Getty Images

Max Taylor, 19-letni środkowy obrońca Manchesteru United, który wyleczył raka jąder i wrócił do gry, będzie miał okazję zadebiutować w seniorskiej ekipie “Czerwonych Diabłów” już w czwartkowym meczu Ligi Europy z Astaną.

Przy tej okazji młody Anglik udzielił szczerego wywiadu klubowej telewizji, w którym opowiedział o wszystkim, co go spotkało w ostatnich kilkunastu miesiącach. Mówił o tym jak doszło do tego, że zdiagnozowano u niego nowotwór, jaką walkę stoczył i jak się czuje po swoim najważniejszym zwycięstwie – w walce o zdrowie i życie.

WYWIAD Z MAXEM TAYLOREM DLA MUTV

Jak doszło do tego, że zdiagnozowano u ciebie chorobę?

– To było podczas mojego pierwszego okresu przygotowawczego razem z drużyną U-23, podczas mojego pierwszego roku z profesjonalnym kontraktem. Wyczułem guzka, a także odczuwałem nieco taki rozciągliwy ból, gdy robiłem sprinty czy tego typu rzeczy.

Czy to utrzymywało się w kolejnych tygodniach?

– Tak. Od początku okresu przygotowawczego nie czułem się dobrze. To trwało jakieś trzy czy cztery tygodnie i zacząłem coś czuć, gdy wykonywaliśmy sprinty. Podczas dłuższych biegów zacząłem strasznie dyszeć i odczuwałem ból. Za każdym razem przy takim dużym obciążeniu treningowym zaczynałem czuć ból w tym samym miejscu.

Czy odczuwałeś coś przed lub po treningach?

– Nie za bardzo. Po prostu przy okazji cięższych sesji treningowych czułem, że męczę się coraz bardziej. Poszedłem więc do lekarza, który mnie przebadał. Początkowo to był tylko torbiel, dostałem na to antybiotyki i po tygodniu było w porządku. Jednak tydzień później, a więc dwa tygodnie od tej wizyty u lekarza, problem wrócił i się nasilił. Do tego wdała się jakaś infekcja. Zostałem odesłany przez klubowego lekarza do specjalisty, który przepisał mi te same leki i stwierdził, że prawdopodobnie potrzebuje dłuższego leczenia. Przy okazji jednak wysłał mnie na prześwietlenie, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. To właśnie podczas tego prześwietlenia okazało się, że lekarze znaleźli po środku tego torbiela, komórki przypominające komórki rakowe.

Gdy lekarz już zdiagnozował chorobę, w jaki sposób przekazał ci tę wiadomość?

– Wszedłem do gabinetu lekarskiego razem z moją mamą i ojczymem i powiedziano nam: “musimy to wyciąć, ponieważ najprawdopodobniej jest to rak jąder”. Przeszedłem operację jakieś dziesięć dni bądź dwa tygodnie później, podczas której mi go usunęli. Pomimo szoku, jaki występuje, gdy dowiadujesz się, że masz raka, byłem pełen nadziei. Z uwagi na jego rozmiar i miejsce, powiedziano mi, że nie powinno się to nigdzie dalej rozprzestrzenić.

Jak przyjęli to twoja mama i ojczym?

– Początkowo wszyscy byliśmy załamani, gdy nam o tym powiedziano. Miałem 18 lat i grałem w piłkę. Żyłem w pewnego rodzaju “bańce” i nie myślałem, że coś może się wydarzyć, tym bardziej coś, co zagraża życiu. Gdy więc słyszy się taką diagnozę, zaczynają się pytania “jak to w ogóle możliwe?”. Natychmiast myślisz o najgorszym możliwym scenariuszu, dla każdego, kto usłyszy słowo “rak”, którym jest pytanie: “czy będziesz żył?”.

Jak radziłeś sobie podczas terapii?

– Pamiętam, że myślałem wtedy, gdy powiedziano mi, że to będzie trwać dziewięć tygodni o tym, co powiedziałem ci noc wcześniej. Mówiłem, jakie leki brałem – cisplatynę, bleomycynę i etopozyd. Powiedziałeś wtedy, że cisplatyna jest tym najcięższym środkiem. Pamiętam jak myślałem: “Powinno być ze mną wszystko w porządku, ludzie już przechodzili przez to wcześniej”. Pamiętam też jednak, że w pierwszą noc podczas terapii czułem się tak bardzo źle, byłem tak bardzo chory, że pomyślałem tylko: “dziewięć tygodni czegoś takiego”.

Myślę, że to prawdopodobnie przez to, że jesteś dbającym o swoje zdrowie chłopakiem. Jesteś sportowcem i dbasz o to, co jesz. Dlatego, gdy podano ci takie toksyny, to twój organizm doznał szoku. Sam pamiętam naszą rozmowę przez telefon…

– Noc wcześniej po prostu potrzebowałem obok siebie kogoś, kto przechodził przez podobną sytuację. Oczywiście to był inny typ nowotworu, ale też byłeś w The Christie [szpital, jedno z największych centrów leczniczych nowotworów w Europie, znajdujących się w Withington, w aglomeracji Manchesteru – wyj. red.].

Byłeś podenerwowany? 

– Oczywiście, że tak. Głównie przez fakt, że było to dla mnie coś totalnie obcego. Nie wiedziałem jak to będzie wyglądać.

Kiedy otrzymałeś informację, że terapia się udała?

– W połowie lutego. To była ogromna ulga. Pomyślałem sobie tylko: “o mój Boże, w końcu”. To znaczy dla mnie wszystko.

To musiała być prawdziwa ulga…

– Myślę, że to dlatego, że wszyscy wykonują swoją normalną rutynę, a ty utknąłeś i nie możesz już robić tego, co trzy czy cztery miesiące temu. Nie rozwinąłem się przez sześć miesięcy, podczas gdy inni grali i rozwijali się. To było dla mnie najtrudniejsze. Patrzenie na to i myślenie: “utknąłem tu, nie mogę tego robić, nie mogę nic zmienić”.

Twój pierwszy mecz po powrocie. Pamiętam, bo go oglądałem. Od razu rzuciłeś się w wir tego wszystkiego. Jak się czułeś?

– Myślę, że właśnie najlepsze w tym wszystkim było to, że rzuciłem się w ten wir. Jeżeli wiesz, że zaraz zaczynasz w pierwszym składzie i musisz się odpowiednio nastawić, to stres potrafi przejąć kontrolę. To może stać się większe niż w rzeczywistości jest, choć brzmi to głupio. Możesz o tym za dużo myśleć. Jednak ostatecznie to tylko mecz. To pierwszy mecz po powrocie, ale to wciąż mecz piłki nożnej, robiłem to całe życie. Zajęło mi to chwilę, ale zdałem sobie sprawę, że to tylko mecz. Pamiętam uczucie, jakie mi towarzyszyło, gdy wychodziłem na boisko, a przede wszystkim po meczu, gdy wygraliśmy. To było niesamowite.

Jak się czułeś jak w miniony piątek wybiegłeś na Old Traffrd [rezerwy Manchesteru United rozgrywały tam swój mecz z Sunderlandem i wygrały 3:0 – wyj. red.]?

– To było dla mnie i mojej rodziny ogromnie ważne. Było niesamowicie. Moja mama była strasznie podekscytowana. Prawdopodobnie znowu płakała. Nie przyzna się do tego i sam tego nie widziałem, ale prawdopodobnie tak było.

Dyskusja