Getty Images

Jurgen Klopp wziął udział w konferencji prasowej przed meczem z Manchesterem United. Menedżer Liverpoolu wypowiedział się między innymi na temat dyspozycji najbliższego rywala oraz pozycji Ole Gunnara Solskjaera.

Zacznijmy od wiadomości związanych z drużyną. Alisson, Joel Matip, Mo Salah – były w związku z nimi wątpliwości. Jak teraz wyglądają?

– Lepiej. Ale jak dobrze, będziemy musieli zobaczyć, taka jest prawda. Zostały jeszcze dwa dni, dwie sesje treningowe. Musimy podjąć decyzje. Nic jeszcze nie zostało w pełni rozwiązane.

Jeśli chodzi o historię i pasję, to mało jest w Anglii, o ile w ogóle, meczów, które mogą równać się z tym najbliższym. Wyniki Liverpoolu na Old Trafford nie są dobre, ty jeszcze tam nie wygrałeś jako menedżer. Jak bardzo jesteś pewny, że twoja drużyna jest w pozycji, która umożliwi zmianę tego stanu rzeczy?

– Nigdy nie walczyłem z pewnością siebie, jeśli mam być szczery. Nie wiem z jakiego powodu. Prawda jest taka, że nie jestem pewny. Nigdy nie jestem pewny przed meczem, po prostu. Jestem optymistą, mamy szansę – uważam tak przed każdym spotkaniem. Historia w tym wypadku nie jest najistotniejsza, ale na pewno daje mały znak. Chcemy tworzyć i korzystać z atmosfery na Anfield, która jest dla nas bardzo pomocna, ale Old Trafford ma podobne nastawienie. Jestem pewny, że oni już nas wyczekują i są gotowi. Powiedzieli, że jesteśmy perfekcyjnym przeciwnikiem. To są te wszystkie rzeczy, które możesz zobaczyć, ale nie musisz. Nie sądzę, żeby było dużo zespołów, które bardzo chciałyby z nami zagrać w tym momencie, wygląda na to, że Manchester United jest jedyną taką drużyną, a my musimy się upewnić, że to nieporozumienie. Ale to całkiem normalne. Robiłbym dokładnie to samo, gdyby sytuacja była odwrotna. “To jest mecz, którym możemy zmienić świat”. W taki sposób przygotuję chłopaków na ten mecz, więc dlaczego Ole miałby tego nie zrobić? Widzę to i na to mogę mieć wpływ, ale historia, statystyki są czymś, z czym nie mogę nic zrobić.

Jeśli potraktujemy ten mecz jako największą rywalizację w angielskim futbolu, to jak bardzo cieszysz się takim rodzajem spotkań?

– Bardzo, bardzo. To jest coś ekstra. Myślę, że rozmawialiśmy na podobne tematy na konferencjach już wiele razy. Uwielbiam przygotowywać się do takiego meczu przez cały tydzień czy dwa. Teraz mieliśmy przerwę reprezentacyjną, ale to taka sama sytuacja dla obu zespołów. Wszyscy wrócili ze zgrupowań zdrowi, co jest bardzo ważne, mieliśmy więc trzy czy cztery dni, żeby całym składem przygotować się do tego meczu. To jest nawet trochę komfortowe, lepsze niż dwa dni. Kocham takie mecze, ale także na konferencji jest o tym głośno, więc dla ciebie również jest to na pewno bardzo ekscytujące. Wszystko dookoła tego – statystyki, historia, a na koniec i tak musimy grać w piłkę i walczyć. Będziemy walczyć na 100%. I mam nadzieję, że przyniesie to dobry skutek. To jedyne, o co się martwię. Chciałbym zobaczyć mieszankę świetnego podejścia do meczu i odważnego futbou i tego zamierzamy spróbować. Wszystkie rzeczy, które napisaliście bądź powiedzieliście w ciągu ostatnich kilku tygodni nie będą mieć żadnego wpływu na mecz. To tylko sprawia, że Manchester United jest bardziej zdeterminowany, by odmienić sytuację. I na pewno będą próbowali to zrobić. Nam jednak zależy na poprawieniu swojej sytuacji, więc zobaczymy, czyje chęci będą mocniejsze.

Oczekiwania są takie, że Liverpool powinien wygrać i nie powinno to nikogo dziwić biorąc pod uwagę aktualną dyspozycję Manchesteru United. Jak reagujesz na te oczekiwania płynące spoza klubu, jak sobie z tym wewnętrznie radzisz? Jesteś bardziej na straży?

– Ignoruję. Ignoruję. Ta gra jest prosta, nie gra przeciwko Manchesterowi United, ale ogólnie. Powiedziałem ci to na antenie Sky, gdy stworzyłeś najlepszą jedenastkę z obydwu drużyn i umieściłeś w niej jedenastu piłkarzy Liverpoolu. To jest żart. To jest to, co ludzie chcą zobaczyć. Świat na ten moment jest cyrkiem, a my jesteśmy w środku. Niektórzy ludzie chcą, żebyśmy wygrali, niektórzy życzą nam porażki. To może mieć na ciebie wpływ albo nie. Mówiąc szczerze – na mnie nie ma. Jestem w pełni świadomy siły Manchesteru United, oczekuję ich najlepszej możliwej jedenastki. Cztery dni temu, o ile się nie mylę, Ole powiedział, że “nie ma szans” dla Davida De Gei czy Paula Pogby, dzisiaj to już tylko “może”, a jutro może być “na pewno”. Wróci Martial… Tak te mecze wyglądają, nie mam z tym problemu. Jestem jednak na tyle stary i na tyle doświadczony, by ocenić wszystkie te rzeczy we właściwy sposób. Musimy być bardzo, bardzo żywi, emocjonalni tak bardzo, jak to tylko możliwe. Musimy być płynni i konkretni w wielu momentach, ale też musimy szanować ich siłę. To bardzo dobry zespół, który znalazł się w sytuacji, w której nie chce być i którą chce zmienić. Musimy jednak być na stanowisku, że jeśli chcą ją zmienić, to muszą zacząć ją zmieniać od następnego tygodnia.

Jurgen, z twojego doświadczenia – jak intensywny jest wyjazd na Old Trafford?

– Mecze Premier League, wszystkie, są bardzo intensywne. Nagromadzenie tej intensywności jest bardzo podobne. Trochę zależy to od godziny rozpoczęcia meczu, czasem masz więcej czasu, gdy grasz wieczorem, czasem mniej, gdy grasz o 12, ale to wszystko. Intensywność rośnie i rośnie, a potem pierwszy gwizdek i zaczyna się mecz. To wszystko dookoła… Nie zdawałbym sobie sprawy z różnicy pomiędzy tymi meczami, gdyby nie to, że dzisiaj na konferencję przyszło 500 osób. Dla mnie przygotowanie jest takie samo, z pewnymi specyficznymi aspektami, które musimy przygotować. Oni też, więc cokolwiek nie zrobią, my musimy być na to przygotowani i umieć na to odpowiedzieć. Inne rzeczy są jednak takie same. Jest duże zamieszanie wokół nas, w które nie jesteśmy zaangażowani. Zdajemy sobie z niego sprawę, czujemy to, ale to jest ta pozytywna część tej ekscytacji, naprawdę nie możemy się doczekać, by już rozegrać ten mecz. Jeśli ktoś mi powie, że nie wygraliśmy tam odkąd zostałem trenerem, to powiem mu, że nie wiedziałem, bo nie myślę o takich rzeczach. Ale trzeba spróbować zrobić to po raz pierwszy. Jeśli nie damy rady wygrać, trzeba się zaprezentować w najlepszy możliwy sposób. Jeśli po czymś takim nas pokonają – gratulacje. Tak to wygląda, nie jesteśmy nerwowi z powodu serii zwycięstw i historii, jaką możemy napisać, nie myślimy o tym. Jesteśmy zrelaksowani, ale przy tym bardzo ambitni.

Jeśli patrzysz na to, jak Manchester United zaczął ten sezon, myślę że każdy oczekuje od nich poprawy prędzej czy później. Jeden z ich letnich nabytków, Daniel James, już zdążył wywrzeć wpływ na zespół. Biorąc pod uwagę jego szybkość, bezpośredniość i twój styl gry obrońcami, to może być problematyczny zawodnik dla ciebie.

– Daniel jest naprawdę dobrym piłkarzem, absolutnie. Szanuję szybkość, którą posiadają. Myślę, że Martial wróci, na boisku będą Rashford i James. Oni wszyscy są szybcy i mają dużą jakość. Jeśli Martial nie zagra, mają to samo w osobach właśnie Rashforda i Jamesa. Wokół nich będą budować swoje ataki. Nie moją pracą jest mówić o tym, a dla Ole to nie jest łatwa rzecz – mieli bardzo dużo kontuzji. Ludzie zawsze myślą, że ktoś jest powodem tego, że jest tyle urazów, ale to nie tak, oni ich doznali głównie przypadkowo. Wszystko się złożyło – liczba tych piłkarzy, fakt, że to byli dla nich kluczowi piłkarze. Nikt nie umiałby grać tak samo w piłkę, gdyby pięciu czy sześciu piłkarzy z wyjściowej jedenastki wypadło, to po prostu niemożliwe. Nie da się grać tej samej piłki. Jeśli nastrój jest inny, możesz osiągać te same wyniki, ale nie możesz grać tej samej piłki. To było dla nich trudne, ale to się zmieni. Później, niestety, inne drużyny najprawdopodobniej będą miały kontuzje i będą musiały sobie z tym radzić, tak wygląda sezon. Musisz przejść przez takie okresy, oni przeszli. Nie śledzę ich, ale myślę, że mogą się przygotować we właściwy sposób. Wokół wciąż jest wiele dyskusji, ale nie sądzę, by one toczyły się w środku, więc mogą się skupić na trenowaniu i przygotowaniu do gry. To jest to, z czym musimy się zmierzyć, a nie z tym, jak ludzie oceniają ich start. Mieli dobre transfery, dobre momenty, punkty, które tracili w ostatnich minutach, nietrafiony karny… to jest pech, nic więcej. Musisz mieć momenty w meczu, podobnie jak w całym sezonie. Na razie najprawdopodobniej ich nie mieli, ale to nie znaczy, że ich nie odzyskają. Szanujemy ich i podchodzimy do nich jak do najlepszego Manchesteru United, z jakim możemy się zmierzyć, a nie jak do tego Manchesteru United, o którym wszyscy mówiliście w ciągu tego tygodnia.

Jeśli spojrzysz na kilka ostatnich meczów ligowych – zwycięstwa rzutem na taśmę z Sheffield czy z Leicester, tworzonych okazji też było mniej. Jak ważne jest to jako punkt odniesienia do całego sezonu, że musiałeś głęboko kopać i mocno kombinować, a wiara cały czas była z tobą?

– Tak, teraz brzmi to tak, że zawsze będziemy strzelać bramki w ostatnich minutach, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. To nie tak. Zrobiliśmy to, ale to nie jest nam dane do końca życia. Musisz na to pracować. Naprawdę podobał mi się mecz z Leicester i nie do końca rozumiałem dlaczego ludzie mówili, że nie zasłużyliśmy na zwycięstwo. Mieliśmy szczęście w sytuacji, w której podyktowano rzut karny, to prawda, ale sam mecz przebiegał w 100% pod dyktando Liverpoolu. Mieliśmy więcej szans niż Leicester w którymkolwiek innym meczu. Gdyby udało nam się zdobyć bramkę, zamknęlibyśmy ten mecz. Leicester nie mogło nic zrobić w tym meczu do momentu, aż odezwało się w nas zmęczenie spowodowane rozgrywaniem bardzo intensywnego meczu z Salzburgiem w środku tygodnia. Leicester środek tygodnia miało wolne. Mieli dużo jakości, ale graliśmy naprawdę dobrze i zasłużyliśmy na zwycięstwo. To nie było szczęście w stylu: “wow, jak oni mogli wygrać ten mecz?”. Chłopcy byli w naprawdę dobrej formie przed przerwą na reprezentacje. Czy możemy grać lepiej? Tak, oczywiście, ale najważniejsze jest to, by grać tak dobrze, jak w danym momencie możesz. Na to wpływ ma wiele różnych rzeczy – przeciwnik, twój ostatni mecz, następny mecz, cokolwiek. Musisz grać najlepiej jak potrafisz w danej chwili i wtedy to zrobiliśmy. Stwarzaliśmy sytuacje, mieliśmy problem z ich wykorzystywaniem, ale pojawialiśmy się w dobrych strefach, to wszystko. Podobał mi się ten mecz, szczególnie początek. Ale to już koniec, nie zależy nam na rozmawianiu zwycięstwach bez dobrego zaprezentowania się, bo uważam, że ten mecz był dobry. Podobną dyskusję mieliśmy rok temu, gdy zaczęliśmy grać w inny sposób. Mówili – “co to jest? Gdzie się podziała ta swoboda, strzelanie pięciu czy sześciu goli?”. Potem zagraliśmy jeden z najlepszych sezonów, albo najlepszy, w mojej karierze. Sezon polega na budowaniu czegoś na takich meczach i robieniu kolejnych kroków, ale nie możesz tych kroków stawiać w presezonie, gdy nikogo nie ma. Nie możesz. Nie mogę zadzwonić do chłopaków i powiedzieć im: “okej, dzisiaj pracujemy nad tym. Zastanów się trochę nad tym, a potem będzie lepiej”. To tak nie działa. Musimy zrobić to w trakcie sezonu. Nie jesteśmy perfekcyjni, ale pracujemy nad poprawieniem się. Jak na razie się udawało, teraz mamy kolejne wyzwanie – naprawdę dobry przeciwnik w ciężkiej sytuacji. To następne wyzwanie dla nas i musimy się upewnić, że jesteśmy gotowi.

Mówiłeś o tych kontuzjach w Manchesterze United… zastanawiam się, czy z punktu widzenia menedżera jest jakaś mentalna przewaga przed meczem? Była jakaś okazja, przy której myślałeś, że to faktycznie pomogło?

– Nie, im mniej menedżer drużyny przeciwnej wie o składzie twojej drużyny, tym lepiej. To jest przewaga. Jestem w Anglii cztery lata i dla mnie to naprawdę dziwne, jak mało wiemy o tym, czy piłkarz jest zdrowy czy nie. W Niemczech pozwalaliśmy dziennikarzom przychodzić na treningi cztery czy pięć razy w tygodniu, więc jeśli ktoś nie trenował… Musisz pracować wyobraźnią. Wstajesz rano, idziesz na trening, nie można było nic ukryć. Nie dało się powiedzieć “prawdopodobnie zagra”, a ostatecznie nie grał. Tutaj, gdy widzisz jakiś skład, często mówisz “o, interesujące. Myślałem, że złamał nogę”. Więc nie, to nie jest część rozgrywki w głowach, to tylko część przygotowań.

Mogę zapytać o Trenta i to, jak się rozwinął w ostatnich latach? Musiałeś coś w nim widzieć, skoro po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce znalazł się na Old Trafford. Co w nim zobaczyłeś?

– To, co teraz pokazuje. Widziałem to. Możliwe dla niego jest to, żeby być prawdziwym piłkarzem Premier League. Widziałem oznaki tego, ciężko nad tym pracował, pracuje nadal, więc może to pokazywać. A propos – on jest w, jak jej tam, Księdze Rekordów Guinessa? Nieprawdopodobne [Trent Alexander Arnold został w niej umieszczony za zdobycie 12 asyst w jednym sezonie – jest to największa ilość “ostatnich podań” od obrońcy w historii Premier League – przyp. red.]. Jako obrońca – nie wiem jak to możliwe, ale zrobił to i wykreował najwięcej bramek w historii. Kolejne niesamowite osiągnięcie. Ale okej, nie widziałem tego konkretnie w dniu, w którym wystawiłem go w wyjściowej jedenastce, ale byłem pełny wiary i zaufania. Pamiętam, jak powiedziałem mu, że zagra. Szczerze? Nie wyglądał na bardzo zaskoczonego. Nie to, że tego oczekiwał, ale nie był nerwowy. Nie pamiętam dokładnie tego meczu, ale to był pierwszy krok dla niego i zarazem bardzo ważny dla nas.

Jurgen, po 29 meczach w Premier League miałeś mniej więcej taki bilans, jaki Ole ma teraz. On ma aktualnie dwa punkty więcej, ale jest sporo dyskusji o jego pozycji w klubie. Uważasz, że potrzebuje więcej czasu, szacunku, cierpliwości? Co sądzisz o jego pozycji?

– Jeśli mam być w 100% szczery, nie mam pojęcia o jego pozycji. Nie jest ważne to, co piszesz; ważne jest to, co mówi do niego zarząd, Ed Woodward, rodzina Glazerów. Ja nie mam pojęcia i opinii na ten temat. Chciałbym, żeby każdy menedżer na świecie miał tyle czasu, ile to możliwe, by wdrożyć swoje pomysły, ale nie możesz porównywać sytuacji, w której ja przyszedłem do Liverpoolu do tej, w której do Manchesteru United przyszedł Ole. Manchester United to potężny klub i mało kto jest naprawdę gotów, by czekać na sukces. W moim przypadku nie było inaczej. Gdybyś po tych 29 meczach zapytał wszystkich osób na tej sali o moją pozycję, nie sądzę, by jednomyślnie było powiedziane, że jestem perfekcyjnym menedżerem dla Liverpoolu. Tak więc wygląda ta sytuacja, musimy z tym żyć, on musi z tym żyć. Byłoby źle, jeśli wewnątrz byłyby jakieś wątpliwości. Tak długo, jak one są wyrażane tylko na zewnątrz, nie jest to specjalnie ważne.

Ale miałeś podobne sytuacje, problemy jak Solskjaer na początku swojej przygody w Liverpoolu. Masz dla niego jakieś rady?

– Naprawdę myślisz, że możesz przylecieć z Norwegii i zadać mi takie pytanie? Wow [śmiech]. Nie, on ich nie potrzebuje. Ole spędził w tym klubie łącznie 10-15 lat, wie wszystko o tym miejscu, zdobył doświadczenie jako trener. Wiem, że ludzie często myślą, że musisz wcześniej trenować Real Madryt, by w ogóle móc objąć Barcelonę czy inny klub z wysokiej półki, więc widzisz, jak się pracuje na tym poziomie, ale to oczywiście nie jest prawda. On wie, co ma robić. Po prostu musi pracować, jak wszyscy. Menedżerowie są zwalniani z klubów w pewnym momencie, bo wewnętrznie ludzie tracą cierpliwość. Ale nie możesz porównywać tych dwóch sytuacji. Nie sądzę, że jest na tyle sławny, żeby podejmować szybkie i nerwowe decyzje w tej sytuacji, nie musiał tego robić przez ostatnie 20 lat, teraz dwa czy trzy razy musiał to zmienić. Tak to już jest, ale z mojego punktu widzenia on ma tam swoje miejsce, osiedlił się, doskonale wiedział, że to będzie ciężka praca, bo nikt nie położy się przed tobą tylko dlatego, że jesteś Liverpoolem czy Manchesterem United. Liczy się tylko to, co na boisku. Inna sprawa, że masz do czynienia z wielką motywacją i podekscytowaniem, gdy stajesz na boisku przeciwko wielkim nazwiskom. To jedno z wyzwań, z którymi się mierzymy. Myślę, że nie musisz się martwić o Ole, ma dobrą sytuację i szansę na wygranie meczu w weekend, a my musimy się upewnić, że to się nie stanie.

Minęło dużo czasu, odkąd była tak duża przepaść między Liverpoolem a Manchesterem United w ligowej tabeli, ale ludzie często mówią, że forma w takich meczach przestaje mieć znaczenie. Co o tym sądzisz?

– Trochę tak jest z powodu nagromadzenia tego wszystkiego. To mecz pod dużym ciśnieniem i każdy chce pokazać, że nie powinno się w niego wątpić. Dzięki Bogu jednak czasy, w których wszystko w takich meczach było dozwolone minęły. Momentami było naprawdę bardzo niebezpiecznie, gdy oglądałem takie mecze 10-15 lat temu. Musimy walczyć o każdy centymetr na boisku i grać w piłkę. To jest mieszanka, którą musimy znaleźć i na ten moment, na dwa dni przed meczem, myślę, że mamy dużą szansę na znalezienie tego balansu, ale musimy to pokazać w niedzielę.

Dyskusja