Getty Images

Manchester United wysłał swoich zawodników w czwartek rano do luksusowego kurortu. Stało się to zaledwie dzień po fatalnym występie w spotkaniu z Burnley.

Pierwszy w “The Mere Golf Resort & Spa” zameldował się Michael Carrick, a następnie odpowiednio Nemanja Matić, kapitan Harry Maguire oraz reszta zespołu. Wydaje się jednak, że włodarze klubu z Old Trafford zarezerwowali wspomniany pobyt przed spotkaniem i mimo fatalnego występu, nie zdecydowali się z niego zrezygnować.

Źródło: Daily Mail
Źródło: Daily Mail

Kibice prawdopodobnie nie będą zastanawiać się nad okolicznościami tego wydarzenia, wystarczająco rozwścieczeni ostatnimi “popisami” swoich podopiecznych. Manchester United zanotował bowiem trzecią ligową porażkę w czterech ostatnich meczach.

Mimo fatalnej serii, włodarze “Czerwonych Diabłów” wciąż udzielają pełnego wsparcia Ole Gunnarowi Solskjaerowi, wychodząc z założenia, że bez odpowiednich wzmocnień, ciężko nazwać obecną drużynę “jego zespołem”.

Kibice również udzielają wsparcia Norwegowi, ale ukierunkowali swoją wściekłość w stronę właścicieli klubu, rodziny Glazerów i wiceprezesa wykonawczego, Eda Woodwarda, który był bohaterem wyjątkowo paskudnej piosenki, w której życzono mu śmierci. Sam działacz zresztą starcia z Burnley nie oglądał, gdyż musiał wyjechać w interesach, a numer 2 w klubowej hierarchii, Richard Arnold, uczestniczył w szczycie w Davos w Szwajcarii.

Klub nie zamierza na razie zapewniać większego bezpieczeństwa Woodwardowi ani rozmawiać z kibicami na temat ich zachowania w ostatnim meczu.

Pod nieobecność wiceprezesa, inne istotne jednostki udały się do szatni i powiedziały zawodnikom, że był to najgorszy występ United jaki widzieli. Wydaje się, że może być to pochodna wyczerpującego terminarza. Zawodnicy rozegrali bowiem 18 spotkań w ciągu 60 dni.

Niezwykle wąska kadra również nie ułatwia pracy menadżerowi. Poważnych kontuzji nabawili się Paul Pogba, Scott McTominay i Marcus Rashford, a zimowe okienko transferowe nie przyniosło dotychczas żadnego wzmocnienia. Romelu Lukaku i Alexis Sanchez nie doczekali się następców, a negocjacje w sprawie Bruno Fernandesa utknęły w martwym punkcie.

Przeczytaj także:  Gary Neville po meczu z Chelsea: to był dobry występ, ale daleki od perfekcji

Dyskusja