Getty Images

Andreas Pereira udzielił wywiadu po środowym meczu z PSG. Brazylijczyk, jak reszta jego kolegów z drużyny, nie ukrywał zachwytu z awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.  Pomocnik „Czerwonych Diabłów” dodał, że wraz z resztą składu pokazali w Paryżu co to znaczy Manchester United.

Niewiarygodnie się to oglądało. Jak to wyglądało z perspektywy murawy?

– To był dla nas bardzo trudny mecz, ale menedżer powiedział nam, abyśmy zachowali spokój i byli opanowani. Posłuchaliśmy go, zrealizowaliśmy plan meczowy i odnieśliśmy zwycięstwo. Świętowanie z fanami na boisku po meczu było czymś niesamowitym.

To musiały być dla was wyjątkowe chwile, kiedy po ostatnim gwizdku pobiegliście wszyscy do narożnika boiska, gdzie zgromadzeni byli wasi fani?

– Tak. To wiele dla nas znaczyło. Nasi fani byli fantastyczni, zresztą jak zawsze. Chcieliśmy zrobić to dla nich, dać im tę niewiarygodną noc. Dokonaliśmy tego i jesteśmy bardzo szczęśliwy, że mogliśmy świętować awans razem z nimi.

Przejdźmy do kluczowego momentu meczu i rzutu karnego. Po pierwsze czy uważasz, że należał się wam rzut karny i czy w ogóle byliście świadomi tego, co się właśnie dzieje?

– Będąc szczerym, nie widziałem tej sytuacji, ponieważ oglądałem mecz już z ławki rezerwowych i początkowo myślałem, że piłka wyszła na rzut rożny. Jednak weryfikacja systemem VAR wykazała, że było zagranie piłki ręką w ich polu karnym, z czego bardzo się ucieszyliśmy. Dzięki temu Marcus mógł strzelić dla nas zwycięską bramkę.

Co powiesz o samym rzucie karny. Rashford musiał długo czekać zanim mógł uderzyć piłkę z jedenastu metrów. Musiał wykazać się niezwykłym opanowaniem.

– Wiedzieliśmy, że Marcus to bardzo spokojny chłopak i że poradzi sobie z tą presją. Jest bardzo, ale to bardzo utalentowany i udowadnia to w każdym meczu. Zawsze możemy na nim polegać.

Co z kolei powiesz na temat ducha tej drużyny. Mieliście 10 kontuzjowanych zawodników, na boisku pojawili się bardzo młodzi piłkarze. Duch tej drużyny musi być wyjątkowy?

– Dokładnie. Jest wyjątkowy. To pokazuje, co znaczy United. Jesteśmy jedną wielką rodziną. Wiemy to od czasów, gdy byliśmy małymi chłopcami i przedzieraliśmy się do gry w pierwszej drużynie. Oglądaliśmy jej mecze, widzieliśmy zwycięstwa w ostatnich minutach, więc wiedzieliśmy dokładnie co znaczy być zawodnikiem United. Jesteśmy z tego dumni.

Czy to znaczy, że nie ma teraz dla was nic niemożliwego? W końcu dotarliście już do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

– Tak, jesteśmy w ćwierćfinale tych rozgrywek, ale wciąż jeszcze mamy daleką drogę do przebycia. Musimy trzymać się razem i jeżeli będziemy robić tak dalej, to możemy zajść naprawdę daleko.

Jaka była atmosfera w szatni zaraz po meczu i nastawienie na powrót samolotem do domu?

– Panowało tam czyste szaleństwo. Nie wiem czy chłopaki będą chcieli w ogóle wracać [śmiech].

Dyskusja