GQ Magazine

Marcus Rashford udzielił niedawno obszernego wywiadu brytyjskiemu magazynowi poświęconemu modzie i kulturze. W rozmowie dla GQ 21-latek opowiedział swoją historię o drodze, jaką przebył od małego chłopca po wychowanka i wielką nadzieję kibiców Manchesteru United.

Wywiad Marcusa Rashforda dla magazynu GQ 

Marcus Rashford to obecnie najbardziej ekscytujący talent w angielskiej piłce. Mając zaledwie 21 lat występuje już regularnie w odrodzonej drużynie Manchesteru United, a do tego ma na koncie rozegranych 31 spotkań w reprezentacji Anglii, której selekcjoner, Gareth Southgate, określa go “ogromnym talentem”. Jednak menedżer United, Ole Gunnar Solskjaer, idzie jeszcze dalej: “Ma przerażającą szybkość, stał się też teraz silniejszy, potrafi dla nas przetrzymać piłkę w ataku i świetnie radzi sobie w kombinacyjnej grze” – mówił niedawno. “Może zostać naprawdę topowym piłkarzem. Możemy mówić o Harry’m Kane’nie i jego klasie, ale jestem pewny, że Marcus ma potencjał, aby też wskoczyć na ten poziom” – dodał.

Porzucając te wszystkie obiecujące słowa, poza boiskiem Rashford jest bardzo przyziemny i jak odkrył Jermaine Jenas [były pomocnik m.in. Newcastle United i Tottenhamu, obecnie pracujących w mediach, który przeprowadził ten wywiad dla magazynu GQ – wyj. red.] wciąż postrzega siebie jako lokalnego chłopaka, który dobrze sobie radzi niż jako piłkarską supergwiazdę. Urodzony Wythenshawe, mieście położonym nieopodal Manchesteru, widzi siebie jako “produkt” swojego lokalnego otoczenia, któremu po prostu bardziej się w życiu poszczęściło.

W ekskluzywnym wywiadzie dla magazynu GQ Rashford przybliża nam czas, w którym się wychował, odwiedzając swój rodzinny dom, boisko, na którym odkrył swoją pasję i naturalny talent do gry w piłkę, a nawet wracając do swojej dawnej szkoły (“Byłem dobrym chłopcem” – mówi). To obraz prawdziwego Marcusa Rashforda. Od chłopca po faceta z Manchesteru United.

Akademia piłkarska Fletcher Moss Rangers

Jermaine Jenas: Obecnie masz już status piłkarskiej supergwiazdy, ale to właśnie tutaj wiele się dla ciebie zaczęło.

Marcus Rashford: – Dla mnie chodzi po prostu o to, aby nigdy nie zapominać o swoich korzeniach i o tym, skąd się pochodzi. Uważam tak, ponieważ jest wielu ludzi, którzy pochodzą z tego samego środowiska, co ja, ale nie mieli wystarczająco dużo szczęścia, żeby się wybić. Mówiłem już w przeszłości, że piłkarz nie gra tylko dla siebie. Gramy dla naszych rodzin, dla naszych przyjaciół. Dla wielu ludzi, którzy dzielą z nami takie same marzenia. To jest zdecydowanie jedno z tych miejsc. Mam stąd wielu przyjaciół, odkąd grałem tutaj, gdy miałem jeszcze siedem czy sześc lat, a w zasadzie to pięć lat. Dobrze jest widzieć, że oni też dorośli. Niektórym z nich nie udało się wybić, ale kilku z nas gra w akademii, więc ta ekscytująca podróż trwa.

Jak się czujesz, gdy tutaj wracasz?

– Myślę, że główną wiadomością zwrotną, która do mnie trafia, gdy odwiedzam stare znajome miejsca, domy, szkoły, jest to, żeby pamiętać kim jestem i skąd pochodzę. Oczywiście mam tutaj wielu przyjaciół, z którymi zwykliśmy przychodzić tu w zasadzie codziennie. Przebywaliśmy tu godzinami, więc gdy tu wracam, to do głowy przychodzą mi same dobre wspomnienia. Jednocześnie jednak pojawia się w głowie sygnał: pamiętaj skąd pochodzisz.

Brzmi to dla mnie znajomo. Robiłem coś podobnego. Jaki był wtedy twój rutynowy dzień?

– Gdy były wakacje w zasadzie byliśmy tutaj zaraz po tym jak wszyscy wstali. Chodziliśmy do sklepów za rogiem, więc nie wracaliśmy do domu na obiad. Kilka razy nawet nas stąd pogoniono. Gdy z kolei mieliśmy szkołę, to przychodziliśmy tutaj tak od godziny szesnastej i przebywaliśmy tu do momentu aż się ściemniło. Po prostu kręciliśmy się po okolicy, robiliśmy to, co tylko można było robić. Jeżeli nie mieliśmy siatki do bramki, to wymyślaliśmy inne gry, jak na przykład konieczność trafienia w słupek, aby gol został zaliczony. Zwykliśmy tutaj przychodzić i pracować na tym, co mieliśmy do dyspozycji.

To niewiarygodne. Gdy teraz myślę o tej grze, w której musieliście trafić w słupek, aby zaliczyć bramkę, to wydaje mi się, że jako dzieciaki musieliście się czuć wyjątkowo, gdy udawało wam się pozyskać siatkę.

– Tak. To było dla nas jak złoto.

Jeżeli ktoś przyniósł ze sobą siatkę do bramki, to musieliście reagować w stylu: “wow, czeka nas prawdziwy mecz, ktoś przyniósł ze sobą siatkę”.

– Jeżeli byliśmy dobrze zorganizowani, to ktoś przynosił ze sobą siatkę. Gdy niektórzy przychodzili ze swoimi starszymi braćmi bądź ojcami, to zazwyczaj przynosili ze sobą siatkę, więc wówczas mniej więcej tak się czuliśmy.

A czy przychodziłeś tutaj kiedyś samemu, po prostu żeby popracować nad własnymi umiejętnościami?

– Tak. W zasadzie przez cały czas. Oczywiście mam dwóch starszych braci, z którymi podjeżdżaliśmy tu rowerami, ponieważ mieszkaliśmy pięć, może dziesięć minut drogi od boiska. Zjawiali się tutaj z wieloma kolegami i w większości przypadków rozgrywali mecze 11 na 11. Przyjeżdżałem ich oglądać, ale przeważnie brałem piłkę ze sobą i kręciłem się z nią gdzieś z boku. Tak się to wszystko zaczęło. Moi bracia zwykli wychodzić z domu i bez przerwy grali w piłkę, więc pewnego dnia zapytałem mamy czy mogę jechać z nimi. Miałem ich tylko oglądać, ale zakochałem się w tej grze.

Czy wtedy zacząłeś już grać dla tutejszej drużyny?

– Nie, to było jeszcze zanim zacząłem w niej grać. Byłem wtedy jeszcze młodszy. Musiałem mieć jakoś około 4 lat. Chciałem wtedy od razu dołączyć do drużyny.

Już w tym wieku chciałeś zapisać się do drużyny piłkarskiej?

– Tak, ale nie ma zbyt wielu zespołów, które zaczynają szkolić dzieciaków już w tym wieku. Tutaj mieli drużynę do lat 6, ale grały w niej dzieciaki, które miały może cztery, pięć czy sześć lat.

Czyli byli starsi od ciebie.

– Zasadniczo tak. Choć na przykład w United grał piłkarz, który nazywa się Ro-Shaun Williams, który jest ode mnie rok młodszy, ale z uwagi na strukturę klubu, jaką tutaj posiadaliśmy, mogliśmy grać ze sobą w jednej drużynie. Stało się jednak tak, że teraz odszedł z klubu [20-letni środkowy obrońca opuścił klub z Old Trafford w styczniu br. na zasadzie transferu definitywnego i przeniósł się do League One, do ekipy Shrewsbury Town – wyj .red.]. Przemierzaliśmy wspólnie tę samą drogę odkąd byliśmy małymi dzieciakami, aż do czasu wspólnej gry w rezerwach United. Właśnie tego typu podróże sprawiają, że takie miejsca jak to, mają swoją wyjątkową wartość.

Zakładam, że tutejsi trenerzy, którzy się tobą wtedy zajmowali, rezygnując przy tym z własnego wolnego czasu czy czegokolwiek innego, dziś muszą czuć się szczęśliwi widząc, gdzie teraz jesteś.

– Myślę, że to daje im teraz ogromne poczucie dumy. I nie chodzi o to, że widzą jednego swojego byłego piłkarza, który się rozwinął – bo wielu z nas właśnie tutaj zakochało się w tej grze – ale jest dużo więcej takich przykładów, z różnych grup wiekowych zawodników. Zwłaszcza w tym miejscu. Dlatego też myślę, że trenerzy, gdy siedzą w swoich domach, to są dumni z tego, że dziewięciu, dziesięciu czy nawet więcej zawodników, przebiło się i gra teraz na najwyższym poziomie.

Czy to jest boisko, na którym grałeś i pamiętasz, że strzeliłeś na nim jakąś niesamowitą bramkę?

– Mieliśmy dużo mniejszych boisk. Zwykle graliśmy po pięciu bądź po sześciu, ale nie uważam, żeby to tutaj padły bramki o jakimś wielkim dla mnie znaczeniu. Drużyna miała jedno główne boisko, a my z kolei mieliśmy z boku trzy czy cztery mniejsze place gry. Tam właśnie byliśmy my, ci młodsi, a starsi od nas korzystali z dużego boiska.

Widzę, że na twojej twarzy pojawił się uśmiech, więc przypuszczam, że chodzi o jakąś strzeloną przez ciebie bramkę. Czy to był jakiś poważny gol?

– Tak było. Prawa noga, bo lewa służyła jeszcze za kołek, i podcinka z linii oznaczającej połowę boiska.

Niewiarygodne. Uwielbiam takie historie.

– Nigdy nie zapomnę taj bramki. Przenigdy.

Wróćmy do twoich braci. Mówiłeś, że również grali tutaj w piłkę. Czy to znaczy, że grali w tym samym czasie, co ty?

– Czasami w tym samym czasie, ale byli w różnych drużynach i zwykle grali na tym bardziej oddalonym boisku. Tymczasem drużyna Fletcher Moss zasadniczo korzystała z tej części obiektu, a tam rozgrywane były mecze ligi niedzielnej, w której grali moi bracia.

Dorastanie w Wythenshawe

Zakładam, że grałeś w piłkę w tej kuchni. Po swojej zazwyczaj biegałem i grałem jedynie w skarpetkach bądź nawet na boso.

– Twoja stopa nie może wyjść poza obręb tego kafelka – tak zazwyczaj się tu bawiliśmy. Znajdowaliśmy tutaj wiele zajęć. Często po całej tej przestrzeni jeździliśmy rowerami. Mieliśmy też szeroki telewizor i kanapę. Mieściła dwie osoby, więc całe dnie spędzaliśmy też na graniu w PlayStation.

Więc to tutaj dorastałeś?

– Tak. To mój mały dom. Czuję się trochę dziwnie, ponieważ jestem po raz pierwszy w środku domu od tamtego czasu, ale wygląda dobrze. Moi przyjaciele wciąż mieszkają w pobliżu, więc nieraz go mijam, ale gdy wchodzi się do środka, to jest to jednak inne uczucie. Wiele ciężkiej pracy tutaj włożono. Moja mama włożyła w niego dużo ciężkiej pracy. To dla mnie wyjątkowe miejsce.

Masz braci, ale masz też siostrę, która mieszka kilka drzwi obok. Jesteście zżytą ze sobą rodziną?

– Tak. Najdalej do rodzeństwa miałem dosłownie dwie minuty drogi. Moja druga siostra mieszkała w tej części domów, ale wszyscy byliśmy blisko siebie. Mogłem pójść do każdego z ich domów, ponieważ kiedy wracałem ze szkoły, moja mama bardzo często jeszcze była w pracy. Mogłem więc wrócić tutaj i spędzać wolny czas z Dane’em, jednym z moich starszych braci, bądź pójść do domu Dwaine’a [najstarszy z braci Rashford – wyj. red.] lub też domu mojej siostry. Wszystko zależało od tego, co zdecydowałem się robić danego dnia. Dobrze było mieć ich wszystkich blisko siebie. To było dla mnie ważne.

Kiedy weszliśmy do środka pokazałeś mi swoją sypialnię, która znajdowała się od frontu domu. Zamierzam cię teraz wydać! Przyznaj, zdarzało ci się z niej wymykać ukradkiem?

– Nie wiem czy moja mama o tym wie…Teraz już wie [śmiech].

Więc kiedy byłeś uziemiony z jakiegoś powodu, to zeskakiwałeś na dach…

– Na dach tej budki, z której potem zeskakiwałem i znikałem gdzieś w nocy. Gdy już byłem w tym dobry, potrafiłem po kryjomu wrócić także tą samą drogą.

Naprawdę?

– Tak. O ile zrobiłem to dobrze. Jednak w większości przypadków zostałem przyłapany.

Musieliście tutaj bez przerwy grać w piłkę.

– Zazwyczaj układaliśmy różne rzeczy w tym ogrodzie i przeprowadzaliśmy coś w rodzaju sesji treningowych. Na przykład układaliśmy linię z szyszek i ćwiczyliśmy drybling między nimi. Później małe sprinty. Wszystko kiedyś pasowało do tej małej przestrzeni, ale teraz, gdy spoglądam na to i cofam się pamięcią, to na myśl przychodzi mi tylko pytanie: “jak?”. Nie wiem jak. A tam z kolei była huśtawka.

Zanim się tu dziś pojawiłeś, odbyłem krótką rozmowę z twoim bratem, Dwaine’em, który opowiedział mi o roli, jaką sam odgrywał wtedy w twoim życiu. Odprowadzał cię na treningi, mecze i tak dalej. Pamiętasz wiele z tamtych chwil?

– Zgadza się. To było dla nas trudne, ponieważ nasza mama nie miała prawa jazdy. Dotarcie gdzieś na miejsce zawsze było wyzwaniem. Zanim więc Dwaine zaczął jeździć samochodem, zazwyczaj łapaliśmy razem jakiś autobus do centrum, a następnie kolejny z centrum do Salford. Tak było każdego dnia. Trzeba było się tam dostać, a potem wrócić. Tak było przez rok albo nawet 18 miesięcy. Przy tym wlekliśmy ze sobą wielką torbę, gdzie miałem strój, wszystkie potrzebne buty, ochraniacze i po pewnym czasie to zaczęło nas już męczyć. Dwaine musiał więc nauczyć się jeździć – zdał prawo jazdy, dostał samochód i potem wszystko zależało od niego. Podróżował ze mną wszędzie. Prawdopodobnie widział miejsca, do których nawet sobie nie wyobrażał, że może zaprowadzić piłka nożna. W końcu był już też na mistrzostwach świata. To coś naprawdę szalonego.

W którym momencie powiedziałeś sobie: “mogę to zrobić, wierzę, że uda mi się to osiągnąć”?

– Myślę, że w chwili, gdy oglądałem innych zawodników z klubowej akademii, którzy przebijali się do pierwszej drużyny. Gdy byłem młodszy, to trafiali do niej Federico Macheda, Danny Welbeck, Ravel Morrison, Paul Pogba czy Jesse Lingard. Przebili się i przebywali z pierwszą drużyną. Miałem wtedy z 14 czy 15 lat. Przebywanie w otoczeniu zawodników, którzy mieli już do czynienia z grą w pierwszej drużynie sprawiło, że zrozumiałem jak bardzo jest to realne. Kiedy jest się jeszcze młodszym, to marzeniem jest zawsze zostanie topowym piłkarzem. Ja chciałem takim zostać w United. Gdy dochodzisz do 12 czy 13. roku życia, to wielu twoich przyjaciół zaczyna rozjeżdżać się po różnych miejscach. Zaczynasz się wtedy odcinać. Zaczynasz…może nie wątpić w siebie, ale zdawać sobie sprawę jak trudne jest spełnienie marzeń. Jednak gdy później zobaczyłem zawodników, którzy przebijali się do pierwszej drużyny i grali w niej, to ponownie mnie natchnęło i znów zrobiłem krok w przód. Takie ma teraz dla mnie znaczenie przebicie się do składu pierwszej drużyny – chcę właśnie być kimś takim dla młodszych zawodników. Chcę być dla nich kimś, po kim będą widzieć, jak bardzo jest to możliwe.

Wchodząc dziś do tego domu, wspominając jak tutaj trenowałeś dryblingi i robiłeś te wszystkie rzeczy, które robiłeś – jakie to teraz uczucie grać na Old Trafford, być numerem dziesięć w tej drużynie i przewodzić jej w poczynaniach ofensywnych?

– To naprawdę ogromne, ale to ogromne uczucie. Uważam jednak, że zawsze staram się połączyć dwie rzeczy: to, skąd jestem i to, gdzie dziś się znajduję. Chcę zawsze trzymać się blisko tego. Myślę, że to coś, co jest tylko dla mnie. Dla nikogo innego. W ten sposób chcę iść przez swoją karierę. Udało nam się dziś dostać do mojego dawnego domu, ale gdyby nawet do tego nie doszło, to mógłbym być teraz w domu jednego z moich tutejszych przyjaciół.

Mam cię. W końcu i tak będziesz tutaj w okolicy.

– Tak i myślę, że to dobra sprawa dla tutejszych dzieciaków, ponieważ wielu z nich, którzy tutaj dorastają, mogą odnosić wrażenie, że utknęli w środowisku, z którego trudno będzie wyjść i coś osiągnąć. Mogę być jednak dla nich przykładem i pokazać im, że nie musi tak być. W okolicy znajduje się wiele centrów młodzieżowych, w których znajdziemy wielu utalentowanych dzieciaków. Uważam, że ważnym dla nich jest zobaczyć to światełko. Zobaczyć do czego mogą dojść. Jeżeli więc mogę być dla nich takim przykładem, to nigdy nie zamierzam przegapić tej okazji.

To nie jest czasem też tak, że równie tego potrzebujesz jak oni?

– Zgadza się. Wiem skąd pochodzę i co reprezentuję. Uważam, że to dla mnie ważne. Bardzo łatwo jest popaść w strefę komfortu. Dwa czy też już trzy lata temu, gdy po raz pierwszy zacząłem grać w pierwszej drużynie, tego właśnie obawiałem się najbardziej. Bałem się, że poczuję się zbyt komfortowo z tym, co mam. Jednak takie rzeczy, jak te tutaj sprawiają, że chcę jeszcze więcej.

Łatwo jest w to wpaść. Sam miałem taki styl życia. Gdy się wznosisz i wszystko układa się świetnie, to bardzo łatwo jest oderwać się od takich rzeczy. Rozmawiałem dziś z kilkoma twoimi kolegami, a także z twoimi braćmi, którzy wydają się być dla ciebie bardzo ważni właśnie pod kątem utrzymywania cię w szeregu w tym środowisku.

– Racja, ponieważ czasami jesteś otoczony przez ludzi, którzy na wszystko odpowiadają: “tak”. Tymczasem ludzie, których mam wokół siebie, a więc moi przyjaciele czy też moja rodzina, mówią mi o tym, gdy zrobię coś źle.

Jak chociażby wcześniejsze nakładanie makeupu, zanim zaczęliśmy kręcić zdjęcia?

– Sam widzisz, to jest złe. Powinien powiedzieć mi o tym, że to jest złe! Jednak zamiast tego kręcił nas i śmiał się [śmiech].

Chcę teraz porozmawiać o Ole. Oczywiście po tym, co już zrobił od czasu, gdy przybył do drużyny, wszyscy mówimy: “dokonał niezwykłych rzeczy”. Jednak jak ty odbierasz to osobiście? Mam na myśli to, że oczywiście znałeś jego osiągnięcia w klubie jako napastnika, więc gdy przychodził do drużyny musiałeś myśleć: “to może być dla mnie coś niesamowitego”?

– Myślę, że sama jego obecność w klubie naprawdę wszystkich odmieniła. Nawet panią z recepcji, Kath, która pracuje tam od lat. U każdego można dostrzec zmianę. Gdy dorastałem w United zawsze miałem takie odczucia w stosunku do klubu. Takie jak mam teraz. To niesamowite, że odzyskaliśmy tę atmosferę. A jeszcze przecież nie wspominamy o tym, czego dokonaliśmy na boisku w tym czasie. Ani też o tym, jak poprawiliśmy się jako drużyna, choć wciąż jeszcze w wielu elementach możemy się poprawić. Czuję jednak teraz, że wszyscy piłkarze w klubie to rozumieją. Kiedy wszyscy są po tej samej stronie, to trudno nawet określić, ile na tym możemy zyskać. To, czego Ole dokonał, odkąd tu przybył, jest niezwykłe. Jesteśmy teraz w dobrym położeniu w lidze, co jeszcze dwa miesiące temu wydawało się dość niemożliwe. Po prostu chcemy to teraz utrzymać, dalej będziemy się starać i próbować poprawiać, a następnie będziemy już spoglądać na kolejny sezon.

Szkoła podstawowa w Button Lane

Zaczęliśmy oczywiście od twojego dawnego boiska, następnie odwiedziliśmy twój stary dom, a teraz wracasz do swojej byłej szkoły. Zakładam, że to jest jej korytarz, w którym to sprawiałeś problemy, czy też może byłeś dobrym chłopcem?

– Nie sprawiałem kłopotów, byłem dobrym chłopcem.

Czyli wykonywałeś całą zadaną ci pracę?

– Na tym etapie życia byłem dobrym chłopcem.

Oh, ale w szkole średniej?

– Powiedzmy, że stało się to trochę bardziej skomplikowane.

Wówczas raz byłeś w szkole, innym razem nie, zgadza się? Byłeś już w United.

– W tym miejscu zaczęły się początkowe moje problemy, ponieważ trudno jest pogodzić obie rzeczy. Musieliśmy jednak przez to przebrnąć i tak też zrobiliśmy. Przeszedłem wszystkie swoje niezbędne egzaminy i to jest najważniejsze.

Dobrze, pozostawmy ten temat na tym, że byłeś “dobrym chłopcem”. Chciałbym wrócić do chwili obecnej i twojej pozycji w Manchesterze United. Grałeś już na lewej stronie ofensywny, a także na prawej flance. Czasami grasz także na środku ataku. “Pozycja nieokreślona” wydaje się być tutaj odpowiednim sformułowaniem. Obecnie grasz głównie na środku ataku. Czy czujesz się jak inny piłkarz czy wciąż uważasz, że możesz występować na różnych pozycjach?

– Czuję się tak samo, jak jeszcze zanim wskoczyłem do pierwszej drużyny, kiedy to też grałem na różnych pozycjach, ale skupiałem się głównie na strzelaniu bramek. Obecnie skupiam się razem z resztą drużyny na tym, aby z perspektywy ofensywy zdobywać gole i w ten sposób ranić przeciwników tak szybko, jak to tylko możliwe. Obierając to podejście wielu z nas czuję się najbardziej komfortowo.

Czy powiedziałbyś w takim razie, że zdobywanie goli jest w twojej głowie myślą przewodnią? Oczywiście czasem grasz na lewym skrzydle, czasem na prawym, czasami wytyka ci się niestrzelanie wystarczającej liczby bramek. Czasami też ludzie zapominają o tym jak młody wciąż jesteś. Teraz jednak piłka często wpada do siatki po twoich uderzeniach. To musi być świetne uczucie.

– To zdecydowanie dobre uczucie. Wcześniej, mając może 17 lat, powiedziałbym że zdobywanie goli i bycie przy tym napastnikiem nie wydaje się być wcale tak przyjemną sprawą. Zawsze wolałem grać na którymś skrzydle bądź za napastnikiem, ponieważ były to trzy pozycje, na których można grać nie trzymając się konkretnych zadań. Grasz tam tak, jak uważasz. Dlatego też na początku, gdy starano się mnie przekwalifikować na napastnika, to było dla mnie trudne, głównie dlatego, że czasami nie ma się zbyt często piłki przy nodze. Można mieć w meczu tylko jedną szansę na zdobycie bramki i trzeba ją wykorzystać. Bycie napastnikiem wymaga używania całkowicie innej części mózgu. Kompletnie różni się to od innych pozycji. Zanim dołączyłem do pierwszej drużyny prawdopodobnie dopiero się tego uczyłem i rozwijałem to w sobie. Odpowiadając jednak na twoje pytanie, biorąc pod uwagę w szczególności ostatnie ponad dwa lata gry, powiem że zdobywanie goli jest teraz myślą przewodnią w mojej głowie. Próbuję przenieść sposób swojej gry na zdobywanie bramek oraz asyst, a także na prezentowanie tego, co jest najbardziej korzystne dla drużyny. Jednak jak już wspominałeś, ciężko było to robić, gdy grało się na prawej czy też lewej flance. Teraz nie ma to już dla mnie znaczenia, ponieważ zarówno ja, jak i cała drużyna skupiamy się głównie na bramkach i asystach. Wychodzimy do ofensywny w taki sposób, aby z każdego ataku móc strzelić bramkę i tym samym uzyskać produkt końcowy w każdej takiej akcji.

Czy powiedziałbyś, że to Ole w was to zaszczepił? Obecnie znacznie częściej wykonujecie ofensywne sprinty i dostarczacie piłki do formacji ataku, co wcześniej nie miało za bardzo miejsca.

– Na 100 procent. Kiedy Ole przybył do klubu, to pierwszą rzeczą, jaką zrobił, to poprosił nas, abyśmy grali ofensywnie. Chodzi o ruszenie do przodu, gdy już widzi się zagranie piłki, co zazwyczaj, jeżeli uniesiesz głowę do góry, następuje natychmiastowo. Myślę że to już pojmujemy, że zasiano to już w naszych umysłach, dlatego też widzicie, że często teraz ruszamy do ofensywny. Kiedy drużyna przeciwna ma piłkę, jednym okiem spoglądamy na nasze defensywne obowiązki, ale drugim patrzymy już na możliwości, jakie będziemy mieć po jej przejęciu: “gdzie jest przestrzeń do gry?”, “którędy możemy ruszyć do ataku?”. Powiedziałbym, że to największa zmiana w naszej grze. Owszem, jest ryzykowana, ale warto podjąć ryzyko, jeżeli to się opłaci. Jeżeli więc będziemy w stanie robić obie te rzeczy, jak chce tego drużyna – przy czym napastnicy muszą być skłonni do powrotów do defensywy – to z nadzieją możemy patrzeć na wiele meczów, które czekają na nas w przyszłości.

Rozmawiając już o bramkach zdobywanych w Premier League. Są jeszcze jacyś inni napastnicy, których podziwiasz?

– Uważam, że prawdopodobnie najbardziej wszechstronnym środkowym napastnikiem jest obecnie Sergio Aguero. Nawet, gdy nie ma najlepszego dnia, potrafi strzelić rywalowi trzy czy cztery bramki. To jedna z cech środkowego napastnika, które przygarnąłbym w ciemno – kiedy mimo tego, że nie masz dobrego dnia, wciąż strzelasz bramki. To umiejętność sama w sobie. Także wskazałbym na Harry’ego Kane’a i jego umiejętność ustawiania się na boisku, ruchliwość – to bardzo sprytny piłkarz. Lubię też styl gry prezentowany przez Aubameyanga.

A co powiesz na temat United? Kibicowałeś tej drużynie jako chłopiec, później grałeś dla niej jako młodzieżowiec i przebiłeś się przez jej wszystkie szczeble. Którzy z piłkarzy tego klubu byli twoimi bohaterami?

– Dla mnie byli to Ryan Giggs, Nicky Butt, Paul Scholes, Gary Neville. Byli przykładami dla wielu młodych zawodników wchodzących do pierwszej drużyny. I będą już nimi na zawsze. Prezentują sobą wyjątkową wartość prawdopodobnie dla każdego piłkarza w Akademii United. Później spoglądałem często na Wayne’a Rooneya czy też Cristiano Ronaldo. Także Ruud van Nistelrooy był bardzo dobrym zawodnikiem.

Niezbyt głośne nazwiska.

– [Śmiech] Dla zawodników z Akademii United, to oni wprowadzili nas do czegoś szczególnego, ponieważ teraz możemy spoglądać na to po raz pierwszy i w pełnym wymiarze, podczas gdy nie mieliśmy szansy oglądać na przykład Giggsa w jego szczytowej dyspozycji. Dlatego też byli naszymi bohaterami. Poświęcaliśmy godziny temu, aby odtworzyć to, co im się udawało robić lub coś, co widzieliśmy, że robią, dopóki sami nie zrobiliśmy tego dobrze. Ta linia rozwoju trwa wiecznie, naprawdę. United dobrze radzi sobie z talentami czystej krwi i tak może być jeszcze przez długi czas.

To może zabrzmi naprawdę dziwnie z mojej strony podczas tego wywiadu, ale jedną z rzeczy, którą naprawdę w tobie kocham jest to, że jesteś całkiem cichym człowiekiem. Robisz swoje, przemawiasz swoją grą na boisku. Wiemy, że nie jesteś zbytnio zafrasowany tematyką mediów społecznościowych – od czas do czasu pojawiasz się jedynie na Snapchatcie bądź Instagramie u Jesse’ego Lingarda. Jak to wygląda dla ciebie? Być piłkarzem w świecie tych wszystkich mediów społecznościowych? Poza grą faktycznie jesteś cichy i spokojny? Masz w ogóle jakieś hobby?

– Będąc szczerym trzymam się na dystans w sprawach pozaboiskowych, choć uważam, że w obecnych czasach istnieje naprawdę wiele rzeczy, które nie mają nic wspólnego z piłką nożną, a mimo to mogą wpłynąć na to, jak grasz. Osobiście staram się trzymać z tym na dystans. Odcinam się od tego i robię to co dla mnie ważne, wiesz? Spędzam czas ze swoją rodziną, a także z moimi przyjaciółmi. Cieszę się wolnym czasem, podróżuje po świecie, sprawdzam, jakie miejsca mogę odwiedzić. Robię tego typu rzeczy. Jeżeli zaś chodzi o media społecznościowe, to jestem ich fanem. Lubię je. Korzystanie z nich sprawia mi przyjemność, ale nie lubię, kiedy stają się one czyimś głównym zainteresowaniem. Większość ludzi, których można oglądać na różnych portalach społecznościowych, tak naprawdę nie poświęca temu swojej głównej uwagi. Robią to, ponieważ po prostu rozumieją, jakie to może przynieść im korzyści. Media społecznościowe naprawdę przynoszą mnóstwo korzyści, zwłaszcza młodszemu pokoleniu, ponieważ ich obecny zasięg jest obecnie niewyobrażalny. Jeżeli ktoś potrafi rozpowszechniać pozytywne wiadomości za pomocą kanałów mediów społecznościowych, to odgrywają one ważną rolę.

Dyskusja