Luis Nani dla The Players’ Tribune: historie, o których nigdy nie mówiłem

Do Manchesteru United przychodził jako utalentowany 20-latek, a po 8 latach opuszczał Old Trafford będąc jednym z ulubieńców fanów. Swoją historię z futbolem opisał sam. Życiorys uśmiechniętego skrzydłowego nie był usłany różami – lektura zdecydowanie obowiązkowa dla każdego fana “Czerwonych Diabłów”.

ARTYKUŁ LUISA NANI DLA THE PLAYERS’ TRIBUNE – TREŚĆ ORYGINALNA

Ta cała historia zaczęła się, bo głodowaliśmy.

Pewnego dnia, gdy byłem bardzo młody, przekonałem się, że Bóg wybrał mnie, żebym stał się piłkarzem. Mieszkałem z matką i ośmiorgiem rodzeństwa w jednopokojowym domu, w którym podłoga była dziurawa i pełna pełzających jaszczurek i szczurów.

Nie mieliśmy nic do jedzenia.

Walczyliśmy o życia.

Właśnie wtedy jeden z moich starszych braci wpadł na pomysł, jak mogliśmy jeść za darmo.

Zanim opowiem Wam, co się stało, chyba powinienem wyjaśnić, jak skończyliśmy mieszkając w takich warunkach. Kilka lat wcześniej, kiedy miałem siedem lat, żyliśmy w drewnianym domu, który zbudował mój tata. Dach przeciekał, ale po prostu przykrywaliśmy go plastikiem, gdy padało. Pewnego dnia mój tata oszczędził wystarczająco dużo pieniędzy, by zbudować większy dom z porządnych materiałów.

Jednak zanim mógł go skończyć, odbył wycieczkę do Republiki Zielonego Przylądka, skąd pochodzą moi rodzice.

Myślałem, że miało go nie być kilka tygodni, ale mijały miesiące. Nie wrócił.

Nie wiem co się stało, miał tam kilku synów, więc może ich odwiedzał? Jedyne co wiedziałem, to że kochałem go za bardzo, by się na niego gniewać.

Przy czym to jego nieobecność sprawiła, że życie mojej matki stało się trudne.

Miała cztery córki i pięciu synów, z których ja byłem najmłodszy, więc miała dużo dzieci, którymi się zajmowała. Żyliśmy w cichej okolicy w Amadorze, zaraz za Lizboną. Pięć minut drogi od nas znajdował się rządowy projekt mieszkaniowy, Santa Filomena, gdzie działo się dużo złych rzeczy. W okolicy było wiele kultur – Kabowerdeńczycy, Angolczycy, Cyganie – i oni często się ścierali. Widywałem wiele radiowozów i ambulansów. Słyszałem plotki, że ktoś został postrzelony. Jednak moja mama nigdy się tego nie bała. Jeśli ktokolwiek ośmieliłby się, chociażby mnie dotknąć, ścigałaby go. Nazywaliśmy ją mãe galinha, czyli “matka kura”, bo tak opiekuńcza była.

Robiła cokolwiek, żeby nas nakarmić. Była wokalistką. Pracowała w restauracji i w straży pożarnej. Jednak to było dla niej za dużo i po kilku latach znalazła innego mężczyznę. Nadal żyliśmy w dużym domu, który zaczął budować mój tata, ale jej nowy facet nie chciał tam zamieszkać. Chciał zostać w swoim domu – który był jeszcze gorszy! A skoro chcieliśmy zostać razem, wprowadziliśmy się tam. Byliśmy 10 osobami dzielącymi jeden pokój, jeden salon, jedną kuchnię i jedną toaletę. Musiałem spać na kanapie.

Ostatecznie szczury i jaszczurki stały się dla nas czymś normalnym. Kiedy jest się dzieckiem, to niesamowite, do czego można się przyzwyczaić.

Jednak jedyną rzeczą, do której nigdy się nie przyzwyczaisz, jest uczucie głodu.

Głód trudno wyjaśnić. Niektórzy mówią “Oh, spójrz na te biedne dzieci w Afryce”. Tak, możesz widzieć, jak głodują. Jednak spróbuj tego doświadczyć. Spróbuj poczuć, że twoje usta są suche, żołądek wrzeszczy, kiedy ból w twoim ciele jest tak ogromy, że zastanawiasz się, czy coś tnie ci skórę, czy to tylko choroba, do której musisz się przyzwyczaić.

Często miałem to uczucie.

Wydaje mi się, że jedyny dobry aspekt głodu to to, że zmusza cię do znalezienia rozwiązań.

Pewnego dnia, jeden z moich braci, Paulo Roberto, wpadł na pewien pomysł. Myślę, że miałem wtedy 10 lat. Mój brat był pięć lat starszy ode mnie i zajął właściwie miejsce mojego ojca. Uczył mnie wszystkiego. Tym razem zapytał: “Dlaczego nie mielibyśmy pójść do bogatej części Lizbony i prosić o jedzenie?”

Nie byłem co do tego przekonany. Czy to może być tak proste? Jednak Paulo wiedział, że ci ludzie będą mieli wolne jedzenie. Miał rację. Byłem w szoku. Dawali nam chleb, zupę i ciasteczka. Niektórzy nawet zapraszali nas do środka. Inni dawali pieniądze, byśmy mogli sobie kupić własne jedzenie. Zdobyliśmy nawet nowych przyjaciół.

Myślę, że lubili nas, bo wybraliśmy, że nie będziemy kraść. Pytaliśmy. Byliśmy szczerzy.

Pewnego dnia Paulo i ja graliśmy w piłkę, kiedy zobaczyliśmy Pizza Hut. Kiedy zapytaliśmy o jedzenie, powiedzieli, że nic nie mają. Jednak kiedy wychodziliśmy, kobieta wyszła za nami i zawołała: “Hej! Halo, halo, halo! Poczekajcie sekundę, czekajcie sekundę!”

Dwie minuty później, wyszła z pizzą, która była praktycznie całkiem świeża.

Ohhh, człowieku, ta pizza… była tak niesamowicie dobra!

Jeśli nigdy nie znaliście prawdziwego głodu, wtedy możecie pomyśleć, że przesadzam. Jednak jeśli przeżyliście to, to wiecie, że mówię prawdę, kiedy stwierdzam, że nadal czuję smak tej pizzy.

Kobieta zapytała nas, co robiliśmy. Mój brat odpowiedział, że graliśmy w piłkę. Wtedy, z jakiegoś powodu, kobieta poprosiła nas, byśmy wrócili tam następnego dnia. Chciała zobaczyć, jak gramy.

Tak więc zrobiliśmy. Kiedy zobaczyła, jak gra mój brat, powiedziała: “Jesteś bardzo dobry!”

Potem dodała: “Posłuchaj. Mam przyjaciela, który jest profesjonalnym piłkarzem. Może on Ci pomoże.

Jej przyjacielem był Marco Aurelio. Wkrótce załatwił, by Paulo mógł trenować ze Sportingiem Lizbona. Więc mój brat poprosił o pizzę, a skończyło się na testach w jednej z najlepszych drużyn Portugalii! Nieźle!

To była jedyna szansa życiu. Jednak zanim Paulo pojawił się na treningu, był już spóźniony… o miesiąc.

Nie żartuję.

Nie godzinę.

Nie 20 minut.

MIESIĄC!!

I rzecz była w tym: Paulo był inny niż ja. Był lepszym piłkarzem, to bez wątpienia, ale jego głowa była w złym miejscu. Miał już niedobrych znajomych. Zaczął też palić. Po tym, jak nie udało mu się pojawić na czas, pojechał trenować ze Spartą Rotterdam w Holandii, ale nigdy nie był wystarczająco poświęcony, by zostać profesjonalnym piłkarzem.

Kiedy dowiedziałem się, że zawalił szansę na podpisanie kontraktu ze Sportingiem, zrozumiałem, że Bóg wybrał mnie, bym wspierał rodzinę – zostając piłkarzem.

Wszyscy moi bracia nie mieli tego czegoś, co trzymałoby ich na dobrej drodze. Dyscyplina, poświęcenie, pozytywne nastawienie.

Jednak z jakiegoś powodu ja to miałem.

Jestem przekonany, że Bóg postawił na mojej ścieżce odpowiednie osoby. Pierwszą był Sabino, mój najlepszy przyjaciel, który zaprosił mnie na moją pierwszą w życiu sesję treningową, kiedy miałem siedem lat. Pamiętam, że poszedłem do domu, by znaleźć jakiś sprzęt do ćwiczeń. Założyłem parę starych spodenek do biegania, parę jeansów, zapinaną koszulę, a potem wybrałem parę skórzanych butów, takich, które można by założyć na imprezę. Wyszedłem na zewnątrz, w okropną ulewę. Sabino powiedział mi, żebym pojechał pociągiem, ale nie było mnie stać na bilet, więc pobiegłem całą drogę.

Kiedy dotarłem na boisko, rozebrałem się do spodenek i wbiegłem na boisko. Inne dzieciaki śmiały się ze mnie: “Haaahahaaa! Patrzcie na to! Co on ma na sobie?”

Jednak kiedy zacząłem grać – a to nie było proste, bo boisko było żwirowe i mokre – przedryblowałem między zawodnikami i kałużami i BOOM! Gol. Spróbowałem strzału z dystansu. BOOM! Kolejny. W pewnym momencie trener złapał mnie za ramię.

Powiedział: “Hej, Ty! Chodź tu. Kim jesteś? Jak tu się w ogóle znalazłeś?”

Odpowiedziałem: “Przybiegłem”

Potrząsnął tylko głową i dodał: “Wróć jutro, dzieciaku. Damy ci porządny sprzęt”.

Kolejną osobą, którą Bóg postawił na mojej drodze był Mustafa. Pamiętacie Santa Filomena, projekt budowlany, który był pięć minut od mojego sąsiedztwa? Cóż, pośrodku tych dwóch obszarów było pięcioosobowe boisko, gdzie grał każdy. Mustafa żył na szczycie wzgórza, tuż obok boiska. Był starszym mężczyzną z Afryki. Zawsze oglądał przez okno, jak graliśmy. Często przychodził i pokazywał nam, jak coś zrobić. Mówił wtedy: “Nie! Musisz podać to tak!”

Większość dzieciaków reagowała: “Oh, nie, znowu ten facet”. Jednak ja chciałem się uczyć od Mustafy. Dużo wiedział. Nigdy nie nazywał mnie Nani, czyli przezwiskiem, które nadała mi jedna z moich sióstr, bo brzmiało słodko. Nie. Dla Mustafy zawsze byłem Luis.

“Nie, Luis! Użyj wewnętrznej części stopy. Wewnętrznej!”

Mustafa zebrał grupkę dzieciaków i zbudował drużynę i organizował mecze między sąsiedzkimi społecznościami. Graliśmy przeciwko dzieciakom z okolic takich, jak Santa Filomena. Pamiętam, że byli bardzo twardzi. Na szczęście, Paolo uczył mnie, jak przetrwać na ulicach. Był olbrzymi. Poważnie, sprawiał, że ludzie płakali. Pewnego razu pewien chłopak chciał mnie nastraszyć, więc powiedziałem Paulo: “Widzisz go? Tak, to on próbował mnie przestraszyć”.

Wtedy Paolo poszedł prosto do niego i uderzył go w twarz!

Dla mnie też był surowy. Jeśli zrobiłem coś źle, bił mnie. Byłbym zgubiony bez niego, bo pomagał mi unikać złych rzeczy. Rzeczy, którym on nie mógł się oprzeć. Kiedy miałem 10 lat, nie paliłem, jak inne dzieci. Grałem dla drużyny o nazwie Real Massama.

Zespół to kolejne z błogosławieństw. Jeździłem pociągiem na treningi bez biletu, bo nie miałem na nie pieniędzy. Kiedykolwiek kontrolerzy łapali mnie, mówili: “OK, dzieciaku, nie rób już tego”.

Ja odpowiadałem: “Dobrze, nie ma problemu”.

Następnego dnia robiłem to samo.

Wkrótce trenerzy zaczęli dawać mi pieniądze na bilety. Dawali mi też jedzenie, bo wiedzieli, że nie jadłem za dużo w domu. Niektórzy z kolegów z drużyny dawali mi ubrania, pozwalali mi też zostawać u siebie, czasem nawet tydzień.

Na szczęście nasza rodzina wyprowadziła się z domu ze szczurami i jaszczurkami, ale tak naprawdę, nie obchodziło mnie, gdzie mieszkałem. Chciałem tylko grać.

W mojej głowie, żyłem na tamtym błotnistym, pięcioosobowym boisku.

Miałem obsesję, wstawałem o siódmej rano, by biegać sprinty. Byłem sam na boisku, w deszczu, strzelając lewą i prawą nogą. Mustafa mówił ludziom: “Ten dzieciak Luis? Nie je, nie pije. Tylko tam trenuje. Nie interesuje go nic innego”.

Wkrótce stałem się tak dobry, że zaczęto łączyć mnie z dużymi klubami: “Sporting cię chce! Benfica cię chce!”. Każdego roku to mówili, ale nic się nie stało. Wtedy, w 2003 roku, kiedy miałem 16 lat, mój przyjaciel powiedział: “Nani, musisz wkrótce zmienić klub. Nigdy nie widziałem, żeby Sporting lub Benfica podpisał kontrakt z kimś, kto ma 17 lat”.

Miał rację. Jednak rozgrywałem wtedy wspaniały sezon dla Realu Massama. Strzeliłem 22 bramki. Przed ostatnim meczem sezonu, znajomy trener załatwił mi sesję treningową z Benficą. Po sezonie, jeden z trenerów klubu powiedział mi: “Nani, powiedz trenerowi w Realu Massama, że musisz zagrać w niedzielę. Ktoś z Benfiki przyjdzie cię obejrzeć”. 

Byłem bardzo podekscytowany. Jednak problemem było, że już wygraliśmy ligę, a mój trener chciał użyć tych graczy, którzy nie grali zbyt wiele podczas sezonu. Powiedziałem mu więc: “Proszę!! Muszę grać!!”

 On powiedział: “Czemu? Już wygraliśmy…”

Ja odpowiedziałem: “Tak, ale ktoś z Benfiki przyjdzie zobaczyć, jak gram!”

Trener zaczął myśleć.

“PROSZĘ, PROSZĘ, PROSZĘ!!”

Odpowiedział: “Dobrze. Zagrasz w pierwszej połowie, ale to tyle!”

Kiedy mecz się zaczął, bardzo się stresowałem. Nic nie wychodziło. Jednak trzy minuty przed gwizdkiem na przerwę, dostałem piłkę w środku boiska. Ominąłem wszystkich zawodników rywali, a potem zatańczyłem wokół bramkarza i strzeliłem gola. Każdy na trybunach zaczął cieszyć się i bić brawo. Pomyślałem: “To chyba gol, który mnie uratuje”.

Po meczu, dyrektor naszego klubu powiedział mi: “Wiesz co, Nani… nie było dziś tutaj nikogo z Benfiki.”

Nie mogłem uwierzyć.

Nie żartował. Byłem zrozpaczony. Prawie płakałem. Straciłem nawet apetyt. Jednak kilka dni później, przyszedł do mnie z listem. Niespodzianka.

To było zaproszenie na dwa tygodnie treningów ze Sportingiem.

Ucieszyłem się i podziękowałem Bogu.

Zawsze czułem się, jakby ktoś się mną opiekował. Jakby Bóg trzymał rękę na moim ramieniu. Nawet w najgorszych czasach, obejmował mnie.

Pod koniec wiosny 2003 roku rozpocząłem treningi ze Sportingiem. Trenowałem też z Benficą, bo tamtejszy trener pozwolił mi znów do nich dołączył. To było całkiem szalone: w poniedziałki trenowałem w jednym z dwóch największych klubów w Lizbonie, a w środy i czwartki trenowałem z tym drugim.

Pod koniec okresu próbnego w Sportingu jeden z trenerów, który był kiedyś nauczycielem wychowania fizycznego w mojej szkole, powiedział mi, że nie mogą mnie zatrzymać.

“Ale możesz wrócić i zrobić dla nas prezentację, jeśli chcesz” – powiedział.

Myślę, że większość piłkarzy powiedziałaby: “Wal się. Jeśli nie chcecie mnie przyjąć, nie będę z Wami trenował”. Jednak ja znałem tego człowieka. Nie chciałem być dla niego niemiły. Dlatego się zgodziłem. Wtedy, pod koniec lata, dostałem wiadomość od Sportingu: “Spotkanie jutro o 10 rano”.

Przy czym dostałem też wiadomość od Benfiki: “Spotkanie jutro o 10 rano”.

Napisałem: “Tak, dobrze” i wysłałem obu.

Był już preseason, więc nie mogłem już trenować z oboma klubami. Może powinienem wybrać Benfikę, skoro mnie nie odrzucili. Jednak miałem w Sportingu wielu przyjaciół i znałem trenera. Więc wróciłem tam, a w turnieju pod koniec preseasonu zagrałem naprawdę dobrze. Dwa dni później trener poklepał mnie po plecach.

Nani, zawsze wiedziałem, że z nami zostaniesz.”

Kiedy podpisałem kontrakt ze Sportingiem w lecie 2003 roku, wszystkie moje problemy finansowe znikły. Miałem nawet środki, by udać się na Wyspy Zielonego Przylądka i dowiedziałem się, że mój tato napotkał jakieś kłopoty z dokumentami i nigdy nie pozwolono mu wrócić do Portugalii i naszego domu w Amadorze. Załatwiłem więc tę sprawę, żeby mógł odwiedzać mnie, kiedykolwiek będzie tego chciał. To było dla mnie ważne.

Jednak nadal miałem problem. Byłem dużo za słaby, by zostać supergwiazdą.

To było upokarzające. Nie potrafiłem wycisnąć 20 kilogramów. Więc przez następne dwa lata żyłem na siłowni. Stałem się skrzydłowym, który miał umiejętności i siłę. W 2005 roku przebiłem się do pierwszej drużyny.

Zaledwie dwa lata później, gazety łączyły mnie z niektórymi z największych klubów świata.

Niewiele z nich wspominało o Manchesterze United. Jednak mój agent, Jorge Mendes, spisał nazwy wszystkich klubów i powiedział: “Spójrz. Dla mnie, najlepszy zespół, jaki możesz wybrać to ten”.

Wskazał Manchester United.

“Rozmawiałem z sir Aleksem. Chce rozwinąć cię tak samo, jak rozwinął Cristiano”.

Zanim się obejrzałem, szukałem domu w Manchesterze.

Z początku miałem wprowadzić się do hotelu, ale Jorge zapytał: “Czy mógłbyś zostać u Cristiano?”. Jorge był również jego agentem, a Cristiano żył sam. Wprowadziłem się więc do niego z Andersonem, który dopiero przybył do Manchesteru United.

Co to były za czasy. Wszyscy byliśmy młodymi chłopakami, którzy rozmawiali w tym samym języku, mieliśmy dużo frajdy. Cristiano miał basen, stół do ping-ponga, kort tenisowy – każdego dnia w czymś rywalizowaliśmy. Kiedyś rozwiązywaliśmy quiz z Carlosem Queirozem, asystentem sir Aleksa. Podałem odpowiedź, a Cristiano podał swoją i jestem przekonany, że moja była poprawna. Wiecie, co zrobił Queiroz? Próbował zmienić odpowiedź, żeby upewnić się, że Cristiano będzie miał rację. Hahaha!!

To jest to, co lubię w Cristiano. Nie mógł zaakceptować porażki. Nigdy!

Przy czym kochaliśmy to w nim, dużo się od niego nauczyliśmy. A kiedy wyprowadzaliśmy się z Andersonem, też mieliśmy uczulenie na porażkę!

Później wprowadziłem się do własnego domu. Dalej nie wiem, dlaczego go kupiłem… kojarzycie stare domy z filmów? To był jeden z tych. Część członków mojej rodziny została ze mną na początku, ale gdy wyjechali, to był dla mnie bardzo trudny czas. Kiedy robiło się ciemno, nie odważyłem się wyjść z łóżka.

Mówię poważnie. Jeśli siedziałem w łóżku z laptopem i zgłodniałem, nigdy nie szedłem na dół do kuchni. Nie, nie, nie. Czekałem na następny dzień.

Nadal zastanawiam się, czemu się tak czułem. Może chodziło o drzewa bujające się na wietrze, gdy robiło się ciemno? Może dom był za stary lub za… duży? Może to dlatego, że pierwszy raz w życiu żyłem sam?

Nadal nie jestem pewien… Wiem tylko, że bałem się, jak diabli.

Treningi w Man United też były przerażające, przynajmniej na początku. Poziom był bardzo wysoki. Wiedziałem, że muszę się szybko uczyć. Na osiedlach, jeśli nie udowadniało się swojego poziomu każdego dnia, było się skończonym. Tak samo było w Manchesterze.

I zupełnie, jak na osiedlach, Bóg postawił na mojej drodze dobrych ludzi.

Jest tak wielu, o którym mógłbym wspomnieć. Sir Alex był dla mnie jak ojciec. Chłopaki jak Rio Ferdinand i Ryan Giggs dawali mi dużo porad. Zaprzyjaźniłem się z Antonio Valencią, Fabio i Rafaelem, Cristiano, Andersonem i wieloma innymi. Jednak jedną osobą, przed którą otworzyłem się najbardziej był Patrice Evra. Był dla mnie jak brat.

Był jeden okres, gdy nie grałem dobrze. Fani nie byli ze mnie zadowoleni. Sir Alex też nie był szczęśliwy. Byłem na siebie tak zły. Pewnego dnia doszło to do momentu, gdzie po prostu się rozpłakałem.

Więc poszedłem do Pata, który właśnie był w trakcie odnowy w jacuzzi w obiekcie treningowym i zacząłem wylewać swoje frustracje.

Mówiłem: “Pat, czemu moja ciężka praca nie owocuje?”

Pat, czemu sędziowie są przeciwko mnie?”

I wtedy zacząłem sam się motywować. Mówiłem: “Pat, obrócę tę sytuację! Wiem, jak silny jestem! Pokażę im!”

Pat po prostu siedział i słuchał. Potem wstał, przytulił mnie i powiedział: “Wiem, wiem. Fani znów cię pokochają. Znowu będziesz strzelał bramki. Jesteś jednym z najlepszych zawodników, jakich widziałem, Nani. Nie mam co do tego wątpliwości. Żadnych.”

Tydzień później strzeliłem niesamowitą bramkę przeciwko Chelsea. Nagle zacząłem grać najlepszy futbol. Każdy się cieszył. Moja pewność siebie wróciła.

Niedługo potem, Pat przyszedł do mnie, spojrzał mi w oczy i powiedział: “To mój chłop!”

To był świetny moment.

Więc tak, Pat jest kolejną osobą, którą miałem szczęście spotkać. Zawsze wiedziałem, że z ciężką pracą i zdecydowaniem, wszystko jest osiągalne. Jednak czasem, kiedy człowiek czuje się naprawdę źle, potrzebuje kogoś, kto mu pomoże.

Potrzeba szczęścia, by poznać kogoś, z kim można mówić otwarcie. Przy czym musisz też być szczery co do tego, jak się czujesz.

Dziś wiem, że niektórzy mogą mnie nie zrozumieć, bo zawsze okazuję emocje. Jeśli jestem smutny lub nieszczęśliwy, pokażę to. Przy czym chcę taki być. Nie chcę się zmieniać. Widzi się ludzi, którzy przebywają drogę od niczego do posiadania wszystkiego. Oni się zmieniają i gubią gdzieś po drodze. Zawsze sobie powtarzałem: “Z dniem, w którym zapomnisz, kim naprawdę jesteś, będziesz skończony”.

Więc tak, w pewnym sensie nadal jestem dzieciakiem, który spał ze szczurami i jaszczurkami. Nadal jestem tym siedmiolatkiem, który przybiegł na trening w skórzanych butach i koszuli na guziki.

Nadal jestem tym chłopcem, który pukał do drzwi prosząc o jedzenie.

Jestem za to wdzięczny, bo dało mi to karierę, która jak dotąd była cudowna. To bardzo długa droga, ale Bóg zaplanował dla mnie każdy krok na niej.

Zbyt wiele zdarzyło się przypadków, żeby to wszystko mogło być zbiegiem okoliczności.

Jeśli nadal mi nie wierzysz, mam jeszcze jedną historię.

Kiedy miałem 12 lat, rozgrywałem mecz dla zespołu mojej społeczności z moim przyjacielem Sabino, a Mustafa był wówczas trenerem, w bardzo niebezpiecznej okolicy nazywanej Bairro 6 de Maio. Kiedy tam dotarliśmy, uzbrojeni policjanci czegoś szukali. Nasi przeciwnicy byli starsi od nas o dwa lub trzy lata. Kiedy mecz się zaczął, zaczęli krzyczeć: “Wchodźcie mu w nogi! Mocno!”

Wokół boiska wielu ludzi również krzyczało.

Bałem się. Wszyscy się baliśmy.

Strzelili bramkę, potem kolejną i kolejną. W przerwie wygrywali 9-2:.

Mieliśmy naszą drużynową pogadankę, każdy krytykował innych.

“Musisz więcej biegać!”

“Koleś, boisz się!”

“TY też!”

Wtedy Mustafa powiedział: “Uspokójcie się chłopcy. Wygramy to spotkanie. Po prostu się uspokójcie.”

Wszyscy wzięliśmy głęboki wdech.

Wtedy obrócił się do mnie i Sabino. “Sabino, Luis, odpoczniecie. Wrócicie niedługo na boisko.”

Kiedy zaczęła się druga połowa, zaczęliśmy grać lepiej. Nieco mniej się denerwowaliśmy. Przemowa Mustafy podziałała. Kiedy tylko Sabino i ja weszliśmy na boisko, strzeliliśmy. Potem znów strzeliliśmy. I nagle atmosfera się zmieniła. Nasz strach znikł. Zaczęliśmy bawić się w triki i siatki. Ludzie wokół boiska mówili: “O mój Boże, widzieliście to? Ci chłopcy są nieźli!”

Nagle zaczęli wspierać nas!

Zaczęliśmy kompletnie dominować spotkanie. Kilka dziewczyn z okolicy nawet pobiegło po wodę dla nas. Naprawdę czuliśmy się wtedy niezniszczalni.

Wygraliśmy mecz 16:12.

Później, wszyscy weszli na boisko i oszaleli: “Ahh! Ahh! Te dzieciaki są niesamowite! Niesamowite!”. A potem dziewczyna podeszła do mnie z długopisem i kawałkiem papieru.

Spojrzałem na nią i pomyślałem: “Co ja niby mam zrobić?”

Mustafa powiedział: “Podpisuj, podpisuj!”

“Ale co mam podpisać?”

Mustafa powiedział “Napisz swoje imię!”

Tak też zrobiłem. Wtedy Mustafa objął mnie i powiedział: “Szczęściara. Wiesz, za kilka lat ten podpis będzie wart dużo pieniędzy.”

Przynajmniej raz Mustafa się pomylił.

Napisałem “Luis”.

Ostatnie sztuki

Koszulka retro adidas Originals Manchester United AZ1242

Nie lada gratka dla prawdziwych kibiców "Czerwonych Diabłów". Należąca do unikatowej serii adidas Originals, replika koszulki, w której piłkarze Manchesteru United rozgrywali wyjazdowe spotkania w sezonie 1984/1985.

Dyskusja

Najnowsze

Sebastian Kehl: Sancho kiedyś odejdzie, ale nie będzie to w obecnym oknie transferowym

Dyrektor Borussii Dortmund, Sebastian Kehl, po raz kolejny zapewnił, że Jadon Sancho pozostanie na sezon 2020/21 na Signal Iduna...

Fabrizio Romano potwierdza rozmowy na linii Man Utd-FC Porto ws. Alexa Tellesa

Jamie Jackson z "The Guardian", a także Fabrizio Romano, potwierdzili wcześniejsze doniesienia portugalskiej prasy na temat tego, że klub...

Solskjaer: dokonamy zmian na mecz z Luton Town

Już w najbliższy wtorek piłkarze Manchesteru United będą mieli szansę na małą rehabilitację za porażkę na otwarcie sezonu z...

Patrice Evra: porozmawiajmy o Manchesterze United

Sfrustrowany obecną sytuacją Manchesteru United, Patrice Evra, w swoich mediach społecznościowych umieścił film, w którym wylewa żale dotyczące zarządzania...

Finalizacja transferu Alexa Tellesa na Old Trafford jeszcze w tym tygodniu?

Sobotnia porażka z Crystal Palace sprawiła, że coraz więcej pojawia się oburzonych głosów nawołujących do przyspieszenia działań transferowych, których...

ESPN: Man Utd coraz bardziej sfrustrowany budowaniem przez media społecznościowe negatywnej otoczki wobec działań klubu na rynku transferowym

Frustracja kibiców Manchesteru United rośnie i to nie tylko ze względu na ostatni wynik meczu z Crystal Palace, ale...

The Athletic: transfery nie mogą być zawsze jedynym Planem B dla Manchesteru United

Dziennikarz serwisu The Athletic, Carl Anka, po rozczarowującym meczu Manchesteru United z Crystal Palace na inaugurację swoich występów w...

Najważniejsze

Patrice Evra: porozmawiajmy o Manchesterze United

Sfrustrowany obecną sytuacją Manchesteru United, Patrice Evra, w swoich mediach społecznościowych umieścił film, w którym wylewa żale dotyczące zarządzania...

Konferencja prasowa Solskjaera po meczu z Crystal Palace: każdy z nas powinien spojrzeć teraz w lustro

Ole Gunnar Solskjaer po przegranym meczu 1:3 z Crystal Palace stawił się na konferencji prasowej, aby odpowiedzieć na pytania...

Może Cię także zainteresować

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!
0