Mleko rozlane, oprócz dwóch zawodników sprowadzonych na Old Trafford dwa miesiące temu, klubowi nie udało się dopiąć kolejnych wzmocnień. Co to oznacza? Jose Mourinho do nowego sezonu przystąpi niemal w niezmienionym składzie, a oprócz tego na starcie ligi będzie musiał zmierzyć się z plagą kontuzji.

Poczynania władz klubu na rynku transferowym można porównać do zakupów blondynki, na wyprzedażach – przymierzali wszystko, ostatecznie zostali z niczym. Miała być walka o mistrzostwo i przywrócenie chwały na Old Trafford, jednak narazie w Teatrze Marzeń jedyną walkę jaką oglądamy to tą pomiędzy Jose Mourinho a całym światem.

Najgorętsza bitwa, jaką stoczył The Special One odbyła się za kulisami klubowych gabinetów z dyrektorem klubu – Edem Woodwardem. Mourinho chciał pieniędzy na transfery, a sympatyczny sternik z Manchesteru? Tego nie wiedzą nawet najstarsi hodowcy flamingów z Indii. Wokół zawrzało, a fani domagają się zwolnienia Anglika. To ten jedyny moment, w którym przyznaję rację Mourinho.

Każdy wytyka Portugalczykowi pieniądze, jakie wydał w ostatnich okienkach transferowych na nowych piłkarzy. Wszak każdemu marzy się powrót do przeszłości, gdzie regularnie spuszczaliśmy lanie największym. Ten zespół potrzebował rewolucji. Teraz potrzebuje tylko uzupełnień.

Z całym szacunkiem, ale nie da się wygrać ligi w momencie, gdy na lewej stronie sekwencja Ashley’ego Younga wygląda mniej, więcej tak: przyjmij, przełóż na prawą, popraw, popatrz, wrzuć. Gdzieś pomiędzy, raz na jakiś czas wkrada się kolejna poprawka, ale to taki szczegół. Anglik najlepsza lata ma już za sobą. Dawno potwierdził swoją marną akredytację do bycia kimś więcej niż tylko rezerwowym w topowym klubie. No chyba, że mówimy o United, gdzie na wszystko z boku patrzy wielokrotnie zrugany nominalny lewy obrońca.

Oprócz tego brakuje nam “dziesiątki” z prawdziwego zdarzenia. Wiecie, takiego gościa, którego może nie być cały mecz, ale w najważniejszym momencie aktywizuje się i robi takie show, że kibice zbierają szczęki z podłogi. Może nawet nie musi być efektowny, byle skuteczny.

Śmiało można powiedzieć, że już na samym starcie dostajemy w twarz. W szatni nie po raz pierwszy atmosfera jest dosyć gęsta. Jakby to powiedzieć w żargonie boskerskim na tournee dostaliśmy w mazak i powodów do nadziei jest jak na lekarstwo. Cała frustracja wokół tego zespołu jest bezpośrednio skorelowana z różnicą między oczekiwaniami a rzeczywistością. Im większa przepaść, tym bardziej potrzeba zmian.

Każdy po cichu liczył, że to może wreszcie ten sezon, w którym wrócimy na szczyt. Każdy ma już dosyć marazmu i gry, która ostatnimi czasy usypiała po kilku minutach oglądania. Patrząc na występy w USA trzeba jasno zaznaczyć, że powodów do optymizmu nie ma. Wiary w lepszą przyszłość tego zespołu brak, ale kto jak nie my powinien mieć nadzieje, że wreszcie ta machina odpali.

Nieco ponad tydzień temu obchodziliśmy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Ktoś zapyta, co ma Powstanie do gry klubu z Anglii. Wiecie, gdy nasi Bohaterowie pierwszego sierpnia łapali za broń to pewnie nie wierzyli, że odzyskamy wolność. Teoretycznie całe wystąpienie zbrojne okazało się klęską. Teoretycznie. W praktyce cała akcja była bodźcem, który sprawił, że rok później cieszyliśmy się z autonomii.

W ostatnich latach z gry o mistrzostwo odpadamy w tempie wprost proporcjonalnym do włosów na głowie mężczyzny po czterdziestce. Obecny sezon nie zapowiada się kolorowo, ale żeby wyszło słońce to czasami potrzeba właśnie tej burzy. Wierzę, że prędzej czy później zarząd wraz z piłkarzami i menedżerem wniosą ten fortepian, który zagra melodię, pod którą każdy “Czerwony Diabeł” zaśpiewa “Glory, Glory Man Utd”.

 

Dyskusja