Getty Images

Kapitan Manchesteru United w dwumeczu z Paris Saint-Germain w 1/8 finału Ligi Mistrzów, Ashley Young, przyznał w wywiadzie po środowym wygranym 3:1 spotkaniu w Paryżu, że jest zachwycony z postawy drużyny, a zwycięstwo nad mistrzami Francji i awans do ćwierćfinału tych rozgrywek określił jednymi z najlepszych chwil w swojej karierze.

Ashley, widziałeś już wiele rzeczy w piłce nożnej, ale jak określiłbyś to, co stało się na Parc des Princes? 

– To jedne z najlepszych chwil, jakie doświadczyłem. Niemal każda prasa skreślała nas po pierwszym spotkaniu, pisząc jedynie o PSG i o tym że nie mamy żadnych szans na zwycięstwo w tym dwumeczu. Jednak gdy byłem w naszej szatni przed meczem widziałem, że zarówno piłkarze jak i sztab szkoleniowy mają wiarę nie tylko w to, że wygramy to spotkanie, ale także że będziemy strzelać bramki. Wiedzieliśmy, że będziemy mieli swoje szanse w tym meczu. Rozpoczęcie takiego spotkania od tak szybko strzelonej bramki, nie jest złym scenariuszem, prawda? Później musieliśmy pozostać skoncentrowani. Każdy z nas był skupiony. Gdy schodziliśmy w przerwie do szatni powiedzieliśmy sobie, że będziemy mieli jeszcze swoje okazje. Mówiliśmy o tym, że nie musimy tego dokonać od razu, ponieważ mamy jeszcze 45 minut na strzelenie bramki i zapewnienie nam awansu. Wiedzieliśmy, że będziemy grali o to do ostatniego kopnięcia piłki. Decyzja Marcusa o podejściu do rzutu karnego i samo jego wykonanie tylko pokazuje, że ten chłopak ma nerwy ze stali. Ponadto nasza radość po zwycięstwie pokazała wszystko. Ta wygrana wiele znaczyła dla każdego piłkarza w naszym składzie, a także każdego członka sztabu szkoleniowego drużyny. Spójrzmy tylko na to, jaką drogę przeszliśmy. Przystąpiliśmy do tego spotkania bez 10 kontuzjowanych zawodników z pierwszego składu. To niewiarygodne osiągnięcie i jesteśmy tym zachwyceni.

Czy mieliście takie przeczucie, że możecie tego dokonać, zwłaszcza gdy prowadziliście z nimi w drugiej połowie i mieliście w pamięci takie porażki PSG jak ta z Barceloną [w 2016 roku, gdzie pomimo wygranej 4:0 w pierwszym meczu, w rewanżu ekipa z Paryża przegrała aż 1:6 – przyp. red.]?

– Oczywiście, że tak. Myślę, że to zaczęło się już w pierwszej połowie. Dało się wyczuć, że ich kibice zaczęli się od nich odwracać, a kilku ich piłkarzy wyglądało na nieco podenerwowanych, ale nie jestem tego pewien. Musieliśmy skupić się jednak na sobie i to właśnie robiliśmy. Trzymaliśmy się planu. Zmienialiśmy też ustawienie podczas meczu z 3 czy 4 razy, ale musieliśmy się do tego zaadaptować i robiliśmy to bardzo dobrze. Zawodnicy, którzy pojawili się na boisku, spisali się wyśmienicie. Wiedzieliśmy, że będziemy mieli jeszcze jedną swoją szansę. Zawsze jest jeszcze jedna dodatkowa okazja. Jesteśmy zachwyceni, że piłka znalazła drogę do bramki. To było niewiarygodne.

Jak wyglądał cały ten proces z VAR-em, zdawaliście sobie sprawę z tego, co się właśnie dzieje? Zanim podjęto decyzję minęło trochę czasu. Jak to widzieliście z perspektywy murawy?

– Nie odczuwałem, że zajęło to dużo czasu, ale szczerze mówiąc początkowo zawodnicy zaczęli nawet pośpieszać sędziego, bo chcieliśmy szybko wykonać rzut rożny. Nikt nie wiedział dokładnie co się dzieje, ale wtedy arbiter podbiegł do wideorejestratora i podyktował dla nas rzut karny, co przyjęliśmy z radością. Jednak nawet wtedy minęło sporo czasu zanim mogliśmy go wykonać. Rashford wykazał się nerwami ze stali podchodząc do tej jedenastki i strzelając bramkę. Później nastąpiła jeszcze ta cudowna celebracja. Kiedy spojrzelibyśmy na to jeszcze dzień przed meczem, to przy utracie 10 piłkarzy, trzeba przyznać, że czekało nas bardzo trudne zadanie. Pokazaliśmy przy tym wielką determinację i wspaniałego ducha drużyny. To niewiarygodne. Tym bardziej, że wyjazdy i gra na tym obiekcie nie należą do łatwych. Przyjechaliśmy tutaj jednak po to, aby pokazać jak to się robi w Manchesterze United.

Po ostatnim gwizdku pobiegliście świętować w stronę narożnika boiska, gdzie byli wasi fani. To musiały być dla was magiczne chwile?

– Kiedy teraz tutaj stoję i o tym na spokojnie pomyślę, to nigdy nie pomyślałbym, że to ci fani United [zaledwie ok. 2 tys. – wyj. red.] zgromadzeni w narożniku boiska, robili taki hałas na stadionie. Zawsze są za nami. Zresztą nawet nasi zawodnicy, gdy strzeliliśmy bramkę, a oni niedługo potem wyrównali, wiedzieli, że wciąż ten dwumecz nie jest rozstrzygnięty. Wiedzieliśmy, że wciąż będziemy mieli swoje szanse i wciąż będziemy mogli strzelić kolejne bramki. To nie było łatwe, było niezwykle trudne. Mieliśmy jednak na ten mecz określony plan i każdy z nas trzymał się tego, co nakreślił nam sztab szkoleniowy. Wykonywaliśmy go wyśmienicie. Zniechęcaliśmy ich do gry, a także sprawialiśmy, że byli sfrustrowani. Można było zauważyć ich frustrację z powodu tego, że nie mogą sobie swobodnie podawać piłki i znajdować wolnej przestrzeni, ponieważ je zamykaliśmy. Ostatecznie to była dla nas niesamowita noc.

Dyskusja