Getty Images

Po serii kolejnych dobrych występów Fred zdobył zaufanie Ole Gunnara Solskjaera. Brazylijczyk jest podstawowym zawodnikiem Manchesteru United w tym sezonie i zbiera dobre oceny za swoją grę.

Fred wreszcie zaczyna pokazywać walory, dzięki którym trafił na Old Trafford. Brazylijskiemu pomocnikowi zajęło trochę czasu, by wkomponować się w zespół odkąd trafił do Anglii z Szachtara Donieck latem 2018 roku. Po tym jak Ole Gunnar Solskjaer został menedżerem Manchesteru United, Fred regularnie robi małe kroki w kierunku zdobycia pełnego zaufania sztabu szkoleniowego i kibiców.

Obecny sezon nie rozpoczął się dla Brazylijczyka zbyt dobrze – po opuszczeniu części letniego touru nie pojawił się w pierwszym składzie aż do wygranej z Leicester w połowie września. Solskjaer tak wówczas wypowiadał się o zarządzaniu składem:

– W sierpniu mamy do czynienia z najtrudniejszym okresem. W tygodniu gramy tylko jeden mecz, a wszyscy są zdrowi i w dobrej formie, ponieważ całe wakacje nad tym pracowaliśmy. Każdy jest zdolny do gry. Wrzesień, październik, listopad, grudzień… – wtedy jest troszkę inaczej, bo przychodzą kontuzje i gramy większość spotkań, więc więcej piłkarzy będzie mogło zagrać.

W końcu przyszedł czas i na Freda. We wspomnianym meczu z Leicester Brazylijczyk zmienił Nemanję Maticia, a potem pojawił się na boisku w każdym z czternastu kolejnych meczów Manchesteru United, a osiem z ostatnich dziewięciu spotkań rozpoczynał w wyjściowym składzie. Jeśli wybiegnie od pierwszej minuty także w pierwszym po listopadowej przerwie reprezentacyjnej starciu z Sheffield, wyrówna swoją najdłuższą serię kolejnych meczów w  pierwszym składzie. Ostatni raz taka przytrafiła mu się w kwietniu i złożyło się na nią sześć spotkań.

– Grając zyskujesz pewność siebie. – mówił Solskjaer po wygranej nad Brighton – Nie miał tak naprawdę długiej serii spotkań i myślę, że dobrze przystosował się do gry w środku pola. Wygrał walkę o piłkę w swojej strefie. Odzyskiwał piłki, które musieliśmy odebrać, ponieważ nie mogliśmy pozwolić Propperowi i Stephensowi poczuć się komfortowo. Fred pełnił rolę katalizatora. Był doskonały.

– Jedynym mankamentem być może były faule, których nie powinien popełniać w pierwszej połowie. To była ich jedyna okazja na zagrożenie naszej bramce.

Dyskusja