Arjen Robben przyznał, że trafiłby do Manchesteru United, a nie do Chelsea, gdyby tylko sir Alex Ferguson zaoferował mu kontrakt, a nie obiad.

Za czasów gry w PSV Holender był wnikliwie obserwowany przez United, których zainteresowanie było na tyle poważne, że 20-letni wtedy piłkarz zwiedził Old Trafford i zjadł obiad w towarzystwie menedżera. Oferta transferu się jednak nie pojawiła, z czego skorzystała Chelsea, która zapłaciła 12 mln funtów i dopięła swego.

Po latach Robben twierdzi, że nie wahałby się z podpisaniem kontraktu z Man Utd, gdyby tylko miał co podpisać.

– Odbyłem z Fergusonem bardzo udaną rozmowę na obiedzie w Manchesterze, rozmawialiśmy o życiu i piłce nożnej – powiedział w rozmowie dla majowego wydania “Four Four Two”. – Rozejrzałem się także po centrum treningowym i wszystko mi odpowiadało.

– Później jednak wróciłem do PSV i nic się nie wydarzyło. Pomiędzy klubami nie było tak naprawdę kontaktu i do transferu nie doszło. Mój zespół negocjował wtedy także z Chelsea. Może Chelsea zaoferowała więcej pieniędzy? Sam nie wiem.

– Rozmawiałem też z Chelsea i spodobały mi się jej plany. Spotkaliśmy się raz i wszystko wydarzyło się całkiem szybko. Gdyby Manchester United od razu zaoferował mi kontrakt, związałbym się właśnie z nim, ale do tego nie doszło i niczego nie żałuję.

Kariera Robbena w Chelsea została wyraźnie nadszarpnięta przez kontuzje, ale zdołał w tym czasie zdobyć dwa mistrzostwa Anglii, Puchar Anglii i dwa Puchary Ligi. Jego relacje z José Mourinho nie należały do najłatwiejszych, ale twierdzi, że miał on pozytywny wpływ na jego grę i zawdzięcza mu pewność siebie, której potrzebował, by błyszczeć na najwyższym poziomie.

– Był naprawdę wymagający, ale myślę, że na tym etapie kariery sprzyjało to mnie i mojemu rozwojowi – dodał. – Jestem typem ucznia, zawsze chcę doskonalić swoje umiejętności i ciężko pracować, więc myślę, że nasze osobowości do siebie pasowały. Mourinho jest dobry w zarządzaniu zespołem i dał mi wiele pewności siebie.

– Kontuzje są dla menedżera trudne do zniesienia, bo wtedy nie może liczyć na swoich piłkarzy. Rozumiem więc, jeśli go to denerwowało. To jednak trudna sytuacja przede wszystkim dla piłkarza, który chce po prostu cieszyć się grą. José to urodzony zwycięzca i chce, by jego zawodnicy byli silni. Gdy byłem zdrowy, czułem się bardzo podbudowany, ale urazy sprawiały mi problemy.

Dyskusja