manutd.com

Alexis Sanchez podczas rozmowy z klubową stacją telewizyjną MUTV przyznał, że zdarzenie z sędzią liniowym w meczu przeciwko PSG, po której Chilijczyk doznał stłuczenia, było jednym z najbardziej kuriozalnych zdarzeń, jakie przytrafiło się mu w karierze.

– Zanim wszedłem na boisko w meczu z PSG, rozgrzewałem się przy linii bocznej boiska. Zazwyczaj przeprowadzam rozgrzewkę po przeciwległej stronie, ponieważ co do zasady nie biegają tam asystenci sędziego. Jednak w Lidze Mistrzów sędziowie zmieniają strony – wyjaśniał Sanchez w wywiadzie dla MUTV.

– W pewnym momencie, rozgrzewałem się, rozciągałem nogę jednocześnie spoglądając na przebieg spotkania. Nagle przeszliśmy do szybkiego kontrataku i sędzia liniowy pobiegł za akcją. Podniosłem głowę i nagle dostrzegłem sędziego, który się ze mną zderzył. Zabolało.

– Miałem właśnie wejść na boisko, bo wyglądało na to, że Jesse Lingard nie będzie już w stanie kontynuować gry. Ból mnie dobijał. Jednak powiedziałem sobie: „Lingard właśnie doznał kontuzji i teraz ja doznałem urazu. Tak nie może być”.

– Kiedy zeszliśmy na przerwę do szatni, szybko oddałem się w ręce fizjoterapeutów. Nie było jednak tutaj żadnych wymówek, jeżeli chodzi o wyjście na boisko w tym spotkaniu. To po prostu przyjęło teraz formę anegdoty na temat czegoś, co jeszcze do tej pory nigdy mi się nie przytrafiło. W sumie to coś naprawdę bardzo zabawnego.

– Teraz jest już wszystko w porządku. Nie miałem też wtedy nic przeciwko wejściu na boisko i też nie szukam tym wymówki w kwestii tego, że nie zaprezentowałem się z najlepszej strony. To było dość bolesne stłuczenie, ale nie przeszkadzało mi to i chciałem grać – dodał.

Chilijczyk nie ukrywał także, że jest zawiedziony porażką z Paris Saint-Germain w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Zdaniem 30-latka wraz z kolegami źle zareagowali na pierwszą straconą bramkę, przez co dali sobie wbić drugą i ostatecznie przegrali 0:2.

– Myślę, że kiedy strzelili pierwsza bramkę i obróciłem się w stronę swoich kolegów, to zobaczyłem w ich oczach, że coś nie gra. Nie było w nich tego, co można było dostrzec w pierwszej połowie – wspominał dalej Sanchez.

– Można było odnieść wrażenie, jakby ta bramka wszystkich nas załamała. Utrata bramki jako pierwszy, jest zawsze trudna dla drużyny i odbudowania jej nastawienia do meczu. Jednak spotkania w Lidze Mistrzów, a tych rozegrałem sporo grając w Barcelonie i Arsenalu, trwają 90 minut.

– Dlatego też przez cały czas trzeba mieć pozostawiony otwarty umysł. Wystarczy tylko, że na moment stracisz koncentrację i zostajesz za to ukarany. Po tym pierwszym golu spojrzałem więc na swoich kolegów i zobaczyłem, że coś jest nie tak, jak być powinno.

– W tamtej chwili chciałem, aby można było zrobić coś takiego jak w koszykówce. Zatrzymać czas, zebrać wszystkich wokół siebie i powiedzieć: „Możemy to wygrać, dalej walczymy o zwycięstwo! Graliśmy przeciwko Burnley i przegrywaliśmy już 0:2, a prawie zwyciężyliśmy w tym spotkaniu. Graliśmy też z innymi drużynami, gdzie było 0:2, a potrafiliśmy wrócić do meczu i wygrać 3:2. Jesteśmy Manchesterem United! Gramy u siebie! Zachowajmy spokój! Jeszcze to wygramy!”

– Jednak po tej bramce na 0:1 byliśmy nieco przybici i nasza gra nie wyglądała już tak, jak w pierwszej połowie. Moja gra z piłką przy nodze również nie wyglądała świetnie – dodał.

Sanchez odkłada jednak na bok mecz z PSG i przyznaje, że już nie może doczekać się pojedynku z Chelsea w FA Cup. Chilijczyk liczy, że w tym sezonie “Czerwonym Diabłom” uda się sięgnąć po to trofeum.

– Uważam, że Puchar Anglii to topowe rozgrywki. Również uczestniczyłem w nich już wielokrotnie. W poprzednim sezonie rozgrywaliśmy finał z Chelsea w ramach tego turnieju. Myślę, że wszyscy mamy nadzieję, że znów możemy zajść daleko. Chcę, abyśmy ponownie doszli do finału i tym razem go wygrali – kontynuował Sanchez.

– Przy okazji od razu na myśl przychodzi mi mój gol na Wembley w tych rozgrywkach, w meczu przeciwko Tottehamowi z zeszłego sezonu. To była niezła bramka. Przegrywaliśmy wtedy 0:1. Paul Pogba odzyskał piłkę i dośrodkował do mnie, a ja zdołałem sięgnąć ją głową i strzelić po długim rogu. To był dla mnie świetny moment, ponieważ dokonałem tego przy sektorze, gdzie siedzieli nasi fani, więc cudownie było celebrować tę bramkę razem z nimi.

– Myślę, że czeka nas bardzo ekscytujący mecz na Stamford Bridge. Do tego bardzo ważny. Jednak jak zawsze powtarzam – jesteśmy United i musimy wygrywać niezależnie od tego, z kim przychodzi nam się mierzyć. Nie ma więc innej opcji, jak jedynie walka o zwycięstwo – zakończył.

Dyskusja