Getty Images

W ostatnim wydaniu “Sunday Times”, Jonathan Northcroft wrócił do wywiadu z Ole Gunnarem Solskjaerem z 2005 roku, w którym Norweg opisywał swoją rehabilitację i zmagania z kontuzją kolana, która wykluczyła go z gry na prawie trzy sezony. Zdaniem Northcrofta, powrót do zdrowia po tej kontuzji to być może największy “comeback” w życiu Solskjaera. Zapraszamy do lektury.

Artykuł Jonathana Northcrofta – treść oryginalna

Jeśli chodzi o „comeback” to Paryż był niezły, a o Barcelonie w 1999 roku nikt nigdy nie zapomni. Jednak jeden z największych powrotów Ole Gunnara Solskjaera miał miejsce w Göteborgu, a dokładniej – w laboratorium. Czternaście sezonów temu, w rozmowie z „Sunday Times”, Norweg wyjawił wszystkie szczegóły. Długa i wnikliwa konwersacja pozwoliła mi zajrzeć w głąb Solskjaera. Dlatego, kiedy Marcus Rashford zapewnił Manchesterowi United prawdopodobnie najbardziej niezwykły awans w dwumeczowej potyczce w Lidze Mistrzów, nie byłem zdziwiony. Cała ta przemiana, jaka ma miejsce w klubie, też nie jest dla mnie żadnym szokiem.

Podczas tego wywiadu w maju 2005 roku, na górze głównego budynku ośrodka treningowego Carrington, widać było w tych błękitnych oczach, pełnych humoru i zdrowego rozsądku, że Solskjaer robił wszystko, aby przezwyciężyć kontuzję. W gazetach można już było znaleźć tzw. „piłkarskie nekrologi”, a Sir Alex Ferguson wydawał się zrezygnowany za każdym razem, kiedy słyszał na konferencji prasowej pytanie dotyczące powrotu Norwega do gry. Minęło 21 miesięcy od meczu z Wolverhampton (27 sierpnia 2003 roku – przyp. red.), w którym niekontrolowany upadek Solskjaera doprowadził do uszkodzenia chrząstki stawowej w jego prawym kolanie.

To, co działo się później, było straszne. Po prawie całym sezonie w bólach i nieudanej rehabilitacji alternatywnej, Solskjaer odwiedził doktora Larsa Petersona z Centrum Medycznego w Göteborgu i poddał się radykalnej procedurze. Peterson dosłownie wbił się w staw Norwega, wyskubał zalegające fragmenty chrząstki i pozostawił w nim dwa wszczepy. Jeden z nich miał za zadanie załatać dziurę powstałą w stawie – była to błona pobrana z jego kości piszczelowej – natomiast drugi polegał na wstrzyknięciu roztworu zawierającego miliony komórek tkanki chrzęstnej, specjalnie wyhodowanych w laboratorium. Ole zbierał te wszystkie okropne zdjęcia z operacji na swoim laptopie, a uważne studiowanie całego procesu pozwoliło mu w leczeniu.

Rehabilitacja, którą opisał, brzmiała naprawdę brutalnie. Przez 12 tygodni musiał leżeć, a jego kolano było przymocowane do przyrządu nazywanego potocznie CPM (z angielskiego: continuous passive motion – przyp. red.). Przez osiem godzin dziennie Solskajer musiał poruszać w nim nogą do przodu i do tyłu. Całe to urządzenie wydawało dźwięki jak drukarka i doprowadzało jego żonę, Silje, do wściekłości, szczególnie, gdy Ole przestał wyjmować z niego nogę idąc spać.

W oczy rzucały się trzy rzeczy. Pierwszą był brak jakiegokolwiek użalania się nad sobą u Solskjaera. Drugą była jego niezwykła umiejętność skupiania się na pozytywnych efektach kontuzji – rehabilitacja pozwoliła mu spędzać więcej czasu z Silje i dziećmi. Trzecią była nadludzka siła woli, która pozwoliła mu wykonywać wszystkie założenia tego długotrwałego i męczącego procesu leczenia. Jego celem, jak mówił, było zagrać już na początku sezonu 2005/06. – Chcę wrócić i im pokazać. Mam nadzieję, że nie będą rozczarowani i nie będą mówić: „Co, to jest ten koleś, o którym śpiewaliśmy?! To on?!” – droczył się Solskjaer.

Ten żart mimo wszystko nie był tak śmieszny, bo nie wszyscy wierzyli, że będzie z tego wszystkiego szczęśliwe zakończenie. Tym bardziej, że kiedy rozpoczął się już sezon 2005/06, wciąż nie było go widać na boisku. Sezon skończył się pięcioma występami, we wszystkich z nich wchodził z ławki rezerwowych i nie da się powiedzieć, że wszystko było w porządku.

Tymczasem przenieśmy się do października 2006 roku, a na boisku doszło do cudu. Solskjaer gra pierwszy pełny mecz w Premier League od ponad trzech lat i – czy uwierzycie? – strzela dwie bramki. To nie wszystko. W wieku 33 lat odegrał ważną rolę w drużynie, która po trzech sezonach przerwy wygrała mistrzostwo kraju.

Po wielu przeciwnościach losu mu się to w końcu udało. Cały Solskjaer. Podczas tej rozmowy w Carrington, w 2005 roku, dało się zauważyć u niego optymizm zmieszany z realizmem, skromny i spokojny sposób przedstawiania swoich wyważonych opinii.

Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości, że ten tymczasowy projekt zamieni się w stałą pracę jako menedżer Manchesteru United. Ferguson siedzący z Edem Woodwardem na Parc des Princes, Eric Cantona, Paul Pogba i Patrice Evra – trójkolorowe pokolenie różnych okresów w historii klubu. Świętowanie na trybunach, świętowanie na ławce rezerwowych i świętowanie w mediach społecznościowych przez kontuzjowanych zawodników.

To są obrazki pokazujące jak cała rozdarta wcześniej instytucja, Manchester United, jest ponownie poskładana. O Glazerach można powiedzieć wszystko, ale nie zarobili tych wszystkich miliardów przez ignorancję – jak można się odwrócić teraz plecami do kogoś, kto to poskładał?

Dyskusja