Getty Images

Aaron Wan-Bissaka w wywiadzie dla najnowszego wydania magazynu “United Review” zdradził m.in. w jaki sposób radzi sobie z nerwami przed kolejnymi meczami, a także dlaczego tak bardzo uwielbia wykonywać wślizgi.

– Chcę po prostu grać swoje, grać bez strachu, robić to, do czego jestem zdolny. Czy byłem zdenerwowany przed swoim debiutem? Nie. Blokuje takie rzeczy. Wiem, co nerwy potrafią zrobić z człowiekiem. Nerwy sprawiają, że człowiek ucicha – mówił Wan-Bissaka.

– Ja mam tak, że zawsze wyczekuję rozpoczęcia meczu. Jestem w szatni i po prostu czekam, myśląc przy tym: “Czy można to przyśpieszyć i ten mecz mógłby się już zacząć?”. Im dłużej trwa to wyczekiwanie, tym bardziej uwidaczniają się nerwy.

– Dlatego też zawsze chcę zakończyć wyczekiwanie i zmierzyć się z tym, co mnie czeka. Chcę wejść w mecz, otrzymywać piłkę tak często jak to tylko możliwe. Dzięki temu trzymam nerwy na wodzy.

– Następnie lubię wykonywać wślizgi, bo po nich nabieram mnóstwa pewności siebie. Fani też w tym pomagają, za co jestem im wdzięczny. Po meczu chcę przejść już do kolejnego spotkania, a potem do jeszcze następnego. To pomaga – dodał.

W pierwszych dwóch meczach Premier League obecnego sezonu Wan-Bissaka wykonał aż 15 pomyślnych wślizgów w walce z rywalami. Jest to najlepszy wynik w całej lidze. Drudzy w tej statystyce Erik Pieters z Burnley i Ricardo Pereira z Leicester City, zaliczyli 13 takich udanych interwencji. Były piłkarz Crystal Palace przyznaje, że uwielbia wykonywać wślizgi.

– Człowieku, uwielbiam grać wślizgiem. Moim celem jest kończenie meczu z największą liczbą wślizgów. Nie jestem zbyt zadowolony, gdy tak się nie dzieje. Z drugiej jednak strony, gdy na to spoglądam po jakimś czasie, to nie oznacza to, że jest to coś negatywnego – mówi dalej 21-latek.

– Może to przecież oznaczać, że dany skrzydłowy nie czuł się wystarczająco pewny siebie, aby wchodzić ze mną w pojedynki, dzięki którym dopiero dawałby mi szansę na wykonanie wślizgu.

– Skrzydłowi tego nie cierpią. Gdy sam grałem jako skrzydłowy, to nienawidziłem, kiedy obrońca rywali wykonywał wślizg. Gdy próbowałem pokonać rywala w pojedynku jeden na jeden, a ten już leciał ze wślizgiem w moją stronę, to myślałem sobie: “Nie chcę znów leżeć na murawie”. Następnie zmieniałem styl gry oraz strefę boiska, po której się poruszałem – wspomina.

Wan-Bissaka w rozmowie dla “United Review” przyznaje, że nie należy do zbyt rozrywkowych chłopaków, ale zdołał już raz “wyjść na miasto” z kolegami z drużyny i czuje się w Manchesterze coraz bardziej jak w domu.

– Czuję, że już się zadomowiłem tutaj. Dwa tygodnie temu znalazłem dom, do którego będę mógł się wprowadzić. Jak dotąd nie wychodziłem zbyt często na miasto. Raz mieliśmy wieczorne wyjście z kolegami z drużyny, aby zacieśnić nasze więzi i było świetnie – opowiada dalej Anglik.

– Zwyczajnie nie jestem typem człowieka, który potrzebuje jakiejś interakcji, ale muszę przyznać, że to było mi zdecydowanie potrzebne. Świetnie było też zobaczyć się z ludźmi spoza środowiska piłkarskiego.

– Jestem nowy w Manchesterze, ale to miłe miasto i czuję, że już się w nim zadomowiłem. Zatrzymałem też swoją koszulkę po meczu z Chelsea, która zostanie oprawiona i zawiśnie na ścianie w moim domu – zakończył.

Dyskusja