Getty Images

Manchester United po piorunującej pierwszej połowie wygrał na Etihad 2:1 z Manchesterem City. Gole dla “Czerwonych Diabłów” zdobyli Marcus Rashford i Anthony Martial.

Pierwsza połowa spotkania spełniała z nawiązką wszelkie oczekiwania. Plan taktyczny obu stron zarysował się od pierwszych minut i jasne było, że żadna z drużyn nie zadowoli się remisem.

Już w 2. minucie pierwszą okazję po szybszej akcji stworzyli sobie przyjezdni. W porę do ataku podłączył się Fred, który wyłożył piłkę Jamesowi. W odpowiedzi groźną akcję przeprowadzili gospodarze, którzy mogli wyjść na prowadzenie za sprawą De Bruyne, ale Belg minimalnie pomylił się próbując umieścić piłkę w okienku.

9. minuta to kolejna okazja do wykazania się dla Edersona – doskonałe prostopadłe podanie wykonał Rashford, jednak strzał Lingarda nogami wybronił bramkarz City. W 16. minucie Ederson interweniował po raz trzeci, po świetnym przerzucie Rashforda i wyłożeniu piłki Martialowi przez Jamesa. Chwilę przed utratą bramki zespół uratował Lindelof, który zablokował strzał Silvy.

23. minuta wreszcie przyniosła przełamanie – nieostrożnie we własnym polu karnym zachował się Bernardo Silva, który sfaulował Rashforda, a ten z zimną krwią z jedenastego metra wymierzył sprawiedliwość.

Wydawało się, że po tym golu worek z bramkami musi się otworzyć. W 25. minucie kolejna fantastyczna kontra przyniosła szansę dla Rashforda, ale po podaniu Freda bardzo niecelnie uderzał z pierwszej piłki. Zgoła inaczej zachował się dwie minuty później, gdy po podaniu Martiala zgasił piłkę i z miejsca kropnął w poprzeczkę.

W 29. minucie “Czerwone Diabły” ponownie ukarały piłkarzy z Etihad za bierną grę w obronie. Dwójkową akcję przeprowadzili James i Martial i Francuz kompletnie zaskoczył Edersona strzałem w bliższy róg.

W kolejnym kwadransie przyjezdni bezskutecznie starali się wciągnąć City na własną połowę, ale podrażnieni piłkarze Guardioli utrudniali im wyjście z kontratakiem i kilkukrotnie zdołali groźnie dośrodkować. Dogodną szansę strzałem “szczupakiem” zmarnował Gabriel Jesus, a Davidowi Silvie niewiele zabrakło do skutecznego zamknięcia akcji przed przerwą.

W drugiej połowie piłkarze Solskjaera robili wszystko by wetknąć rywalom kij w szprychy i choć City częściej utrzymywało się przy piłce, to nadal ciężko było im stworzyć dogodne sytuacje. W 55. minucie błąd popełnił Fred i w ostatniej chwili kapitalnym blokiem popisał się Lindelof, który w 61. sam musiał liczyć na pomoc partnerów po tym jak stracił piłkę. W 64. minucie w sukurs partnerom przyszedł De Gea, który wyciągnął się jak długi do strzału Rodriego.

“Czerwone Diabły” nadal co jakiś czas przypominały o sobie w kontratakach, głównie za sprawą Daniela Jamesa, jednak nadal to gospodarze byli bliżej zdobycia kolejnej bramki. W 85. minucie dopięli swego – zawiodło krycie strefowe i po rzucie rożnym z największą determinacją do piłki wyskoczył Otamendi, który główką z kilku metrów nie dał szans De Gei. Hiszpan miał więcej do powiedzenia kilkadziesiąt sekund później, gdy Mahrez zdołał minąć Shawa i płaskim strzałem zmusił bramkarza do interwencji.

W końcówce spotkania przyjezdnym zależało już tylko na marnowaniu czasu, co robili z godną Jose Mourinho perfidią. City do końcowego gwizdka nie znalazło recepty na doskonale zorganizowaną i świetnie dysponowaną defensywę “Czerwonych Diabłów”, które cieszyć się mogą z drugiego imponującego zwycięstwa w ostatnich czterech dniach.

Manchester City – Manchester United 1:2 (0:2)

Bramki: Otamendi 85′ – Rashford 23′, Martial 29′

Manchester United: De Gea – Wan-Bissaka, Lindelof, Maguire (C), Shaw (Young 89′) – McTominay, Fred, Lingard (Tuanzebe 89′) – James, Martial (Pereira 74′), Rashford.

Manchester City: Ederson – Walker, Stones (Otamendi 59′), Fernandinho, Angelino – Rodrigo (Gundogan 86′) , Silva (C), De Bruyne – Bernardo (Mahrez 65′), Sterling, Jesus.

Dyskusja