Wywiady

Mourinho: Man Utd zatrzymał się w przeszłości

manutd.com

W wywiadzie z Duncanem Castlesem z “The Sunday Times” José Mourinho daje sobie trzy lata na przebudowę klubu, który jego zdaniem zatrzymał się w przeszłości.

Artykuł Duncana Castlesa – treść oryginalna

– Prowadzę wielkie kluby, ale zawsze obejmuję je w podobnych sytuacjach… Przejmuję gigantów, ale giganci są trudni do prowadzenia, gdy mają kłopoty.

José Mourinho lubi zmieniać punkt widzenia. Dwa tygodnie temu, zaraz po tym, jak jego obecny gigant przedłużył passę rozpoczętą imponującym zwycięstwem na otwarcie Premier League, wygłosił słowa, które mogą wpłynąć na postrzeganie skali jego zadania w jego trzech ostatnich klubach: Realu Madryt, Chelsea i Manchesterze United. Jeden plac budowy po drugim.

Kiedy siadamy do rozmowy w Carrington, pierwsze pytanie zadaje się samo. “W jak dużych tarapatach był Manchester United, kiedy go obejmowałeś?”

Mourinho zaczyna odpowiadać powoli, ostrożnie dobierając słowa. Mówi bez przerwy przez kolejne 10 minut.

– Cóż – zaczyna. – TO bardzo długa historia. I ta historia ma koniec. Później był początek okresu, który boli bardziej, bo wiąże się z przeszłością. Każdy miał na swoich barkach ciężar przeszłości. Piłkarze, menedżerowie, wszyscy pracownicy klubu. Dotyczy to nawet zarządu i prawdopodobnie także właścicieli, bo gdy się ciągle wygrywa, a później się przestaje, to ma się gorzką pigułkę do przełknięcia. Wszystko ma jednak swój powód. Najłatwiejszym sposobem na wytłumaczenie tego jest po prostu stwierdzenie, że najlepszego menedżera w historii Premier League już nie ma. Nie da się łatwiej tego przeanalizować, ale problem jest znacznie bardziej złożony.

Zdaniem Mourinho Man Utd stracił nie tylko Aleksa Fergusona, ale także zwyczaj wygrywania i infrastrukturę towarzyszącą odnoszącemu sukcesy klubowi.

– W innych klubach dochodziło do rozwoju, ale w tym nie. We wszystkich obszarach, dzięki któremu klub odnosi sukcesy, Man Utd zatrzymał się w czasie. Gdy mówię o klubie, mam na myśli zespół piłkarski i wszystko, co go otacza. To zespół był w dużych tarapatach, nie klub. Klub to dużo więcej niż tylko wyniki – to kibice, to pasja na całym świecie, to biznes, to marketing, to handel pamiątkami. Klub taki jak Manchester United może nie wygrywać rzez rok, dwa, trzy, cztery, pięć czy dziesięć lat, a mimo to nadal będzie Manchesterem United i jako taki nigdy nie będzie miał problemów.

– Inne kluby z pewnością się rozwinęły, a u nas tego rozwoju nie było. Tylko pusty okres. Nie było progresu w obszarach, które są ważne dla zespołu sportowego. To był nasz pierwszy krok – próba zwrócenia zespołu we właściwym kierunku.

– Oczywiście starałem się to poprawić już w pierwszym sezonie, ale czułem też, że klub musi nakarmić – przynajmniej emocjonalnie – kibiców, poczucie własnej wartości swoich zawodników, motywację swoich pracowników. Nie jest to możliwe bez sukcesu i dlatego ciężko walczyłem o trofea. Dlatego wolałem wygrać LE niż zająć trzecie czy czwarte miejsce w walce o mistrzostwo. Nie ma lepszego sposobu na przyspieszenie rozwoju niż wygrywanie. Wygrywanie sprawia, że ludzie się uśmiechają, atmosfera jest lepsza, ludzie lepiej się rozumieją i można od nich więcej wymagać, można ich przekonać, by dali z siebie więcej. W pierwszym sezonie ta praca bardzo dobrze nam wyszła, bo ważne było wtedy nie tylko to, by przywrócić klub do Ligi Mistrzów i zdobyć jakieś trofeum, ale żeby poprawić struktury klubu.

– Dziś mamy lepsze warunki pracy, lepszy departament medyczny, lepszy dział analiz, lepszy skauting, lepsze biuro prasowe. W wielu przypadkach dokonaliśmy tego bez zmian w kadrach, a to również ważne. Można dołączyć do klubu i zmienić wszystko, ale prawdziwym sukcesem jest poprawienie tego. To oczywiście nie jest proste, ale staramy się to robić. Nie lubię nawet mówić, że ulepszamy poszczególne sektory działania klubu – my po prostu adaptujemy je do mojego sposobu myślenia. Muszą nauczyć się, jak pracuje się ze mną i jak ja chcę pracować. To było duże wyzwanie. Przyspieszyliśmy ten proces, bo za zwycięstwami podążają uśmiechy, ale to proces, który jeszcze się nie zakończył.

Mourinho otrzymał propozycję pracy w Man Utd w maju 2016 roku, pół roku po tym, jak został zwolniony z Chelsea. Podpisał kontrakt na trzy lata, czyli o rok mniej niż w swoich poprzednich klubach. Sam jednak opisuje ten okres jako idealny, by przywrócić klub na właściwe tory. Uważa, że potrzeba będzie trzech lat, by zbudować w Man Utd zespół, który będzie w stanie rywalizować na najwyższym poziomie w Europie. Jest menedżerem w Fergusonowskim rozumieniu tego słowa; nie tylko świetnym trenerem, ale także osobą, która chce dowodzić klubem w każdym aspekcie. Nie jest przypadkiem, że jego wydatki transferowe w Interze, Realu Madryt i Man Utd były większe niż w przypadku innych trenerów. Jego pogląd na przebudowę United wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje.

– Mowa o trzech latach, bo to w lecie projektuje się przyszłość swojego zespołu. W styczniu dostaje się określonego piłkarza, który zbliża się do końca swojego kontraktu i można go sprowadzić na lepszych warunkach, albo przeprowadza się awaryjny zakup. Całe planowanie odbywa się jednak w lecie. Trzy lata to idealny czas, by przywrócić klub na właściwe tory, ale także żeby utrwalić całe struktury i sprawić, że będą działać jak perfekcyjnie naoliwiona maszyna, udostępniając zespołowi najlepsze warunki – nie tylko na teraz, ale na przyszłość.

– Są piłkarze, którzy potrafią odmienić losy zespołu, są niezwykle ważni dla jego rozwoju. Są też inni, od których zależy jakość i stabilność składu. Wreszcie są też tacy, których nie trzeba sprowadzać, bo już się ich ma. Kiedy trafiłem do Man Utd, potrzebowaliśmy piłkarzy, którzy zapewnią nam brakującą jakość i osobowość, które klub zatracił przez ostatnie kilka lat. Zarząd zgodził się ze mną co do tego, że zapewnia to Pogba, który może grać świetnie na każdym poziomie przez następne 10 lat. Spowadziliśmy Zlatana, wiedząc, że nie jest zawodnikiem na następne pięć czy sześć lat, ale myśląc, że potrzebujemy piłkarza, którzy podpisuje kontrakt i czuje “Ten klub jest wielki, ale ja także jestem”. Zawodnika, który nie potrzebuje czasu do adaptacji do wymiaru klubu i towarzyszącej mu presji.

– “Miki” i Bailly mieli umiejętności, o których myślałem, że nie mamy ich w zespole. “Miki” potrzebował trochę czasu, ale brakowało nam zawodnika, który jest tak wszechstronny w każdym ofensywnym obszarze. Nie mieliśmy też szybkiego, silnego środkowego obrońcy. Nie zamierzamy porównywać go z Rio ani Vidiciem, ale to zawodnik o dobrej osobowości, który pasuje do Premier League.

– W drugim sezonie wiedzieliśmy, że zespół, z ludzkiego punktu widzenia, to bardzo wyjątkowa grupa piłkarzy. To czyni zadanie jeszcze trudniejszym, bo nie można sprowadzić bardzo dobrego zawodnika, który nie jest też bardzo dobrym człowiekiem. Nie powinno się ryzykować. Oglądałem jakiś program na Sky z Thierrym Henrym, Kennym Dalglishem i Royem Keane’em. Dalglish powiedział: “Wszyscy trzej zdobyliśmy wiele trofeów i z pewnością nie pamiętamy, by jakiś zespół wygrał ważny puchar, nie będąc świetną rodziną z rewelacyjną atmosferą w szatni”. Miał zupełną rację. Największe osiągnięcia w mojej karierze przychodziły, gdy mój zespół był wyjątkową grupą.

-Lukaku był moim zawodnikiem, gdy był jeszcze dzieckiem. Opuścił klub, bo myślał wtedy, że zasługuje na więcej szans gry, ale jest na tyle dobrym chłopakiem, że rzez te wszystkie lata mieliśmy ze sobą dobre relacje i pozostawaliśmy w ciągłym kontakcie. Prawdopodobnie rozumiał, że nie mogłem wtedy przyspieszyć jego rozwoju. Wiedziałem, że to inteligentny człowiek z bardzo pozytywnym nastawieniem. Był blisko Paula, a żeby być blisko niego, trzeba być takim jak on. Trzeba być zabawnym, otwartym człowiekiem, który cieszy się życiem, ale także jest profesjonalistą. Wiedziałem, że Romelu taki jest.

– Jeśli chodzi o Maticia, nie mogę powiedzieć, że dowodziłem lepszymi ludźmi niż on. Ma ze mną coś, co odcisnęło na nas piętno na zawsze. Chodzi o mecz, w którym siedział na ławce. Wpuściłem go w 45. minucie i zdjąłem z boiska pół godziny później. Prasa chciała wytłumaczenia, chciała krwi. Mojej, jego, nas obu. Był naprawdę smutny. Ja także byłem, bo to nie było nic miłego – zrobiłem to tylko dwa razy w karierze. Następnego dnia przyszedł jednak do mnie i powiedział: “Nie jestem zadowolony, ale to moja wina. Nie cieszy mnie to, co mi zrobiłeś, ale to moja wina, bo grałem na tyle słabo, że jestem w stanie zrozumieć zmianę. Idźmy więc dalej.”

– Nie zaszliśmy zbyt daleko, bo kilka tygodni później zostałem zwolniony. Był jednak jednym z “moich ludzi”, z którymi trzymałem się blisko nawet jeśli z nimi akurat nie współpracowałem. Wiedzieliśmy więc, że można na nim polegać, a teraz jest nawet bardziej dojrzały.

– Lindelöf był jedynym, z którym wcześniej nie współpracowałem. Kontroluję jednak sytuację w Portugalii. Kontroluję przepływ informacji. Znam umiejętności grających tam piłkarzy, wiem wiele o ich codziennym życiu, także tym prywatnym. Wiem, bo nie muszę nawet na to pracować, by informacje do mnie docierały.

Ta trójka przyjechała do centrum treningowego specjalnie udekorowanego “nowymi zdjęciami na ścianach, przedstawiających moich piłkarzy z trofeum Ligi Europy, Pucharu Ligi, na Wembley, przeciwko Ajaksowi”. Dwa ważne trofea i Tarcza Wspólnoty zadały kłam sezonowi, w którym Mourinho miał zostać prześcigniony przez “nowe pokolenie” trenerów: Antonio Conte, Pepa Guardiolę, Jürgena Kloppa, Mauricio Pochettino. Do sztampowej litanii krytyki rzekomo zbyt defensywnej taktyki doszła nowa teoria o tym, że Mourinho nie potrafi nauczyć zawodników ofensywnej taktyki. Jego plan i metody zostały skreślone jako zbyt podstawowe i będące “lata świetlne, od nowoczesnych automatyzmów Conte”.

Krytyka bawi Mourinho.

– Może mieli jakieś drony, bo nasze sesje treningowe odbywają się za zamkniętymi drzwiami – uśmiecha się. – Prawdopodobnie w tym sezonie już tego nie mówią, bo gramy bardzo dobrze. W tym sezonie twierdzą pewnie, że spędziliśmy wiele czasu na ćwiczeniu defensywy, bo udało nam się zachować kilka czystych kont. Nie wiem. Nie obchodzi mnie to.

– Nasza metoda jest globalna na każdej płaszczyźnie. Nie można rozwinąć zespołu, jeśli nie rozwija się poszczególnych elementów gry. Ostatni dwaj mistrzowie Anglii byli ultradefensywnymi zespołami. Ultradefensywnymi zespołami z zabójczym kontratakiem. Defensywna postawa i skuteczne kontry były więc ostatnio receptą na wygranie Premier League.

– Wiem, że czasami staje się to modne, bo sukces przyciąga naśladowców, ale staramy się zmierzać w innym kierunku, grać piłkę, która naszym zdaniem jest dopasowana do umiejętności naszych piłkarzy. Nie zamierzamy bronić siedmioma zawodnikami za linią piłki. Nie zamierzamy wystawiać pięciu obrońców i dwóch defensywnych pomocników – razem siedmiu piłkarzy w niskiej gardzie. Czasami rywale są na tyle silni, że trzeba to zrobić, ale to odosobnione przypadki. Nie mam z tych problemów. Staramy się jednak nie grać w ten sposób i to nawet mimo tego, że przez ostatnie kilka lat taki sposób gry przynosił sukcesy.

Sukces zawsze był najlepszym pryzmatem do analizy metod i działań Mourinho. Rozmawiamy o tym, co Patrice Evra powiedział o wygraniu Ligi Mistrzów – że świętuje jej zdobycie na boisku, a później szybko nawiedza go pragnienie zdobycia jej ponownie.

– Taka jest nasza natura – dodaje Mourinho. – Czasami nie jesteśmy w naszym najlepszym okresie, mamy problemy, przegrywamy kilka meczów, jesteśmy smutni. Czasami staramy się rozwiać ten smutek i wspominamy “Hej, wygraliśmy ligę 20 razy, przecież nadal jesteśmy najlepsi. Przecież ostatnie trofeum zdobyliśmy tylko cztery miesiące temu. O co chodzi?”. Później jednak spoglądamy sobie w oczy i przyznajemy, że przecież tacy nie jesteśmy. Jesteśmy nieszczęśliwi i nic tego nie zmieni. Nie starajmy się więc ukrywać, bo my tacy nie jesteśmy.

– W tym roku udałem się do mojego domu w Portugalii. Byłem w swoim biurze, patrzyłem na ściany. Kilka pucharów, medali, koszulek. Kawał historii. Pomyślałem: “K***a, sporo dokonałem”. To jednak tylko moment. Sezon się rozpoczyna, a my wciąż robimy to samo. Wiem, że to taki zawód, który może trwać wiecznie, jeśli się tego tylko chce. I ja tego chcę. Jeśli jesteś zadowolony z tego, co już dokonałeś, jeśli nie chcesz wygrać czwartej Premier League, piątego Capital One Cup czy trzeciej Ligi Mistrzów, ciesz się życiem i zostań w Los Angeles. Nie wracaj po presezonie i zażywaj słońca.

– My tacy nie jesteśmy.

Zobacz komentarze