Getty Images

Gary Neville rzucił światło na mentalność stojącą za dominacją Manchesteru United za czasów sir Aleksa Fergusona. Anglik opowiedział również o tym, jak rywalizacja między klubami szkodziła reprezentacji Anglii na arenie międzynarodowej.

BRAK KOLEGÓW:

– Śmiało można powiedzieć, że w reprezentacji Anglii mieliśmy silną grupę chłopaków z United. Trzeba jednak dodać, że podczas mojego pierwszego zgrupowania w reprezentacji grał tam tylko Gary Pallister i wówczas był jeszcze kontuzjowany. Byłem zdany tylko na siebie.

– W następnym roku do kadry przedarł się Phil [Neville]. Był jedynym zawodnikiem, który przedarł się do pierwszego składu. Przez pierwszy rok, sezon 1995/96, kiedy byłem zdany tylko na siebie, musiałem znaleźć takich kolegów jak Sol Campbell, Jason Wilcox i Nick Barmby.

KLIKA Z UNITED:

– Wokół Mistrzostw Europy w 1996 roku w reprezentacji kręciliśmy się tylko ja i Phil. Potem dołączyli David Beckham, Paul Scholes, Nicky Butt, Andy Cole i Teddy Sheringham. Następnie przyszedł czas na Rio Ferdinanda i Wayne’a Rooneya.

– W pewnym momencie było nas siedmiu lub ośmiu, więc trzymaliśmy się razem. Tworzyliśmy klikę bez dwóch zdań. W grupie znajdowało się pięciu lub sześciu chłopaków, którzy znali się od 12 roku życia. W United również trzymaliśmy się bardzo blisko. Na zgrupowaniach narodowych kończyliśmy ze sobą w jednych pokojach i oglądaliśmy wspólnie telewizję.

– Oczywiście, rozmawialiśmy również z innymi, ale czasami nie były to zdrowe relacje.

NISZCZĄCA DYNAMIKA:

– Nigdy nie pozwoliłbym, aby różnice personalne wpływały na funkcjonowanie reprezentacji Anglii.

– Podczas Euro 96 emanowaliśmy wspaniałym duchem i dotarliśmy do półfinału. Podczas Euro 2004 udało nam się zagrać w ćwierćfinale. W 2006 roku podczas Mistrzostw Świata w kadrze mieliśmy zawodników z Liverpoolu, Chelsea i Arenalu.

– Czy to było niszczące dla naszej kadry? Niektórzy powiedzą, że tak. Ja powiedziałbym jednak, że na boisku odkładaliśmy niesnaski na bok. Z pewnością.

– Gdy zakładałem narodową koszulkę razem z Jaimiem Carragherem, Frankiem Lampardem, Johnem Terrym, Tonym Adamsem, nigdy nie czułem, aby ktokolwiek próbował sabotować działania innych oraz nie dawał z siebie 100%. Nigdy czegoś podobnego nie wyczułem. Najważniejsze jest to, co dzieje się na murawie.

– Piłkarze Realu Madryt i Barcelony potrafią ze sobą współpracować. Czasami widzi się, jak Gerard Pique i Sergio Ramos docinają sobie w mediach, ale obaj wygrali Mistrzostwa Świata.

NIE BYLIŚMY WYSTARCZAJĄCO DOBRZY:

– Wiele debatowano nad duchem reprezentacji Anglii, ale więcej zależało od talentu na boisku. Nie byliśmy wystarczająco dobrzy, aby wygrywać turnieje.

– Gdy nie jesteś wystarczająco dobry, ludzie zaczynają doszukiwać się przeróżnych problemów: podróż, jedzenie, mentalność, słaby selekcjoner.

– Wszyscy cię obwiniają, gdy nie osiągasz oczekiwanych rezultatów. Rzadko się słyszy, że zespół nie jest wystarczająco dobry, skoro nie ma dobrych wyników. Zawsze musi być jakiś inny powód.

ZWIEDZIŁEM CAŁY ŚWIAT, NIE WIDZIAŁEM NICZEGO:

Gary Neville wspomina, że jako piłkarz odbył niezliczoną ilość podróży do różnych miast, ale nigdy nie miał okazji, aby je pozwiedzać, poznać kulturę. Gra w reprezentacji czyniła piłkarzy robotami.

– Jako reprezentant Anglii nie cieszyłeś się na myśl o wyjazdach lub myślałeś, że to zły pomysł. Byłeś jak robot.

– Dostawałeś się na lotnisko w Luton, leciałeś, czekał na ciebie autobus, trafiałeś prosto do hotelu, jadłeś, przebierałeś się, trenowałeś, wracałeś do swojego pokoju, spałeś, budziłeś się, znowu jadłeś, grałeś mecz i wracałeś do domu.

– Kiwam głową i zastanawiam się nad tym, ale taka jest rzeczywistość. Robiłem tak przez 25 lat. Nic innego.

– Gdy przez cztery lata pracowałem jako trener reprezentacji, w dzień meczu po treningu, wychodziliśmy na spacery do miasta, jedliśmy lunch. Wtedy zaczynaliśmy myśleć, że poza piłką istnieje jakiś świat. Jest wiele wspaniałych miast, które warto zwiedzić.

– Pamiętam podróż do Lublany, stolicy Słowenii, to miasto poleciłbym absolutnie każdemu, było fantastyczne. Mistrzostwa Świata w Moskwie również były wspaniałe. Zagłębiasz się i pytasz ludzi, jakie miejsca powinieneś odwiedzić. Robisz tak tylko, gdy jesteś starszy. Jako piłkarz zachowujesz się jak robot, który zazwyczaj gra, je i śpi.

– Podróżujesz dookoła świata, ale nie widzisz niczego. Olbrzymia szkoda. To niewłaściwie.

PRZYJACIELE POZA MANCHESTEREM UNITED:

– Nie.

– Byliśmy na wyspie, na którą nikt nie miał wstępu. Rzeczywistość była taka, że nie dopuszczaliśmy nikogo. Nie ufaliśmy nikomu innemu. Patrzyliśmy tylko na siebie, na kolegów z Manchesterów United. Reszta to tylko znajomi, koledzy, jakkolwiek wolicie ich nazywać.

– W szatni wszyscy byli jednomyślni. Jako piłkarz prawdopodobnie byłem nieprzyjemnym gościem. Nie przeszkadza mi to, że jestem nazywany “Billy No Mates”.

– Skończyłem karierę, trafiłem do mediów i usiadłem naprzeciw ludzi przy jednym stole. Wypiłem z nimi lampkę wina.

– W relacjach z Carragherem był pewien poziom niesmaku. Przerażał mnie pomysł, że mógłbym kiedykolwiek dzielić z nim jeden pokój, nie mówiąc o wspólnym prowadzeniu programu sam na sam rok po roku.

– Ale zaczynasz spotykać się z ludźmi, robić wspólne programy i nagle o wszystkim się zapomina.

– Robiłem Soccerbox z Robertem Piresem. Przywykłem do kopania się z nim na boisku, ale musieliśmy się dogadać. Przez dwie godziny rozmawialiśmy o futbolu i zachowywaliśmy się, jakby wcześniej nic się nie wydarzyło.

Dyskusja