juanmata8.com

Juan Mata udzielił wywiadu “Mundo Deportivo”, w którym wypowiedział się na temat rewanżowego meczu z Barceloną, Ole Gunnara Solskjaera, a także przyszłości Davida de Gei.

Jakie znaczenie mają twoje dobre wspomnienia z Camp Nou?

– To praktycznie w ogóle nie wpływa na to, co będzie w rewanżu. Pamiętam półfinały Ligi Mistrzów z Chelsea w 2012 roku. Zremisowaliśmy wtedy na Camp Nou 2:2 i udało się awansować do finału, w którym pokonaliśmy Bayern. Wspominanie tego w kontekście meczu rewanżowego nie ma jednak większego sensu.

Caparrós powiedział kiedyś, że wyjazd na Camp Nou jest jak wizyta u dentysty.

– Cóż, to szczególny sposób na opisanie takiego meczu. Oczywiście wyjazd na ten stadion jest bardzo ciężki, ale jest to zarazem okazja, by zrobić coś niepowtarzalnego i umieścić tę noc jako jedną z najpiękniejszych w historii Manchesteru United.

W jakim stopniu pomaga wam wiara, że możecie awansować do półfinałów?

– W piłce nożnej, podobnie jak w życiu, bardzo ważne jest wierzyć, że coś jest możliwe. Właśnie z takim podejściem zmierzymy się z Barceloną, po licznych rozmowach zarówno z trenerem, jak i między sobą. Dlaczego nie moglibyśmy tego zrobić? Przeżyliśmy już bardzo pozytywne chwile w tej edycji Ligi Mistrzów i to z zespołami, które były faworytami. Rezultat z pierwszego meczu jest zły, ale jeśli byśmy nie wierzyli, to wyjazd do Barcelony nie miałby sensu.

Dotarcie do tej fazy jest rzeczą, która wcześniej była absolutnym minimum. Co o tym sądzisz?

– Kiedy byłem nastolatkiem i żyłem w Oviedo, oglądanie Manchesteru United na tym etapie rozgrywek było codziennością. Potem przyszedł finał z Chelsea i dwa następne z Barceloną. Odkąd sir Alex Ferguson odszedł na emeryturę, rozpoczął się nowy okres w historii klubu. Chcemy wrócić z klubem na ten poziom i znów walczyć o najważniejsze puchary. Kto wie – może rewanż z Barcą jest pierwszym krokiem do tego.

Co zrobił Solskjaer, aby wejść do drużyny z takim skutkiem?

– Był wiernym swoim wartościom. W szatni przekazuje nam tę samą normalność, która jest widoczna z zewnątrz. Dało nam to pewność siebie i, pomimo ostatnich wyników, oznaczało to zdecydowaną poprawę atmosfery i rezultatów, jakie osiągamy.

Nie przypomina ci to trochę pozycji Zidane’a w Realu Madryt?

– Zarządzanie i umiejętność komunikacji z grupą są niezbędne. W tym sensie motywowanie i przekonywanie piłkarzy jest tak samo ważne, a może nawet ważniejsze, niż kwestie taktyczne. Jeśli wiesz dużo, ale nie wiesz jak to przekazać, czujesz się sfrustrowany, ponieważ to nie dochodzi do ludzi, którzy cię słuchają. Solskjaer do nas trafił.

Daje się odczuć, że wreszcie zaznaliście spokoju po tym burzliwym, wcześniejszym okresie.

– Dobre wyniki towarzyszyły nam od samego początku jego przygody na Old Trafford, co pozwoliło od razu poprawić atmosferę. Zaangażował wszystkich, każdy czuł się ważny. Solskjaer jest bardzo pokorną osobą, która jest blisko zawodników. Dobrze się pracuje z takimi ludźmi.

Mówi się o Solskjaerze jako o menedżerze, a nie trenerze, który w razie potrzeby mógłby ostro zareagować.

– Takie podejście nie jest sprawiedliwe. Każdy ma swój sposób na interpretację meczu. Razem z Kieranem McKenną i Michaelem Carrickiem ciężko pracowali, aby tu dotrzeć. Bez nich ten proces nie byłby w stanie zajść. Oni są niezbędni do tego, aby wszystko funkcjonowało dobrze.

Jak wyjaśnisz to, że drużyna wydaje się być bardziej konsekwentna, gdy gra poza Old Trafford?

– Ostatnie mecze z Watfordem i West Hamem nie były dobre, ale wygraliśmy. Wolę grać u siebie, tym bardziej dodając energię, jaką zawsze przekazują nam kibice. Old Trafford zawsze dodaje skrzydeł, co będzie bardzo ważne w kontekście meczów z Manchesterem City i Chelsea.

Brak awansu do Ligi Mistrzów byłby dramatem?

– Kilka miesięcy temu zajęcie miejsca premiowanego awansem do tych rozgrywek było praktycznie niemożliwe. Teraz, kiedy jesteśmy bardzo blisko, byłoby to oczywiście rozczarowujące. Najtrudniejszy krok już za nami – odrobiliśmy ponad dwanaście punktów. Kluczowe było zdobycie ostatnich trzech oczek. Wciąż mamy szansę i jest to bardzo pozytywne, jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację, w której byliśmy w listopadzie.

Możesz wyobrazić sobie przyszłość bez Davida de Gei?

– David jest niezwykłym bramkarzem. Daje nam punkty, popisuje się interwencjami, które zmieniają przebieg meczu w ciągu kilku sekund. Niewielu jest takich jak on, wręcz przeciwnie. O jego przyszłości mówi się już od dłuższego czasu, ale nadal ma ważny kontrakt. Jest spokojny i skoncentrowany. Widzę go jako człowieka szczęśliwego.

Ty też jesteś bardzo lubiany w Manchesterze, nie możesz też zamknąć swojej restauracji – El Tapeo. Przedłużysz kontrakt?

– Wiem, że wszystko idzie dobrze i nie byłoby dobrą wiadomością, gdyby coś zaczęło się psuć [śmiech]. Zostawiam kwestię swojej przyszłości do późniejszego okresu. Zespół jest najważniejszy, a w tym momencie nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Wyeliminowanie Barcelony można traktować w kategoriach cudu?

– 0:1 to nie jest wynik niemożliwy do odrobienia, szczególnie jeśli przypomnimy sobie wynik z rywalizacji z PSG. Nie uważam tego za cud, ale na pewno jako skomplikowane wyzwanie. United jest zdolne do zdobycia bramki. Wiemy, że jeśli tego nie zrobimy, to odpadniemy.

Fakt, że na Old Trafford Barcelona nie zaprezentowała swojej najlepszej wersji, daje wam nadzieję?

– Na Camp Nou zobaczymy Barcelonę w najlepszym wydaniu. Pierwszy mecz nie był zbyt emocjonujący dla kibiców, zaskoczyli nas bramką na 0:1, ale potem osiągnęliśmy równowagę. W niektórych fazach meczu byliśmy lepsi, ale nie stwarzaliśmy sobie sytuacji. Wyobrażam sobie Barcelonę, która zagra bardzo dobrze i będzie chciała nas zdominować posiadaniem piłki.

Na początku sezonu Messi ogłosił, że teraz jest czas na powrót trofeum Ligi Mistrzów na Camp Nou.

– Mają znaczną przewagę nad wiceliderem w lidze i są w finale pucharu. Ten sezon dla nich może być wspaniały. Nie sądzę, by przez ten cały czas nie myśleli o możliwości awansu do półfinału Ligi Mistrzów.

Czy można cieszyć się z tego, że Messi jest twoim rywalem?

– Rozmawiałem z nim jak z przyjacielem. Messi raduje mnie za każdym razem, gdy go widzę. Cierpisz jedynie wtedy, gdy musisz się z nim zmierzyć. Każdy podziwia wielkość Messiego, która objawia się co trzy dni. Teraz nie będę się cieszył z jego gry, gdyż uniemożliwi mi to chęć zwycięstwa. To niezwykły piłkarz. Nie wiem, jakim przymiotnikiem można go określić. To nieprawdopodobne.

Dyskusja