Getty Images

19-latek, który wygrał walkę z rakiem jąder. Max Taylor. Teraz, gdy powrócił na boisko treningowe, chce dać innym chorym nadzieję. Chce oddać wszystko. W swoim tekście, który został opublikowany na klubowym portalu manutd.com, młody zawodnik opowiedział o swojej walce z rakiem.

Felieton Maxa Taylora dla manutd.com – pisownia oryginalna

To ważne sprawa dla ludzi z rakiem, by mieli nadzieję.

Kiedy jesteś piłkarzem, łapiesz kolejne kontrakty, a twoja głowa jest wypełniona piłką nożną. Chcesz robić to i tamto, a to wszystko to tylko bańka mydlana.

Przechodziłem przez dziecięcy oddział onkologiczny w Szpitalu The Christie i myślałem sobie: “Czemu muszą przez to przechodzić?”.

Widząc to sprawiło to, że chcę oddać coś, może za pomocą platformy, muszę to zrobić. Muszę, ponieważ gdyby nie ludzie, którzy robili to w przeszłości, nie wiem gdzie bym się znalazł bez funduszy na badania i tego wszystkiego, co idzie na leczenie.

Myślę, że czasami nie ma światełka, które można zobaczyć na końcu tunelu, zwłaszcza w trakcie leczenia. Jest chyba jeden dobry dzień co dwa tygodnie. I to wszystko. Czasami czujesz się źle i nawet po zabiegu, kiedy wciąż nie wracasz do normalności, ludzie nie zdają sobie sprawy, jak źle się czujesz.

Masz wrażenie, że nie ma żadnego postępu, ale teraz jestem już po tej drugiej stronie. Mogę myśleć o wydarzeniach z przeszłości i docenić to, że był postęp i każdy z każdym dniem byłem bliżej powrotu. Ciężko jest jednak wtedy myśleć o tym w ten sposób. Zwyczajnie czujesz, że jesteś w środku szumu, a powrót do normalności jest daleko.

Zmiana pór roku i zbliżająca się zima sprawiła, że wróciłem myślami do poprzedniej zimy. Poszedłem, więc do The Christie i zadzwoniłem do Steve’a Harcourt’a, który pracuje dla Teenager Cancer Trust. Chciałem tylko sprawdzić, czy jest coś, co mogę zrobić. Zapytałem, czy są na oddziale młodzi chłopcy. Odpowiedział, że jest jeden chłopiec ze Szkocji, który uwielbia piłkę nożną.

Ma guza mózgu. Jest poza Szkocją od 39 dni, całe święta Bożego Narodzenia. Jego rodzina jest przy nim.

Przychodzenie do szpitala jest straszne, ale szczególnie w okresie Bożego Narodzenia. Faktem jest, że mogłem umilić mu dzień – tylko trochę. Jesse podpisał koszulkę i chłopak był bardzo podekscytowany, kiedy mu ją dałem. Sprawiło mi wielką radość, kiedy patrzyłem, jak się uśmiecha podczas zabiegu. Pamiętałem, jak bardzo zły był wcześniej.

Myślałem o tym, co on myśli. To, że możesz przyjść i czy to jest oderwanie od tego wszystkiego, czy to zmiana perspektywy, to nie ma znaczenia. Czas, który spędziliśmy razem, całkowicie zmienił jego myślenie. Dwa tygodnie później rozmawiałem z ludźmi ze szpitala i powiedzieli, że nie uśmiechał się tak szczerze przez dwa tygodnie od mojej wizyty.

Żeby to usłyszeć, robiłbym to codziennie.

Wcześniej nic nie wiedziałem o The Christle. Wiesz, kiedy ktoś z bliskich jest tam leczony, a ty go odwiedzasz. Przyznaję, że nawet nie wiedziałem, gdzie jest, dopóki nie poszedłem tam na leczenie. Oni byli niewiarygodni. Pamiętam pierwszy raz, kiedy tam wszedłem. Lekarz był naprawdę poważny, bo musiał mi powiedzieć wszystko, co mogło się zdarzyć. To był jeden przypadek z wielu… O mój Boże…ale masz przy sobie pielęgniarkę onkologiczną, która by cię uspokoiła i opowiedziała o wszystkim.

Ten układ był niewiarygodny.

Kiedy masz zabieg, nie możesz wejść do pokoju z więcej niż sześcioma osobami. Żebyś nie był w nastroju do wyjścia czy coś w tym stylu. Lekarz z United był niesamowity przez cały czas. Często przychodził na rozmowę.

Żadna kontuzja nie może być porównywana do tego. Z kontuzją wiesz, że możesz wrócić, pracować każdego dnia, by być bliżej tego momentu. Kiedy przechodziłem wiele zabiegów, nie wiedziałem, co mi pomaga. Nie miałem jak się przekonać, czy rzeczywiście mi pomaga.

Kiedy jesteś kontuzjowany, masz operację i inne leczenie, które może sprawić, że poczujesz się lepiej. Jednak, kiedy wracasz do zdrowia po raku, nie czujesz, żeby tak było.

To było dla mnie zupełnie nowe. Oczywiście Joe Thompson, który pokonał raka dwa razy w trakcie swojej kariery zawodowej, podał mi pomocną dłoń, ale to było coś zupełnie nowego. Dochodzisz do punktu, w którym jest prawie… poczekaj jeszcze chwilę, muszę walczyć.

Nie masz włosów. Nie czujesz się dobrze.

Nawet w te dni, kiedy czujesz się dobrze – może ten jeden dzień w tygodniu – odwracasz się, patrzysz w lustro i to jakbyś usłyszał: “nie, dalej mam raka”.

Jako piłkarz jesteś przyzwyczajony do tego, że ćwiczysz i przygotowujesz się, by być w jak najlepszej formie w weekend. Kiedy to wszystko zostaje ci odebrane, naprawdę jest ciężko na siebie patrzeć.

Piłka nożna to całe moje życie, więc gdybym nie mógł już więcej zagrać, to nie wiem, co bym zrobił.

Na szczęście udało mi się wrócić i pamiętam pierwszy dzień, kiedy znów poszedłem na trening. Chciałem się tylko przywitać ze wszystkimi i zobaczyłem Kierana i Michaela na stołówce, pisali do mnie SMS-y cały czas i otrzymywałem od nich najnowsze wieści.

Sztab szkoleniowy zaprosił mnie na murawę, abym obejrzał trening pierwszej drużyny i wtedy po raz pierwszy spotkałem Olego i porozmawiałem z nim. Myślę, że Ole wiedział, że byłem na etapie, na którym chciałem tylko trochę normalności. Nie mogłem prosić klubu o nic więcej. Zrobili wszystko, do czego ich potrzebowałem. Nawet więcej.

Kiedy czułem się źle, mogłem z każdym porozmawiać – czy to ze sprzątaczkami, pracownikami kuchni, kitmanami. Oni wszyscy wiedzieli, co się dzieje i chcieli wiedzieć, czy czuję się dobrze, czy lepiej.

Niektórzy z chłopaków, z którymi byłem od 14. roku życia, jak Angel, Jimmy, Dylan i Dion, znali mnie na tyle dobrze, że mówili też o normalnych sprawach. Śmiali się ze mnie, kiedy wróciłem, a od kiedy popełniłem pierwszy porządny faul, nie powstrzymywali się.

To było z pewnością, to czego chciałem. Nie chciałem już, żeby ludzie się powstrzymywali i chciałem, by sesje, były trochę zadziorne. Oczywiście, nie chcesz mieć żadnych kontuzji, ale lepiej grać na 100 procent i grać jak najlepiej.

Wiedziałem, że wróciłem.

Kiedy się nad tym wszystkim zastanawiam, uważam że doświadczenie ze środowiska piłkarskiego pomogło mi, bo wiesz, kiedy pojawia się jakaś słaba przestrzeń i chcesz nad nią pracować.

Przed diagnozą czułem przeciążenie, trochę bólu, wyraźnie coś było nie w porządku. Są pewne rzeczy, którym nie możesz w swoim życiu pomóc.

Każdy, kto czuje coś podobnego, powinien to sprawdzić. To nie oznacza od razu, że to rak. To najgorszy możliwy scenariusz. Nie sądzę jednak, że trzeba się bać, by to sprawdzić.

To poważna sprawa. Jeśli ludzie słyszą, co mam do powiedzenia, a mają jakiś problem, to może to w jakiś sposób pomóc.

Chcę tylko oddać wszystko, co mogę.

Dyskusja