Getty Images

Oficjalny portal klubu ManUtd.com udostępnił fragment autobiografii byłego napastnika Manchesteru United, Michaela Owena, w którym opisuje słynne derby Manchesteru, dzięki którym zapisał się w historii klubu z Old Trafford.

Fragment autobiografii Michaela Owena “Reboot” – zapis oryginalny

Derby Manchesteru z 20 września 2009 roku to mecz, który na zawsze pozostanie w historii futbolu – oczywiście bardziej po czerwonej stronie Manchesteru, niż niebieskiej

City bezsprzecznie rosło w siłę, jednak wciąż to byli tylko hałaśliwi, początkujący sąsiedzi.

Carlos Tevez właśnie przeniósł się z United do City; w całym mieście pojawiły się billboardy “Welcome to Manchester”.

Mark Hughes sądził, że jego zespół ma potencjał, by przechwalać się w całym mieście. Sir Aleks myślał inaczej i bardzo się starał, by to pokazać.

W tym meczu było więcej złej krwi, niż to miało miejsce wcześniej. Kamery skupione na klasyku – i ten jeden raz wszystko przekroczyło najśmielsze oczekiwania.

Gdy usiadłem na ławce i patrzyłem na reakcje wyprzedanego do ostatniego miejsca Old Trafford, pomyślałem, że dla właśnie takich chwil podpisałem kontrakt z Manchesterem United.

W momencie, w którym sir Aleks Ferguson – przy wciąż wiszącym na tablicy wyniku 3:3 – po 78. minucie dał mi znak, bym się przygotował do wejścia, pomyślałem sobie, że jestem tym strzelcem, który zapewni zwycięstwo…

Z tego, co pamiętam, nasza gra się popsuła i straciliśmy piłkę. Podczas rozgrzewki, nagle zauważyłem, że Micah Richards nie trzymał się swojej pozycji.

Tymczasem prawy obrońca grał za szeroko.

Normalnie nie byłoby miejsca do gry w tej strefie. City opanowało piłkę i odzyskiwało teren. Jednak wraz z rozwojem gry i magicznym dotknięciem Giggsy’ego wyczułem pojawiającą się okazję.

Micah Richards nie trzymał pozycji i między nim, a prawym obrońcą pojawiła się duża luka. Bałem się, że nie pokazać mu tego swoimi gestami czy ruchami. Zbyt wczesne machanie rękami mogłoby być ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem.

W tamtym momencie mogłem pozostać tam, gdzie stałem i utrudnić podanie Giggy’emu. Oczywiście, dałby sobie radę. Nie ma piłki, której Giggsy nie umiałby zagrać. Jednak musiałem maksymalnie zwiększyć nasze szanse na zdobycie bramki. Przebiegłem kilka metrów, by dać mu dodatkowe trzy lub cztery metry wolnej przestrzeni do podania.

W tych ułamkach sekund sprawdzałem kąt, liczyłem procent szans na powodzenie, Biegnij dalej to będzie miał jeszcze łatwiej wykonać podanie, ale za to ty będziesz musiał wykończyć z ostrzejszego kąta. Stań bliżej środka to znowu jego podanie będzie musiało być perfekcyjne.

Obliczenia zrobione. Nadszedł czas, by się ustawić pod odpowiednim kątem i dać Giggsy’emu znak, że jestem gotowy. Mimo iż wydawało mi się, że ułatwiłem mu zadanie to nadal było to trudne podanie. Wolne przestrzenie na krawędzi szesnastki rzadko są otwarte dłużej, niż dwie sekundy. Musiał podać na tyle mocno, by piłka trafiła do mnie, ale jednak nie przesadzić, bym mógł ją szybko opanować.

W ostatniej chwili podniosłem ręce do góry, by się upewnić, że mnie zauważył… on tylko podniósł głowę i machnął lewą nogą. Miał dosłownie dziesięć jardów [ok. 90cm przyp.red.], by uderzyć piłkę. Brzmi, jak bułka z masłem i rzeczywiście dla Giggsy’ego to była łatwizna – ale musisz to zrobić pod presją. I zrobił to.

Jak tylko uderzył piłkę, wiedziałem dokładnie, co mam robić. Od tego momentu wszystko, co muszę zrobić to skoncentrować się na przyjęciu piłki. Wiedziałem, że jeśli wypuściłbym sobie piłkę za szeroko to moje szanse byłyby w okolicach jeden do dziesięciu. Nie miałem innego wyjścia, tylko przejąć piłkę zewnętrzną częścią prawej stopy i zatrzymać ją w miejscu. Od tego momentu, w teorii, reszta to automatyzm.

Wszystko wydaje się łatwe, ale jak tylko zobaczyłem, jak Giggsy podnosi głowę, każda część mojego ciała krzyczała, o mój Boże… gol!

Moje oczy się rozświeciły. Serce biło, jak szalone. Nie da się opisać. Musisz zachować zimną krew. Często zastanawiałem się, kiedy nauczyłem się panować nad emocjami, kiedy stoisz na przeciwko piłkarza wartego kilka milionów funtów. Z perspektywy czasu, myślę, że to połączenie wrodzonych umiejętności oraz praktyki.

Oczywiście, dzięki temu, że grałem w piłkę od wielu lat, widziałem każdy możliwy scenariusz wykończenia tej akcji. W akcie strzelania bramek nie było nerwowości. Jednak wciąż w sytuacji takiej jak ta, 3:3 w derbach Manchesteru, to może cię przerosnąć.

Tak więc w półtorej sekundy, zanim piłka dotknęła mojej stopy, odrzuciłem wszystko poza skupieniem się na przyjęciu jej. Nie było już Giggsy’ego. Serca wszystkich kibiców zaczęły bić mocniej, moje, strzelca, wręcz przeciwnie. Tłum… nie istniał.

Shaun Wright-Phillips, wracał, by rzucić mi wyzwanie – zapomnij o tym. W tym momencie zostałem tylko ja w obszernym polu karnym na Old Trafford – sam, w głowie mając pierwsze przyjęcie piłki dla drużyny.

To wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy. Po raz kolejny w karierze, cel był malutki. Szansa na bramkę stała między mną, a bramkarzem City, Shay’em Givenem. Pierwsze przyjęcie było świetne. I uderzyłem – prosty strzał prawą nogą, to wszystko, co mogłem zrobić – i znowu ta myśl, weszło…

Świat wokół mnie ponownie zaczął istnieć.

Old Trafford eksplodowało.

Trener i inni gracze mnie oblegli.

Rio Ferdinand był tym, który poczuł największą ulgę, ponieważ to jego błąd doprowadził do trzeciej bramki City. Pamiętam, że podczas celebracji w pobliżu rogu boiska, usłyszałem kilka emocjonalnych słów, w stylu “właśnie uratowałeś mi życie kolego”.

Godziny po meczu to był czas radości i ulgi. W tak ważnym meczu strzeliłem bramkę, która zapisała się w historii.

Wtedy dotarło do mnie, że to bramka, dzięki której będę tu pamiętany na zawsze.

Żyłem dla takich chwil.

Dyskusja