jeszcze przed sobą. Wyrazy uznania dla niego, wszyscy cieszymy się z jego powodu. Axel inspiruje młodszych kolegów i zachęca ich do przybrania właściwego nastawienia, którego on sam ma pod dostatkiem. Może wiele osiągnąć. To dla młodych piłkarzy dowód na to, że jeśli będą mieli właściwą mentalność, a ktoś da im szansę, mogą liczyć na zaufanie i dobrze się spisać. Myślę, że w całym klubie, od Jessego, przez Marcusa do Aksela, jest kilka świetnych wzorów do naśladowania dla młodych zawodników, którzy przedzierają się przez kolejne szczeble Akademii. Ci chłopcy mają prawdziwy talent, ale są także świetnie nastawieni. Wytyczają drogę, którą inni starają się podążać.

Już zanim tu trafiłeś, kibicowałeś Man Utd – wiesz zatem o klubowej tradycji stawiania na wychowanków. Jak miłym przeżyciem dla obecnych piłkarzy jest tego doświadczać?

– Wiedzą, że jest tu inaczej niż gdziekolwiek indziej. Myślę, że zdają sobie sprawę z tego, że są w klubie, który zawsze dawał szanse – i mam nadzieję, że będzie dawał – zawodnikom, który wznieśli się na pewien określony poziom, a przy tym imponowali swoim nastawieniem. To coś, co może tych chłopaków naprawdę inspirować. Wiedzą, że istnieje ścieżka, którą mogą podążyć i z pewnością było tak również w zeszłym sezonie.

Podoba ci się tutaj? Jest tu wszystko, czego chciałeś?

– Tak, wszystko jest tu fantastyczne. Spodziewałem się fantastycznie zarządzanej Akademii, w której wszystko działa we właściwy sposób, a kompetentni ludzie troszczą się o młodych piłkarzy i starają się rozwinąć ich w odpowiednim kierunku. I tak właśnie jest. Czuję się dobrze zaaklimatyzowany, a zawodnicy z zespołów U-18 i U-23, z którymi miałem okazję pracować, dobrze mnie rozumieją – to samo dotyczy zresztą chłopaków z drużyn U-15 i U-16. To utalentowani piłkarze, a budynek Akademii pełen jest dobrych ludzi. Mamy tu świetne zaplecze treningowe, a klub, od prezesa i menedżera w dół, wytycza sobie prawdziwy cel rozbudowy systemu szkolenia. Mamy tu kilka dobrych składników i podstawę do sukcesu w przyszłości. To fantastyczne miejsce do pracy.

Demi Mitchell wspomniał, że udzieliłeś mu porady na temat defensywy. Pracowałeś również ze starszymi piłkarzami?

– Naprawdę to zrobił? W porządku! Pracowałem, ale tylko przez chwilę! (śmiech) Nie pojechałem z drużyną na Dallas Cup, więc miałem kilka tygodni czasu, który mogłem spędzić na pracy z niektórymi starszymi zawodnikami, których znam od kilku lat, bo przeciwko nim grałem. Demi to jeden z nich. Zawsze staram się rozmawiać, doradzać i pracować ze wszystkimi zawodnikami Akademii. Niezależnie od tego, czy to chłopaki, z którymi działam na co dzień w zespole U-18, czy to krótka rozmowa i mała porada dla starszych zawodników, gdy oglądam mecze zespołu U-23, czy to jeszcze młodsze dzieciaki – bo staram się oglądać możliwie jak najwięcej spotkań drużyn U-16, U-14 i U-15 – każda okazja do tego, by pomóc chłopakom z Akademii jest dla mnie ważna.

strong>Nawet po długim sezonie nie mija dużo czasu, aż nie możemy się doczekać następnego, prawda?

– Owszem, zawsze tak jest. Wyczekujemy wakacji, bo włożyliśmy wiele w pracę podczas sezonu, ale mijają dwa tygodnie i nie możemy się doczekać, aż wszystko zacznie się od nowa. Myślimy tylko o tym, co wcielimy w życie w następnym sezonie i jak przyspieszyć ten proces. Miło jest zrobić sobie przerwę, ale wszyscy czekamy, aż na początku lipca wrócimy do pracy.

Dyskusja