Getty Images

Po dosyć burzliwym początku sezonu wydaje się, że Ole Gunnar Solskjaer może być w miarę spokojny o swoją posadę. To naprawdę spory wyczyn, biorąc pod uwagę, że właśnie na rynku pojawiało się jedno z najgorętszych nazwisk w świecie trenerskim – Mauricio Pochettino. Sprawę komentuje Laurie Withwell na łamach The Athletic.

Artykuł Lauriego Whitwella dla The Athletic – treść oryginalna

Był taki czas, kiedy perspektywa pozostania przez Mauricio Pochettino wolnym agentem byłaby dla Manchesteru United jak wystrzał z pistoletu dla sprintera. Gotowi, do startu, start… i zatrudniamy nowego menadżera. Zainteresowanie było tak duże, że podobno nawet doszło do spotkania pomiędzy przedstawicielem Manchesteru United a Argentyńczykiem, chociaż nie jest to pewna informacja.

Największym problemem, który torpedował te bardziej i mniej subtelne zaloty w kierunku Pochettino, był koszt wyjęcia go z Tottenhamu – finansowy i emocjonalny. Panowało poczucie, że zmierzenie się w tej sprawie z Danielem Levym wyssałoby całą energię z osób muszących to robić, a także całkiem poważnie uszczupliło konto bankowe klubu.

Sir Alex Ferguson nienawidził negocjacji z prezesem Tottenhamu, ale niewątpliwie dobrze wspomina obiad z Pochettino w 2016 roku, kiedy obaj panowie spotkali się w Scott’s Restaurant, niedaleko głównego biura Manchesteru United w Londynie. Był to publiczny pokaz wzajemnego uznania, który miał stanowić podstawę do dalszych działań w przyszłości, nawet jeśli prezesowie klubu wiedzieli, że koszt będzie wyższy niż 114 funtów wydanych na butelkę czerwonego wina Brunello di Montalcino.

Jeszcze w grudniu Pochettino postrzegany był jako kandydat numer jeden do zastąpienia zwolnionego Jose Mourinho. Taka operacja kosztowałaby około 42 miliony funtów, wliczając w to kontrakt Argentyńczyka ważny do 2023 roku, na mocy którego zarabiał on 8,5 miliona funtów rocznie. Teraz Pochettino może przyjść za darmo. Jest jednak różnica po tych niemal dwunastu miesiącach, które minęły. Manchester United uwierzył w pracę, którą wykonuje Ole Gunnar Solskjaer. Norweg stał się dla klubu długoterminową wizją.

Kiedy obecny szkoleniowiec przejmował zespół, miała to być praca tymczasowa, do zakończenia poprzedniego sezonu. Takie założenie miało dać Manchesterowi United czas na dopięcie “transferu” Pochettino. Gary Neville był publicznym adwokatem tego rozwiązania. – Spójrzmy na to, jaki poziom rozrywki proponuje, jaki styl gry wdraża, sposób w jaki prowadzi swoje życie, publicznie i prywatnie. Dla mnie to po prostu kandydat idealny – mówił Anglik.

Wtedy przyszedł Solskjaer i wygrał 14 z 17 spotkań, podsumowując to niesamowitą nocą w Paryżu. Neville przeprowadzał z nim wywiad dla Sky Sports po meczu na Parc de Princes. Jego pytania? – Jak długi chciałbyś kontrakt? Jaką pensję sobie życzysz? I gdzie chciałbyś, abyśmy wybudowali twój pomnik?

Po wszystkim pojawiało się jeszcze zdjęcie Solskjaera z Fergusonem i Ericiem Cantoną. Trzy legendy Manchesteru United z zaciśniętymi pięściami, na fotografii, która zrobiła furorę. Solskjaer oprawił to zdjęcie i wywiesił je w swoim biurze. Emocje związane z tym marcowym wieczorem niewątpliwie ułatwiły Edowi Woodwardowi podjęcie decyzji o nagrodzeniu Norwega stałą umową.

The Athletic

Jednak szczerze mówiąc, plan z Pochettino został odstawiony na bok już wcześniej. Po dwóch meczach Woodward odwiedził Solskjaera w jego biurze, aby dowiedzieć się jak wyglądają sprawy. Zamiast tego dostał imponujący wykaz, jak Manchester United może wyglądać za trzy lata. Solskjaer obserwował swój były klub z daleka, a już na miejscu myślał o jego przyszłości.

Dalekowzroczność można było dostrzec również później, w trakcie trwania niesamowitej serii zwycięstw, kiedy sam Solskjaer przestrzegał osoby zarządzające klubem, że passa nie będzie trwała wiecznie, pojawi się dołek formy i że do odniesienia sukcesu potrzebna jest poważniejsza zmiana kultury w całym klubie.

Kolejne porażki (osiem z dwunastu spotkań po spotkaniu z Paris Saint-Germain, zaledwie dwa zwycięstwa w tym okresie) wyglądały paskudnie, ale były pokazem tego, co przewidział sam Norweg, a w letnim okienku podejmował decyzje, które mógł przypłacić swoją posadą. Alexis Sanchez i Romelu Lukaku mogliby być wzmocnieniem składu w sezonie 2019/20, ale Solskjaer już patrzy na sezon do przodu. Dla przykładu, teraz Mason Greenwood ma przestrzeń, aby się przebić.

Przed spotkaniem z Brighton & Hove Albion Solskjaer podsumował swoje podejście: – Naszą filozofią zawsze było dawanie szansy młodym zawodnikom z odpowiednim podejściem. Jeśli [Greenwood] będzie potrzebował kilku lat, aby się przebić, będzie to warte tego czasu. Jestem menadżerem Manchesteru United, nie samego siebie – mówił.

Porażki z West Hamem i Newcastle United w trakcie serii sześciu spotkań bez zwycięstwa ukazały niebezpieczeństwa, na które Solskjaer sam się naraził – brak odpowiedniej jakości w ofensywie i niewiele opcji na ławce rezerwowych. Jednak od październikowej przerwy reprezentacyjnej tendencja jest raczej zwyżkowa, z pięcioma zwycięstwami, remisem z Liverpoolem i ostatnio z Sheffield United oraz porażką z Bournemouth. Częściowym wytłumaczeniem tego ostatniego wyniku było to, że dla Manchesteru United był to czwarty mecz z rzędu na wyjeździe, a w dodatku spotkanie w sobotę o 13:30, po tym jak w środę zagrali trudny mecz z Chelsea w Carabao Cup.

Niektórzy wciąż będą mieli wątpliwości, czy Norweg jest zdolny do zarządzania tak wielkim klubem, skoro jego dotychczasowe doświadczenie to Molde i Cardiff, jednak jego szefowie tych wątpliwości się wyzbyli. Dan James, Harry Maguire i Aaron Wan-Bissaka sprowadzeni przez niego latem regularnie występują w pierwszej jedenastce, a Anthony Martial przesunięty na centralną część napadu pokazuje przebłyski ekscytującego futbolu. Marcus Rashford też wydaje się powoli rosnąć pod opieką Solskjaera.

Norweg nie miga się również od innych obowiązków związanych z pełnieniem takiej funkcji. W piątek wieczór, po pokonaniu Partizana w Belgradzie 3:0, co zapewniło jego drużynie awans do kolejnej rundy Ligi Europy, Solskjaer udał się na coroczny obiad dla stowarzyszenia niepełnosprawnych kibiców United (MUDSA).

Goszcząc w Manchester Suite of Old Trafford Solskjaer uczestniczył w półtoragodzinnej sesji Q&A, dając sporo radości kilku tysiącom oglądających to kibiców. Osoby takie jak Ferguson, Ryan Giggs czy Denis Law brali udział w tym wydarzeniu w poprzednich latach. Warto jednak zanotować, że nigdy nie pojawił się tam Jose Mourinho.

W nieco bardziej swobodnych warunkach niż konferencja prasowa, bardziej ukazała się charyzma obecnego szkoleniowca Manchesteru United, a przyśpiewki z jego nazwiskiem co chwilę pojawiały się na czacie.

W pewnym momencie weteran wojenny, który stracił nogi w bitwie, opowiedział o tym, jak przemawiał do piłkarzy Blackpool po zwycięstwie 4:1. Zanim jeszcze zdążyło się pojawić pytanie, Solskjaer na nie odpowiedział, proponując, aby weteran zrobił to samo przed zawodnikami Manchesteru United. – Przyjedź do Lowry – powiedział Norweg, mając na myśli hotel, w którym zatrzymuje się drużyna przed meczami domowymi.

Jest to zachowanie, którego oczekuje się po menadżerze Manchesteru United i chociaż Pochettino mógłby się wykazać równie wielką empatią, to czynniki, które sprawiały, że mógł w pewnym momencie dostać pracę na Old Trafford, znacznie się zmieniły.

Solskjaer dostał swoją szansę i robi co tylko może, aby odpowiednio ją wykorzystać.

Dyskusja