Kadra

Michael Carrick w rozmowie z “The Times”

„Nie wszyscy mają szansę tak szybko pracować z Jose. To oczywista sprawa”. Tak brzmi nagłówek artykułu z „The Times” opartego na rozmowie Michaela Carricka z Henry Winterem. Carrick mówi dlaczego teraz jest odpowiedni czas na zakończenie kariery zawodniczej i jak podekscytowany jest pracą u boku Jose Mourinho.

Michael Carrick podróżuje po kraju obserwując miejsca przesiąknięte dziecięcą biedą. Patrzy na kiepskie warunki do życia, nieodpowiednie diety i ryzyko wpadnięcia w świat przestępczy. Kiwa głową. – Dzieci cierpią – mówi. Szukając pomysłów na zainwestowanie pieniędzy przez Fundację Michaela Carricka, kapitan Manchesteru United skupił się na dwóch obszarach, które zna dobrze. W pobliżu Wallsend, gdzie dorastał i Old Trafford, które stało się jego drugim domem.

– Obserwowaliśmy okolice Trafford Barn i nie jest to jedno z miejsc reprezentatywnych. W częściach jest zdecydowanie w gorszej sytuacji ekonomicznej, jest bieda, a dzieci cierpią. Widzieliśmy okolice Wallsend, tam wszędzie jest bieda u dzieci. Tam dorastałem i nigdy tak się nie czułem. To niewiarygodne. – powiedział. – Moja mama i tata wciąż mieszkają w Wallsend i pomyśleć, że w pobliżu są dzieci, które nie żyją w odpowiednich warunkach, z odpowiednią edukacją, którzy nawet nie żywią się w prawidłowy sposób. Tak naprawdę żyją w warunkach, jakie ludzie uważają za biedę. To naprawdę przygnębiające.

W wieku 36 lat, Michael Carrick ma wiele do rozmyślania, ponieważ kończy swoją karierę piłkarską i szykuje się do roli stałego członka sztabu szkoleniowego Jose Mourinho, która – jak ma nadzieję – da mu szansę na prowadzenie w przyszłości Manchesteru United. – To zdecydowanie kuszące – powiedział na temat tej posady.

Od momentu dołączenia do drużyny w 2006 roku, Carrick stał się prawdziwym liderem. Z pieniędzy zebranych za mecz uznania jego kariery, Anglik utworzył we współpracy z Fundacją Manchesteru United „Carrick’s Street Reds”, czyli miejsce dla młodzieży. – Jest to miejsce, w którym dzieci będą mogły pograć w piłkę, otrzymać trochę dobrego szkolenia piłkarskiego, ale także towarzyskiego. Opiera się ono na piłce nożnej, ale umiejętnościach i dyscyplinie. Chcę ich uchronić od problemów, żeby w żadne z nich nie wpadli. Ważne jest, aby pokazać im jakąś alternatywę, drogę w inną stronę. Miejmy nadzieję, że z czasem ich z tej ścieżki przestępstw skutecznie odsuniemy i pokażemy im drogę, w której zobaczą, obserwując takich, którzy kontynuują edukację, że to może z nich zrobić lepszych ludzi – powiedział. – Przywołuję Wallsend Boys Club, czyli ważne dla mnie miejsce w dzieciństwie. Miałem ogromne szczęście, że praktycznie pod nosem coś takiego istniało. Trafford Barn jest miejscem, które można odwiedzić, czuć się bezpiecznie i dostać jakieś wskazówki – dodał.

Mecz uznania, czyli „testimonial game”, to wpływ półtora miliona funtów na konto jego fundacji. – Dzielenie tych pieniędzy nie należało do najprzyjemniejszych. Każdy list, jaki przeczytałem, powodował, że chciałem przekazać pieniądze, ponieważ każdy z nich opisywał odpowiedni przypadek.

Na początku, Michael Carrick zaczyna od Manchesteru United i Newcastle United. – Nie jestem świętym i nie próbuję z siebie zrobić perfekcyjnego dżentelmena. Chodzi o szacunek. Szanuję szanse, jakie otrzymałem kiedy byłem młodszy i miejsce, w którym się dzisiaj znajduję. Jeśli jesteś piłkarzem, to wiesz, że dzieci się na Tobie wzorują, więc muszą być jakieś przykłady, jakie im dajesz, jak choćby zachowanie.

Razem ze swoją żoną Lisą, Michael upewnia się, że jego dzieci, Louise i Jacey są w takim samym stopniu świadome. – Dzieci pojadą zobaczyć Trafford Barn. Zdają sobie sprawę, że mamy szczęście, że mamy rzeczy, których ja nie miałem kiedy byłem młody. Jesteśmy świadomi jako rodzice, że musimy im pokazać jak wygląda świat i że są rzeczy lepsze i gorsze. Mieliśmy mieszkanie w Newcastle, Louise je uwielbiała i często pytała czy nie możemy się po prostu tam przeprowadzić, co było wspaniałe.

Jacey również. Carrick i jego syn dołączyli do fanów Manchesteru United na Turf Moor w styczniu. – Uwielbiałem jeździć na mecze z kibicami. To coś, z czym dorastałem w Newcastle. Uwielbiam to poczucie koleżeństwa, wspólny marsz na mecz. Śpiewali moją piosenką, it’s Carrick , you know… Nie dołączyłem, ale Jacey śpiewał z całych sił. Poprosili mnie o zaśpiewanie piosenki. Uwielbiam to. To prawdziwa piłka nożna, prawda?

Carrick jest fascynująca mieszanką profesjonalisty, który trzyma się na boku wszystkich emocji i ekscytacji swoim sportem, ale jest jednocześnie bardzo troskliwy i zaangażowany. Pokonał wielu przeciwników, ale nie pokonał czasu. – Mógłbym kontynuować. Byłbym w odpowiedniej formie. Nie grałbym jednak tak dobrze, jak grałem, więc to mi mówi, że nadszedł ten czas – powiedział. Na pytanie czy nie wróciłby nawet na sezon do Newcastle odpowiedział: – Nie, nawet z sentymentu.

– Od momentu rozmowy z menadżerem na temat odejścia na zawodniczą emeryturę, nie było ani jednego dnia, w którym pomyślałem, że to była zła decyzja. Z pewnością w przyszłym sezonie może być jakiś mecz, w którym oglądając go pomyślę, że szkoda, że nie mogę zagrać. Wiem, że Scholesy wrócił, ale ja znam swoje ciało. Znam siebie samego.

W tym sezonie zagrał zaledwie cztery razy, z powodu choroby serca i urazu łydki. Ostatni raz wybiegł na boisko przeciwko Huddersfield Town w lutym. – Wiele osób mówiło mi, żebym kontynuował granie. Nawet po meczu z Huddersfield. Po tym meczu czułem się w porządku. Chodzi po prostu o wszystko dookoła. Ćwiczenia fizyczne, reakcje. Nie jest fair w stosunku do pozostałych chłopaków, żeby mnie w jakiś sposób gościli w drużynie. Grasz dla Manchesteru United. Nie powinienem grać tylko dlatego, że byłem tutaj kilka lat. Na grę musisz sobie zasłużyć. Fakt, że zostaję trochę łagodzi uczucie zakończenia kariery jako zawodnik. I fakt, że ostatnio i tak nie grałem wielu spotkań. Z czasem zostaje się trochę odstawionym, zmierzasz powoli w innym kierunku. Kluczem dla mnie było to, że kiedy nie grałem z powodu problemów z sercem, a później wróciłem po urazie łydki, że zaakceptowałem, że to jest właściwy czas. Że to jest koniec.

Patrzy na swoją karierę i mówi: – Najlepszy okres miałem za Sir Aleksa Fergusona. Wygraliśmy ligę pięciokrotnie i graliśmy w trzech finałach Ligi Mistrzów w ciągu siedmiu lat. Mieliśmy wspaniały skład i super okres. Wygranie Ligi Mistrzów w 2008 roku w Moskwie było bez wątpienia najlepszym uczuciem jakie kiedykolwiek miałem. Nie myślę o tym każdego dnia, ale za każdym razem jak wraca Liga Mistrzów to wracają tamte wspomnienia. Chciałoby się jeszcze raz wrócić do tamtej nocy, od nowa to poczuć. Zawsze można obejrzeć powtórkę meczu, ale brakuje całej tej reszty. Przygotowań do meczu, ekscytacji i późniejszego świętowania.

– Scholesy, Giggsy, Wayne, Cristiano. Jak między nimi wybrać najlepszego? Giggsy, wow, niesamowity piłkarz. Cristiano? Niewiarygodny. Wazza był bardzo dobry, szczególnie kiedy był młody, jeden z najlepszych jakich kiedykolwiek widziałem. Rio i Vida, także. Każdy z nich jest inny. Muszę jednak przyznać, że będzie to Scholesy, ponieważ w każdym meczu był obok mnie. Kochałem grać u jego boku – stwierdził. Carrick kilka razy rozmawiał z Sir Aleksem Fergusonem na temat rozpoczęcia kariery trenerskiej. – Miałem z nim w przeszłości parę dobrych rozmów na ten temat. Przez cztery lata współpracowałem z drużyną do lat 14 podczas robienia uprawnień. Prowadziłem ich nawet w meczu wewnętrznym. Zostałem pokonany.

Louis van Gaal nazywał go swoim „trenerem na boisku”. Oferta Mourinho dotycząca dołączenia do jego sztabu szkoleniowego pojawiła się w idealnym momencie, ponieważ Carrick skończył wówczas kurs UEFA A, a z terminem na przyszły styczeń ma zarezerwowany kurs Pro. – Nie musiałem się nawet nad tym zastanawiać – mówi Carrick o ofercie Mourinho. – To oczywista sprawa. Praca z Jose. Naprawdę rozglądam się po drużynie i myślę, że niewielu chłopaków mogło by otrzymać taką ofertę tak szybko. To niesamowita okazja. Nauczyć się od Jose, człowieka, który był wszędzie i wszędzie wygrywał. Naprawdę jest w nim coś wyjątkowego. Jest zwycięzcą. Można to w nim zauważyć, ta chęć odniesienia sukcesu. Bardzo szybko jest w stanie ocenić spotkanie, w przerwie, rozumie jak potoczy się gra. U Jose chodzi o wygrywanie.

Na pytanie czy chodzi o dostarczanie rozrywki czy wygrywanie, Michael Carrick odpowiada: – W idealnym świecie chciałoby się połączyć obie te rzeczy. Wygrywanie to wygrywanie, a wygrywając możesz dostarczać rozrywkę. Krytyka parkowania autobusu przez Mourinho? Jest przesadzona, ponieważ jest dwóch skrzydłowych, środkowy napastnik i w wielu przypadkach „dziesiątka”. Do tego jest dwóch atakujących bocznych obrońców, czyli Ashley Young i Antonio Valencia. Można mówić co się chce, ale jest w tym jednak trochę planów ofensywnych.

Carrick zna zawodników takich jak Paul Pogba i Scott McTominay, ale także przyszłą generację, czyli Jima Garnera i Masona Greenwooda. – Nie jestem trenerem. Chcę pomóc chłopakom. Trochę na treningu, trochę w szatni. Siadamy i oglądamy jakieś nagrania z nimi w akcji. Nie jest to bynajmniej wykład, ale przekazuję im jakieś informacje – powiedział. Z Pogbą Carrick pracował nad odpowiednim wyczuciem w środku pola. – Jest to ogromny talent. Paul ma wszystkie atrybuty jakich szuka się u piłkarzy. Fizycznie, technicznie. To zależy tylko od niego jak dobry chce być. Patrzę na grupę młodych zawodników i widzę prawdziwe talenty. Marcus Rashford, Luke Shaw, Jesse Lingard, Anthony Martial, Romelu Lukaku, Angel Gomes i młody Tahith Chong. Ekscytujące jest to, że mogę im w jakimś stopniu pomagać.

– Nie zawsze mówię dużo. Nie krzyczę i nie komentuję wszystkiego cały czas. Chcę pomóc kiedy mogę. Kiedy grasz w pomocy i grasz w roli prowadzącego grę, jesteś połączony z każdym zawodnikiem. Kiedy byłem w swojej najlepszej formie, kontrolowałem wszystko. To pozwala zrozumieć to, co chce skrzydłowy, co chce napastnik, a co chce obrońca. Piłka nożna sprzed 10 lat ogromnie różniła się od tej aktualnej. Wtedy było się bezwzględnym w atakowaniu. Nie było posiadania, nie czekało się na budowanie akcji. Jeśli zobaczyłeś tylko dobrą możliwość zagrania do przodu, robiłeś to, a ktoś z pewnością by tam dobiegł. Taktyka weszła teraz do każdego meczu. Patrzę na mecze w 2007, 2008 roku, może za van Gaala i widzę zmianę.

Telewizje chciały zwabić Michaela Carricka, piłkarza elokwentnego, dobrze czytającego grę. – Teraz może być z tym ciężko. Idę w trenerkę. Wiem, że Stevie Gerrard pracuje w Akademii (i jako ekspert w BT Sport – przyp. red.), ale kiedy jesteś w pierwszej drużynie, może być ciężko. Taka jest twoja rola. Nie wchodzę w ten etap swojego życia z jakimś wielkim planem mówiącym „to jest coś, co chcę osiągnąć”. To mogłoby być trochę niebezpieczne. Chciałbym notować progres – powiedział. Prowadzić w przyszłości Manchester United? – O tak. To zdecydowanie kuszące. Brzmi jak szaleństwo. Jeśli być mnie zapytał trzy lata temu, mimo że zaczynałem kursy trenerskie, to byłbym powiedział „bez szans”. Ale teraz?

– Jeśli chodzi o karierę piłkarską, zawsze myślałem o grze dla Manchesteru United i koniec końców dla tego klubu zagrałem. Podobnie ze ścieżką trenerską. Więc tak, jest to kuszące. Naprawdę czekam z niecierpliwością. Patrzę na kolejny sezon, ponownie mam to uczucie, co jest super, bo przecież kończę karierę jako piłkarz. Kilka lat temu zastanawiałem się jeszcze co będę robił. Kursy trenerskie, może telewizja, powrót do Newcastle? Dla Lisy i dzieci było to proste „Co dalej, tato?”, a teraz jest jakaś stabilizacja. Mourinho ją zapewnił.

W nadchodzących tygodnia Michael Carrick pożegna się z kibicami na Old Trafford. Prawdopodobnie przeciwko Watford, 13 maja. – Jak będzie ten ostatni mecz wyglądał? Nie wiem. Wtedy mogę to poczuć. W tej chwili to po prostu akceptuję. Jestem niesamowicie dumny z tego, co tutaj osiągnąłem. Jest oczywiście pewne rozczarowanie tym, że mieliśmy taki dobry okres przez te siedem lat, a późniejsze lata… to wciąż mnie boli. Słuchaj, wiem, że i tak wygrywaliśmy jakieś trofea, co jest wspaniałe, ale nigdy ich za wiele. Zawsze chcesz więcej.

Zobacz komentarze