manutd.com

Antonio Valencia spędził 10 lat w Manchesterze United. Jak każdy piłkarz przechodził swoje lepsze i gorsze chwile. Od Jose Mourinho otrzymał opaskę kapitana. W felietonie napisanym na oficjalnej stronie “Czerwonych Diabłów” Ekwadorczyk wspomina jak walczył by spełnić swoje marzenia, a także opisuje swoją dekadę spędzoną na Old Trafford i dziękuje kibicom za otrzymane wsparcie.

Felieton Antonio Valencii – pisownia oryginalna

Jeśli ktoś powiedziałby mi, kiedy byłem dzieciakiem w Ekwadorze, że niemal 10 lat będę piłkarzem Manchesteru United, powiedziałby im, że to niemożliwe.

Dorastałem z moimi rodzicami oraz szóstką braci i sióstr w małym, drewnianym domku w Lago Agrio. Bardzo skromnie. Był pełen radości, ale wiedzieliśmy, że rzeczywistość na zewnątrz jest kompletnie inna. To było całkiem ciężkie dzieciństwo, bez środków do przeżycia. Mój tata i sześcioro moich braci i sióstr ciężko walczyli, żeby przynieść jedzenie do domu. Moja mama też bardzo walczyła, żebyśmy otrzymali potrzebne rzeczy jak jedzenie i edukację.

Moja rodzina i moje miasto jest pełne ciężko pracujących ludzi z walecznymi duszami. Jest tam praca dzięki przemysłowi naftowemu, więc mój tata zawsze pracował, tak jak moi bracia i siostry, kiedy osiągnęli odpowiedniki wiek. Żeby w domu pomóc finansowo, dołączyłem do mojego rodzeństwa, zbierając butelki i kolekcjonując je przez miesiące, żebyśmy mogli je sprzedać. Też byłem wojownikiem.

Tak to jest, kiedy mieszkasz w małym mieście, gdzie są ludzie w potrzebie. Może być to trochę smutne, kiedy każdy musi toczyć trudną walkę by wiązać koniec z końcem. Intensywnie walczyliśmy każdego dnia, nie było łatwo. Tak to jest.

Nie zrozumcie mnie źle, były też szczęśliwe i radosne momenty, spędzone na graniu i dzieleniu się z moimi braćmi i siostrami. To było dzieciństwo pół na pół: szczęście zajęło połowę tego czasu, a drugą połowę zajmował smutek. Takie jest życie! Nie każdy rodzi się z takim samym szczęściem.

Nie każdy na przykład ma tyle szczęścia, żeby mieć ogromne piłkarskie boisko naprzeciw domu, jak ja miałem.

Lago Agrio, lokalny zespół, grał tam swoje mecze i zawsze mogliśmy iść i oglądać ich mecze, a także mogliśmy grać na boisku, kiedy tylko chcieliśmy. Niemalże każdego popołudnia i wieczoru byliśmy tam, dzieląc ogromne boisko na mniejsze. Graliśmy po siedmiu do godziny 22 lub 23, wielokrotnie wyłączane było światło, które miało nas zmusić do zakończenia gry lub mama krzyczała, żebyśmy zabierali rzeczy i przyszli do domu.

Często graliśmy w piłkę nożną i, dzięki Bogu, dostałem szansę na zrobienie kariery przez grę.

Podziękowania należą się też mojemu przyjacielowi o imieniu Cazeba.

Kiedy miałem 14 lat, powiedziałem Cazebie, że chcę pojechać i spróbować dostać się do Nacional, jednego z największych klubów w Ekwadorze. Nacional jest drużyną w stolicy Quito, która jest 250 kilometrów od Lago Agrio. Cazeba zgodził się, że mnie tam zabierze. Był bardzo miły i zabrał mnie do Quito. Moja pierwsza próba odbyła się z U-16 i po trzech sesjach trener zgodził się mnie przyjąć. Dał mi cały sprzęt i moje miejsce w budynku, gdzie spali wszyscy młodzi zawodnicy. To jest miejsce, gdzie naprawdę zaczęła się moja kariera.

Tu zacząłem też być bardziej świadomy Manchesteru United. Zacząłem ich oglądać, bo w tym czasie, grali tam piłkarze z Ameryki Łacińskiej, jak Veron i Forlan. Coraz częściej śledziłem więc poczynania United i widziałem, że wygrywali trofea z coraz większą regularnością. Zaczynałem rozumieć, o co chodzi w tym klubie.

Kiedy zaczynałem grę w piłkę nożną, chciałem grać profesjonalnie w klubie w moim państwie, potem chciałem spróbować gry w reprezentacji Ekwadoru. Po osiągnięciu tych dwóch celów, moim marzeniem stał się wyjazd i gra w Europie.

Kiedy po Hiszpanii wylądowałem w Wigan, moim celem była ciężka praca, a potem może wielki klub jak United, który zawita pukając do drzwi.

Kiedy tak się stało, najszybciej jak to było możliwe przybyłem do Manchesteru United i powiedziałem sobie:

To jest mój klub.
To jest mój dom.
Chcę być tutaj przez lata.

Kiedy zacząłem trening, strasznie się denerwowałem. Kiedy dookoła siebie widziałem tych wszystkich topowych piłkarzy, nie potrafiłem wyobrazić sobie, że wytrzymam dwa lata w takim towarzystwie!

Podczas jednego z moich pierwszych dni w klubie usiadł koło mnie Edwin van der Sar i powiedział: “To jest Manchester United i tak tutaj gramy. Wygrana czy przegrana, następnego dnia wracasz do ciężkiej pracy i treningów. To jest drużyna z mentalnością zwycięzcy.”

Później nasz trener, Rene Meulensteen, powiedział mi: “To jest United, a Ty musisz ciężko pracować i musisz wygrywać. To jest klub, który zdobywa trofea.”

Powiedziałem sobie: “Podoba mi się jak to tu wygląda. Muszę ciężko trenować i ostro walczyć.”

Tak jak mówiłem, byłem wojownikiem całe moje życie.

Moja rodzina musiała walczyć, żeby przetrwać w Lago Agrio. Musiałem walczyć, żeby przetrwać w Nacional, jeżdżąc autostopem na boiska treningowe. Musiałem walczyć, aby zarobić wystarczająco pieniędzy na jedzenie dla siebie, kiedy byłem nastolatkiem.

Walka nie jest problemem.

Tak też zrobiłem. Dalej pracowałem, dalej ciężko trenowałem i zauważałem to codziennie, podczas każdej gry, cały czas robiłem postępy. Stopniowo zadomowiałem się w życiu klubu z mentalnością zwycięzcy.

Myślałem: “Zostanę tutaj jeszcze jakiś czas i pozwolę, żeby dali mi nowy kontrakt!”

I oto tu jestem, prawie 10 lat, z ogromną ilością wspomnień przez te wszystkie lata. Myślę o tych wszystkich pucharach, które wygrałem z drużyną, wszystkich wspaniałych grach, które przegrywaliśmy, ale udało nam się wrócić do gry i wygraliśmy je. To są momenty, które nigdy nie opuszczą ani mojego serca, ani mojej głowy.

Dla kogoś może to brzmieć dziwnie, ale jest jeden mecz, który wyróżnia się w mojej pamięci, mecz przeciwko Bayernowi Monachium. To było na Old Trafford podczas mojego pierwszego sezonu, a my przegraliśmy pierwszy mecz 1:2, więc wiedzieliśmy, że musimy wyjść i wygrać, ale dla mnie tak samo ważna jak i sam mecz była atmosfera w szatni.

Pamiętam jak Rio i Patrice pokrzepiali nas wszystkich, mówiąc: “Musimy wygrać tą grę dla naszych fanów, dla naszych rodzin.” Potem spędziliśmy 40 minut przed meczem rozgrzewając się, przygotowując się, zakładając nasze paski i sprzęt, a potem wyszliśmy na boisko i można było zauważyć, że wszędzie dookoła wszyscy byli gotowi i w pełni skoncentrowani.

Wyszliśmy tam i po 10 minutach wygrywaliśmy 2:0, przed końcem pierwszej połowy było już 3:0. Miałem dwie asysty, to był jeden z moich najlepszych meczów dla United i cały zespół był niebywały, atmosfera była świetna. Jakimś sposobem nie przeszliśmy dalej, bo Bayern strzelił dwie bramki i dzięki golom na wyjeździe awansował, ale ten mecz zawsze będzie w moim sercu.

Oczywiście nie zawsze wygrywaliśmy i nie zawsze wszystko szło gładko. Miałem też ciężkie i trudne momenty, ale nawet one przyniosły pozytywne efekty.

Podczas mojego drugiego sezonu złamałem nogę w meczu z Rangersami w Lidze Mistrzów. Była poważnie złamana.

Przeszedłem operację, a dwa dni później zostałem wypisany ze szpitala i odpoczywałem w domu.

Zadzwonił dzwonek do drzwi.

Moja partnerka otworzyła drzwi, a tam stał sir Alex Ferguson i drużyna, oficjalnie oferując mi swoje pełne wsparcie, mówiąc żebym się nie martwił.

Zachowaj spokój i skup się na całkowitym dojściu do siebie.

Będziemy na ciebie czekać.

Dla mnie bardzo ważne było okazane wsparcie. Wspaniała reakcja.

Wróciłem po sześciu miesiącach i zagrałem w finale Ligi Mistrzów.

Wszystko przez ciężką pracę, ale naprawdę muszę podziękować Johnowi Davinowi, fizjoterapeucie, który wykonał świetną robotę. Wdrożyliśmy pełny powrót do zdrowia i plan treningowy. Pracowaliśmy razem i myślę, że fizyczne przygotowanie był bardzo ważne, zanim przenieśliśmy naszą pracę na boisko.

Dla mnie to było sześć szalonych miesięcy, ale w tym czasie zawarłem świetne i długotrwałe przyjaźnie. Nie tylko z Johnem. Poznałem wielu różnych ludzi w klubie. Codziennie jadałem tutaj z drużyną, ale miałem też okazję poznać pozostałe osoby i wiedziałem wszystko o życiu kucharza i pracowników kuchni, tak samo jak chłopaka, który czyścił toalety.

Często zostawałem na treningu do 17 lub 18, a przychodziłem o 9 rano. Byłem jak każdy inny pracownik, więc zbudowaliśmy świetne przyjaźnie. Moje odejście z klubu sprawia, że jestem trochę smutny, ale w moim sercu zawsze będę pamiętał o tych ludziach.

Ciężko będzie też zapomnieć o piłkarzach, z którymi grałem. Najlepszymi jak Giggs, Rooney, Scholes, Rio, Vidic, Patrice… ciężko jest uwierzyć, kiedy siedziałem tu słysząc te nazwiska i ciężko jest wymienić ich wszystkich albo wybrać jednego najlepszego, więc powiem tylko, że jestem szczęśliwy, że mogłem grać z niektórymi inteligentnymi piłkarzami.

Przez swój pobyt tutaj mam wiele wspomnień, ale też wiele innych rzeczy. W domu mam całe muzeum Manchesteru United, naprawdę! Mam tam wiele wartościowych dla mnie rzeczy. Reprezentują one moje życie i cały wysiłek, który tutaj włożyłem. Nie ma takich sum pieniędzy, które mogłyby zapłacić za te rzeczy i wspomnienia w mojej głowie.

Mam dwie ulubione rzeczy w swoim zbiorze: moja pierwsza koszulka Manchesteru United oraz opaska, którą Jose Mourinho dał mi razem z byciem kapitanem pierwszego składu.

Te rzeczy, te wspomnienia są dla mnie zdecydowanie bezcenne.

Moje serce, moje uczucia zawsze będą przy Manchesterze United. Zawsze będę kibicem klubu, zawsze będę związany z ludźmi z klubu i z miasta. Moja córka cieszyła się dziesięcioma szczęśliwymi latami w Manchesterze. To był wspaniały dom.

Drużyna i kibice zawsze będą bliscy memu sercu. Do fanów United: zawsze byliście dla mnie świetni, więc chciałbym wam podziękować za wasze wsparcie podczas tego wspaniałego czasu jaki miałem w tym klubie. Mam nadzieję, że wciąż będziecie rozkoszować się wspieraniem United, a oni będą kontynuować zdobywanie wielu trofeów w przyszłości.

¡Muchas Gracias!

Dyskusja