Getty Images

Scott McTominay w swoim najnowszym wywiadzie dla stacji Sky Sports przyznał, że nie chce wyznaczać sobie i kolegom z drużyny konkretnych celów na nadchodzący sezon. “Czerwone Diabły” chcą po prostu zdobyć jakieś trofea.

Mierzący obecnie ponad 190 cm wzrostu Szkot jest obecnie dominującą postacią w środku pomocy Manchesteru United, jednak nie zawsze tak było. 22-latek dołączył do klubu z Old Trafford w wieku 5 lat, ale rozwinął się fizycznie dość późno.

– Dla mnie to coś nowego – posiadanie takiego wzrostu, jaki mam, posiadanie takiej wagi, jaką mam czy też takiej siły biegu, jaką posiadam. Gdy byłem młodszy nie posiadałem takich atrybutów, więc zajęło mi trochę czasu zanim nabrałem odpowiedniej równowagi i kontroli nad piłką. Wszystko jest trochę inne – mówił McTominay.

– Kiedy moje ciało zaczęło rosnąć, ludzie zaczęli mówić: “Wow, to się nazywa transformacja”, ale sam przyjąłem to tak, jak jest – dodał.

Podczas gdy McTominay zmagał się z problemami natury rozwoju fizycznego, mógł znaleźć wsparcie w byłym już młodzieżowym zawodniku Manchesteru United, Joe Riley’u, który w maju ubiegłego roku przeniósł się do Bradford.

– Pozostawałem w dobrych relacjach z Joe Rileyem. Był kimś na kogo spoglądałem jak na mężczyznę będącego w tym samym wieku. Zawsze tego chciałem. Chciałem móc konkurować z wielkimi chłopakami – mówił dalej McTominay.

– Joe był dla mnie dobry. Zawsze mnie uspokajał i powtarzał, że dobrze radziłem sobie na treningu, nawet jeżeli nie było tak dobrze. Zawsze do mnie przychodził i sprawdzał czy wszystko u mnie w porządku. Na zawsze będę o tym pamiętał. Mieszkaliśmy razem przez pięć lat i to mnie naprawdę wzmocniło – dodał.

Ścieżka z klubowej Akademii do pierwszego składu Manchesteru United nie jest łatwa i nie każdy przez nią przeszedł. Joe Rileyowi oraz Scottowi McTominayowi się to udało.

– Przechodzenie przez kolejne szczeble młodzieżowe było trudne. Gdy teraz spojrzę wstecz i powspominam, w jaki sposób to przechodziłem, to jest to szalone. Jednak trzeba przez to przejść – mówił dalej.

W minionym sezonie Premier League Manchester United był drużyną, która dała pograć najwięcej minut swoim wychowankom, podtrzymując tym samym wieloletnią tradycję. W ostatnich latach z sukcesem do pierwszej drużyny przebili się Scott McTominay, Jesse Lingard i Marcus Rashford. Jaki za tym stoi sekret?

– Miałem wokół siebie dobrych ludzi. Takich jak Paul McGuiness czy Warren Joyce. Trenerzy, którzy są niesamowicie pomocni w wychowywaniu takich piłkarzy jak ja, Marcus Rashford, Axel Tuanzebe i inni – kontynuował.

– To nie przypadek, że przebiliśmy się przez kolejne szczeble młodzieżowe poprzez tych samych trenerów. Tych, którzy są na wylot przesiąknięci Manchesterem United – dodał.

Mimo to Manchester United nie może przyjąć na siebie wszystkich zasług za rozwój Scotta McTominaya.

– Kiedy byłem młodszy, ja i mój tata, chodziliśmy na nartach biegowych. Robiłem to także w szkole. Zwykliśmy biegać 5 kilometrów promenadą Morecambe. Między nami panowała duża rywalizacja. Mówił do mnie: “Pokonam cię”, a ja mu odpowiadałem: “Nie ma szans”. Stąd wzięła się zdolność do konkurowania z innymi – wspomina Szkot.

– Nawet grając w snookera w ogrodzie za domem, gdyby kiedykolwiek pozwolił mi wygrać, to byłbym wściekły, ponieważ to jest zwykłe oszustwo. Nigdy bym tego nie przyjął.

– To są lekcje, do których wracam i myślę, że właśnie dlatego nie potrafię zaakceptować porażki. Przez te gry w bilard w ogrodzie, wspólne biegi. Zawsze chciałem go pokonać, grając także w piłkę i robiąc podobne rzeczy. Świetnie spędziłem z nim czas – dodał.

Poprzedni sezon był dla McTominaya dziwnym doświadczeniem. Najpierw słaby początek kampanii w wykonaniu Jose Mourinho, który pozwolił mu zadebiutować w pierwszej drużynie pod koniec sezonu 2017/2018. To doprowadziło do zwolnienia Portugalczyka. Następnie drużynę tymczasowo przejął Ole Gunnar Solskjaer, który wygrał 14 ze swoich 17 meczów, a następnie i podpisał kontrakt na stałe. Z kolei na koniec sezonu “Czerwone Diabły” poniosły aż 8 porażek w 12 meczach.

– To było dziwne. Ilekroć patrzy się na tego typu sezon, to porównuje się jego początek i koniec i to było kompletnie kontrastujące. Oczywiście często się tak dzieje, gdy zmienia się menedżera i dzieją się podobne rzeczy. To był jednak sezon pełen momentów w stylu roller-coaster – mówił dalej McTominay.

– Od strzelenia mojej pierwszej bramki w seniorskiej drużynie do tak trudnych wyjazdowych meczów jak ten z Evertonem czy Wolves. To były straszne mecze w naszym wykonaniu. Gdy wracam do nich pamięcią, to nie chcę już nigdy czuć się tak jak po nich. To bolało wszystkich – dodał.

Nie było jednak kaca po poprzednim sezonie i Manchester United rozpoczął obecną kampanię od wysokiego zwycięstwa 4:0 z Chelsea, a Scott McTominay wystąpił w pierwszym składzie.

– Nie można za bardzo się tym ekscytować. Widzieliśmy to w ubiegłym sezonie, kiedy zaliczyliśmy serię 10-15 wspaniałych rezultatów, ale później nie potrafiliśmy już grać w ten sposób, nasze występy były coraz słabsze, a ludzie zaczęli słuchać coraz częściej tego, co mówią inni. Nie można stracić koncentracji nad tym, co przed nami, a tym czymś są zawsze trzy punkty – kontynuował.

Dwa występy z minionego sezonu, które zostały w pamięci McTominaya, to właśnie porażki na Molineux Stadium (w lidze i FA Cup), gdzie w poniedziałek “Czerwone Diabły”, już w ramach kampanii 2019/2020, zmierzą się z Wolverhampton.

– To nie były występy godne Manchesteru United. Musieliśmy wrócić do tego pamięcią i jestem pewny, że gdy każdy do tego wracał, to starał się określić problemy, jakie tam mieliśmy. Przegraliśmy tam dwukrotnie w ciągu dwóch czy trzech tygodni. Trzeba to poprawić i nie chodzi o to, aby o tym mówić, tylko żeby to zrobić – mówił dalej.

Gdzie więc znajduje się United po zwycięstwie 4:0 nad Chelsea? Czy drużyna ta będzie w stanie wrócić do TOP 4 w tym sezonie? Czy będzie walczyć o puchary?

– To trudne pytanie po zaledwie jednym rozegranym meczu w sezonie. Manchester United zbudowany jest na tym, aby wprowadzać do składu młodych piłkarzy i wygrywać z nimi trofea. To właśnie musimy zrobić – tłumaczył McTominay.

– Brak trofeów jest dla nas rozczarowaniem. Jestem pewien, że inni piłkarze oraz sztab szkoleniowy powtórzą tylko te słowa. Naprawdę musimy powalczyć o kilka trofeów.

– Z jednej strony jest Liga Europy, która będzie dla nas w tym sezonie ogromnie ważna, a z drugiej strony jest Premier League, ale nie chcemy wyznaczać sobie zbyt nierealistycznych ambicji ani też zbyt realistycznych. Dla nas po prostu celem w tym roku są trofea – zakończył.

Dyskusja