Fred: atmosfera w szatni jest świetna i daleka od konfliktów

manutd.com, ESPN Sebastian Słabosz
Zmień rozmiar tekstu:

Nowy nabytek Manchesteru United, Fred, przyznał że nigdy nie zapomni chwil ze swojego debiutu na Old Trafford w meczu przeciwko Leicester City. Brazylijczyk dodał także, że atmosfera w szatni „Czerwonych Diabłów” jest świetna mimo ostatniej porażki z Brighton i daleko jej od wewnętrznych konfliktów, o których tak rozpisują się media.

Zawsze uśmiechnięty i pogodny Fred wydaje się być osobą, która nie powinna mieć żadnych problemów z nawiązywaniem przyjaźni na Old Trafford. Zyskanie popularności u fanów Manchesteru United też może przyjść łatwo Brazylijczykowi, biorąc chociażby pod uwagę owację, jaką otrzymał, gdy był zmieniany w pierwszym spotkaniu sezonu przeciwko Leicester City. Fred sam przyznaje, że czerpał ogromną przyjemność z tej chwili.

– Wszyscy mówili mi, abym w pełni wykorzystał ten moment, ponieważ gra na Old Trafford to wielka rzecz. Zwłaszcza dla mnie, ponieważ był to mój pierwszy mecz dla United na tym stadionie – mówił Fred dla magazynu United Review.

– Byłem naprawdę zadowolony z tego, jak wówczas wszystko się poukładało. Moi koledzy z drużyny rozmawiali ze mną, dodawali mi odwagi i mówili, abym możliwie najlepiej wykorzystał tę okazję. Czułem się niesamowicie, gdy wyszedłem na boisko i zobaczyłem naszych fanów rozsadzonych po całym stadionie. Ponadto kiedy wyszliśmy z tunelu, wszyscy zaczęli wiwatować. Nigdy tego nie zapomnę.

– Nie chcę nigdy zapomnieć tego, jak czułem się tego dnia, ponieważ debiutowanie na Old Trafford i przy okazji pokonanie wielkiej drużyny [Leicester City – przyp. red.], to po prostu fantastyczna sprawa. Byłem bardzo zadowolony z tego, jak to się ułożyło, a kiedy fani oklaskiwali mnie, gdy schodziłem z boiska, czułem się szczęśliwy. To coś, czego nigdy nie zapomnę – dodał.

Przed porażką z Brighton Fred przyznał w magazynie United Review, że zawsze chce reprezentować Manchester United z pozytywną energią, tak jak wcześniej robili to inni Brazylijczycy, którzy grali na Old Trafford. 25-latek odniósł się tutaj głównie do swojego rodaka Andersona, który w latach 2007-2015 rozegrał łącznie 181 spotkań dla „Czerwonych Diabłów”.

– Nie znam Rafaela ani Fabio [bracia Da Silva – przyp. red.], ale Anderson jest naprawdę żywiołowym i wesołym gościem. Tacy już są Brazylijczycy. Zawsze się śmiejemy i uśmiechamy. Moim celem jest więc wniesienie tej pozytywnej energii do naszej szatni, a także na boisko. Tak, abym mógł grać z uśmiechem na twarzy. To pomaga mi się zadomowić, a także jest istotne z piłkarskiego punktu widzenia – dodał.

Przeczytaj również:  Bruno Fernandes dla The Athletic (cz. II): pomysły Rangnicka nie pasowały do naszego zespołu

Fred odniósł się także do ostatnimi czasy szeroko komentowanych w mediach relacji piłkarzy Manchesteru United ze swoim menedżerem, Jose Mourinho. Brazylijczyk przyznaje, że portugalski szkoleniowiec jest lubiany na Old Trafford i ma pozytywny wpływ na zawodników.

– W prasie lubią dyskutować, ale muszę przyznać, że w naszej szatni panuje świetna atmosfera. Z tego, co do tej pory zobaczyłem, odkąd tutaj przybyłem, nikt nie ma z nikim zatargów w klubie. Nic takiego nie miało miejsca ani w szatni ani też na boisku. Wręcz przeciwnie. Każdy stara się pomóc drugiemu – mówił Fred z kolei dla ESPN Brazil.

– To więc normalne, że gdy przegrywamy mecz, inni ludzie uderzają w nasz zespół, ponieważ to świetna drużyna, piłkarski gigant w Europie. W związku z tym to normalne, że inni będą o nas mówić.

– Mourinho to świetny menedżer. Bardzo się cieszę, że mogę z nim pracować, tak samo jak z faktu, że mogę pracować z tą grupą zawodników. Cieszę się, że się w niej znalazłem. To bardzo dobra grupa piłkarzy. Wciąż znajdujemy się na początku drogi i próbujemy zbliżyć się do siebie jeszcze bardziej, aby później tę więź przełożyć na nasze występy na boisku i zwycięstwa – dodał.

Fred przyznał także, że nawiązał bliską przyjaźń z innym Brazylijczykiem, który w obecnym sezonie prawdopodobnie już na stałe będzie częścią pierwszej drużyny Manchesteru United, Andreasem Pereirą.

– Staliśmy się dla siebie bardzo bliskimi przyjaciółmi. To ktoś, z kim chcę utrzymywać kontakt przez resztę swojego życia – mówił Fred o swoim rodaku z Old Trafford.

Fred odniósł się także do niedawnych słów Jose Mourinho, który stwierdził żartobliwie, że Brazylijczyk oprócz pogody ducha wniósł do szatni także nową muzykę, dzięki czemu dał wytchnienie innym od ciągłej playlisty puszczanej przez Davida de Geę oraz Ashleya Younga.

– Przybyłem do klubu i już zmieniłem muzykę, którą w nim puszczano. Włączam czasem trochę samby, funku oraz brazylijskich utworów. Koledzy z drużyny bardzo to polubili. Jestem teraz DJ Fred – mówił żartobliwie i dodał – Nie no, czasem także inni puszczają swoją muzykę, ale w niektórych momentach razem z Andreasem Pereirą przejmujemy kontrolę.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze