Getty Images

Po niedzielnym remisie 2:2 Manchesteru United z Aston Villą na Old Trafford i tym samym kolejnej stracie punktów przez podopiecznych Ole Gunnara Solskjaera, dziennikarz serwisu The Athletic, Daniel Taylor, przygląda się bliżej sytuacji Norwega i przekazuje najnowsze wieści na temat stopnia zagrożenia posady 46-latka.

ARTYKUŁ DANIELA TAYLORA DLA THE ATHLETIC – TREŚĆ ORYGINALNA

Ole Gunnar Solskjaer wszedł na salę bocznymi drzwiami, bez łapania kontaktu wzrokowego. Zajął swoje miejsce na pomeczowej konferencji prasowej, wyglądając przy tym na starszego i bardziej osiwiałego niż kiedykolwiek wcześniej. Kolejny mecz przeszedł do historii i po raz kolejny menedżer Manchesteru United przybył tutaj, aby przybrać odważną twarz, przećwiczyć wszystkie standardowe wypowiedzi i robić wszystko, aby brzmieć pozytywnie.

Był pewny, że powiedział nam, że wkrótce wszystko zmieni się na lepsze. Tak pewny, że nawet posunął się do stwierdzenia, że po ostatnim występie drużyny, a więc podziale punktów i remisie 2:2 z Aston Villą, jest przekonany, że jego drużyna jest zdolna zaliczyć pięć czy nawet sześć zwycięstw z rzędu.

To było dziwne, ponieważ Solskjaer przyznał wcześniej, że jego drużyna nie zasłużyła na zwycięstwo w tym spotkaniu. Jednak jak przystało na miłego gościa, jakim jest, nie zdenerwowało go to, gdy ktoś siedzący w pierwszym rzędzie wygarnął mu, że ogólnie zanotował sześć zwycięstw w Premier League odkąd objął na stałe posadę menedżera United osiem miesięcy temu.

– Myślę, że jest wiele dowodów na to, że ci chłopcy są obecnie bliżsi wygrywania spotkań niż ich przegrywania – odparł jedynie.

Tym razem nikt nie był już tak impertynencki, aby wytchnąć tutaj, że jest to obecnie najgorszy start United w rozgrywkach ligowych od sezonu 1988-89, kiedy on sam był jeszcze młodzieżowcem w Clausenengen FK w Norwegii. Nikt nie zapytał też Solskjaera, jakie to uczucie być 22 punkty za Liverpoolem, który znajduje się na czele tabeli. Nikt nie wskazał, że United jest bliżej – pod kątem różnicy punktowej – do miejsc w strefie spadkowej niż do czołowej czwórki. Także nikt nie wspomniał, że jedna z pierwszych osób, która napisała komentarz oceniający mecz do MUTV, wewnątrz klubowej stacji telewizyjnej Manchesteru United, nazwała ten występ “po prostu żałosnym” – i tak, przeczytali to na żywo na antenie.

W porządku, być może było to w nieco zbyt negatywnym tonie, podczas gdy inny argument mógłby brzmieć, gdyby nic innego nie przychodziło do głowy, że United pokazało w tym meczu pewne oznaki odważnej rywalizacji.

Jednak w dłuższych fragmentach gry zostali pokonani przez rywali. Występ “Czerwonych Diabłów” w pierwszej połowie był “zaskakujący”, delikatnie to ujmując. Zmarszczki obwieszczające niepokój zarysowywały się na twarzy Solskjaera niczym kontury na mapie. Mimo to faktycznie uniknęli schodzenia na przerwę przegrywając. Szli dalej, podwinęli rękawy i w pewnym momencie byli nawet na kursie niezasłużonego, ekscentrycznego zwycięstwa.

Na nieszczęście Solskjaera to stawia go w sytuacji, w której uzbierał 26 punktów w 22 meczach Premier League, odkąd powierzono mu stałą pracę. Solskjaer w tym czasie odniósł sześć zwycięstw, zremisował osiem spotkań i także osiem przegrał. W tym kontekście być może najlepiej zobrazuje to fakt, że jest to gorszy wynik, niż osiągane w tym samym czasie rezultaty przez Unaia Emery’ego, co ostatecznie kosztowało go posadę w Arsenalu.

To zadziwiająca statystyka, biorąc pod uwagę w szczególności odmienne podejście obu klubów do tego typu spraw.

Emery uzbierał 28 punktów w ostatnich 22 meczach, zanim pojawiła się publiczna informacja ze strony Arsenalu, że zwalniają go z kontraktu. Mało tego, klub wydał oświadczenie wyjaśniające, że “jest to spowodowane wynikami i występami, które odbiegały od wymaganego poziomu”.

Przy tym nawet żaden z poprzedników Solskjaera, którzy byli w klubie po Fergusonie, nie doświadczyli takiej serii wyników.

Ostatnie 22 występy ligowe Jose Mourinho w roli menedżera United przyniosły drużynie 35 punktów. Dla Louisa Van Gaala było to 37 punktów (jak również zwycięstwo w Pucharze Anglii). Nawet Moyes, z 36 punktami, osiągnął pod tym względem lepszy wynik od obecnego menedżera klubu. Nazwisko Moyesa stało się synonimem chronicznych niepowodzeń, ale United był siódmy w tabeli, gdy tracił pracę. Obecnie drużyna znajduje się na dziewiątej pozycji, choć przez dłuższy czas sezonu była nawet niżej.

Przechodząc z kolei do Mauricio Pochettino, Argentyńczyk zdołał uzbierać zaledwie 25 punktów w swoich ostatnich 22 meczach ligowych w Tottenhamie. Co jest jeszcze gorszym wynikiem niż w przypadku Solskjaera, chociaż tylko o jeden punkt. Przy czym nie należy zapominać, że Pochettino doprowadził Spurs do ich pierwszego w historii finału w europejskich pucharach, co jednak nie sprawiło, że został oszczędzony przez prezesa klubu, Daniela Levy’ego, gdy ten oceniał już formę drużyny w lidze.

Być może zwróciliście także uwagę na treść oświadczenia przy zwalnianiu Argentyńczyka. “Z żalem” – zawiadamiał Levy. “Wyniki w krajowych rozgrywkach pod koniec minionego sezonu, a także na początku obecnego, były niezwykle rozczarowujące”.

Co to nam mówi?

To prawda, że mierzenie wszystkiego tą samą miarą nie należy do nauk ścisłych. Dla przykładu, Moyes przejmował drużynę, która sezon wcześniej zakończyła ligę jako mistrzowie.

Mimo to, źle wpływa na odbiór Solskjaera fakt, że gdy Mourinho był zwalniany w zeszłym sezonie po 17 meczach ligowych, drużyna miała na koncie 26 punktów. Obecnie zespół Solskjaera uzbierał 18 punktów w 14 spotkaniach, więc aby przebić wynik Mourinho, United musiałby wygrać trzy najbliższe mecze ligowe. To z kolei wydaje się mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że w kolejnym spotkaniu drużyna Solskjaera zmierzy się z Tottenhamem, który aktualnie prowadzony jest przez Mourinho, zanim w sobotę uda się na Etihad Stadium na pierwsze w tym sezonie derby Manchesteru.

Jednak to, co jest najwyraźniejsze w tym wszystkim – i jest to naprawdę najistotniejsza kwestia – to fakt, że ludzie znajdujący się na szczycie hierarchii klubu, nawet nie mają zamiaru rozważać możliwości, że ktoś inny w obecnej sytuacji byłby w stanie wykonywać lepszą pracę na miejscu Solskjaera.

Wszyscy wiedzą, że Ed Woodward oraz jego koledzy z zarządu United nie mają żadnych intencji, aby rozstać się z Solskjaerem, nawet pomimo tego, że obecnie na rynku dostępny jest Pochettino, który szuka nowego klubu. To po części wyjaśnia, dlaczego Solskjaer w ostatnich wywiadach pomeczowych nie sprawiał wrażenia jakby był “wrzucony na ruszt”, a z drugiej strony jest w tym coś, co można podziwiać, jeżeli chodzi o sposób, w jaki klub wspiera swojego menedżera.

Musi jednak istnieć uzasadnione pytanie dlaczego United zadowalają obecne wyniki i czy Solskjaer będzie tak sympatycznie traktowany, jeżeli nie zdoła zbudować tak wielkiego zaufania do siebie w klubie, jak podczas swojej piłkarskiej kariery, która swój szczyt osiągnęła w finale Ligi Mistrzów w 1999 roku i w słynnych słowach Fergusona: “football, bloody hell”.

Czysto hipotetycznie, ale czy Solskjaer otrzymywałby takie wsparcie, gdyby nie podniósł swojej prawej strony, aby strzelić decydującego gola w tym epickim finale na Camp Nou w Barcelonie? Gdy tłum śpiewa na jego cześć, to wynika to z roli Solskjaera piłkarza, którego tak szanują czy też Solskjaera menedżera? “Uszczęśliwiasz mnie, gdy niebo jest szare” – tak idą słowa tej piosenki. Jednak teraz, gdy Norweg nie roztacza tej starej radości, kibice United nie powinni myśleć, że dostrzeganie tego, że to nie działa, to zdrada. Dowód jest oczywisty.

Obecne traktowanie Solskjaera z pewnością kontrastuje z tym, co musiał znosić Emery, gdy kibice Arsenalu zdali sobie sprawę, że ich ambicje powinny być wyższe. Tymczasem po ostatnim meczu, Solskjaer dalej słyszał jak jego nazwisko jest skandowane, tak jak zawsze. Podniósł do góry kciuk i skierował go w stronę trybuny sir Bobby’ego Charltona. Pomachał zasiadającym tam fanom, uśmiechnął się, podziękował im za przybycie. Trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek nadejdzie moment, gdy jego obecność przy linii bocznej zacznie wzbudzać inny odbiór.

Niezależnie od tego, jak bardzo rozrosło się piętno ery Fergusona od czasów jego emerytury, tłum zgromadzony na Old Trafford nigdy nie odwrócił się od menedżera tak, jak mogłoby się to zdarzyć gdziekolwiek indziej. Nawet kiedy w erze Moyesa nad stadionem wzniósł się samolot z banerem “Wrong One”, większość fanów United uważała, że nie jest to odpowiednia forma działania. Old Trafford szczyci się wsparciem, które otrzymywali kolejno Moyes, Van Gaal, Mourinho i teraz Solskjaer. Nikt tutaj nigdy nie odczuł takiego traktowania, jakie chociażby kibice Evertonu zgotowali Marco Silvie podczas ich ostatniego meczu domowego.

Cóż, prawie nigdy.

W przyszły tygodniu mija 30. rocznica obecnie niesławnej już sytuacji, która miała miejsce na Old Trafford podczas przegranego przez United 1:2 meczu z Crystal Palace. Tłum skandował wówczas, aby to Bryan Robson objął posadę menedżera. Przy czym oczywiście United już miało szkoleniowca. Nazywał się Alex Ferguson, który gdy spojrzał na część trybun znaną obecnie jako J-Stand, ujrzał wieli baner z napisem: “3 Years of Excuses and It’s Still Crap – Ta Ra Fergie” [3 lata wymówek i to wciąż jest gówno – Żegnaj Fergie], który zalecał mu opuszczenie klubu.

Znalezione obrazy dla zapytania 3 Years of Excuses and It's Still Crap - Ta Ra Fergie
The Sun

Choć oczywiście mógł też dostrzec kibiców, którzy oklaskiwali ówczesne występy jego drużyny.

Ferguson zdobył swoje pierwsze trofeum pięć miesięcy później, a następnie dołożył jeszcze 37 w kolejnych 23 latach. Z kolei człowiek, który wywiesił ten baner, Pete Molyneux, będzie musiał żyć już z faktem – użyję tu jego słów – że zawsze będzie znany jako “kut**, który chciał pozbyć się Aleksa Fergusona”.

W przypadku Solskjaera jedyne objawy “buntu” ze strony tłumu zgromadzonego w niedzielę na Old Trafford miały miejsce, gdy Victor Lindelof odwrócił się z piłką i zagrał do bramkarza, zamiast skorzystać z okazji i wyjść do przodu bądź też w niefortunnych chwilach, w których Andreas Pereira i Fred pokazali, że jest to możliwe – niezależnie od tego, co inni będą ci wmawiać – aby dwóch Brazylijczyków w pomocy nie było w stanie przytrzymać piłki.

Ogólnie rzecz biorąc nie dało się zauważyć niczego ze strony kibiców zgromadzonych na stadionie, co pozwoliłoby odnieść wrażenie, że chcą, aby klubowi dyrektorzy zmienili swój sposób myślenia. I mówiąc tutaj wprost – to czyni z Solskjaera prawdziwego szczęściarza.

Poza stadionem rozstawili się uliczni straganiarze, którzy sprzedawali najnowszą edycję fanzinu “United We Stand”, zawierającego między innymi drugą część wywiadu z Woodwardem, wiceprezesem wykonawczym klubu.

W jednym ze skierowanych do niego pytań poproszono go o odpowiedź na temat tego, jak czuł się w przypadku zwalniania trzech poprzednich menedżerów klubu. “Ponuro” – odpowiedział i dodał: “To nie jest przyjemne doświadczenie i mam nadzieję, że nigdy już nie będę musiał robić tego ponownie”.

Prywatnie, wszyscy znaczący w klubie ludzie przekazali tę samą wiadomość: Solskjaer może czuć się bezpiecznie i nie ma absolutnie żadnego sensu spekulować na temat jego przyszłości bądź myśleć, że to stanowisko zmieni się w najbliższym czasie.

Czasami, zwłaszcza w piłce nożnej, najlepiej traktować takie briefingi z pewną dozą ostrożności. Jednak w tym wypadku, wydaje się to być autentyczne. Tymczasem gdy, United mówi nam, że ruszy do przodu i niebawem wszystko będzie wyglądało lepiej, klub wygląda obecnie jak mała kropeczka w bocznych lusterkach Liverpoolu.

Dyskusja