Getty Images

Ole Gunnar Solskjaer spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej zorganizowanej po zremisowanym spotkaniu z Liverpoolem (1:1). Norweski szkoleniowiec zdradził m.in. swoje odczucia po spotkaniu, omówił problemy kadrowe i pochwalił występy kilku zawodników.

KONFERENCJA PRASOWA PO MECZU Z LIVERPOOLEM:

Jak oceniasz dzisiejsze spotkanie?

– W imieniu zawodników jestem rozczarowany, biorąc pod uwagę ich wysiłek oraz dopingów fanów. Zasłużyli na więcej niż jeden punkt. Utrata bramki w ostatnich minutach meczu także boli bardziej. Liverpool wywarł na nas presję, ale nie czułem, że stworzyli sobie zbyt wiele sytuacji. Wzięliśmy to na siebie. Jedna chwila braku koncentracji przesądziła jednak o utracie pełnej puli.

Jürgen Klopp powiedział, że Manchester United postawił na defensywę, a Liverpool próbował kreować grę. Czy to sprawiedliwe ocena spotkania?

– Ustawiliśmy zespół z myślą o atakowaniu, agresywnej grze i kreowaniu sytuacji. Uważam, że zrealizowaliśmy swój plan.

W dzisiejszym meczu gra wam się układała. Co się zmieniło w porównaniu do poprzednich spotkań?

– Na występ drużyny składa się wiele czynników. Dzisiaj byliśmy bardziej bezpośredni. Myślę, że trójka z przodu sprawiała im problemy. Ich energia była doskonała. W futbolu tak już bywa. Czasami grasz mecz i wiele zależy od rywala. Uważam, że spisaliśmy się dobrze. Wystarczająco, aby zmusić Liverpool do zmiany ustawienia. Za to należy docenić moich zawodników. W drugiej części gry nasi rywale zmusili nas do obrony.

Czy można powiedzieć, że aktualnie jesteście bardziej efektywni, grając z kontry?

– Wiele zależy od tego, co według ciebie jest kontratakiem. Jesteśmy lepsi, gdy atakujemy szybko. Bez bezużytecznych zabaw z piłką. Gra do przodu niekoniecznie musi oznaczać kontratak. Przed meczem nawoływałem do podejmowania większego ryzyka… Utrata futbolówki nie ma znaczenia, ponieważ można ją odzyskać. Spójrzcie na finał Ligi Mistrzów. Otrzymali rzut karny w 40 sekundzie i mogli ustawić się za linią piłki. Chodzi o dostosowanie stylu gry. Bezpośredni sposób rozgrywania akcji nam pomógł.

Rzuciliście poważne wyzwanie drużynie, która jest liderem Premier League. Czy to pokazuje, gdzie tak naprawdę znajdować się Manchester United?

– Rezultaty zawsze są odbiciem stylu gry. Wielokrotnie wspominałem o tym, że nie osiągamy takich wyników, na jakie zasługujemy. Mówienie o tym mi jednak nie pomaga. Musimy wychodzić na murawę i wygrywać. Jeden punkt to jakiś początek, ale wciąż jesteśmy rozczarowani, że nie zdobyliśmy trzech. Nie ekscytujemy się remisem z silnym rywalem. Musimy wygrywać!

Straciliście już osiem punktów w Premier League w sytuacji, gdy zdobywaliście gola jako pierwsi. Jak możecie to zmienić?

– Zdobywaniem drugiego gola. Tuż przed tym jak nasi rywale zdobyli bramkę, mieliśmy dwie lub trzy znakomite sytuacje do kontrataku. Dobrze znosiliśmy presję aż do wyrównującej bramki. Następnym krokiem będzie dłuższe utrzymywanie się przy piłce i stwarzanie większej liczby szans na zdobycie gola. Jestem z nich wielce zadowolony. Podkręcali dziś publiczność, a kibice robili to z piłkarzami. To był prawdziwy mecz. Nieczęsto to mówię, ale możemy pochwalić również pracę sędziego. Pozwolił na twardą grę i prawdziwe derby. Pasja, na którą zezwolił arbiter miała swoje odbicie na trybunach.

Czy przy waszej akcji bramkowej doszło do faulu?

– Nie ma szans. To nie koszykówka. Victor [Lindelof] dotknął rywala, ale nie był to oczywisty błąd sędziego.

Jak oceniasz występ Daniela Jamesa?

– Ma wspaniałe nastawienie. Nie boi się i jest odważny. Kopią go po nogach, ale podnosi się i gra dalej. Granie przeciwko niemu musi być koszmarem. Praca z nim to czysta przyjemność. Razem z Marcusem Rashfordem spisali się naprawdę dobrze.

Wspomniałeś o możliwej zmianie systemu gry. Skoro ustawienie z trójką obrońców zadziałało w starciu z Liverpoolem, to czy jest szansa, że będziesz korzystał z tego częściej?

– Tak, ponieważ mamy zawodników, którzy mogą występować w trójce. Zdobywamy wtedy szersze pole do gry. Granie trójką obrońców przeciwko trójce ich napastników było ryzykowne, to oczywiste. Są bardzo niebezpieczni, lecz musieliśmy spróbować. Zdecydowaliśmy się na ten wariant, aby stworzyć więcej sytuacji. Bramka udowodniła, że mieliśmy rację.

Marcus zaliczył całkiem udany występ.

– To był jego najlepszy mecz od wieków. Najlepszy jaki rozegrał podczas dziesięciu miesięcy pracy ze mną. Wybiegał za plecy obrońców, ganiał piłkę, bronił i utrzymywał futbolówkę. Pamiętam ten solidny pojedynek z Van Dijkiem. Chłopak dojrzewa i jest coraz silniejszy.

Czy uświadomiłeś zawodników przed spotkaniem, jak ważne będzie uniknięcie porażki?

– Nie. Powiedziałem im, jak ważne jest zwycięstwo.

Czy to może być punkt zwrotny?

– Jestem rozczarowany, ponieważ nie mogę tu siedzieć i rozmawiać o wygranej. Występ był oczywiście bardzo pozytywny. Piłkarze w szatni są rozczarowani. Moi piłkarze muszą uświadomić sobie, że zremisowaliśmy z silnym zespołem i musimy iść za ciosem.

Co z Axelem Tuanzebe?

– Nie mam pojęcia. Liczę, że wkrótce wróci do nas Jesse [Lingard], a Anthony [Martial] będzie mógł zaliczyć więcej minut. Jutro ocenimy jak wygląda sytuacja z Paulem Pogbą. Niedługo powinniśmy spodziewać się również powrotu Luke’a Shawa. Wszystko zaczyna wyglądać zdecydowanie bardziej pozytywnie.

A Matić?

– Nie wiem. Grał z niewielkim dyskomfortem i stwierdził, że nie da rady wystąpić. Nie wiem, ile potrwa jego absencja.

David de Gea szybko wrócił do zdrowia, prawda?

– Tak, również byłem zaskoczony. Nie miałem jeszcze okazji z nim porozmawiać. Kiedy ujrzałem go siedzącego na murawie w środę, pomyślałem, że wypadnie na dłużej. To stało się w środę czy wtorek?

Wtorek.

– Dostał dwa dni urlopu, a w piątek rozmawiałem z wami. David [De Gea] spisał się dobrze.

Dyskusja