Getty Images

Angel Di Maria nie miał najłatwiejszego życia podczas wtorkowego meczu na Old Trafford. Były pomocnik Manchesteru United, a obecnie gracz Paris Saint-Germain, od samego początku spotkania nie mógł liczyć na przychylność fanów „Czerwonych Diabłów”, którzy najwyraźniej wypominają mu krótki okres pobytu w klubie (zaledwie sezon) i odejście w niesławie.

Biorąc jednak pod uwagę występ Argentyńczyka we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów pomiędzy oboma zespołami, wygląda na to, że 31-latek nie przejął się za bardzo wrogą atmosferą na Old Trafford, zaliczając asysty zarówno przy trafieniu Presnela Kimpembe, jak i golu Kyliana Mbappe, dzięki czemu wydatnie pomógł swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa 2:0.

W trakcie wtorkowego meczu, oprócz gwizdów i buczenia, Argentyńczyk mógł także doświadczyć innych niemiłych zachowań ze strony kibiców Manchesteru United. Zdarzało się, że w jego stronę leciały także przedmioty – m.in. plastikowa butelka po piwie. Di Maria nie pozostawał więc dłużny i podniósł takową butelkę, udając że z niej pije, czym jeszcze bardziej rozjuszył fanów gospodarzy. Sprawie i zachowaniu zarówno kibiców, jak i samego Argentyńczyka ma przyjrzeć się UEFA.

Di Maria po meczu przyznał jednak, że pomimo krótkiego i niezbyt udanego pobytu na Old Trafford, nie żywi do nikogo w klubie urazy. No prawie nikogo. Za powód odejścia Argentyńczyk wskazał złe relacje z ówczesnym menedżerem „Czerwonych Diabłów”, Louisem van Gaalem.

– Było mi trudno grać w tym meczu od pierwszych minut, ale wiedziałem, że tak to będzie wyglądać. Jednak tak, jak już mówiłem w przeszłości, tak powtórzę raz jeszcze: nigdy nie mówiłem źle na temat tego klubu oraz ludzi z nim związanych. Pewne rzeczy po prostu miały miejsce, a ludzie ocenili to w zły sposób. Jedyny problem, jaki miałem w tym klubie, dotyczył ówczesnego trenera – powiedział Argentyńczyk.

Dyskusja