Getty Images

Aaron Wan-Bissaka wyjawił, że jego były kolega z Crystal Palace, Wilfried Zaha, udzielił mu rady przed wartym 50 milionów funtów transferem 21-latka do Manchesteru United, który uczynił go najdroższym obrońcą w historii klubu z Old Trafford.

Zaha – który wykonał identyczny ruch w swojej karierze 6 lat temu, gdy przenosił się z Crystal Palace na Old Trafford – miał doradzić swojemu młodszemu koledze, co zrobić, gdy już zacznie swoją przygodę z “Czerwonymi Diabłami”.

26-latek sam nie wspomina najlepiej swojego pobytu na Old Trafford, gdzie tak naprawdę nigdy nie otrzymał szansy na pokazanie się. Zakupiony jeszcze przez sir Aleksa Fergusona, przybył do drużyny, gdy nastały czasy Davida Moyesa. Przy czym ani Szkot, ani też zastępujący go potem Louis van Gaal, konsekwentnie pomijali w swoich planach reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej.

Zaha po nieudanym pobycie w Manchesterze United ostatecznie wrócił do Crystal Palace, ale nie miał zamiaru zniechęcać swojego kolegi do przenosin na Old Trafford.

– Gdy już wiedzieliśmy, że dołączę do tego klubu, to Zaha powiedział mi po prostu, abym grał tam bez obaw. Przybyłem tutaj jako nowy zawodnik, więc przekazał mi tylko: “po prostu graj swoje i rób to, co robiłeś w minionym sezonie” – wyjawił Wan-Bissaka.

– Cieszył się moim szczęściem. Powiedział mi, że zasłużyłem sobie na to, a następnie zasugerował, że powinienem dalej ciężko pracować i robić to, co do tej pory – dodał Anglik.

21-latek przyznaje, że zdaje sobie sprawę z tego, że po zmianie Crystal Palace na Manchester United presja, jaka będzie na nim ciążyć w związku z boiskowymi występami, niewyobrażalnie wzrośnie.

– Staram się na tym nie skupiać. Dla mnie to po prostu możliwość rozwoju jako piłkarza, a także podjęcie próby sprawienia, aby dzięki moim umiejętnościom drużyna ruszyła do przodu – mówił dalej Wan-Bissaka.

– Spodziewałem się presji, gdy decydowałem się tutaj przenieść. To wielki klub. Zresztą nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie radził sobie z nią w Crystal Palace. Uwaga zawsze będzie skupiona na naszych występach. Muszę po prostu grać swoje i przyblokować myśli na temat presji, jaka się z tym wiąże.

– Chcę wejść ze swoim rozwojem na kolejny poziom i uważam, że w tej drużynie mogę tego dokonać. Styl, w jakim grają, sposób, w jaki pracują, intensywność tej pracy – to wszystko pomoże mi rozwinąć się jako piłkarzowi. Zawsze na siebie naciskałem, aby móc osiągnąć pełnię swojego potencjału – dodał.

Wan-Bissaka ma za sobą nieudane mistrzostwa Europy do lat 21, w których zdobył bramkę samobójczą, a kadra Anglii już po fazie grupowej odpadła z turnieju rozgrywanego we Francji.

Pojawiło się wiele głosów, że słaby występ 21-latka na tym turnieju spowodowany był zamieszaniem związanym z jego negocjowanym jeszcze wtedy transferem na Old Trafford. Wan-Bissaka zaprzecza jednak jakoby to wpłynęło na jego postawę.

– To nie było dla mnie trudne. Szczerze mówiąc w ogóle się na tym nie skupiałem. Nie koncentruję się na spekulacjach. Zamiast tego spuszczam głowę i robię swoje na boisku. Łatwo blokuje w głowie takie rzeczy. Najważniejsze dla mnie jest po prostu granie w piłkę – mówił dalej.

Wan-Bissaka znany jest nie tylko ze swojej szybkości i świetnego czytania gry, ale przede wszystkim ze znakomitych wślizgów, dzięki którym zdobył przydomek “The Spider” (Pająk). Nazwa ta wzięła się z zasięgu jego długich nóg, którymi sięga piłkę przy atakach przeciwników.

– Nie wydaje mi się, abym się tego jakoś szczególnie uczył, to po prostu wynika z zasięgu moich nóg. Gdy miałem 18 lat zdałem sobie sprawę z ich długości i postanowiłem z tego zrobić zaletę – kontynuował.

– Muszę przy tym dobrze wyczuć czas, w którym należy zrobić wślizg, ale to opiera się na koncentracji. Nie można tego opierać na przypadku, to musi wynikać z odpowiedniego wyczucia czasu. Każdy kolejny udany wślizg dodaje mi pewności siebie – dodał.

Wan-Bissaka jest piłkarzem Manchesteru United dopiero nieco ponad 2 tygodnie, ale już dał się poznać z dobrej strony sztabowi szkoleniowemu ekipy z Old Trafford. Przy okazji jak każdy nowy “Czerwony Diabeł” przeszedł też tradycyjną inicjację, która polegała na wyśpiewaniu przed resztą drużyny wybranego przez siebie utworu.

– To była piosenka Meeka Millego. Przy jej rapowaniu byłem bardziej zestresowany niż jak gram w piłkę. Dlatego też pozostanę przy tym, na czym się znam, czyli przy piłce nożnej – zakończył.

 

Dyskusja