Felieton Patrice’a Evry: pozwólcie mi opowiedzieć, dlaczego kocham tę grę

AS Monaco, Manchester United, Juventus Turyn to tylko niektóre kluby, w których grał Patrice Evra. Francuz w lipcu ogłosił zakończenie piłkarskiej kariery. W felietonie napisanym dla The Players Tribune, świeżo emerytowany piłkarz opowiedział o swoim dzieciństwie, karierze piłkarskiej oraz wyjaśnił dlaczego kocha tę grę.

Felieton Patrice’a Evry – pisownia oryginalna

Nie miałem nic. Nie mieliśmy nic.

Jednak żyłem jakbym miał wszystko.

Jeśli mógłbym opowiedzieć wam jeden sekret z mojego życia, byłby to właśnie ten. Każdy może być szczęśliwy, każdy może kochać tę grę. Bez tego nastawienia, moich przyjaciół, nie siedziałbym tu jako świeżo emerytowany lewy obrońca, który grał dla Francji, Juventusu i Manchesteru United.

Prawdopodobnie siedziałbym pod sklepem w Paryżu, żebrząc o pieniądze, żeby kupić kanapkę.

Nie żartuję. Kiedy dorastałem w Les Ulis, osiedlu na przedmieściach Paryża, mieszkałem z rodzicami i częścią moich braci i sióstr. Miałem ich 24. (To też nie będzie żart!) W tym samym domu mieszkało około dwunastu ludzi. Mój ojciec był odpowiedzialny za większość przychodu, dzięki swojej pracy jako ambasador. To przywiało naszą rodzinę z Senegalu, gdzie się urodziłem, do Brukseli, a potem do Les Ulis. Kiedy miałem 10 lat, rozwiódł się z moją matką. Zabrał kanapę, telewizor, a nawet krzesła.

Wciąż kocham go na zabój, ale sytuacja, w której nas zostawił była bardzo ciężka. Dzieliłem materac z dwoma braćmi, a jeden musiał leżeć po przeciwnej stronie, żeby każdy z nas miał wystarczająco miejsca. Kiedy jedzenie było gotowe, trzeba było biec, żeby otrzymać swoją porcję. Część mojego starszego rodzeństwa znalazła pracę, żeby pomóc, ale szybko wyprowadzili się, żeby żyć ze swoimi partnerami. Ostatecznie została tylko moja matka, młodsza siostra i ja.

Wtedy zacząłem wychodzić na ulicę.

Nienawidzę, kiedy ludzie używają słowa “gangster”. Kiedy dorastasz w okolicy z gangsterskimi strzelaninami i okazjonalnymi morderstwami, nie dbam o to kim jesteś, robię wszystko, co mogę, żeby przetrwać. Często więc walczyłem. Kradłem jedzenie, ciuchy, gry komputerowe. Siedziałem pod sklepami, żebrząc o pieniądze.

– Proszę pana, ma pan kilka franków? – mówiłem.

– Odejdź. Myślisz, że pieniądze spadają z nieba? – odpowiadali ludzie.

Takie było moje dzieciństwo. Takie było Les Ulis. Ale posłuchaj: byłem szczęśliwy.

Zawsze byłem szczęśliwy.

Wiem, że niektórzy z was widzieli moje filmiki na Instagramie, gdzie robię te wszystkie szalone rzeczy i mówię: “kocham tę grę!” Tak naprawdę dla mnie znaczy to: “kocham to życie”, a filmiki są moim sposobem na dzielenie się moim szczęściem z innymi. To nie jest tak, że zacząłem się tak zachowywać, kiedy stałem się bogaty i sławny. Jeśli odwiedzilibyście nasz dom w Les Ulis, zobaczylibyście mnie, robiącego dokładnie to samo. Tańczyłbym i śpiewałbym, i ubierałbym te przebrania i peruki, żartowałbym ze swoimi siostrami. Uwielbiałem doprowadzać je do śmiechu. Kiedy teraz oglądają one moje filmy, mówią “o mój Boże, pamiętam ciebie robiącego to, kiedy miałeś pięć lat…”

Jak mogłem być tak szczęśliwy mając tak niewiele? Dzięki mojej mamie. Widziałem jak ciężko pracowała, żeby wszystko nam zapewnić, a ja nie miałem prawa narzekać. Poza tym jaki to ma sens? Dlaczego nie można być pozytywnym? Jeśli wierzysz, że coś dobrego się tobie przydarzy, tak się stanie.

Pozwólcie, że dam wam przykład. Pierwszego dnia szkoły mieliśmy przedstawić, kim chcemy zostać w przyszłości. Wielu moich kolegów i koleżanek napisało, że prawnikiem lub lekarzem. Ja napisałem piłkarzem. – Patrice, czy naprawdę uważasz, że spośród 300 dzieci, to tobie uda się zostać piłkarzem? – zapytał mnie nauczyciel przy całej klasie.

– Tak – odpowiedziałem.

Wszyscy się śmiali.

Przez lata wyglądało na to, że nauczyciel miał rację. Grałem na dobrym poziomie, ale nie dostałem żadnej kontraktowej oferty. Wtedy w 1998, kiedy miałem 17 lat, razem z przyjaciółmi brałem udział w turnieju, kiedy jakiś facet zapytał mnie czy chciałbym pojechać na testy do Torino. Wszystko co o nim wiedziałem to, że był właścicielem restauracji w Paryżu, więc zastanawiałem się czy powinienem mu zaufać? Zdecydowałem się zgodzić. Powiedział, że zadzwoni kolejnego dnia.

Poszedłem do domu z myślą, że nigdy nie zadzwoni.

Zadzwonił. Pojechałem z nim do Turynu. Ostatecznie klub nie zaoferował mi kontraktu, ale jedną z osób obecnych na testach był dyrektor Marsalii, sycylijskiego klubu z trzeciej ligi. Zapytał mnie czy chcę dołączyć do jego drużyny. Zgodziłem się.

Wróciłem do Paryża, myśląc, że ten mały klub na Sycylii może być moją przepustką do nieba.

Najpierw muszę się sprawdzić. Powiedziano mi, że mam spotkać się z moimi nowymi kolegami w górskiej wiosce na północy Włoch, gdzie trenowali. Nigdy wcześniej nie podróżowałem za granicę sam. Nie mówiłem po włosku. Opuściłem domu mając przy sobie tylko kawałek papieru z zapisanym numerem telefonu do domu. Wsiadłem do pociągu do Mediolanu, gdzie miałem przesiąść się do innego, którym dojechałbym do górskiej wioski. Na stacji w Mediolanie zobaczyłem jeden z takich dużych ekranów, które co chwilę zmieniają litery, taki jak w starych kinach. Spojrzałem na ekran. Spojrzałem na mój bilet. Gdzie jest mój pociąg?

Wtedy podszedł do mnie nieznajomy. Jedyne co mogę o nim powiedzieć to, że był z Senegalu i był niewidomy na jedno oko. – Hej, jak się masz bracie? Wyglądasz na zagubionego i smutnego – powiedział.

– Tak, nie wiem gdzie iść – odpowiedziałem.

Pokazałem mu swój bilet. – Twój pociąg odjechał. Jakąś godzinę temu – powiedział.

Wow…

Pokazałem mu numer telefonu. Zadzwonił. Odebrała moja mama. Kiedy dowiedziała się, że uciekł mi pociąg, zaczęła panikować. – Wsadź go do pociągu do Paryża! – mówiła.

Nieznajomy był aniołem. – Nie martw się. Jutro wsadzę go do właściwego pociągu – powiedział do mojej mamy.

Zabrał mnie do swojego domu tuż za rogiem. Dał mi jedzenie i pozwolił spać na podłodze z ośmioma innymi osobami. Obudził mnie o szóstej rano i odprowadził mnie na stację, gdzie znalazł odpowiedni peron. Do teraz nie mam pojęcia kim był, ale nie potrafię wystarczająco mu podziękować. Wreszcie znalazłem się w właściwym pociągu.

Jednak nie wiedziałem, gdzie wysiąść.

Znałem tylko nazwę stacji, ponieważ anioł napisał ją dla mnie. Przy każdym zatrzymaniu pytałem ludzi “czy to tu? czy to tu?”

Po jakimś czasie jedynymi ludźmi w pociągu byłem ja i trzy zakonnice. Pytałem je “tu? tu?”

– Nie, nie, proszę pana nie.

Po trzecim lub czwartym razie zaczęły być mną poirytowane. Ostatecznie wysiadłem w odpowiednim miejscu. Wysiadłem i rozejrzałem się dookoła. Co zobaczyłem?

Nic. Nie było nawet ławki. Tylko wiatr. Szzzzz.

Pomyślałem, dobra, teraz jestem całkowicie zgubiony. Bez telefonu. Bez anioła. Bez zakonnic.

Jak wydostanę się z takiej sytuacji?

Zdecydowałem, że zaczekam na pomoc. Minęło 5 minut. 10 minut. Pół godziny. Godzina. Dwie godziny. Nikt nie przyjechał. Zaczęło robić się ciemno.

Minęło 6 godzin.

Nareszcie zauważyłem światło nadjeżdżającego samochodu. Był to dyrektor klubu. – Bardzo przepraszam. Myśleliśmy, że uciekł ci pociąg. Bla, bla, bla – powiedział. Zabrał mnie do drużynowego hotelu w wiosce, gdzie dostałem dres i buty. Zobaczyłem się w lustrze i powiedziałem “o mój Boooooże.” Byłem najszczęśliwszym chłopcem na świecie. Potem zadzwoniłem do mamy. – Mamusiu, dasz wiarę? Ci ludzie podają nam jedzenie! Siedzimy tu jedząc trzema zestawami sztućców!

Zaczęła płakać.

Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego dnia na Sycylii. Przyjechałem tam, kiedy dziecko ze swoim tatą zaczęli pokazywać palcami w moim kierunku i zapytali się czy mogą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Co? Nie zagrałem jeszcze ani jednego meczu, a ci ludzie wiedzą kim jestem?

Zapytałem dlaczego chcą ze mną zdjęcie. – Bo nigdy wcześniej nie widzieliśmy czarnej osoby – odpowiedziało dziecko.

Wow…

Witamy na Sycylii.

Moi koledzy z drużyny też byli zaskoczeni, kiedy mnie zobaczyli. Byłem jedynym czarnym piłkarzem w składzie. Ludzie nie rozumieją wielu rzeczy odnośnie czarnoskórych ludzi, ale to była bardziej niewiedza niż rasizm. W rzeczywistości Sycylijczycy byli bardzo wielkoduszni. Mogłem przechodzić ulicą, a oni zapraszali mnie do swoich domów na kolację. Mówili mi, że jestem jednym z nich.

Niemiłe rzeczy zdarzały się na wyjazdach. Ludzie wydawali małpie odgłosy, przeżuwali banany. Było ciężko. Jednak jestem z Les Ulis. Jestem twardy. To mnie pobudzało.

Rok później zasiliłem Monzę w Serie B, a w kolejnym sezonie przeszedłem do Nicei, która była w francuskiej drugiej lidze. W tamtym momencie byłem napastnikiem, ale kiedy nasz lewy obrońca był kontuzjowany, trener Sandro Salvioni postawił mnie w obronie. Byłem zły. – Nie możesz mi tego zrobić! Jestem napastnikiem! – powiedziałem do niego. Miałem z tym problem, bo dobrze grałem na tej pozycji. – Pat, wiesz dlaczego jesteś taki dobry na tej pozycji? Bo jej nienawidzisz – powiedział mi Salvioni pewnego dnia.

Miał rację. Atakowałem jak szalony, bo chciałem wszystkim pokazać, że jestem napastnikiem. Skierowałem swój gniew na grę. Podczas mojego drugiego roku zostaliśmy drużyną sezonu i awansowaliśmy do wyższej ligi. Podpisałem kontrakt z Monaco, jednym z największych klubów w Francji. Dostałem swoją pierwszą wysoką pensję.

Przeczytaj również:  Ralf Rangnick: nie mogę doczekać się spotkania z sir Aleksem Fergusonem

Kupiłem mamie dom.

Jednak wciąż musiałem stawić czoło wielu wyzwaniom. Ludzie zaczęli o nas mówić, kiedy dostaliśmy się do finału Ligi Mistrzów w 2004 roku, ale najbardziej szalona sytuacja w Monaco przydarzyła się, kiedy zagrałem w meczu dla reprezentacji Francji do lat 21. Przeciwnik stanął na moją stopę i bardzo ją uszkodził. – To strasznie boli. Nie mogę zagrać. Nie mogę nawet chodzić! – powiedziałem w szpitalu trenerowi Monaco, Didierowi Deschampsowi.

Zespół mnie jednak potrzebował, więc lekarze próbowali zrobić wszystko, żeby uśmierzyć ból. Nic nie pomagało. – Dlaczego nie spróbujemy starej metody? – powiedział ktoś ze sztabu szkoleniowego.

– Co masz na myśli? – wszyscy pytali.

– Wsadźcie kawałek kurczaka do jego buta – odpowiedział.

Brzmiało to jak szaleństwo, ale wiecie, że jestem otwarty na wszelakie propozycje. Poszedłem do lokalnego rzeźnika. – Czego chcesz? – zapytał rzeźnik.

– Kawałek kurczaka. Mały kawałek – odpowiedziałem.

– Mały? Jak to? – zapytał.

– Muszę wsadzić go do buta – odpowiedziałem.

Zaśmiał się. Wróciłem do domu z kurczakiem. Zamówiłem nowe buty: jeden w rozmiarze 42,5, a drugi w rozmiarze 44. Podałem piłkę. Och. Czułem się dobrze. Bolało, ale było dobrze. Skończyło się na tym, że grałem z kurczakiem przez 4 miesiące. Nie trenowałem w ten sposób, bo moja mama nigdy nie wybaczyłaby mi takiego marnotrawstwa, ale przed każdym meczem składałem wizytę rzeźnikowi.

– Dzień dobry Patrice. To co zwykle, tak?

Kurczak sprawił, że grałem tak dobrze, że w styczniu 2006 podpisałem kontrakt z Manchesterem United. Może pamiętacie, że mój debiut nastąpił w meczu na wyjeździe z Manchesterem City. Wielkie derby. Mecz zaczął się o 12:45, co nie było czymś normalnym dla mnie jako Francuza. Nie jem dużych śniadań, więc nie wiedziałem co zjeść, żeby być dobrze przygotowanym. Zjadłem makaron i fasolkę. Źle się poczułem. Wymiotowałem. Poszedłem do swojego pokoju i zastanawiałem się co mam robić.

Czy powinien powiedzieć Fergusonowi, że nie mogę zagrać, bo źle się czuję?

Nie Patrice, nie możesz. Będziesz wzięty za słabego i wystraszonego. Musisz zagrać.

W autobusie jadącym na stadion, miałem zawroty głowy. Było słonecznie, było gorąco. W Manchesterze! Daj spokój… Wyskoczyłem do główkowania z Trevorem Sinclairem. BUM! Łokieć wylądował na mojej twarzy. Wszędzie krew. Traciłem kontrolę. Znacie takie kreskówki, gdzie chmurka pokazuje co dany bohater myśli? Moja chmurka mówiła: “o mój Boże, ci faceci są tacy szybcy, tacy silni. W Monte Carlo było tak świetnie…”

Przeczytaj również:  Sir Alex Ferguson: Robbo był moim najwspanialszym kapitanem

W połowie przegrywaliśmy 0:2. Ferguson był wściekły. – A ty Patrice. Dla ciebie to koniec. Siadasz i teraz będziesz tylko oglądał, bo widocznie musisz się nauczyć angielskiego futbolu – krzyczał. Ściągnąłem buty, wytarłem krew. Przegraliśmy 1:3. Byłem bardzo przygnębiony.

Kilka miesięcy później, Francja wybrała swój skład na Mistrzostwa Świata w 2006. Moi koledzy z drużyny Luis Saha i Mikaël Silvestre znajdowali się w składzie, ja nie. Tym razem nie byłem przygnębiony, byłem wkurzony. Całe lato spędziłem na siłowni, oglądając jak moi koledzy z klubu doszli z Francją… do finału. Do finału! Wyobrażacie to sobie! Wiedziałem, że powinienem tam być!! Serio, chciałem wszystko zdemolować. Trenowałem jak szalony. Więcej ciężarów, więcej powtórzeń. Więcej bólu. Nie pojechałem nawet na wakacje.

Nie rozumiałem, co znaczy gra dla United. Włączyło mi się myślenie, że jestem piłkarską wielką szychą, jednak United jest większe niż cokolwiek innego. Można grać w meczu pucharowym z drużyną z piątej ligi, a i tak na stadionie pojawi się 76 tysięcy ludzi. W Monaco graliśmy przed 6 tysiącami kibiców. Było tak cicho, że dało słyszeć dzwoniący telefon na trybunach. Nie żartuję.

Kiedy przed rozpoczęciem sezonu wróciłem do United, byłem silniejszy i szybszy niż kiedykolwiek wcześniej. A potem, pffff… byłem nie do zatrzymania. Dlatego zawsze mówię, że mecz z City był moim punktem zwrotnym w United. Potrzebowałem tego doświadczyć, potrzebowałem poczuć się jak nikt.

Dzięki temu uświadomiłem sobie: musisz ciężej pracować, mój przyjacielu.

Czuję, że w United odnalazłem swój charakter. Pozwólcie, że wam wytłumaczę. Jeśli wszedłeś do naszej szatni przed meczem, powiedziałbyś: “to jest niemożliwe.” Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Byłem DJ-em, grającym rocka, rap, R&B. Jeśli wszedłby Ferguson, powiedziałby: “co to za muzyka, do cholery?”, wtedy zagrałbym mu coś Sinatry. To miejsce było wielką imprezą. Kiedy przychodził czas na mecz, szef odchrząknął i wyglądało jakby ktoś przycisnął przełącznik. Zatrzymywała się muzyka. Kończyły się rozmowy. Byliśmy wojownikami, gotowymi umrzeć jeden za drugiego. Zachodząca zmiana była niesamowita.

Taki charakter i profesjonalizm mieliśmy w United. Bawiliśmy się, ale kiedy przychodził czas na pracę, pracowaliśmy. Takie było moje DNA, w 100%. Dlatego związałem się z tym klubem. W pewnym momencie dedykowałem United tak wiele, że zaczęło to wpływać na moją rodzinę. Myślałem, kurczę, chyba idzie to za daleko.

Wiecie jaki transparent noszą dookoła kibice?

UNITED DZIECI ŻONA

W TEJ KOLEJNOŚCI.

Jest on zabawny. Ale tak na serio, to wszystko czego potrzeba, żeby osiągnąć sukces w United. Z grą dla tego klubu wiąże się wielka odpowiedzialność. Na przykład pierwszą rzeczą, którą zrobiłem grając w United było kupienie kilku płyt DVD i nauka historii tego klubu. Kiedy gdzieś przechodzisz, musisz znać opowieści o klubie, bo będziesz jednym z tych, który będzie o nie dbał.

Opuszczenie United w 2014 było jedną z najcięższych decyzji, które musiałem podjąć. Innym razem opowiem wam więcej na ten temat, ale chciałem przejść na emeryturę w United.

Jednak kiedy zdecydowałem się odejść, byłem szczęśliwy, że dołączyłem do Juventusu. Moje 18 miesięcy gry dla Juventusu sprawiły, że gra dla United była jak wakacje. Bardzo dużo biegaliśmy. Kiedy utrzymaliśmy czyste konto, mówili nam, że pozwoliliśmy na za dużą liczbę rożnych. Pewnego razu, kiedy piętnastoma punktami prowadziliśmy w lidze, ale przegraliśmy z Torino, następnego dnia na treningu panowała atmosfera, jakby ktoś umarł. Pamiętam jedną z sesji treningowych, kiedy Claudio Marchisio wymiotował i musiał przerwać trening. Kiedy zakończyliśmy trening i wszyscy schodziliśmy z boiska, trener powiedział do niego: nie, nie, musisz skończyć, to co robiłeś. Chłopak był chory, ale dokonał tego.

Taki był Juventus.

Ludzie, ale United. United było inne. United było… jak ja.

Kiedy odszedłem z Juve, tęskniłem za uczuciem zwycięstwa… Teraz kiedy mam 38 lat, czuję, że nadszedł czas na emeryturę.

Moim celem jest bycie najlepszym człowiekiem, jakim tylko mogę być.

Może nie powinienem tego mówić, ale otworzyłem dwa schroniska w Senegalu, które umożliwiają 400 dzieciom dobrze zjeść i pójść do szkoły. To jest największe osiągnięcie w mojej karierze. Będę kontynuował moje filmiki i “I love this game”, ponieważ chcę się dzielić z wami moim szczęściem. Nie potrafię wytłumaczyć jak wdzięczny czuję się, kiedy ktoś mówi mi: “Patrice, straciłem tatę, a oglądanie jednego z twoich wideo przywróciło mi uśmiech.”

Co przypomina mi też o pandzie. W niektórych filmikach spędzam czas z pandą lub jestem za nią przebrany. Będę tańczył i śpiewał,i takie tam, a potem powiem: “Bądź jak panda! Jestem czarny, jestem biały, jestem Azjatą i jestem pulchny. Powiedz nie rasizmowi!”

To silne przesłanie. Mam nadzieję, że panda sprawi, że ludzie uświadomią sobie, że wszyscy jesteśmy tacy sami, że wszyscy powinniśmy sprawić, że świat będzie lepszym miejscem. Nie osądzaj ludzi przez pryzmat ich wagi, koloru ich skóry, ich włosów czy ich oczu. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Jesteśmy jedną wielką rodziną.

Panda przypomina mi o mowie Fergusona, którą wygłosił przed naszym finałem Ligi Mistrzów z Chelsea w Moskwie w 2008. Byliśmy w szatni, kiedy wszedł szef. Jak zwykle przestała grać muzyka. Można było usłyszeć muchę. – Ja już wygrałem… – powiedział wtedy Ferguson.

Rozejrzeliśmy się po sobie.

– Ja już wygrałem. Nie musimy grać tego meczu – mówił.

Zastanawialiśmy się, co ten człowiek wygaduje? Gra przecież jeszcze się nie zaczęła.

Wtedy Ferguson zwrócił się do mnie. – Patrzcie na Patrice’a. Ma 24 braci i sióstr. Wyobrażacie sobie, jak ciężko jego matka musiała pracować, żeby jedzenie stało na stole… – powiedział.

Odwrócił się do Wayne’a Rooney’a.

– Spójrzcie na Wayne’a. Dorastał w najcięższej dzielnicy Liverpoolu…

Odwrócił się do Park Ji-sunga.

– Spójrzcie na Ji, którzy przybył tu z Korei Południowej…

Moim jedynym celem jest bycie najlepszym człowiekiem, jakim tylko mogę być.
Jak szef opowiadał nasze historie, zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że nawiązywał do bractwa. Byliśmy nie tylko piłkarską drużyną, byliśmy ludźmi z wszystkich zakamarków świata, różnych kultur, ras i religii. Teraz byliśmy tu, razem w szatni w Moskwie, walcząc o wspólny cel. Przez piłkę nożną staliśmy się braćmi.

– TO jest moim zwycięstwem! – powiedział Ferguson.

Wszyscy mieliśmy gęsią skórkę. Wyszliśmy i wygraliśmy Ligę Mistrzów.

To jest Manchester United.

Dlatego kocham tę grę.

Ostatnie sztuki

Koszulka adidas Manchester United Training Top DP6825

Wykonana z najwyższej jakości materiałów, oficjalna replika koszulki treningowej z długim rękawem, w której piłkarze Manchesteru United przygotowywali się do meczów w sezonie 2018/2019. Podkreśli dumę z faktu wspierania drużyny "Czerwonych Diabłów" zarówno w trakcie aktywności sportowej, jak i podczas wyjścia na miasto. Licencjonowany produkt klubowy. Cechy produktu:
  • kolor: jasnoszary, czerwony
  • materiał: 100% poliester
  • naprasowany herb klubu
  • dekolt w kształcie litery V
  • długi rękaw
  • wzmocniona, chroniąca przed wiatrem konstrukcja
  • mankiety z otworami na kciuki, zapewniające lepsze przyleganie do ciała
  • wykorzystana technologia adidas Climalite
Technologia adidas Climalite:
  • odprowadza wilgoć od skóry
  • zapewnia maksymalną lekkość i miękkość materiału
  • przynosi uczucie chłodu i komfortu termicznego nawet w najgorętszych warunkach

Dyskusja

Najnowsze

ManUtd.pl ocenia: brazylijska magia, niemiecka precyzja

Manchester United w 15. kolejce Premier League pokonał Crystal Palace skromnie, 1:0 , ale Ralf Rangnick mógł być zadowolony...

Diogo Dalot po meczu z Crystal Palace: Fred to underdog

Diogo Dalot może w ostatnich tygodniach liczyć na nieco więcej gry i choć od powrotu z Milanu nie potrafił...

Konferencja prasowa Rangnicka po wygranej z Crystal Palace: nie spodziewałem się takiej gry po moich zawodnikach

Ralf Rangnick spotkał się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji prasowej, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące jego debiutu na ławce...

Bruno Fernandes po wygranej z Crystal Palace: mogliśmy wypracować lepszy rezultat w pierwszej połowie

Manchester United pokonał na własnym boisku Crystal Palace 1:0 w ramach 15. kolejki Premier League. Bruno Fernandes w pomeczowym...
- Reklama -

Ralf Rangnick dla MUTV: przed meczem uznałem, że przyda nam się kontrola w środku boiska

Ralf Rangnick musiał wywiązać się z medialnych obowiązków po swoim debiucie na stanowisku menedżera Manchesteru United. W klubowych mediach...

Fred po meczu z Crystal Palace dla MUTV: strzelenie gola przed własną publicznością to dla mnie ważny moment

Kariera Freda na Old Trafford pełna jest wzlotów i upadków. Raz publiczność wypycha go z klubu za proste błędy,...

Ralf Rangnick dla BBC po meczu z Crystal Palace: najbardziej cieszy mnie czyste konto

Nowo upieczony tymczasowy menedżer Manchesteru United stanął w oku kamer po debiutanckim zwycięstwie na angielskim gruncie przeciwko Crystal Palace....

Fred zapewnia wygraną z Crystal Palace w debiucie Ralfa Rangnicka

Manchester United dzięki pięknej bramce Freda pokonał Crystal Palace 1:0 w spotkaniu 15. kolejki Premier League, które dało przedsmak...

Najważniejsze

Konferencja prasowa Rangnicka po wygranej z Crystal Palace: nie spodziewałem się takiej gry po moich zawodnikach

Ralf Rangnick spotkał się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji prasowej, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące jego debiutu na ławce...

Fred zapewnia wygraną z Crystal Palace w debiucie Ralfa Rangnicka

Manchester United dzięki pięknej bramce Freda pokonał Crystal Palace 1:0 w spotkaniu 15. kolejki Premier League, które dało przedsmak...

Może Cię także zainteresować

0