Getty Images

Jesse Lingard w rozmowie z “Daily Mail” opowiedział o zmartwieniach w swojej rodzinie, które wpłynęły na jego tegoroczną formę, oraz o tym, jak rozmowa z Ole Gunnarem Solskjaerem pozwoliła wrócić mu na właściwe tory.

ARTYKUŁ IANA LADYMANA DLA “DAILY MAIL”

W futbolu nie ma miejsca, żeby się schować, ani na boisku, ani poza nim. Jesse Lingard teraz się o tym przekonuje.

Potrzeba było kolejnej nagany ze strony Ole Gunnara Solskjaera, żeby pomocnik Manchesteru United zdecydował się powiedzieć mu prawdę. Zbyt długo niósł ciężar zmartwień.

– Nie grałem wystarczająco dobrze i cały czas miał do mnie uwagi. Chciał ode mnie więcej. Czułem, że najlepiej będzie, jeśli zrzucę to z siebie i powiem, czemu jest ze mną nie w porządku, dlatego zapukałem do jego drzwi.

Trudności Lingarda, które trzymał w tajemnicy, zaczęły się wcześniej w tym sezonie, gdy jego matka Kristy zachorowała. Na 27-letnim Lingardzie spoczął więc obowiązek opieki nad 14-letnim bratem Jasperem i 11-letnią siostrą Daisy-Boo. Jasper nie mógł sobie poradzić z chorobą matki i mieszka razem z Jessem, pobierając nauki w domu.

Lingard musiał więc z jednej strony walczyć o miejsce w składzie największego klubu w Anglii, a z drugiej łączyć obowiązki ojca (jego własna córeczka skończyła rok) ze szkolnymi spotkaniami rodziców, stawiając troskę o rodzeństwo na pierwszym miejscu. Oczywiście te obowiązki i stres musiały odcisnąć piętno.

– Zwykle jestem dość radosny i chcę wywoływać uśmiech na twarzach innych, ale ludzie dostrzegli, że się zmieniłem. Byłem przybity, zmartwiony. Czułem, jakby wszyscy zrzucali na mnie obowiązki, jakby mówili: “Masz Jesse, zrób coś z tym” i to mi ciążyło.

– Moja mama zmagała się z pewnymi rzeczami od lat i nigdy nie dostała pomocy. Teraz ją ma. Zajmuję się moim rodzeństwem, są ze mną. Ciężko mi patrzeć na problemy najbliższych, a potem wracać do pracy.

Pochodzący z Warrington Lingard zawsze żył blisko ze swoją rodziną i jego zmartwienia w ostatnich latach były liczne. Jego dziadek Ken, prawdopodobnie mający największy wpływ na karierę, walczy z rakiem prostaty, zaś jego babcia Pam niemal nie straciła nogi. Równocześnie Lingard stracił miejsce w składzie United i kadry Anglii. Wiedząc, że cierpliwość Solskjaera się wyczerpuje, zwłaszcza po nietakcie z zeszłego lata, czuł, że jego kariera zmierza w ślepą uliczkę.

Przez miesiące nie powiedział nikomu z klubu o swoich problemach. Sztab szkoleniowy dostrzegał tylko, że jego forma ucierpiała.

– Jestem osobą, która woli mierzyć się z problemami sama, ale to nie jest właściwa rzecz. Zawsze powtarzam: “Bądź sobą”, ale zdałem sobie sprawę, że czasem tak się nie da. Mój ojciec i starszy brat Louie byli wielkim wsparciem, ale to złamało mi serce. Jako mężczyzna muszę wziąć na siebie odpowiedzialność i być wsparciem dla innych. Musiałem zmądrzeć i dojrzeć. Niekiedy twoje zmartwienia sięgają tak głęboko, że nie możesz normalnie funkcjonować. Teraz muszę wrócić do formy i czuję, że mnie na to stać.

Jego rozmowa z Solskjaerem była punktem przełomowym. Lingard zaczął tylko sześć spotkań w pierwszym składzie w Premier League, ale dwa z nich przypadły na wygrane z Tottenhamem i Manchesterem City. Szybkim, druzgocącym atakom Manchesteru United przewodził między innymi Lingard, jednak to wejście z ławki z Brighton zapadło mu w pamięć.

– Kiedy wchodziłem na boisko, menedżer powiedział: “Wyjdź tam z uśmiechem i ciesz się grą”. Te słowa natchnęły mnie pewnością. On wie jakim jestem typem człowieka. Muszę się uśmiechać. Powiedział mi, że wszystko będzie w porządku i może tego właśnie potrzebowałem. Chce, żeby wrócił stary Jesse i może mogę mu to teraz dać.

Niedzielny mecz z Evertonem będzie meczem numer 4000 z wychowankiem w składzie Manchesteru United. Lingard, związany z klubem od 11. roku życia, ma nadzieję zaleczyć kontuzję kolana na to spotkanie.

Ludzie oceniają go różnie. W rzeczywistości to cichy, otwarty młody piłkarz, który lubi cieszyć się życiem. Niektórym ten ostatni punkt nie odpowiada. Spływała na niego krytyka z różnych względów – od udzielania się w mediach społecznościowych i jego przyjaźni z Paulem Pogbą, po decyzję o otwarciu linii ubrań. To wszystko wydaje się trywialne, ale zagroziło jego pozycji piłkarskiej. Być może to musi ulec zmianie.

– Pokolenia się różnią. Starsi kibice przywykli do piłki, piłki i jeszcze raz piłki. Być może widzą tylko śmieszne filmiki i wyciągają z tego jakieś wnioski. Jednak każdy, kto mnie zna, wie, że jestem skromny i twardo stąpam po ziemi.

– Wraz z Paulem jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Przyszedł tutaj, gdy miał 16 lat i wspólne przebijanie się do zespołu było niesamowite. Mamy wiele wspaniałych wspólnych wspomnień, więc to oczywiste, że cieszymy się tym, co mamy teraz, bo ciężko na to zapracowaliśmy. Cieszymy się piłką, ciężko pracujemy i lubimy się rozerwać. Czy to coś złego?

– Ludzie nas nie znają, a oceniają z mediów społecznościowych. Chodzi o perspektywę i rzeczywistość. Te się różnią. Jednak niech wszyscy wiedzą, że futbol to moja pasja i życie. Choć zajmuję się różnymi rzeczami, nigdy nie pozwalam, by mnie to rozpraszało. Być może muszę zrozumieć, że liczy się wyczucie czasu. Śmieszne posty są dobre po zwycięstwie, na pewno nie po porażce. Może popełniałem takie błędy.

Lingard był krytykowany przez Roya Keane’a i Gary’ego Nevilla za zajęcie się produkcją odzieży na tydzień przed zeszłorocznym meczem z Liverpoolem. Według Keane’a, miało to zepchnąć futbol na drugi plan.

– Otwarcie miało miejsce tydzień wcześniej, graliśmy wtedy mecz w Lidze Mistrzów w środku tygodnia. Nikt o tym nie wspomniał. Potem przyszedł mecz z Liverpoolem i nagle wszyscy o tym gadali. Czułem, że to łatwy cel. Przed meczem ojciec pokazał mi te komentarze i życzył mi powodzenia. W tamtym meczu strzeliłem bramkę. Jednak takie sytuacje wywierają na tobie wpływ i zawsze zwiększają presję. Wiedziałem jednak, że decyduję się na to we właściwym czasie, nie mam z tym problemu.

To co ciąży mu bardziej to zdarzenia z zeszłego lata. Na wakacjach z przyjaciółmi, w tym Marcusem Rashfordem, Lingard nagrał filmik, w którym komentował rzekome wydarzenia w sypialniach jego kolegów. Wideo pojawiło się na jego Snapchacie.

– To był błąd, szczerze. Mam wielu młodych fanów i nigdy nie zapostowałbym tego świadomie. To był przypadek, bo chciałem wysłać to prywatnie. Czekałem na start w samolocie, gdy ktoś z klubu wysłał mi SMSa, bym to zdjął. Serce podeszło mi do gardła, gdy zdałem sobie sprawę, co się zdarzyło. Byłem pewien, że jestem skończony w Manchesterze United.

– Dowiedziałem się, że menedżer był wściekły, ale przez dwie godziny byłem w powietrzu i nie mogłem nic zrobić. Zaraz po powrocie poszedłem do menedżera i go przeprosiłem. Powiedział, że to dla mnie ostatnia szansa. Obiecałem, że spuszczę z tonu i to zrobiłem, nie jestem głupi. Nie było mowy, żebym zrezygnował z tego, co wypracowałem w tym klubie. Skoro tak było trzeba, ograniczyłem aktywność w mediach.

Jednym z najjaśniejszych punktów jego kariery był udział w mistrzostwach świata w 2018 roku. Jako część drużyny, która dotarła do meczu o trzecie miejsce, nie opuszczał go uśmiech. Cenił sobie grę w zespole Garetha Southgate’a i atmosferę jaką wprowadzał. Tym bardziej uderzyła go utrata miejsca w kadrze.

Southgate nie wiedział o problemach Lingarda, jednak piłkarz wie, że o powołaniu muszą decydować umiejętności i ma nadzieję, że wciąż zostało mu dość czasu przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy.

– Trafiłem na dołek i moja gra w United zadecyduje o powołaniu. Muszę grać regularnie. Moim celem jest zdobycie trofeum i gra w składzie na Euro. Zostało jeszcze wiele spotkań. Następne zgrupowanie jest dopiero w marcu i zobaczymy w jakim będę miejscu. Teraz jednak czuję się dobrze.

Lingard otrzymał opaskę kapitana na spotkanie z Astaną w Lidze Europy i czuje, że to oznaka odzyskanego zaufania menedżera.

– To pomogło mojej pewności siebie. Ole świetnie radzi sobie w relacjach z piłkarzami. Uczynił mnie kapitanem, a potem pozwolił zagrać ze Spurs i City. Przed meczami mówiłem sobie: “Uśmiechaj się, urodziłeś się do gry w piłkę”.

– Wiem co to znaczy grać dla Manchesteru United i wiem, o to znaczy być wychowankiem. Widzę młodych piłkarzy, dla których ja czy Marcus jesteśmy wzorem. Jeśli uda nam się utorować ścieżkę dla następnego pokolenia, to będzie wspaniałe. Chcę być liderem i czuję, że w tym sezonie wreszcie jestem na dobrej drodze.

Lingard wie, że ma u Solskjaera dług wdzięczności, a jego droga powrotna zaczęła się od rozmowy z menedżerem. Jeśli zaś chodzi o rodzinę, nie czuje więcej ciężaru.

– Moja córeczka ma rok i to wspaniałe. Pozwala mi zapomnieć o wielu rzeczach, z którymi musiałem się mierzyć. Jest cudowną częścią mojego życia. Moja rodzina jest bardzo związana i zrobię dla nich wszystko. Chcę być dla swojej córki ojcem, który wskaże jej właściwą drogę. Chcę, żeby była ze mnie dumna.

Dyskusja