Getty Images

Michael Carrick udzielił niedawno wywiadu brytyjskiemu dziennikowi The Times. Asystent Ole Gunnara Solskjaera mówił w nim m.in. o współpracy z Norwegiem, a także o podobieństwach pomiędzy nim a legendarnym menedżerem “Czerwonych Diabłów”, sir Aleksem Fergusonem.

– Obaj wyznają te same zasady. Przemowy Ole kierowane do drużyny odgrywają wielką rolę w jego pracy. Robi to na swój sposób, ale jest to też sposób, w jaki działa ten klub. To DNA Manchesteru United: ekscytacja, pozytywne nastawienie, zwycięskie występy, w których podejmuje się ryzyko, aby dopiąć swego – mówił Carrick.

– Etyka pracy, pokora – sposób funkcjonowania United nie polega na podejściu: „jesteśmy lepsi od ciebie”. Musimy po prostu ciężej pracować. Najlepsze drużyny, jakie United miało na przestrzeni ostatnich lat, zawsze charakteryzowały się niewiarygodną etyką pracy – dodał.

Anglik przyznał także, że osobiście bardzo dobrze współpracuje mu się z tymczasowym menedżerem „Czerwonych Diabłów”, który pozwala swojemu sztabowi szkoleniowemu na dużą swobodę w wykonywaniu obowiązków. Przy czym były kapitan klubu z Old Trafford dodaje, że na końcu i tak wszyscy wiedzą, kto tu jest szefem.

– Ole bardzo często słucha tego, co mamy do powiedzenia. Ufa nam, oddelegowuje wiele zadań, a mi powierza mnóstwo odpowiedzialności. Nie jestem pewien czy w całej lidze znajdziemy trenera, który dawałby taką swobodę swoim współpracownikom. Jednak przy tym to Ole jest tutaj szefem i to on podejmuje decyzje. Robi to tak samo, jak robił to, gdy był jeszcze piłkarzem: ze spokojem i odpowiednią kalkulacją – mówił dalej Carrick.

37-latek zapytany z kolei o to, czy Solskjaer oprócz całej przyjaznej aury, jaką wokół siebie roztacza, potrafi być także twardy, odpowiada:

– O tak. Jest twardzielem. Żeby grać przez tak długi czas w United jak on, to trzeba mieć w sobie pewien żar, pewien upór. Będąc zawodnikiem United musisz być spokojnym i wyluzowanym, ale pod tym kryje się prawdziwa stal. Wiedziałem, że Ole taki jest już od samego początku, kiedy jeszcze zacząłem z nim grać.

– Widziałem jak analizował spotkania, gdy siedział na ławce rezerwowych. W zasadzie wyobrażał sobie, w jaki sposób strzeli bramkę, gdy już wejdzie na boisko. Zawsze był przygotowany, co też wiele mówi o nim teraz jako trenerze i menedżerze. Nie jestem zaskoczony tym, jaki jest.

Carrick przyznał także, że wspaniałe zwycięstwo nad Paris Saint-Germain w Paryżu i mało przez kogo oczekiwany awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów odbił się szerokim echem w Manchesterze i na długo pozostanie w głowach zarówno piłkarzy klubu z Old Trafford, jak i sztabu szkoleniowego tej drużyny.

– Nie da się wyrazić słowami uczucia, jakie nam towarzyszyło tamtego wieczoru. Mogę minimalizować znaczenie tego, starać się o tym zapomnieć i iść dalej, ale to była jedna z tych nocy, na które będziemy spoglądać wstecz jeszcze za kilka miesięcy, a nawet kilka lat, i wciąż będziemy mówić: „wow, to było coś wyjątkowego” – kontynuował Anglik.

– Szum, jaki nam towarzyszył po tej wygranej i awansie, był niesamowity. Cała szatnia podskakiwała. Wszyscy śpiewali: „Ole’s at the wheel”. To był coś unikalnego, wyjątkowe uczucie. Sir Alex Ferguson i Eric Cantona też pojawili się w szatni, więc chłopaki zaczęli śpiewać piosenki o Cantonie.

– Kiedy na co dzień jeżdżę z dziećmi do szkoły nikt w zasadzie nie zwraca na nas uwagi, jednak dzień po tym meczu w Paryżu, chyba z cztery czy pięć razy zatrzymywali mnie z tego powodu rodzice innych dzieciaków. Wtedy uświadomiłem sobie jeszcze bardziej jak wielkim klubem jest United, jak wielu ludzi jest do niego przywiązanych, na ile istnień wpływamy swoją grą.

– Gdy mijałem się z naszymi fanami, byli szczęśliwi i mówili tylko: „Dzięki za to, co robisz, przekaż Ole, że wykonuje świetną pracę”. Każdy, od małych dzieci po starsze osoby, podchodził do mnie na ulicy i mówił: „To było coś wspaniałego”. Nasze osiągnięcie w Paryżu było czymś ogromnym – dodał.

Carrick przyznał także, że osobiście czerpie wielką przyjemność z pracy w sztabie szkoleniowym Manchesteru United.

– Z przyjemnością wykonuję pracę w nowej roli w klubie. Mam dużo obowiązków, za którymi idzie nowa odpowiedzialność. Ta praca przynosi mi jednak satysfakcję. Dla przykładu, zanim strzeliliśmy tę bramkę Tottenhamowi na Wembley [13 stycznia br., wygrana “Czerwonych Diabłów” 1:0 po golu Marcusa Rashforda i asyście Paula Pogby – przyp. red.], kiedy to Paul zagrał piłkę za plecy obrońców, mieliśmy tygodniowy obóz treningowy w Dubaju, gdzie pracowaliśmy nad takimi zagraniami oraz ogólnie nad kontratakami – dodał.

Anglik pochwalił także zarówno Marcusa Rashforda, jak i Paula Pogbę. Zdaniem 37-latka obaj zawodnicy coraz lepiej rozumieją się między sobą na boisku, co też jest dużą korzyścią dla drużyny.

– W przypadku Paula Pogby i Marcusa Rashforda mówimy czasem o tej małej relacji pomiędzy nimi, której nie da się wytrenować. To po prostu się dzieje. Dany zawodnik zaczyna czuć grę swojego kolegi z drużyny i to po prostu nagle zaskakuje. W tym sezonie dobrze się rozumieją i miejmy nadzieję, że tak pozostanie – kontynuował Carrick.

– Szczerze mówiąc, nie musieliśmy za wiele robić w przypadku Paula [aby zaczął grać lepiej]. Gra z uśmiechem na twarzy. Myślę, że ogólnie wszystkim naszym zawodnikom należy się szacunek za to, czego już dokonali. Jak wskoczyli na poziom bądź dwa poziomy wyżej, jeżeli chodzi o ich występy na boisku.

– Z kolei Marcus rozwija się. Gra kolejne mecze, zyskuje coraz większe doświadczenie, do tego jest coraz silniejszy fizycznie. Ma 21 lat. Jest już mężczyzną. Jednak nie chodzi tylko o kwestie fizyczne. Ten chłopak dorasta także mentalnie – dodał.

Dyskusja