Getty Images

“Sean Dyche dał mi ważną lekcję. Przykrą lekcję. Piłka nożna nie jest ci nic dłużna” mówił w wywiadzie były bramkarz Manchesteru United, Anders Lindegaard.

Duńczyk, który po spadku Burnley do Championship, stał się wolnym zawodnikiem, w rozmowie z dziennikarzem “Evening Standard”, Jamesem Robsonem, przyznał, że wie “jak ciepło jest na szczycie, a jak zimno i samotnie, kiedy jesteś na dole”.

Od podążania śladami rodaka, Petera Schmeichela, na Old Trafford, przez przejście sir Aleksa Fergusona na emeryturę, po odejście z Manchesteru United. Jego kariera poprowadziła go przez Ligę Mistrzów do Championship, do Preston. W ostatnim sezonie spędzonym przy Turf Moor w Burnley, bezskutecznie walczył o miejsce w bramce z trzema reprezentantami Anglii.

Getty Images

Już minęło wiele czasu, od kiedy Lindegaard walczył z de Geą o puste miejsce w bramce po Edwinie van der Sarze. Po wypadku na treningu i kontuzji Duńczyka miejsce zajął Hiszpan i już go nie oddał.

Lindegaard, obecnie 35-latek, szczerze opowiada o swojej relacji z człowiekiem, który stał się prawdopodobnie najlepszym bramkarzem na świecie, a na pewno najlepiej zarabiającym, który rozpoczyna ostatni rok kontraktu na Old Trafford.

– Podpisałem kontrakt w zimowym oknie transferowym. To było pół roku przed odejściem Edwina. Powiedzieli mi, że po jego odejściu zakontraktują wielkiego bramkarza. Sir Alex podał mi listę bramkarzy, których obserwowali. Nie znałem nikogo, poza Davidem. Byłem gotowy na walkę o bluzę z numerem 1. Miałem nadzieję, że wybiorą Davida. Był młody, wyglądał na bardzo szczupłego. Myślałem sobie, że może mieć problemy I miałem rację.

Jaka była relacja między dwoma młodymi ludźmi, którzy pragną być bramkarzem nr 1 w Manchesterze United?

– Od początku był na straconej pozycji. Nie miał nic do zaoferowania poza wielką ceną za siebie. Był młody i nieprzygotowany do fizycznego futbolu. Ciążyła na nim wielka presja. Musiałem tylko być skoncentrowany i czekać na swoją szansę. Dostałem ją i wykorzystałem.

To wszystko brzmi bardzo cynicznie, ale futbol już taki jest. Z mojego punktu widzenia, muszę myśleć o sobie i mojej karierze. Jeśli ja tego nie zrobię, to nikt tego nie zrobi. Nigdy nie chciałem porażki Davida czy czegoś tego rodzaju. Zwyczajnie liczyłem na swoje własne szczęście.

Mieliśmy świetną relację między sobą, zarówno na, jak i poza boiskiem. Chodziłem na kolację z nim i jego rodziną. Pomagaliśmy sobie na boisku, najlepiej jak tylko umieliśmy. Ale jeśli miałbym wybierać między jego sukcesem a moim, wybrałbym siebie.

Mój pierwszy sezon się skończył, kiedy skręciłem kostkę na treningu o plastikowego manekina. Płakałem jak dziecko, kiedy to się stało. Kontuzja zakończyła wszystko. Byłem poza grą przez pół roku, a w tym czasie David błyszczał.

Getty Images

Co sądzisz o tym, na jakiego bramkarza wyrósł David?

– David, od kiedy przyszedł na Wyspy, stał się bramkarzem światowej klasy. Moje pierwsze wrażenie o nim było, że jest młody, ale bardzo utalentowany. Znacznie bardziej utalentowany niż ja.

Nie miał jakichś szczególnych słabości. No może poza budową ciała. Był chudy, Wyglądał jak słomka na wietrze. Jednak to nie przeszkodziło mu stać się wielkim. Miał dobry wykop. Był urodzonym bramkarzem. Zatrzymywał potężne strzały. Przy dośrodkowaniach również nie miał sobie równych.

Na początku w Manchesterze przeżył swoje. Nie był tak sprytny, jak oczekiwali od niego ludzie. Musiał się dostosować do stylu angielskiej piłki i przytyć parę kilogramów. Myślę, że największą trudność miał w uzyskaniu szacunku ze strony kolegów z drużyny, mediów i fanów. Borykał się z tym na początku. Jednak jego silna mentalność pozwoliła mu to pokonać, czym bardzo mi zaimponował.

Pamiętam dokładnie punkt zwrotny. Pierwszy mecz po mojej kontuzji kostki. Graliśmy wyjazdowy mecz z Chelsea. Ostatnie minuty meczu i Chelsea miała rzut wolny zza pola karnego. Juan Mata uderzył piłkę idealnie nad murem. Zmierzała w górny róg bramki. David to obronił i mecz zakończył się wynikiem 3:3. Obrona nie była tak dobra, jak wyglądała. David wybrał ten róg i wygrał. Jeśli padłaby bramka, media i kibice zlinczowaliby go. Zamiast tego stał się sensacją po tym meczu.

Myślisz, że piłka jest już na takim etapie, że bramkarze tacy jak David mogą/powinni być najlepiej zarabiającymi zawodnikami w drużynie?

– Zawsze uważałem, że bramkarz to jedna z najważniejszych pozycji na boisku. Ludzie dopiero niedawno zdali sobie z tego sprawę. Ederson jest tego świetnym przykładem. Po jego przyjściu styl i gra City zmieniła się radykalnie. Ederson jest absolutnie podstawa sukcesów Manchesteru City. Bez wątpienia jest jednym z najważniejszych graczy w zespole. Nie rozumiem, dlaczego zarabia mniej niż inne gwiazdy. Zasługuje na to, by zarabiać tyle samo.

Man Utd via Getty Images

Jak duży wpływ na Ciebie, jako Duńczyka, miał Peter Schmeichel?

– Peter był moją inspiracją od dziecka. Jednym z powodów, dla których chciałem zostać bramkarzem, był właśnie on. Mam wielki szacunek do tego, ile osiągnął w piłce. Nie pomógł mi, nie udzielił wsparcia, kiedy przyszedłem do Anglii. To prawda, co mówią ludzie – lepiej nie poznawaj swoich idoli.

Jak myślisz, jak by sobie poradził w dzisiejszym futbolu, biorąc pod uwagę obecną rolę bramkarzy?

– Był bramkarzem starego stylu. Jego największym atutem były genialne parady. Miał również świetny wyrzut. W jego czasach był wybierany najlepszym bramkarzem świata i zgadzam się z tym. Obecnie bramkarze wiedzą, jak nie popełniać błędów, niż bronić widowiskowo. To przeciwieństwo tego, jak zapamiętałem Petera.

AFP/Getty Images

Można wyczuć, że przyjście Pepa Guardioli do Premier League zmieniło postrzeganie bramkarzy. Czy tacy jak Ederson reprezentują to, jak powinien wyglądać bramkarz w dzisiejszych czasach?

– Pep dla mnie jest pierwszym trenerem, który widzi w bramkarzu, kluczowego zawodnika drużyny. Tak działał w Barcelonie, Bayernie i teraz w City. Dla mnie to zawsze było oczywiste. Największe zmiany pomiędzy pierwszym sezonem Pepa w Anglii a ostatnim stały się właśnie na pozycji bramkarza. Ederson był rozwiązaniem. Jest solidny i świetnie broni. Ale gra nogami to jego główny atut.

Ederson i Allison są wyjątkami. Dla takiej ligi, jak Premier League są dwa do czterech klubów, które są dobre w grze pod presją z wykorzystaniem bramkarza. Reszta klubów musi starać się zniszczyć taki rodzaj gry. W tej kalkulacji wychodzi, że umiejętność bronienia i wykopywania piłki jest cenniejsza, niż umiejętność gry nogami.

Zawsze zadawałem sobie pytanie – czy Victor Valdes w swoim najlepszym czasie, byłby najlepszym bramkarzem świata, jeśli grałby, powiedzmy w Burnley? Wątpię w to.

AFP/Getty Images

Czego oczekiwał od bramkarzy Ferguson?

– Nie jestem pewny, ile wiedział o bramkarzach od strony technicznej. Jednak miał własną wizję futbolu, która włączała w to bramkarzy. Musieli dobrze grać nogami. Bramkarz miał być tym, kto podtrzyma zespół, kiedy będzie brakowało energii.

Robin van Persie bardzo odczuł przejście Fergusona na emeryturę. Jakie są Twoje wspomnienia z tamtego okresu?

– Wszyscy w klubie byli tym dotknięci. Myślę, że dla wielu piłkarzy odejście sir Aleksa było jak błogosławieństwo i przekleństwo.

Bycie częścią jego zespołu to marzenie każdego zawodnika. To, w jaki sposób wszystko pod jego rządami działało było dla mnie perfekcyjne. To nie tylko moje wrażenie, ale wielu ówczesnych piłkarzy. To było błogosławieństwo.

Przekleństwo, bo to, czego doświadczyłeś, później próbujesz porównać do nowych scenariuszy, a one często się nie sprawdzały.

Man Utd via Getty Images

David Moyes twierdził, że przejął starzejącą się drużynę, a z kolei Louis van Gaal dokonał wielu zmian. To było fair?

– Nie uważałem, że to było starzenie się. Czuliśmy, że nie umiemy się dostosować do nowych porządków. To było jak ładowanie iPhone’a ładowarką do Nokii. Powoli traciliśmy siły.

Kto miał podnieść klub po odejściu sir Aleksa Fergusona? Moyes i każdy, kto miał duży wpływ w United, był łatwym celem. Nie chcę być kolejnym, który będzie wytykał palcami.

Za każdym razem, kiedy przegrywaliśmy, słyszałem sugestie od nowych menadżerów, że trzeba wymienić połowę składu, zakontraktować nowych piłkarzy. Nie jest łatwo pracować w takich okolicznościach. Mówię o sobie i innych. Zaangażowaliśmy się w ten klub profesjonalnie i emocjonalnie. Byliśmy wszyscy winni. Żaden z nas nie mógł zaakceptować zmian w naszym ukochanym United. Każdy uważał, że wszystko powinno zostać tak jak dawniej i będziemy wygrywać. To była iluzja.

Getty Images

Odszedłeś, kiedy trenerem był van Gaal. Jak go wspominasz?

– Lubiłem van Gaala, za bycie człowiekiem. Miałem z nim dobrą relację i chciałbym wciąż mieć z nim kontakt. Różniliśmy się w pewnych kwestiach, ale z żadnym trenerem nie mogłem tak porozmawiać, jak z nim. Zawsze słuchał i szanował moją opinię, nawet mimo tego, że rzadko zmieniał swoje decyzje.

Wielu ludzi mówiło, że kochał być w centrum uwagi, ale nie uważam, by była to prawda. Był po prostu ekstrawagancki i czasami gubił się w tłumaczeniu. Kiedy jesteś ekstrawagancki, gubisz się w tłumaczeniu i prowadzisz jeden z największych klubów świata, zawsze uznają, że chcesz być w centrum uwagi, czy tego chcesz, czy nie.

Jedni mogą się nie zgodzić z metodami van Gaala, bo był bardziej wymagający, niż to było wcześniej, ale zawsze uważałem go za dobrego człowieka i szanowałem go. Myślę, że to było ważne.

Getty Images

Co United zrobił źle, kiedy z klubu odszedł sir Alex Ferguson. Czy, któryś trener mógłby osiągnąć tyle samo?

– Myślę, że wszyscy wciąż dopiero zdajemy sobie sprawę, ile dla klubu zrobił sir Alex Ferguson. Nie sądzę, by był ktoś, kto mógłby przejąć klub i osiągnąć tyle, co on. Wydaje mi się, że klub potrzebuje zmian i modernizacji. Wiem, że to może być trudne do zrealizowania. Manchester United to tradycja i historia. Tradycję i historię ciężko zmienić, zwłaszcza kiedy jest ona długa i pełna sukcesów, jak w przypadku United.

We współczesnym futbolu klub potrzebuje filozofii, która jest nadawana przez władze klubowe, a nie trenera. W dzisiejszych warunkach musisz wiedzieć dokładnie, jaki powinien być piłkarz Manchesteru United i jak powinien wyglądać Manchester United. Ta odpowiedzialność powinna spoczywać na władzach, a nie trenerze. W przeciwnym razie kupujesz nowy zespół, kiedy w klubie pojawia się nowy trener. To nie praca jednoosobowa. Tylko sir Alex Ferguson mógł tak robić, bo on definiował ten klub.

Może klub ma jakąś strategię i filozofię. Jednak patrząc na to z zewnątrz, nie wydaje się, żeby tak było. Strona biznesowa klubu wydaje się dobrze zarządzana, ale nie koniec liczy się wynik sportowy. To jest podstawa, bez której strona biznesowa może upaść.

Czy Ole Gunnar Solskjaer jest właściwym człowiekiem, w roli trenera Manchesteru United?

– Myślę, że tak. Głęboko w to wierzę. Historia United jest bardzo bogata i pełna sukcesów i myślę, że i klub i kibice potrzebują kogoś, kto reprezentuje oba te fundamenty. Kogoś kto rozumie to wszystko. Nie mam wątpliwości, że Ole przyszedł, by kontynuować tradycje United. Może to zrobić, ponieważ zna ją i jest jej częścią.

Jednak jest pewien czynnik, który może być trudny do zaakceptowania, a mianowicie czas. Patrząc realistycznie, przebudowa klubu, by znów był wielki może zająć lata. Popatrzmy ile czasu to zajęło Liverpoolowi. Sukces Ole może stać się realny za parę lat. Uważam, że wszyscy powinni zaakceptować obecny stan rzeczy i uzbroić się w cierpliwość. Czeka go wiele pracy. Wszystko zależy od tego, jak w tej pracy wspomoże go klub. Zwłaszcza, jeśli chodzi o transfery.

Dyskusja