Getty Images

Rywalizacja Manchesteru United z Liverpoolem nie bez powodu nazywana jest wielkimi derbami Anglii. Spotkania pomiędzy tymi drużynami od zawsze elektryzowały nie tylko fanów obu zespołów, ale także cały piłkarski świat. To jedna z tych rywalizacji, którą żyje się na długo przed meczem, jak i po meczu. Wyśmienity występ Czerwonych Diabłów zapewnił zwycięstwo 2-1 nad odwiecznym rywalem, które nie tylko pozwala umocnić się na pozycji wicelidera w ligowej tabeli, ale daje ogromną dawkę pewności siebie całemu zespołowi. Zapraszamy do zapoznania się z ocenami piłkarzy Manchesteru United, których dokonał jeden z redaktorów ManUtd.pl.

David de Gea – ponownie został pokonany przez kolegę z zespołu. Nie tak dawno w meczu z Tottenhamem piłkę do własnej siatki wpakował Phil Jones, a teraz Eric Bailly. Gdyby nie to, David odnotowałby czyste konto. Żaden z piłkarzy Liverpoolu go dziś nie pokonał. Po prostu brakło szczęścia do czystego konta. W swoich interwencjach jak zawsze pewny i niezawodny, nie bał się grać na przedpolu. Ocena: 6,5

Antonio Valencia – czołg, który nieustannie jeździł od jednego pola karnego do drugiego. Mane nie mógł sobie z nim poradzić i właśnie przez to zaczął schodzić do środka boiska. Antonio na boisku wygląda niczym 20-latek, który może włączać sprinty na życzenie nawet w doliczonym czasie gry. Prawa strona boiska była dzisiaj bezpieczna. Dostał żółta kartkę za brzydki faul na Mane w 89. minucie – wejście nogą w okolice klatki piersiowej. Ocena: 7

Chris Smalling – nie jest łatwo co chwilę grać z innym partnerem u boku, jednak Anglik bardzo dobrze sobie z tym radzi i potrafi współpracować z każdym. Dzisiaj bardzo dobrze uzupełniał się z Baillym, który od dłuższego czasu nie grał. Nie było widać, aby z tego powodu brakowało pomiędzy nimi zrozumienia. Bardzo dużo wybitych i przeciętych piłek, świetnie pilnował rotujących w środku pola zawodników The Reds. Nie pozwalał żadnemu z nich się urwać i wyjść na pozycję do strzału. Ocena: 7

Eric Bailly – gdy patrzę na Iworyjczyka, to powoli zaczynam widzieć Vidicia. To gość, który gra bezwzględnie w obronie, wsadzi głowę tam gdzie nie jeden nie wsadziłby kija, o nodze nie wspominając, i nigdy nie odpuszcza. Takich obrońców właśnie trzeba Manchesterowi United. Gdyby nie strzelona bramka samobójcza podczas nieudanej próby wybicia piłki, to ciężko byłoby doszukać się jakiś błędów. Może poza jednym, gdy złamał linię obrony i wyszedł daleko w głąb pola za piłką, a wówczas w zwolnioną przez niego strefę poszło podanie do Firmino. Dzisiaj zaliczył dziesiątki udanych interwencji, wybić, przecięć i na całe szczęście bramka samobójcza nie wpłynęła na końcowy rezultat. Ocena: 7

Ashley Young – dziś miał niesamowicie trudne zadanie do wykonania, w postaci zatrzymania bezgłowego jeźdźca, Mohameda Salaha. Udało mu się to zrobić i za to trzeba postawić duży plus przy jego nazwisku, jednak… Ashley często popełniał proste błędy, nieuzasadnione straty i momentami wyglądał jakby grał w drugiej lidze, a nie Premier League. Ciężko go ocenić, bo jego forma falowała przez cały mecz. W jednej akcji potrafił wyśmienicie się zachować, żeby za chwilę w kolejnej dać plamę. Spodziewałem się, że na boisku pojawi się za niego Luke Shaw, czego zapewne chciałoby wielu kibiców, jednak niestety tak się nie stało. Ocena: 6,5

Nemanja Matić – kolejny mecz, w którym notuje dużo odbiorów i przecięć akcji przeciwnika, ale dzisiaj zarazem sam popełnił dużo błędów i strat. Momentami wyglądał jakby zgubił się na boisku i szukał swojej pozycji, co przy taktyce Mourinho wpływa na cały zespół, ponieważ drużyna gra jako całość, nie jako poszczególne indywidualności. Praktycznie nie podłączał się do ofensywy. Nie był to jego najlepszy występ. Ocena: 6

Scott McTominay – chłopak który ma tylko 21 lat, zaledwie kilkanaście występów w seniorskim zespole, a na tle drużyny która chce się bić o wicemistrzostwo Anglii wygląda jakby grał na treningu. Nieprawdopodobny spokój, ogromna pewność siebie, chłodna głowa, świetny przegląd pola. Zdaniem wielu ekspertów Szkot dzisiaj miał wspomagać Maticia w środku pola, jednak w rzeczywistości wyglądało to jakby Matić wspomagał McTominaya. Jeśli Scott będzie dalej rozwijał się w tym tempie, to może stać się nowym Carrickiem, bez którego jeszcze tak niedawno nie można było sobie wyobrazić Manchesteru United. Ocena: 7

Juan Mata – miał rewelacyjną szansę na bramkę w 39. minucie. Nieczysto trafił w piłkę podczas przewrotki i ta powędrowała obok lewego słupka bramki Kariusa. Hiszpan zawsze był pod grą, pokazywał się do podań, szukał wolnych przestrzeni. Często schodził z prawej strony do środka. Uczestniczył w akcji bramkowej na 2-0. Niesamowicie panuje nad piłką, czasami wręcz sprawia wrażenie, że piłka klei mu się do nogi. Ocena: 6,5

Alexis Sanchez – wciąż brakuje tego błysku, którym robił różnicę na boisku gdy jeszcze grał w Arsenalu. Nikt jednak nie może odmówić mu chęci i waleczności. Bardzo dużo biegał, cofał się po piłkę, chciał być aktywny w każdej akcji. Potrafił dobrze rozciągać grę, szukał partnerów na boisku. Zagrał dla drużyny, przez co w końcu miał mniej strat. Dobrze wyszukiwał wolne strefy dla kolegów z zespołu, w które posyłał piłki. Ocena: 6,5

Marcus Rashford – w końcu doczekał się miejsca w wyjściowej jedenastce. Mało tego, zagrał po lewej stronie boiska, a nie tak jak wcześniej po prawej. Na rezultat nie trzeba było długo czekać, bo pokonał bramkarza już w 14. minucie, po tym gdy chwilę wcześniej przełożył sobie obrońcę niczym dziecko na treningu. Drugi cios zadał w 24. minucie i na tablicy wyników widniał wynik 2-0. Marcus wyglądał jakby został spuszczony ze smyczy i mógł w końcu robić to, na co ma ochotę. Żywy, szybki i skuteczny. Takich rakiet na skrzydle nam potrzeba co mecz. Ocena: 8

Romelu Lukaku – nie strzelił, ale znów asystował. Piekielnie inteligentne strącenie piłki głową do Rashforda pozwoliło otworzyć wynik spotkania. Belg wykonuje z przodu niesamowitą pracę poruszając się bez piłki i absorbując sobą często dwóch obrońców, przez co potrafi zrobić miejsce dla kolegów z drużyny. Do tego gra na pełnych obrotach, walczy do samego końca, a najlepszym przykładem jest sprint w doliczonym czasie gry, gdy prawie udało mu się dogonić i wyprzedzić Lovrena. Po styczniowych przestojach, gdy to nie cieszył się nawet ze zdobytej bramki, ponownie rozpaliła się w nim chęć do gry i walki do ostatniego gwizdka. Ocena: 7,5

Rezerwowi:

Maourane Fellaini (za Marcusa Rashforda w 70. minucie) – gdy wchodził na boisku wielu zapewne zastanawiało się jak przemebluje się środek pola. Alexis na lewo, Fellaini do środka? Nic bardziej mylnego. Belg wszedł na boisko w miejsce Marcusa i pozostał tam do końcowego gwizdka. Wbrew pozorom całkiem nieźle sobie poradził. Pokazał wolę walki i chciał być pod grą. Powrót do gry może zaliczyć za udany. Ocena: 6,5

Jesse Lingard (za Juana Matę w 89. minucie) – grał zbyt krótko aby ocenić.

Matteo Darmian (za Alexisa Sancheza w 95. minucie) – zmiana zadaniowa, grał zbyt krótko aby ocenić.

Trener Jose Mourinho – jedno słowo, zaskoczył. Wszyscy spodziewali się autobusu i panicznej obrony od pierwszych minut przed potężną ofensywą Liverpoolu, a tymczasem Jose zagrał w otwarte karty, pokazując że jego ofensywa wcale nie jest gorsza. Ogromny plus za pierwsza połowę, w której mógł spokojnie prowadzić 3-0, gdyby Mata wykorzystał swoją sytuację, przy czym Liverpool nie miał żadnej dogodnej sytuacji do zdobycia bramki. Gdy już wszyscy myśleli, że Czerwone Diabły wyjdą na drugą połowę po to, aby dobić rywala i jednoznacznie podkreślić swoją dominację, zespół Portugalczyka cofnął się i zaczął stawiać, potocznie mówiąc, autobus, mając posiadanie piłki w okolicach 30%. Doprowadziło to do niefortunnej bramki samobójczej, przez co Liverpool uwierzył że jeszcze może coś z Old Trafford wywieźć. Ostatecznie Mourinho triumfował, ale druga połowa pozostawiła mały niesmak. Ocena: 6,5

 

Waszym zdaniem

Dyskusja