Getty Images

Ole Gunnar Solskjaer po wtorkowej porażce 0:3 z Barceloną na Camp Nou i tym samym wyeliminowaniu Manchesteru United z rozgrywek Ligi Mistrzów, udzielił także wywiadu klubowej stacji MUTV. Norweg uznał wyższość rywala i przyznał m.in. że ten mecz przypominał mu trochę finał Champions League z 2009 roku, gdzie w Rzymie mierzyły się oba te zespoły i także zdecydowanie górą była wtedy ekipa z Hiszpanii.

Ole, jak podsumujesz wasz występ. Rywale ostatecznie byli po prostu za dobrzy?

– Można tak powiedzieć. Oczywiście mogliśmy zobaczyć ich jakość pod koniec spotkania, gdy rozgrywali je w swoim stylu. Jednak  w pierwszych 15 minutach zaryzykowaliśmy. Można powiedzieć, że zawarliśmy zakład, ale go przegraliśmy. Musieliśmy jednak ruszyć na rywali, aby zdobyć pierwszą bramkę. Musieliśmy być odważni, stworzyliśmy sobie dwie czy trzy duże szanse, ale niestety nie mieliśmy tyle jakości, aby je wykorzystać.

Widzieliśmy w pierwszych 10 minutach spotkania, że gdy naciśniecie na nich w taki sposób, jak to zrobiliście, to wasze szanse wzrosną. Marcus Rashford był bliski strzelenia gola już w pierwszej minucie meczu.

– Zgadza się. Swoje szanse mieli Marcus, Scott i w pewnym sensie także Jesse, a po 13-14 minutach gry ponownie Rashy, zaraz przed tym jak rywale strzelili pierwszego gola. Chcieliśmy zdobyć bramkę jako pierwsi, ale to się nam nie udało. Później biorąc pod uwagę sposób, w jaki traciliśmy bramki i to, że rywale zdobyli dwa gole w cztery minuty, to spowodowało, że mieliśmy opuszczone głowy. Muszę jednak być także fair wobec chłopaków, którzy mimo to dalej walczyli. Ich nastawienie było dobre. Później padła jednak trzecia bramka dla rywali, która była wynikiem fantastycznego strzału z dystansu.

Te dwie szybkie bramki zabiły tę rywalizację?

– Tak. Jeżeli zdobylibyśmy bramkę jako pierwsi, to byłoby inaczej. Jednak gdy rywale strzelili nam dwa gole w cztery minuty, to było już po meczu.

Gdy spojrzysz na to z szerszej perspektywy, czy Barcelona w tej rywalizacji pokazała standardy, które chcecie osiągnąć w ciągu najbliższych kilku lat?

– Tak. To poziom, do którego musimy aspirować, ponieważ tam właśnie byliśmy. Ten mecz przypomniał mi nieco obrazy ze spotkania finału Ligi Mistrzów w Rzymie [wygrana Barcelony 3:1 – przyp. red.]. Zaczęliśmy dobrze, a potem rywale przejęli kontrolę. Grając przeciwko takim drużynom, nie można oddawać im inicjatywy. Niemniej grali na własnym boisku i spisali się naprawdę dobrze, prowadząc ten mecz w sposób, w jaki chcieli to zrobić. Chcemy jednak dobić do tego poziomu. Musimy to zrobić poprzez ciężką pracę, a także odpowiednie nastawienie wykazywane każdego dnia. Także poprzez zrobienie kilku mądrych ruchów biznesowych, których zamierzamy dokonać. Musimy iść naprzód.

Z pewnością chcielibyście wrócić do gry w tych rozgrywkach. Do końca sezonu w lidze pozostało wam pięć ogromnie ważnych spotkań. Musicie teraz podnieść na duchu piłkarzy przed tymi nadchodzącymi, wielkimi meczami.

– Oczywiście trzeba ich podnosić na duchu. Rozmawiamy o tym, co musimy zrobić. Czeka nas wielki tydzień. Musimy wierzyć w to, że nam się uda, a także musimy być przygotowania na nadchodzące spotkania. W siedem dni rozgrywamy trzy wielkie mecze [licząc już ten przegrany z Barceloną – wyj. red.]. Mamy pięć dni, a więc mnóstwo czasu do tego, aby przygotować się na mecz z Evertonem. Będziemy gotowi.

Dyskusja