Getty Images

Ole Gunnar Solskjaer po piątkowym losowaniu Ligi Mistrzów, w którym los za przeciwnika przydzielił Manchesterowi United hiszpańską Barcelonę stwierdził, że jest zadowolony z takiego rozstrzygnięcia, bowiem ma bardzo dobre wspomnienia z Camp Nou. Co ciekawe Norweg przyznał także, że woli rozgrywać pierwszy mecz na własnym terenie, a dopiero potem jechać na rewanż na obcy stadion.

20 lat po tym pamiętnym tryumfie w Lidze Mistrzów to musiała być Barcelona, prawda?

– Dokładnie tak! Otrzymałem wiele wiadomości tekstowych od przyjaciół, w których pisali, że ten rok to musi być „ten rok” z uwagi na mój numer „20” na koszulce, z którym grałem w Man Utd i z uwagi na to, że od tamtego finału minęło 20 lat. Znów jedziemy na Camp Nou!

Co dla ciebie znaczy Camp Nou?

– Kojarzy mi się z najwspanialszą nocą, jaką przeżyłem w swojej piłkarskiej karierze. Dla wszystkich nas to był niewiarygodny wieczór. To wspaniały stadion. Oczywiście spotkaliśmy się z nimi także w tamtym sezonie w fazie grupowej, dwukrotnie remisując 3:3. To będzie dobry pojedynek.

Czy to właśnie takie pary ćwierćfinałowe jak Man Utd-Barcelona są kwintesencją rozgrywek Ligi Mistrzów?

– Tak. Ponadto uważam, że właśnie po to gramy w tych rozgrywkach. Chcemy właśnie rozgrywać wielkie mecze przeciwko największym klubom. Spotykaliśmy się z nimi w finałach w 2009 i 2011 roku, a także w dwumeczu półfinałowym w 2008 roku, kiedy to Scholesy strzelił decydującą o awansie bramkę. To są tego typu mecze, które zarówno klub, jak i nasi kibice pragną przeżywać i oglądać. Wyczekujemy już tej rywalizacji.

Pierwszy mecz Manchester United rozegra u siebie – jak ważny jest to czynnik w perspektywie dwumeczu i walki o awans do półfinału?

– Będę szczery i prawdopodobne stanę w pozycji do 99% wszystkich menedżerów, ale wolę rozgrywać mecze wyjazdowe w ostatniej kolejności. Tak, jak było to w dwumeczu z PSG. Myślę, że jeżeli będziemy w stanie osiągnąć przyzwoity rezultat na własnym boisku, to też będziemy w stanie zranić każdego na ich terenie, jak to miało miejsce w przypadku potyczki z PSG.

Znasz osobiście jakichś piłkarzy Barcelony? Na przykład Gerarda Pique?

– Tak. Znamy się z Gerardem. W 2006 roku grałem razem z nim w finale ligowych rozgrywek rezerw przeciwko Tottenhamowi, w którego barwach na prawej obronie biegał wówczas Kieran McKenna. Swoją drogą to właśnie ja i Gerard strzeliliśmy w tym meczu bramki i wygraliśmy 2:0. Prawdopodobnie tylko jego znam osobiście. Odbyłem z nim też kilka sesji treningowych, gdy sam zacząłem już trenować rezerwy United. Oczywiście miło będzie go znowu zobaczyć.

Czy będzie wam teraz trudno wyrzucić ten pojedynek z głów na jakiś czas, mając w perspektywie inne ważne spotkania?

– Myślę, że to będzie nam już siedziało gdzieś z tyłu głowy, ale musimy zawsze skupiać się tylko na następnym spotkaniu. Teraz czeka nas potyczka z Wolves i to będzie wielkie spotkanie zarówno dla nas, jak i dla naszych przeciwników. Jeżeli uda nam się przejść do półfinału FA Cup, to następnie wejdziemy już w okres kwietnia i maja, gdzie zazwyczaj wypatruje się już zdobycia jakichś trofeów. Nie możemy więc zdekoncentrować się tym, co się dzieje teraz [wynikiem losowania].

Czy po tamtej pamiętnej nocy z maja 1999 roku wróciłeś kiedyś na Camp Nou?

– Raz. Byłem tam z moim najmłodszym synem na El Clasico. To był okres, w którym nie pracowałem zawodowo. Pomiędzy moim odejściem z Cardiff, a ponownym dołączeniem do Molde. Miałem wtedy czas na to, aby spędzać go z moimi dziećmi i podróżować. Kupiłem nam wtedy bilety na mecz Barcelony z Realem, który nam się naprawdę podobał. To był świetny dzień.

Dyskusja