Lindelof dla „The Players’ Tribune”: moja matka od zawsze wiedziała, że zostanę piłkarzem

Victor Lindelof, to kolejny po Romelu Lukaku piłkarz Manchesteru United, który pokusił się o napisanie artykułu dla „The Players’ Tribune”, w którym opowiadał swoją historię dotarcia do miejsca w swojej karierze, w którym obecnie się znajduje. Nie jest może tak ujmująca, jak w przypadku Belga, ale chyba bardziej bliższa każdemu z nas, bo jak wiemy, Lukaku musiał przezwyciężyć trudności, które nie dotykają większości ludzi. Zapraszamy do zapoznania się z materiałem.

Artykuł Victora Lindelofa – treść oryginalna

Moja mama lubiła opowiadać mi historię o dniu, w którym się urodziłem, ponieważ – jak mówiła – wiedziała już od tamtego momentu, że zostanę piłkarzem. Była w szpitalu z moim ojcem, a on zachowywał się dość dziwnie. Wyglądał na roztargnionego, co jest dziwne, prawda? Wiecie, właśnie urodził ci się syn. Nie ma zbyt wielu ważniejszych rzeczy w życiu niż to, naprawdę.

Oczywiście, kiedy przyszedłem na świat, to był przepełniony radością. Jednak po chwili powiedział: OK, czy możemy znaleźć teraz telewizor? Moja matka jedynie przewróciła oczami, ponieważ już wiedziała, co ma na myśli. Miała minę w stylu: Naprawdę? Ale że naprawdę? Mój ojciec odpowiedział tylko: Wiem, wiem, ale akurat zaczynają wykonywać rzuty karne.

To był 17 lipca 1994 rok. W Szwecji urodził się właśnie Victor Lindelof. Z kolei w Pasadenie, Włochy podejmowały Brazylię w finale Mistrzostw Świata. Zgaduję, że to właśnie kwestia mojego wyczucia czasu dotyczącego przyjścia na świat sprawiła, że moja mama była przekonana, że w przyszłości zostanę piłkarzem.

I wiecie co? Zaledwie kilka lat później grałem w finale Mistrzostw Świata. Z jakiegoś powodu FIFA zdecydowała się rozegrać go w moim rodzinnym mieście, Vasteras. Boisko było nierówne. Za bramki robiły dwie pary drzwi od garaży. Wszystko na oczach 65 tysięcy fanów, a przynajmniej tak się wydawało. Gdy na zegarze minęła już 90 minuta, głos zaczął opowiadać boiskowe wydarzenia: Piłka posłana do Lindelofa. Lindelof przejmuje ją…Mija jednego przeciwnika, mija dwóch! Wciąż Lindelof…Lindelof strzela…goooooooool!!! Bramka dla Szwecji!!! 1:0!!!

Pobiegłem do linii końcowej, zostałem podrzucony w powietrze po tym, jak moi koledzy podbiegli do mnie. Szwecja została mistrzem świata! Gdy już posyłałem całusy do kibiców, w pewnym momencie przerwał mi głos: Victooor? Victooor? Rozpoznałem go. To był głos mojej mamy. Czas na obiad! Ehh…

Wróciłem więc z moimi dwoma braćmi do naszego mieszkania w bloku. Miałem trzech braci, ale jedynie dwóch było zbliżonych do mojego wieku, więc zawsze graliśmy razem w piłkę nożną. Mój ojciec też kręcił się gdzieś w pobliżu, ale osobą, która naprawdę nas wychowała, była moja matka. Nie chcę teraz zabrzmieć jak synek mamusi, ale mówię wam, że gdyby nie ona, nie zostałbym piłkarzem. Nie ma na to szans.

Wiecie, kiedy miałem pięć lat, to ona karmiła moją wyobraźnię. Kupiła mi strój bramkarski – był chyba bramkarza reprezentacji Francji, Fabiana Bartheza. Nagle chciałem zostać Barthezem. Przebywałem na dworze, rzucając się w błoto, wykonując te heroiczne obrony. Ohhhh! Co za obrona Lindelofa!

Później mama kupiła mi koszulkę Zinedine’a Zidane’a. Wówczas chciałem być jak Zizou. Chciałem tańczyć na boisku, robić piruety i popisywać się tymi wszystkimi niesamowitymi podaniami. Mój Boże! Widzieliście co właśnie zrobił Lindelof? Wkrótce moja wyobraźnia przeobraziła się w marzenie.

Kiedy ludzie zaczęli więc pytań mnie po pewnym czasie o to, co będę chciał robić, gdy dorosnę, bez zastanowienia odpowiadałem: Chcę zostać piłkarzem. Nikt nie patrzył na mnie poważnie. Mówili jedynie: „A, to słodkie, ale to nie jest prawdziwa praca, prawda? Cóż, prawda jest taka, że to jest praca. Musisz jedynie mieć w sobie wiarę, że to możliwe. Ja miałem. I moja mama też ją miała.

To właśnie ona zawoziła mnie na treningi, kiedy zacząłem grać dla Vasteras SK. Myślę, że byłem w tym naturalny, ponieważ niedługo potem grałem już w seniorskiej drużynie w niższej lidze. I człowieku, te mecze były szybkie. Sama fizyczność na tym poziomie była brutalna. Cieszę się jednak, że tam grałem, ponieważ dzięki temu rozwinąłem się szybciej niż mógłbym tego dokonać w juniorskiej drużynie. Moim planem była przeprowadzka do większego klubu w Szwecji, ale potem mój agent otrzymał telefon z Benfiki.

Będąc szczerym ich zainteresowanie było dla mnie pewnym szokiem. Miałem zaledwie 17 lat. Mieszkałem normalnie w domu i chodziłem do szkoły. Nie wiedziałem czy powinienem przyjąć tę ofertę, usiadłem więc z moją mamą oraz starszym bratem i razem przestudiowaliśmy wszystkie za i przeciw.

Za: Benfica to największy klub w Portugalii. Będę miał okazję grać z lepszymi zawodnikami i pracować z lepszymi trenerami. Być może nawet uda mi się przebić do składu pierwszej drużyny.

Przeciw: Będę musiał przeprowadzić się do Lizbony. Sam. Nikogo tam nie znam. Nawet nie mówię w ich języku. Mogę skończyć jak niektórzy moi koledzy, którzy przenieśli się za granicę w moim wieku i napotkali na wiele problemów. Czy naprawdę chcę podejmować takie ryzyko?

Nie byłem tego wszystkiego pewny. Jednak moja mama zapytała mnie wtedy: Czy będziesz żałował, jeżeli nie powiesz „tak”? Momentalnie zdałem sobie sprawę, że tak, oczywiście, że będę tego żałował. Godzinę później dzwoniłem już do mojego agenta. Jakieś dwa tygodnie później byłem już w drodze do Lizbony.

Moja mama towarzyszyła mi w podróży – wciąż nie byłem wystarczająco dorosły, aby podpisać własny kontrakt. Chodziliśmy wokół Lizbony i staraliśmy się to wszystko jakoś pojąć. Wydawało mi się, że była całkiem pewna tego wszystkiego, ale następnego ranka zaczęła płakać. Była ze mnie dumna, ale trudno jej było mnie puścić. Było jednak za późno na to, żeby tego żałować. Wróciłem jeszcze na sześć miesięcy, aby grać dla Vasteras, a następnie latem 2012 roku wsiadłem już w samolot do Lizbony. Tym razem bez biletu powrotnego.

Przynajmniej czułem się pewnie, kiedy spoglądałem w okno. Miałem przed sobą całe życie – co więc od niego chciałem? Wyobrażałem sobie, że wybiegam na boisko na Estadio da Luz…i podobała mi się ta wizja. Tak, to było to, czego pragnąłem. To był mój plan A. Jeżeli chodzi zaś o plan B, to za wiele wam nie powiem…Tak naprawdę nie istniał.

Kiedy już wylądowałem, przedstawiciele klubu zawieźli mnie do centrum treningowego Benfiki. Następnego poranka obudziłem się pełen obaw. Zadzwoniłem do mojej mamy przez Skype’a. Byłem tam mniej niż 24 godziny, a już zacząłem wszystkiego żałować. Mamo, chcę wrócić do domu. Co powinienem zrobić? Jednak dla takich sytuacji są nasze matki, prawda?  Nie wiem jak to zrobiła, ale sprawiła, że poczułem się spokojniejszy – jestem przekonany, że była jedyną osobą na całym świecie, która w tamtym momencie była w stanie mnie uspokoić. Powiedziała, że dam sobie radę, że po prostu na początku będzie mi trudno. Człowieku, miała pełną rację w tym temacie. Pierwsze sześć miesięcy było dla mnie naprawdę, ale to naprawdę trudne.

Tęskniłem za moją rodziną, tęskniłem za moimi przyjaciółmi…Tęskniłem za wszystkim co było związane z Vasteras. Z drugiej strony, co możesz zrobić w miejscu, w którym nie znasz urzędowego języka i nie masz przyjaciół? Niewiele, prawda? Dlatego też przeważnie zostawałem w moim pokoju, w centrum treningowym. Przebywałem jedynie na siłowni, w restauracji i w moim pokoju. Dosłownie. Nawet dziś mam przed sobą obraz tego pokoju, jakbym wciąż tam mieszkał. Widzę mały, płaski ekran telewizora…beżowe biurko…czerwone zasłony…balkon, z którego można było zobaczyć boiska treningowe…łóżko z czerwoną pościelą…i materac tak twardy, że równie dobrze można byłoby spać na podłodze.

Przeczytaj również:  Powołania "Czerwonych Diabłów" na październikowe zgrupowania kadr narodowych

Wszystko co tam tak naprawdę robiłem, to dzwoniłem do mojej mamy poprzez Skype’a i oglądałem „Ekipę” [amerykański serial telewizyjny – przyp. red.]. Nie żartuję. Przez sześć miesięcy moim najlepszym przyjacielem nie był nikt mieszkający w Lizbonie. Był nim Vincent Chase [postać z przywołanego serialu – przyp. red.]. Na szczęście dla mnie, jestem silny mentalnie. Szybko dojrzałem. Po pewnym czasie zacząłem mówić kilka słów po portugalsku i nawiązałem kilka przyjaźni. Niektórzy nawet stali się dobrymi przyjaciółmi (przepraszam, Vince).

Pewnego dnia podczas jednej z sesji treningowych – pamiętam, że był wtedy słoneczny dzień i rozgrywaliśmy małą gierkę wewnętrzną – dominowałem na boisku. Całkowicie. Znacie te dni, kiedy wasze ciało zdaje się działać jak na autopilocie? Kiedy wszystko, co robisz, zwyczajnie wychodzi? To był właśnie jeden z tych dni. Czułem się tak komfortowo. Jakbym wrócił znów na ulice w Vasteras. Wtedy zacząłem wierzyć, że mogę sprawić, że moje przenosiny tam, będą udane. Myślałem: Jesteś w stanie tego dokonać, Victor. Po prostu uwierz w siebie, ciesz się tym, a reszta przyjdzie sama.

Niedługo potem dobrze radziłem sobie w meczach Benfiki B, która  grała wówczas w drugiej lidze portugalskiej. Wtedy, w październiku 2013 roku, kiedy miałem 19 lat, zaliczyłem swój debiut w pierwszej drużynie w meczu pucharowym. Niewiarygodne. Potem nadszedł mój „domowy” debiut, na Estadio da Luz…Człowieku, mam gęsią skórkę, jak o tym opowiadam. Kiedy wybiegłem z tunelu na boisko, usłyszałem ryk 65 tysięcy ludzi, krzyczących i śpiewających. Wiecie co w tym wszystkim było zabawnego? Miałem wrażenie, że już tego doświadczyłem. Wtedy zdałem sobie sprawę i pomyślałem: No jasne, że miałem. Grałem przecież w finale Mistrzostw Świata w Vasteras! Tylko tym razem nikt nie wołał mnie na obiad. Tym razem, to się działo naprawdę.

Niedługo potem wychodziło na to, że spełni się kolejne moje marzenie. W 2015 roku Szwecja miała grać na Euro U-21 w Czechach. Byłem bardzo podekscytowany tym, że będę mógł reprezentować mój kraj na tym turnieju. Jednak kiedy ogłoszono skład kadry, byłem w szoku – nie było mnie tam! Zawód. Nawet ciężko mi to opisać. Domyślam się, że trenerzy nie zdawali sobie tak naprawdę sprawy z tego, jak silna w Portugalii jest druga liga. Zabrali ze sobą głównie piłkarzy grających na co dzień w Szwecji. Uszanowałem tę decyzję, ale byłem zły i sfrustrowany. Pojechałem na wakacje i próbowałem jakoś sobie z tym poradzić. Wówczas, tak po prostu, dostałem telefon od Hakana Ericsona, selekcjonera. Powiedział: Słuchaj Victor, zdecydowaliśmy cię jednak powołać, co ty na to? Odpowiedziałem: Hmm…tak!

Nie wyszedłem w pierwszym składzie na nasz pierwszy mecz przeciwko Włochom – zresztą, jak mógłbym, skoro ledwo załapałem się do składu? Jednak potem nasz obrońca, Alexander Milosević, zszedł z boiska z czerwoną kartką, a ja zostałem wstawiony do defensywy. Wygraliśmy to spotkanie i od tamtego momentu grałem przez każdą minutę naszego występu na tym turnieju. Wierzcie lub nie, ale dotarliśmy tam do finału. Z kim się spotkaliśmy? Oczywiście z Portugalią.

Przeczytaj również:  Konferencja Ole Gunnara Solskjaera po meczu z Evertonem: nie żałuję wyborów kadrowych w tym spotkaniu

Jak pewnie sobie wyobrażacie, był to dla mnie ważny mecz, ale to było też ogromne wydarzenie dla Szwecji. Niezbyt często zdarza się, że nasza drużyna narodowa walczy o tytuł – na jakimkolwiek poziomie. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy faworytami, ale mieliśmy jedną przewagę: Będziemy biegać dopóki nie padniemy. Tak właśnie podeszliśmy do tego spotkania i dotarliśmy do rzutów karnych.

Gdy spojrzałem wtedy na twarze swoich kolegów z drużyny, poczułem się jakbyśmy już wygrali. Byliśmy wszyscy tacy spokojni. Strzeliliśmy pierwszego karnego. Później zrobili to oni. My trafiliśmy. Oni chybili. Potencjalnie miałem wykonywać nasz ostatni, piąty rzut karny. Zamknąłem się więc we własnej bańce. Byłem pochłonięty tą sytuacją. Oczy miałem całe przeszklone. Jak tylko podszedłem na jedenasty metr, usłyszałem jak jeden z Portugalczyków mówi: Nie trafi. To podkręciło mnie jeszcze bardziej. Uderzyłam w sam środek bramki – gol! Potem Portugalia przestrzeliła i oszaleliśmy…Szwecja została Mistrzem Europy do lat 21! To było…cóż, to było niezapomniane.

Jakieś sześć miesięcy później, stałem się regularnie grającym piłkarzem w pierwszym składzie Benfiki. W kolejnych 18 miesiącach dwukrotnie wygraliśmy ligę, a także dwukrotnie zwyciężaliśmy w krajowym pucharze. O co więcej mógłbym prosić? Cóż, skoro już do tego doszło, to o kilka rzeczy. Jak chociażby ustabilizowanie swojej pozycji w seniorskiej kadrze narodowej. Kiedy więc po raz pierwszy otrzymałem powołanie do dorosłej reprezentacji Szwecji, na początku 2016 roku, czułem się, jakby przed moimi oczami odgrywały się sceny z mojego dzieciństwa. Tym razem jednak nie udawałem, że gram dla Szwecji – tym razem faktycznie miałem ją reprezentować.

Zadzwoniłem do mojej mamy z najnowszymi wieściami. Zaczęła płakać. Mój debiut, który nadszedł w meczu towarzyskim przeciwko Turcji w Antalaya, był uczuciem nie do opisania. Stoisz w żółtej koszulce, śpiewasz hymn narodowy…to naprawdę potężne. Pomyślałem jedynie: Wow. Kiedy już myślałem, że nie mogę czuć się bardziej dumny, wtedy awansowaliśmy na Euro 2016. Nagle stałem tam ponownie, śpiewając hymn narodowy, jednak teraz chodziło o wielki turniej. Przysięgam, ale czułem mrowienie, które przechodzi przeze mnie od palców u stóp po szyję. W głębi siebie wiedziałem, że już tylko jedno może przebić to uczucie…zrobić to samo na Mistrzostwach Świata.

Wiem doskonale, że Szwecja nie grała tam od 2006 roku. Kiedy w pierwszym meczu zremisowaliśmy z Włochami w kwalifikacjach w fazie playoff, jedynie garstka osób spodziewała się, że wygramy ten pojedynek. Przyjęliśmy jednak to wyzwanie. Byliśmy pewni siebie, byliśmy zjednoczeni. Wiecie, jeżeli robimy wszystko dobrze, to znaczy, że walczymy za każdego z nas jak bracia. Niemalże zginęliśmy za siebie na tym boisku, tak mocna jest łącząca nas więź. Jeżeli mi nie wierzycie, zapytajcie Włochów. Zaufajcie mi, to nie nasz talent pozwolił nam pokonać ich w rewanżu 1:0. To nasz duch walki.

Jednak do tego czasu przeniosłem się już z Benfiki do Manchesteru United. To naprawdę niewiarygodne, jak wspomnienia potrafią się ujawniać. Mam 23 lata i gram dla największego klubu na świecie, wiecie? Pracuję z Jose Mourinho. Gram dla Szwecji i rywalizują na Mistrzostwach Świata. To właściwie zabawne, bo niektórzy mówią, że zachowuje się, jakbym miał już 30 lat. Przypuszczam, że mają rację, ponieważ musiałem szybko dorosnąć, aby przezwyciężyć tak wiele wyzwań i zajść tak daleko.

Gdybym 10 lat temu powiedział ludziom, że zostanę piłkarzem, jestem pewny, że nikt by mi nie uwierzył. Cóż, oprócz mojej mamy, oczywiście. Wiedziała to od samego początku.

Ostatnie sztuki

Koszulka adidas Manchester United Training Top DP6825

Wykonana z najwyższej jakości materiałów, oficjalna replika koszulki treningowej z długim rękawem, w której piłkarze Manchesteru United przygotowywali się do meczów w sezonie 2018/2019. Podkreśli dumę z faktu wspierania drużyny "Czerwonych Diabłów" zarówno w trakcie aktywności sportowej, jak i podczas wyjścia na miasto. Licencjonowany produkt klubowy. Cechy produktu:
  • kolor: jasnoszary, czerwony
  • materiał: 100% poliester
  • naprasowany herb klubu
  • dekolt w kształcie litery V
  • długi rękaw
  • wzmocniona, chroniąca przed wiatrem konstrukcja
  • mankiety z otworami na kciuki, zapewniające lepsze przyleganie do ciała
  • wykorzystana technologia adidas Climalite
Technologia adidas Climalite:
  • odprowadza wilgoć od skóry
  • zapewnia maksymalną lekkość i miękkość materiału
  • przynosi uczucie chłodu i komfortu termicznego nawet w najgorętszych warunkach

Dyskusja

Najnowsze

Ole Gunnar Solskjaer przed meczem z Leicester City dla MUTV: w lidze zajmujesz miejsce, na które zasłużyłeś

Ole Gunnar Solskjaer postanowił udzielić przedmeczowego wywiadu MUTV. Norweski szkoleniowiec opowiedział o aktualnej sytuacji kadrowej oraz oczekiwaniach przed nadchodzącym...

Luke Shaw: jeśli zespół będzie mnie potrzebować, to zawsze będę gotowy do gry

Defensor Manchesteru United, Luke Shaw w rozmowie z klubowymi mediami opowiedział o trudnościach związanymi z powrotem do zdrowia. Reprezentant...

Ole Gunnar Solskjaer: Fred oraz Edinson Cavani nie znajdą się w składzie meczowym

Ole Gunnar Solskjaer na ostatniej konferencji przedmeczowej ujawnił najnowsze wieści z szatni "Czerwonych Diabłów". Szkoleniowiec potwierdził, że w spotkaniu...

Fred o preferowanej pozycji na boisku: zdecydowanie wolę grać wyżej i częściej brać udział w akcjach ofensywnych

Pomocnik Manchesteru United, Fred, w rozmowie z UOL zdradził, jaka jest jego preferowana pozycja oraz jak postrzega grę w...

Konferencja prasowa Solskjaera przed meczem z Leicester City: musimy zachować DNA klubu, atakować i bronić się jak drużyna

Ole Gunnar Solskjaer spotkał się po dwutygodniowej przerwie z dziennikarzami na przedmeczowej konferencji prasowej, która zapowiedziała spotkanie z Leicester...

Zapowiedź: Leicester City – Manchester United. 8. kolejka Premier League

Po zakończonej przerwie reprezentacyjnej "Czerwone Diabły" mają wiele powodów do zmartwień w związku ze swoją ostatnią dyspozycją. Październikowo-listopadowy maraton...

Marcus Rashford wraca po kontuzji. Anglik znalazł się w kadrze na mecz z Leicester City

Marcus Rashford w tym sezonie jeszcze nie wybiegł na boisko ani razu, ale wszystko wskazuje na to, że czas...

Odwołanie Man Utd rozpatrzone pomyślnie. Aaron Wan-Bissaka zagra z Atalantą

Oficjalnie, odwołanie Manchesteru United w sprawie przedłużenia zawieszenia dla Aarona Wan-Bissaki na mecz Ligi Mistrzów z Atalantą zostało rozpatrzone...

Najważniejsze

Konferencja prasowa Solskjaera przed meczem z Leicester City: musimy zachować DNA klubu, atakować i bronić się jak drużyna

Ole Gunnar Solskjaer spotkał się po dwutygodniowej przerwie z dziennikarzami na przedmeczowej konferencji prasowej, która zapowiedziała spotkanie z Leicester...

Zapowiedź: Leicester City – Manchester United. 8. kolejka Premier League

Po zakończonej przerwie reprezentacyjnej "Czerwone Diabły" mają wiele powodów do zmartwień w związku ze swoją ostatnią dyspozycją. Październikowo-listopadowy maraton...

Może Cię także zainteresować

0