manutd.com

W środę ogłoszono nowego, tymczasowego menedżera Manchesteru United, który ma poprowadzić zespół do końca sezonu. Został nim Ole Gunnar Solskjaer, były napastnik “Czerwonych Diabłów” świętujący z nimi wygraną w Lidze Mistrzów sezonie 1998/1999. Norweg przerwał swoją pracę w Molde FK, aby gasić “pożary” w ekipie z Old Trafford. Nowy szkoleniowiec udzielił dla klubowej telewizji swojego pierwszego wywiadu po powrocie do Anglii. Poniżej przeczytacie tłumaczenie całej rozmowy. 

WYWIAD

Po pierwsze, witaj z powrotem. Dobrze cię widzieć. Jakie to uczucie tutaj wrócić?

– Wow. Dziękuję. Oczywiście, że świetne. Muszę powiedzieć, że czuję się, jakbym wrócił do domu. Minęło wiele dni. Dobrze jest znów widzieć was wszystkich.

Zostałeś mianowany na tymczasowego menedżera do końca bieżącego sezonu. Czy myślisz, że możesz postawić swój stempel na drużynie w tym czasie?

– Przede mną sześć miesięcy i zamierzam się nimi cieszyć. Wróciłem do domu. Najważniejsze jest to, aby przyjrzeć się piłkarzom, sztabowi. Chodzi o to, aby być sobą. Wiem, że klub uruchomił proces poszukiwania następnego menedżera. Postaram się wraz z Kieranem [McKenną], Michaelem [Carrickiem] i resztą sztabu sprawić, aby zawodnicy cieszyli się piłką nożną i ponownie zachwycali fanów.

Wraz z twoim przybiciem do klubu, nastąpi gorący czas. Cztery mecze w ciągu jedenastu dni. Czy to fantastyczna okazja, aby dać tej drużynie cząstkę siebie i poznać ich wszystkich?

– Z pewnością będę mógł zobaczyć piłkarzy w tym natłoku gier. Znajdujemy się obecnie pod presją. Nagromadzenie tylu meczów nie powinno być jednak problemem. Mając taki fantastyczny skład, z niezwykłymi piłkarzami, którzy w większości są 23/24-latkami. Każdy z nich dostanie okazję do zagrania. W tym zespole tkwi jakość i w tym napiętym okresie będą mogli pokazać, że są zawodnikami Manchesteru United.

Zgaduję, że i tak znasz niektórych piłkarzy, ale w innych przypadkach będziesz musiał poznać ich bardzo szybko.

– Oczywiście. Taki już jest ten biznes. Chcemy wygrywać kolejne mecze, ponieważ należy to do naszych obowiązków. W moim zakresie leży pomoc sztabowi, którzy z kolei mają pomóc piłkarzom. Chcemy widzieć ich grających w piłkę, ponieważ to potrafią.

Z tak dużą liczbą meczów w tak krótkim czasie masz jakiekolwiek szanse, aby prześledzić grę przeciwnika czy będzie należało to do zakresu obowiązków Michaela Carricka, Kierana McKenny oraz analizatorów?

– Myślę, że dysponujemy znakomitym przygotowaniem. Wszyscy od analizowania prześledzili już grę Cardiff City, zanim się tu pojawiłem. Oczywiście oglądałem Premier League. Widziałem mecze wszystkich drużyn, więc w głowie mam malutki przegląd sytuacji. Nie chodzi jednak o naszych przeciwników. Chodzi o nas. Chodzi o Manchester United. Chodzi o to, aby piłkarze wiedzieli, co potrafią robić. Pragniemy, aby na boisku wyrażali siebie. W głównej mierze będę chciał skupić się na nas, na naszej grze. Dopiero później wspomnę o jednym czy dwóch detalach drużyny przeciwnej.

Czy obecny okres był tym, z którego cieszyłeś się najbardziej grając w piłkę – wiesz, mecze co kilka dni w podniosłej atmosferze.

– Rozgrywanie meczów to najlepszy czas w twoim życiu. Im większy ich natłok, tym lepszy się stajesz. Z perspektywy menedżera to świetne, ponieważ musisz rotować i masz szansę ujrzeć wielu zawodników – dajesz im tę szansę. Każdy w zespole wie, że za chwilę wejdzie na murawę. Cokolwiek przeminęło, cokolwiek się wydarzyło, co dzieje się teraz. Liczy się tylko tu i teraz. Wszyscy zaczynają z czystym kontem. Pragniemy, aby piłkarze występowali i wykorzystywali swoje okazje do gry.

Wydaje mi się, że to czysta karta dla każdego…

– Oczywiście trzeba od czegoś zacząć. Spoglądasz na kilka ostatnich występów, widziałem kilka ostatnich meczów, szukając zalet. Wybierasz pewną drużynę na teraz, ale później trzeba iść dalej. Na wszystkich przyjdzie odpowiednia chwila.

Pierwszy mecz rozegrasz na wyjeździe, ale w Boxing Day czeka nas spotkanie na Old Trafford. Jak bardzo jesteś podniecony faktem, że poprowadzisz Manchester United na tym stadionie, na którym kochają cię wszyscy kibice?

– O tak… Jak wiele czasu minęło… Jako piłkarz dawałem z siebie maksimum. Teraz wychodząc jako menedżer również będę częścią tej drużyny. Jestem częścią olbrzymiego zespołu. Będziemy grali dla kibiców, za naszą dumę, dla historii klubu. Będąc jednak szczerym, będzie to bardzo, bardzo wyjątkowy dzień. Muszę przyznać, że jestem całkiem dobry w kontrolowaniu emocji, więc się nie wzruszę, ale gdy w 2014 roku wróciłem tu z Cardiff – przy okazji mówiąc, był to mój debiut – czułem się naprawdę dziwnie. To było jedno z najbardziej surrealistycznych uczuć, jakie miałem po drugiej stronie. Teraz jestem po tej właściwej i nie mogę się doczekać.

Myślę, że będzie rozpierała cię duma, twoją rodzinę również. Jesteś kimś!

– O tak! W takich momentach jesteś dumny. Ale nie chodzi tu o moją dumę. Raczej o dumę z mojej kariery. Czuję się częścią tego klubu, znam go i rozumiem. Jednak tak, z perspektywy “nadzorcy” to wyjątkowe uczucie.

Który z meczów w twojej karierze sprawia, że myślisz o Old Trafford?

– Wiele, naprawdę wiele. Nie mogę powiedzieć tylko o jednym. Zaliczyłbym do nich mój debiut, gdy wszedłem na boisko i zdobyłem gola. Odwróciłem się, a Eric [Cantona] był pierwszym, który go ze mną celebrował. To było dziwne uczucie, ale stało się częścią ciebie. Byłeś w domu. Patrzyłeś na całą okazałość stadionu, wchodząc na boisko i czułeś się tam komfortowo. Chciałbym, aby piłkarze czuli się tak samo, również chcę podobnych odczuć. Myślę, że poczuję domową atmosferę, gdy wyjdę na murawę. Myślę, że to coś więcej niż tylko duma zawodników z ich występu i duma kibiców, gdy schodzimy z boiska.

Czy czułeś się jak w domu, spacerując rano? Kath wciąż siedzi w recepcji.

– Tak, to mój dom, muszę przyznać. Jest tu wielu ludzi, których pamiętam jako piłkarz i trener rezerw. Przywiozłem im trochę norweskiej czekolady. Myślę, że się ucieszyli!

Jesteś menedżerem od pewnego czasu, przez blisko dekadę. Zaczynałeś jako trener rezerw, a później wyruszyłeś na podbój Molde, następnie Cardiff i ponownie wróciłeś do Molde. Jak mógłbyś określić swój styl? Czy zmienił się on w ostatnich kilku latach?

– Czas szybko płynie, gdy się nim bawisz. Myślałem o tym, o 300-400 meczach jako menedżer pierwszego zespołu, jako menedżer rezerw – więc tak, to mniej więcej 10 lat pracy od kiedy jestem szkoleniowcem. Z czasem stajesz się coraz pewniejszy. Im więcej błędów popełniasz, tym więcej się uczysz. Na przestrzeni lat popełniłem kilka błędów, ale wygrałem ligę, wygrałem puchary, zostałem zwolniony, więc czuję, że poznaję ten zawód. Chodzi w nim o zarządzanie ludźmi, o zarządzanie piłkarzami, sztabem. Polega to na rozmawianiu ze wszystkimi i wydobywaniu z nich najlepszego. Muszę przyznać, że miałem najlepszego nauczyciela. Takim jest sir Alex Ferguson i zawsze będzie najlepszy, ponieważ wie jak dysponować potencjałem ludzkim. Większość mojego warsztatu została zaczerpnięta od niego.

Gdybyś musiał opisać swój styl pracy, zaznaczyłbyś ogromny wpływ sir Alexa Fergusona?

– Tak. Miał największy wpływ, ale na końcu jednak się różnimy. Jestem innym typem osobowości, więc pozostanę sobą. Musisz zapytać ludzi, którymi zarządzałem. Lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, przebywać wśród nich. Chcę widzieć, jak wyrażają siebie, jak zachowują się na stołówce, podczas masażu, fizjoterapii, jako piłkarze. Będąc trenerem, chcesz obserwować, jak ludzie reagują. To sprawia, że czuję się szczęśliwy. Gdy twój zespół gra dobrze, to znaczy, że zawodnicy uwydatnili swoją osobowość.

Mike Phelan również wrócił…

– Tak! To cudownie!

Jaką jakość wniesie do twoich przygotowań?

– To pierwsza rzecz, o której myślałem, ponieważ wciąż jestem młody. Kieran i Michael też są młodzi i potrzebowaliśmy trochę doświadczenia. Zadzwoniłem do Micka, ale przebywał akurat na trenerskim kursie w Burnley, więc musiałem poczekać do ok. 15-16. Był tutaj, przesiąkł tym wszystkim, pracował z szefem [sir Alexem Fergusonem – przyp. red.] i był niego bliżej niż ja. Wnosi niesamowity spokój, a jego wiedza na temat futbolu jest naprawdę wielka.

Michael Carrick również znajdzie się w sztabie szkoleniowym. Obaj wchodziliście na boisku, gdy debiutował on w meczu przeciwko Charlton Athletic w 2006 roku. Jak będzie wyglądała teraz wasza współpraca?

– To kolejne dziwne uczucie, bo graliśmy razem przez jeden sezon, później dostałem posadę trenera w pierwszym zespole, a następnie objąłem zespół rezerw. Obserwowałem, jak Michael się rozwija i ewoluuje. Stał się dla nas topowym graczem. Wszedł w buty Roya Keane’a, co nie było łatwe – wejść tu i przejąć jego numer. Będąc szczerym, kilka ostatnich dni rozmawialiśmy przez telefon i zachowywał się wyśmienicie. Cieszę się, że będziemy blisko.

Powiedz słowo o meczu, w którym zadebiutował. Strzeliłeś bardzo emocjonalnego gola po swoim powrocie…

– Tak, to był jego debiut, to prawda. Padał deszcz, po wejściu na boisko przejąłem opaskę kapitana i strzeliłem gola. Piłkę podawał mi Louis [Saha]. Nie pamiętam dokładnie, jak wyglądał ten mecz. Przez trzy sezony nie zdobyliśmy mistrzostwa – 2003/04, 2004/05, 2005/06. Michael wszedł na boisko i wygraliśmy ligę w sezonie 2006/07. Wiedział, o co chodzi w byciu piłkarzem Manchesteru United. Musisz być zwycięzcą, ponieważ przyzwyczailiśmy się do wygrywania i zdobywania trofeów.

Tak jak Ty, kolejny członek sztabu szkoleniowego – Kieran McKenna wyszedł spod naszej akademii trenerów. Miałeś oko na niektórych młodzików, przechodzących przez system szkolenia Manchesteru United? To wiele znaczy dla tego klubu…

– Tak. Zawsze się tym interesowałem, będąc menedżerem Molde. Rozmawiałem z Nickym Buttem kilka razy o możliwości wypożyczenia niektórych zawodników, więc tak – śledziłem ich. Kieran wykonał świetną pracę w akademii i awansował na trenera pierwszego zespołu. Jest naprawdę wysoko poważny. Z trenerami jak z piłkarzami – chcesz wiedzieć, jakie mają pojęcie o Manchesterze United. Jest tutaj od kilku lat i myślę, że powiązanie między akademią i pierwszą drużyną jest kluczowe, ponieważ chcemy rozwijać piłkarzy, wcielać ich w szeregi głównej kadry, uczyć ich grać w pewien sposób. Wchodząc do pierwszego zespołu, wiedzą jak mamy grać.

Wspomniałeś o Nickym Butt’cie. Zgaduję, że Nicky dał ci kilka wskazówek dotyczących piłkarzy z akademii. Jak ważne jest, aby zachować ciągłość w rozwoju piłkarzy? To część naszego DNA.

– To nasza tożsamość. Również grałem w rezerwach. Powiązanie między akademią i pierwszym zespołem – wiem z własnego doświadczenia, jakie to ważne. Chodzi o współpracę między mną i Nickym, mną i Rickym [Sbragią], mną i Neilem [Ryanem]. Powinniśmy wiele rozmawiać, ponieważ takie są tradycje. Nie wracamy tylko do rocznika ’92. Korzenie sięgają znacznie dalej niż lata pracy sir Alexa, sięgają aż do sir Matta Busby’ego. Utkwiły mi w głowie jego słowa, których nigdy nie zapomnę – jeśli jesteś wystarczająco dobry, jesteś wystarczająco dojrzały. Mam nadzieję, że uda mi się kontynuować tę tradycję i wielu młodych chłopaków przebije się do pierwszego składu. Oglądałem Youth Cup, gdy mierzyliśmy się z Chelsea. Osiągnęliśmy fantastyczny rezultat, rozgrywając wspaniałe spotkanie.

Trener bramkarzy – Emilio Alvarez – został z nami. Obserwowałeś jego pracę z Davidem de Geą – prawdopodobnie najlepszym bramkarzem na świecie?

– Tak. Przeprowadziłem rozmowy z Davidem i Emilio. David go uwielbia i wypowiadał się o nim w samych komplementach. Mamy w swoich szeregach najlepszego bramkarza na świecie. Wygrywał konkurs na najlepszego piłkarza w sezonie przez wiele lat i jest z nami – tak mi się wydaje – przez osiem lat. To wciąż młody golkiper, który może się rozwinąć. Fantastycznie, że go posiadamy. Może potrenuję przeciwko niemu wykończenie na treningu, aby go troszkę przytemperować [śmiech].

David jest tylko elementem bardzo utalentowanego składu. Kilku z nich dostało się do niego z rezerw w momencie, gdy je prowadziłeś. Czujesz z tego powodu dumę i cieszysz się, że ponownie zjednoczysz się z tymi chłopakami, których prawdopodobnie pamiętasz z akademii?

– Oczywiście, tak. Pamiętam, że dałem zadebiutować Jessiemu Lingardowi w rezerwach – przeciwko Burnley. Młodzieżowy zespół grał dzień wcześniej, a on nie wyszedł na boisko, więc dałem mu szansę w rezerwach. W ciągu dwóch minut malutki, drobny dzieciak poszedł jeden na jednego z przerośniętym obrońcą – gra obecnie w Burnley, Kevin Long – i pamiętam jakby to było dzisiaj – całkowicie go ośmieszył. Ten malutki dzieciak nie czuł żadnego strachu. Pomyślałem sobie: ‘wykorzystałeś szansę’. Kevin Long musiał nieszczęśliwie opuścić boisko, a Jessie pokazał mi wtedy, że ma w sobie to “coś”. Mark Dempsey, który pracował ze mną w Molde, trenował Jessiego od siódmego roku życia i to jeden z tych piłkarzy, o których mówił najwięcej. Sposób w jaki się rozwinął jest fantastyczny. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Paulu [Pogbie], który również grał w rezerwach – niezbyt długo, ponieważ dostał się do pierwszej drużyny bardzo szybko. Był wyjątkowym talentem. Doskonale znamy historię Marcusa Rashforda. Obserwowałem go, był młodzieniaszkiem – trzy lub cztery lata młodszy od Jessiego – więc, dopiero rósł, ale wiedziałem o nim. To trójka, którą podglądałem od dziecka. To świetne uczucie widząc, jak teraz grają.

Pewnie nie możesz się doczekać poznania reszty składu.

– Tak, to pierwsza rzecz, jaką powinieneś zrobić jako menedżer. Musisz poznać ludzi i porozmawiać z nimi. Z większością rozmawiałem dzisiaj [czwartek]. Nie miałem czasu podejść do każdego, ponieważ musiałem zając się kilkoma innymi sprawami. Wyglądają na grupę znakomitych kolegów, profesjonalistów, którzy chcą dobrze się spisywać i uczyć się. Oczywiście, rozmawiałem z Michaelem i Kieranem o każdym. W następnych tygodniach poświęcę mnóstwo czasu, aby poznać piłkarzy.

Najbardziej zapamiętane przez ciebie wyniki, które osiągnąłeś, sięgają do Ligi Europy w sezonie 2015/16…

– Pokonaliśmy Sevillę, którzy wygrali to trofeum trzy razy. Pokonaliśmy ich u siebie.

A co powiesz o nadchodzącej rywalizacji z Paris Saint-Germain w ramach Ligi Mistrzów? Mrozi ci to krew w żyłach?

– To fantastyczne! Losowanie odbyło się w poniedziałek. Oglądałem je, nie wiedząc co się tutaj wydarzy [śmiech]. Myślisz: ‘PSG, co za fantastyczna okazja’. To są te wyjątkowe noce na Old Trafford, iluminacje, o których menedżer zawsze opowiada. Przeciwko naszym wspaniałym talentom stają topowi gracze. Zmierzymy się ze świetnymi piłkarzami – Neymarem, Mbappe, Cavanim. To są te noce, dzięki którym Manchester United zaistniał. Nie mogę się doczekać, ale przed nami jeszcze wiele innych spotkań. Chcemy zbudować solidne fundamenty i podejść do meczu z PSG pewni siebie. Jeśli to uczynimy, to będzie dobrze.

Wracasz do nas w momencie, gdy obchodzimy dwudziestolecie zdobycia potrójnej korony. Jak często w codziennym życiu wracasz pamięcią do tego okresu?

– Zdarzyło się kilka razy. Otrzymałem kilka klepnięć w plecy. To [finał Ligi Mistrzów w 1999r. – przyp. red.] najlepsza noc w moim życiu. To cudowna noc. Dwadzieścia lat minie 26 maja… To…

Co próbujesz powiedzieć?!

– Kryje się powód za tymi szarymi włosami, nie tylko problemy i zarządzanie. Minęło 20 lat – to niewiarygodne, jak czas płynie.

Dotykałeś już tego tematu. Znasz DNA tego klubu. Gdybyś spróbował opisać ten klub ludziom, którzy go nie znają, co byś powiedział?

– Pierwszą rzeczą, którą poczułem wchodząc do United była rodzinność – ten klub to rodzina. Byłem pod wrażeniem, gdy tu trafiłem. Tego, jak wszyscy są zwarci. Ewoluowałem, rozwinąłem się i dostrzegłem zwycięskie instynkty i szansę, którą dostają tu młodzi ludzie. Nie powiedziałbym, że zbudowałem w ten sposób Molde, ale taki jest mój model. Manchester United jest modelem. To rodzina, tradycja, historia, młodzież, ofensywny futbol i zwyciężanie. To niewiarygodne, jak bardzo się to rozwinęło odkąd tu trafiłem w 1996 roku – to olbrzymie! Mam zaszczyt pracować w największym klubie na świecie, najlepszym na świecie, z najlepszymi kibicami na świecie i najlepszymi piłkarzami.

Kończąc, wielu fanów z całego świata ogląda ten wywiad. Jaką masz dla nich wiadomość?

– Cudownie jest wrócić do domu. Tak jak będąc piłkarzem, mogę obiecać, że dam z siebie wszystko, co mam i zrobię to dla nas, aby osiągnąć sukces. Wraz ze sztabem uczynimy to co najlepsze, sprawiając, że piłkarze zaczną grać i cieszyć się sobą. Nie mogę się doczekać, jak sprawy się potoczą!

Dyskusja