manutd.com/Alex Livesey/Getty Images

Dimitar Berbatow na łamach oficjalnej strony Manchesteru United pokusił się o przedstawienie fanom swojej historii. Napastnik opisał nie tylko swoją przygodę na Old Trafford, ale również problemy z czasów dzieciństwa i dojrzewania. W poniższym tekście mówi m.in. o motywacji i wydarzeniach, które sprawiły, że stał się piłkarzem na wysokim poziomie. Bułgar w barwach “Czerwonych Diabłów” rozegrał 149 meczów, zdobywając 59 goli i zaliczając 27 asyst.

Artykuł – forma i treść oryginalna

Kiedy siedziałem w samolocie do Manchesteru, miałem już na sobie czerwoną koszulkę. Cóż, w każdym razie w mojej głowie.

Oczywiście, dobrze jest mieć inne oferty z innych klubów, dobrze czuć zainteresowanie, ponieważ to znaczy, że grałeś naprawdę świetnie, ale ja wyobrażałem sobie już grę z Giggsem, Scholesem i resztą w United.

Historia jest dla mnie ważna po to, aby klub mógł do niej wrócić, trzeba ją szanować, a później można myśleć o przyszłości. United w swoim składzie miał legendarnych piłkarzy. Od momentu gdy mój agent powiedział mi o zainteresowaniu United, wynik mógł być tylko jeden.

Dostaliśmy się na lotnisko w Manchesterze. Chodzę i rozmawiam z moim agentem, później spoglądam przed siebie i widzę, że czeka na mnie sir Alex Ferguson.

Myślałem, że dostanę ataku serca.

What. The. F***.

Jestem zwykłym gościem z małego państwa, a menedżer Manchesteru United – kilka tygodniu po wygraniu Ligi Mistrzów – przybył, przywitać mnie osobiście na lotnisku. Chciał mnie.

Kiedy jesteś dzieckiem, nie marzysz o takich momentach. Zwłaszcza gdy dorastasz w takim komunistycznym kraju jak Bułgaria.

To był szalony dzień, gdy dołączałem do United. Cały dzień spoglądasz na telefon, aby zobaczyć czy to się uda. To wydarzyło się jak w filmie: dramatyczne wejście, pocenie się. Później siedzę w jednym samochodzie z sir Alexem Fergusonem.

Wracając do dziecięcych wspomnień, budziłem się o 6:00 i razem z rodziną czekałem w kolejce po chleb. Rodzina w tym momencie stara się umilić ci czas i nie zdajesz sobie sprawy z tego, co się dzieje. Najpierw to twój tata staje w kolejce, następnie twoja matka zmieni się z nim po godzinie. Później wchodzę ja – najstarszy syn – na koniec najmłodsi. Wymieniamy się, aby utrzymać miejsce w kolejce, która ciągnie się prawdopodobnie kilometr, czekając po prostu na chleb. Gdy nadchodzi twoja kolej, zostajesz sam. Jeżeli oddasz swoje miejsce, możesz zapomnieć o chlebie. Nie jesz.

Nawet gdy trochę dorosłem i wyruszyłem do dużego miasta – Sofii – trenować, to nie było łatwo. Dzielisz swój pokój z czterema innymi chłopkami, a rodzice wysyłają słoiki z czymś do jedzenia. Każdy rozstawia słoiki pod stołem i tyle –  co mamy na dzisiaj? Później gdy skończysz wszystkie słoiki, pytasz: co dzisiaj zjemy? Mając jakieś resztki, sklejasz wszystkie okruchy razem, bo są lepkie, zwijasz je w całość, nakładasz trochę masła i robisz z tego coś do jedzenia. To właśnie sprawiło, że łączysz się z tymi chłopakami, z drużyną. Wygraliśmy razem tytuł juniorów, ponieważ wspólnie przez to przebrnęliśmy.

O tego typu rzeczach myślisz, gdy wspominasz o swoim dojrzewaniu. Trudny czas, ale to sprawia, że uśmiechasz się, bo potrafisz docenić wszystko, co miałeś i masz teraz. Te wydarzenia były dla mnie ważnymi lekcjami. W taki sposób próbuję wychować moje córki. Nie stoją w kolejkach i nie muszą sklejać okruchów, aby zjeść, ale od czasu do czasu sprawiam im trochę trudności, żeby mogły docenić. Potrzebujecie tego.

Wiecie skąd wiem?

Wiecie jak dużo talentów mieliśmy w Bułgarii? Było wielu lepszych ode mnie. Mój ojciec również był piłkarzem, a gdy spacerowaliśmy razem, zatrzymywał mnie i wskazywał na ludzi.

“Dimitar, widzisz tego gościa?”

On wyglądał jak bezdomny, albo minimalnie lepiej, ale dostrzegłeś, że patrzy i mówi o kimś, kto został tak bardzo zmaltretowany przez życie.

“Wiesz kim był ten człowiek? To niewiarygodny talent, był tak silny, że niszczył każdą defensywę. Wiesz co się z nim stało? Myślał, że jest wielką szychą, zaczął pić, obstawiać, ganiać za kobietami, nie miał odpowiednich ludzi wokół siebie i zobacz, jak skończył. To jeden z największych talentów, jakie widziałem, ale teraz nie ma niczego.

Z upływem czasu dorosłem i ujrzałem wielu ludzi, których spotkał podobny los. Jak to mieli zawsze w zwyczaju, posiadali ogromny talent, ale również złych doradców, dokonali złych wyborów i załamali się lub gorzej. Pozostaje to w twojej głowie, nawet jeśli nie chcesz podzielić ich losu. To działa jak mechanizm, który zmusza cię do podejmowania właściwych decyzji – nie zawsze, ale w większości radzisz sobie dobrze. Działa to nawet w przypadku, gdy nie wiesz, co robisz. Ciągle o tym pamiętam, ponieważ taka jest prawda. Oni nie mają nikogo bliskiego, kto powie im: ‘to nie jest odpowiednia droga, tam jest.’ Cierpisz tylko przez chwilę, ale na dłuższą metę, odniesiesz sukces.

Pamiętam ludzi, z którymi trenowałem, po meczach imprezowali… Nawet przed meczami.

‘Berba, dawaj z nami. Raz się żyje.’

Nie byłem chętny. Nawet teraz nie jestem. Moim celem było zostać dobrym piłkarzem. Musiałem coś osiągnąć i to mi pomogło, zwłaszcza to, co siedziało w mojej głowie. Nie chcę skończyć na ulicy, chcę być niezależny.

Zawsze ciężko pracowałem. Nawet gdy byłem mały, ćwiczyłem bez przerwy. Konsekwentnie wychodziłem przed blok, kopałem piłkę wysoko i próbowałem ją kontrolować. Nikt mnie tego nie nauczył, nikt nie namawiał, po prostu to robiłem, nie wiem dlaczego. Uważałem to za coś interesującego.

Żadnych telefonów, żadnego Facebooka, żadnego Instagrama. Tylko gra w piłkę.

“Berba, wracaj do domu, musisz jeść.”

Odejdź, nie muszę jeść. Nie jestem głodny! Wracałem do kopania piłki. Nawet jeżeli nie było ze mną przyjaciół, grałem po prostu sam. Wiecie że Brazylijczycy ćwiczą panowanie nad piłką na plaży? Ja ćwiczyłem na asfalcie.

Nie mieliśmy sztucznych boisk, w szkołach mieliśmy twardy asfalt. Futbolówka skakała wysoko, musiałeś ją kontrolować na różne sposoby, z czasem wpadło to w nawyk. Nie myślisz o tym. Po chwili zacząłeś to doceniać. Tak opanowujesz technikę.

Przy okazji, na tych powierzchniach, gdy upadasz, twoje kolana krwawią i płaczesz. Nikt nie zwraca na to uwagi. Nikogo to nie obchodzi. Gramy w piłkę. Podnieś się. Wstajesz, kontynuujesz, krew leje się wszędzie. I co z tego?

Masz buty z dziurami, ponieważ nie możesz pozwolić sobie na kolejną parę, sklejasz je taśmą i grasz dalej. Tak właśnie robiliśmy na wschodzie Europy.

Po prostu grasz, a jeśli chcesz osiągnąć sukces, to pracujesz, słuchasz właściwych ludzi i żyjesz zgodnie z zasadami. Później… Nie wiem jak to nazwać, ale czasami, planety układają się dla nas we właściwy sposób.

Może pewnego dnia podpiszesz kontrakt z Manchesterem United.

Może sir Alex Ferguson czeka na ciebie na lotnisku.

To był tak szalony dzień. Tak, tak szalony. Cały dzień czekasz na telefon, żeby dowiedzieć się, czy idziesz czy nie. Jak wspomniałem, to działo się jak w filmie: dramatyczne wejście, pocenie się.

No i siedzę w tym samochodzie z sir Alexem Fergusonem.

To było niezręczne i zabawne, ale czułem się zaszczycony i pełen szacunku. Po prostu podróżujesz i myślisz sobie:

Co mam teraz powiedzieć? Co powinienem powiedzieć?

‘Jak się masz? Jak pogoda?”

Nie jestem mistrzem konwersacji. Każdy kto mnie zna, wie, że normalnie nie lubię pogadanek. Jak się masz, bla, bla, bla… Prosto z mostu. Kiedy znajdziesz się jednak w takiej sytuacji, to wygląda jak… Okeeej!

Spoglądam na mojego agenta, wymieniamy się spojrzeniami. Nie wiemy co robić.

W tym momencie te wspomnienia sprawiają, że czuję się szczęśliwy i wesoły, nawet jeżeli w tamtej chwili czułem się zawstydzony. Sir Alex był bardzo miły. Zauważyłem to, gdy miałem okazję współpracować z innymi utytułowanymi menedżerami, zawodnikami i ogólnie ludźmi – mają tą jakość, nawet gdy należysz do wyższej klasy społecznej, odniosłeś sukces, nie powstrzymuje cię to przed traktowaniem innych ludzi z szacunkiem i uwagą.

W moim przypadku, on zdecydował się na przybycie na lotnisko i powitanie mnie. Prawdopodobnie zachwyciło mnie to najbardziej. Ludzie tego typu, próbują cię podnieść i wciągnąć do swojego świata. To wyjątkowa rzecz.

Poszliśmy podpisać kontrakt. Pamiętam to wszystko, kiedy położyli przede mną papierek do podpisania, pamiętam pośpiech, ponieważ musieliśmy odesłać kontrakt do Premier League, aby go zweryfikowali.

Na koniec, dopięliśmy wszystkie szczegóły i mogłem zobaczyć radość, która wypełniała każdego. Mnie, mojego agenta – ponieważ jest dla mnie jak drugi ojciec – i wszystkich w pokoju.

Znalazłem się na szczycie.

Moja pierwsza sesja treningowa, czułem się nieco zawstydzony, po prostu. Miałem zamiar grać z tymi zawodnikami, których podziwiałem i z którymi chciałem grać, to szalone. Czasami ta wstydliwość potrafiła mnie powstrzymać i zapobiec przed byciem bardziej otwartym. Lubię prywatność, a masz przed sobą ludzi, którzy pierwszy trening mają dawno za sobą. Wchodzisz i słyszysz: ‘jak tam? Przybij piątkę!’. Zachowywali się, jakby zostali tam na całe życie. Chciałem pozostać sobą, takim, jakim byłem od dziecka. Kiedy czułem się zawstydzony, nie wiedziałem, co mówić. Każdy był jednak miły i żyłem jak we śnie. Pierwszy trening, Ferguson, Giggsy, Ronaldo… każdy tam był! Tańczyłem wewnątrz siebie.

Wszyscy byli inni. Każdy był w czymś lepszy od kogoś innego. Podając przykład, Giggsy był profesjonalistą w dbaniu o siebie. Oglądałem go, gdy dobijał do trzydziestki. Co zrobił, że mógł grać do czterdziestki? Zastanawiałem się czy mogę zrobić to samo. Przynajmniej spróbować. Spójrzmy jak to robi. Joga. Widać było, że jest szczupły. Wpływ mogło mieć na to DNA, ale sposób w jaki trenował, dbał o siebie, odpoczywał, kiedy tego potrzebował, rozciągał się po treningu. Właśnie tak to robił: czasami lekko, czasami potrzebował dać z siebie więcej. To samo Scholes. Gaz podobnie. Później podziwiałem Ronaldo, który przypominał szaleńca.

Musisz zwrócić uwagę na te wszystkie rzeczy, jeżeli chcesz spróbować być tak dobry jak inni gracze, ponieważ tego potrzebujesz. Inaczej, w szatni pełnej wielkich ego, osobowości, zwycięzców, jeżeli nie spróbujesz być tak profesjonalni jak oni, nie podzielisz ich entuzjazmu, chęci wygrywania, to niczego nie osiągniesz.

Każdy w tej drużynie, na swój sposób, w swoim własnym rozumieniu futbolu, chciał być najlepszy. Wszyscy osiągnęli inny poziom sukcesu w swoich karierach, niektórzy dotarli na sam szczyt jak Ronny, inni nieco niżej, ale chociaż spróbujesz. Staraj się robić to, co umiesz najlepiej. Inaczej, po co ci to? Poprzez przebywanie z tymi piłkarzami, zyskujesz mentalność zwycięzcy, z którą nigdy wcześniej się nie spotkałeś.

Gdy ustawiasz się przed meczem w tunelu, spiker na Old Trafford mówi wszystko, co powinieneś wiedzieć o drużynie.

‘Panie i panowie, oto mistrzowie Anglii, zwycięzcy Ligi Mistrzów, mistrzowie świata…’

Gęsia skórka.

W tunelu czujesz zupełnie inny poziom. Jakakolwiek drużyna stoi obok ciebie – są poniżej i większości przypadków zdaje sobie z tego sprawę. Nawet jeśli nie patrzysz na nich w tunelu, możesz wyczytać z ich mimiki, że są już pokonani. To tyle.

(Oczywiście pomaga Ci to, gdy posiadasz takich zawodników jak Ronaldo, Rooney, Giggs i wszystkich innych!)

Zaczynasz wychodzić na boisko, spiker wciąż wykrzykuje wszystkie tytuły i obserwujesz drużynę przeciwną. Możesz złapać z nimi kontakt wzrokowy i spojrzeć im prosto w oczy, mówiąc:

Tak, wiem chłopaki, wiem. To dlatego pracuję tak ciężko.

Podczas mojego pierwszego roku w klubie, wygrałem pierwszy tytuł Premier League. Czułem się… o mój Boże! Skakałem w środku.

Gdy wróciłem do domu tamtej nocy, skakałem w rzeczywistości, ponieważ nikt nie mógł mnie widzieć, razem z medalem, biegałem po domu nago. Byłem szczęśliwy. Kiedy wszedłem do szatni po meczu, ujrzałem Giggsa z jego 110 medalem czy jakoś tak, a on powiedział:

‘Berba, przyjdzie kolejny.’

Wygraliśmy ligę pięć minut temu, a on zdążył już o tym zapomnieć.

Czułem się jak… Mogę tylko pięć minut? Wygrałem właśnie swój pierwszy medal. Wiecie, nic specjalnego.

Dało się dostrzec, że dla nich to prawie jak normalność. Dla mnie prawdopodobnie byłoby tak samo po tak dużej ilości medali. W szatni chodziło jednak zawsze o kolejne gole, kolejne puchary, kolejny tytuł, kolejną Ligę Mistrzów. Tak robią zwycięzcy. To było niewiarygodne.

Dla takiego Bułgara jak ja, ze względu na przyjście z takiego małego państwa, czułem się dumny. Dorastałem w okresie komunizmu. Nie byłem szczęściarzem, nie urodziłem w miejscu z dobrą infrastrukturą, dobrymi boiskami, pieniędzmi na rozbudowę, więc mogłem zostać w tym kraju do końca kariery. Przyjście do Anglii było trudniejsze, ale później osłodził mi to sukces.  Trudności, które udało mi się pokonać, sprawiły, że wszystko miało lepszy smak.

To niewiarygodne, że kolejny rok również mogłem przebywać wśród tych piłkarzy. Nawet jeśli nie mówisz zbyt dużo, to po prostu obserwuj. Jeśli chcesz o coś zapytać, zrób to, zawsze możesz liczyć na cenną radę. Kiedy będą musieli cię przytemperować, zrobią to od czasu do czasu, bo tego potrzebujesz. To nie jest dziecinada, nie można odbierać tego osobiście, ponieważ najważniejsza jest drużyna, każdy chce być zwycięzcą.

Spójrzcie na Vidę. [Nemanja Vidić, przyp. red.]

Byliśmy blisko, ponieważ urodziłem się w pobliżu granicy z Macedonią, więc dla mnie kraje – Bułgaria, Serbia, Macedonia, Chorwacja – były takie same. Rozumiałem i mówiłem w tym języku bez problemu. Zachowywaliśmy się jak bracia.

Kontakt z nim przyszedł naturalnie, ponieważ wiedziałem skąd pochodzi. Wiedziałem, co przeszedł w swoim życiu, kiedy w Serbii wybuchła wojna. Dobrze jest mieć kogoś takiego, gdy przychodzisz do innego klubu, ponieważ znasz go w pewnym stopniu, mówisz w tym samym języku, a on zawsze był pomocny. Niezły z niego żartowniś. Jego poczucie humoru było zabawne. Gdy go nie znałeś, odbierałeś jego żarty osobiście, ale w gruncie rzeczy był po prostu śmieszny. Utrzymujemy ze sobą kontakt, to świetny gość.

Trenowanie przeciwko niemu każdego dnia, nie było ciężkie… to był koszmar. Zawsze są drużyny i piłkarze, z którymi nie chcesz stanąć twarzą w twarz. Widzisz rywala i myślisz:

O nie, nie dzisiaj. Nie jestem w odpowiednim nastroju.

Vidić był jednym z takich gości.

Kiedy grałem w Spurs, on zawsze był moim koszmarem. W trakcie treningu w Manchesterze, to wyglądało jak wojna. Nieważne kto grał przeciwko niemu – Ronny, Rooney, ja – nieważne. Każdy dostawał lanie. Podczas meczów czułem ulgę, że znajduje się po mojej stronie. Po meczach zawsze wracał zakrwawiony, z guzem na głowie, ale dało się zauważyć, że robił to dla drużyny. Narażał swoją głowę dla klubu.

Odczuwaliśmy ten sam smak sukcesu. Przechodził przez to co ja, a nawet gorzej, dorastał w okresie wojny. Gdy odwiedzi się Serbię, wciąż można dostrzec w blokach dziury od kul. Vidić dojrzewał w gorszych warunkach ode mnie, więc sukcesy smakowały mu nawet lepiej.

Miałeś takich piłkarzy jak ja i Vida, gości, którzy są w klubie od dziecka, przeróżne rodzaje osobowości, ale sir Alex był gotowy rozmawiać z nami wszystkimi i motywować każdego.

Czasami, gdy nadchodził trening, rozgrzewaliśmy się, rozciągaliśmy i dostrzegałeś jego [Alexa Fergusona, przyp. red.] podchodzącego do zawodników indywidualnie. Pewnego dnia rozmawiał z kilkoma piłkarzami przez dwie, trzy minuty, kolejnego z innymi, sprawiając, że poczuli się w pewien sposób wyjątkowo. Mogłeś zobaczyć, jak piłkarze reagowali podczas rozmowy z nim. To pokazywało poziom jego psychologii – rozmawiał z każdym graczem osobiście. Do każdego trzeba podejść inaczej, do każdego zawodnika, ponieważ mamy wielkie ego, jesteśmy różni, w jakimś stopniu zepsuci, więc musisz umieć prowadzić rozmowę ze wszystkimi, z niektórymi uprzejmie, żartobliwie lub nerwowo. On właśnie posiadał takie nastawienie, które predestynowało go do tych dialogów.

To cały sir Alex Ferguson. Miliony tytułów, milion osiągnięć więcej, niż mogłeś usłyszeć przez całe życie. Słuchałeś tego, co przekazuje. To było wyjątkowe, a piłkarze lubią czuć się wyjątkowo. Choćby przez 5, 10 minut chcą być częścią drużyny, chcą znajdować się w centrum uwagi mimo tego, że nie grają. Był w tym bardzo dobry, m.in. w przedmeczowych przemowach… te przemowy były jak film. Opowiadał nam o swoim życiu, o tym jak z ojcem pracował w dokach, o przeróżnych ludziach na świecie, którzy nie mieli takiego szczęścia jak my. Na koniec myślałeś sobie…

Człowieku, zamierzam pożreć k**** każdego!

Po takich słowach, wychodzisz na murawę i dajesz z siebie wszystko. Przynajmniej ja tak robiłem.

Reasumując, on po prostu odebrał mnie z lotniska!

Dyskusja