Getty Images

Andreas Pereira w rozmowie dla brazylijskiego serwisu UOL potwierdził, że przyczyną słynnego już spięcia na treningu pomiędzy Jose Mourinho i Paulem Pogba, które zarejestrowały kamery stacji Sky Sports, było spowodowane nieporozumieniem związanym z zamieszczonym przez Francuza materiałem wideo na Instagramie.

Do całego zdarzenia miało dojść podczas przegranego po rzutach karnych wrześniowego meczu Manchesteru United z Derby County w ramach rozgrywek o Puchar Ligi, po którym klub z Old Trafford odpadł z dalszej rywalizacji. Pogba wraz m.in. z Andreasem Pereirą otrzymali na ten pojedynek wolne od Jose Mourinho i oglądali go z wysokości trybun.

Przy stanie 1:0 dla „Czerwonych Diabłów” Pogba miał nagrać krótki filmik z trybun, w którym dzielił się swoim zadowoleniem z tego, co ogląda na Old Trafford. Pech jednak chciał, że słaby zasięg internetowy, jaki panuje na stadionie wicemistrza Anglii, spowodował opóźnienie załadowania materiału na profil Francuza na Instagramie, przez co został on udostępniony dopiero po meczu, co z kolei nie zostało najlepiej odebrane.

Andreas Pereira wziął jednak w obronę swojego kolegę z drużyny i w zasadzie potwierdził wcześniejsze doniesienia mediów, które mówiły o tym, że całe spięcie pomiędzy Paulem Pogbą i Jose Mourinho było spowodowane nieporozumieniem, a Portugalczyk został wprowadzony w błąd przez jednego z pracowników biura prasowego klubu z Old Trafford, który miał zasugerować, że Francuz wrzucił do sieci kontrowersyjny materiał wideo po meczu z Derby County.

– W momencie, w którym Pogba zamieszczał ten materiał wideo wygrywaliśmy 1:0. Potem jednak przegraliśmy, a ludzie zaczęli mówić, że Paul zamieścił ten materiał później. Jednak tak naprawdę zrobił to wcześniej – tłumaczył swojego kolegę Pereira.

– Menedżer myślał, że Pogba faktycznie zamieścił ten wpis z materiałem wideo po meczu i zapytał go na treningu dlaczego doszło do czegoś takiego. Potem panował wobec tego niezdrowy nastrój. Takie rzeczy zdarzają się w Anglii, ale tak naprawdę nie miał z tym nic wspólnego.

– Mourinho dał mi szansę, powiedział do mnie: „Chcę, żebyś tu został.”. To byłby strzał w stopę, gdybym mówił coś złego na człowieka, który jako pierwszy dał mi okazję gry w tym klubie i daje mi kolejne szanse – dodał.

Przy okazji Pereira, który w ostatnim czasie stracił nieco zaufanie u Jose Mourinho i rzadko pojawia się na boisku w koszulce „Czerwonych Diabłów”, przyznał także, że relacje pomiędzy piłkarzami a menedżerem są bardzo dobre i nikt w klubie, wbrew doniesieniem mediów, nie odczuwał, że Portugalczykowi grozi rychłe zwolnienie z zajmowanej posady, co mocno sugerowano przed ostatnim pojedynkiem Manchesteru United z Newcastle United.

– Mam bardzo dobre relacje z Jose Mourinho, a także z pozostałymi piłkarzami. Menedżer ma również dobre relacje z resztą zawodników. Nie odczuwamy wcale tej presji, która pochodzi z zewnątrz. Każdy mówił o tym, że zostanie zwolniony. My jednak tego nie czuliśmy – mówił dalej Pereira.

– Zwykle nie czytam żadnych angielskich mediów na swoim telefonie, dlatego też nie jestem odurzony tym wszystkim, o czym donoszą. Mourinho jest naszym menedżerem, na boisku oddajemy za niego życie, a także za siebie nawzajem. Każdy w drużynie jest bardzo spokojny, bardzo skupiony i bardzo szczęśliwy – dodał Brazylijczyk.

22-latek przyznał także, że choć lubi same miasto, to nie jest mu łatwo żyć w Manchesterze z uwagi na pogodę oraz na bliskość dwóch dużych rywalizujących ze sobą klubów.

– Miasto samo w sobie jest fajne, ale przeważnie siedzę w domu, ponieważ pogoda tutaj nie należy do bardzo dobrych. Dużo pada, do tego często wieje. Wtedy wolimy po prostu zostać w domu – kontynuował Pereira.

– Poza tym to trochę bardziej skomplikowane. W mieście jest wielu fanów Manchesteru United i Manchesteru City. Raz już miałem z tego tytułu nieprzyjemności, kiedy parkowałem swój samochód. Pewna grupa gości dostrzegła, że jestem piłkarzem Manchesteru United i zarysowała mi samochód.

– To skomplikowane.  Takie rzeczy się zdarzają, ale nie zawsze, ponieważ ludzie co do zasady są bardzo spokojni. Posiadanie dwóch wielkich klubów w jednym mieście jest z jednej strony rzadkie, a z drugiej wyjątkowe – dodał.

Dyskusja