UTD Unscripted – Louis Saha: niedokończona historia

manutd.com Patryk Tabak
Zmień rozmiar tekstu:

W najnowszym tekście z cyklu UTD Unscripted swój pobyt w Manchesterze United wspomina Louis Saha. Choć Francuz na Old Trafford święcił spore sukcesy, wciąż przemawia przez niego niedosyt związany z przegapieniem wielu spotkań, w tym finału Ligi Mistrzów, przez kontuzje.

ARTYKUŁ LOUISA SAHY DLA MANUTD.COM – TREŚĆ ORYGINALNA

Kiedy patrzę wstecz na moją karierę, a szczególnie na czas spędzony w Manchesterze United, kusi mnie, by nazwać ją niekompletną. Myślę o kontuzjach, wielkich meczach i finałach, które przegapiłem, a nawet o takich momentach jak wygrana na Anfield po golu Johna O’Shea, gdy byłem tak blisko zdobycia tej bramki przed nim.

Myślę o tym, jakbym był dzieckiem.

Tak, jest poczucie niepełności tej kariery, ale kiedy widzę dzieci na ulicy, to wiem, że daliby oni wszystko, aby tylko raz móc założyć koszulkę Manchesteru United i wybiec na Old Trafford. Ja zrobiłem to więcej niż raz i kiedy myślę o tym w ten sposób, to jestem naprawdę szczęśliwy.

Moje przenosiny do Man Utd trwały długo, ponieważ Fulham nie chciało mojego odejścia. Wiedziałem jednak, że jak to się w końcu uda i negocjacje się zakończą, to będzie to absolutnie wspaniałe. Oczekiwałem, że będę się dobrze bawić podejmując wyzwania. Ludzie mówią o presji i oczywiście ona ma miejsce, gdy grasz dla Manchesteru United, ale ja się z tego cieszyłem. Wiedziałem, że każdego dnia będę rywalizował i trenował z najlepszymi. To była dla mnie gwarancja przyjemności.

Louis Saha dla "GQ": Man Utd potrzebuje doświadczonego napastnika ...
GQ Magazine

Przyszedłem i od razu zostałem przyjęty przez zawodników i menedżera. To co zrobili było niesamowite. Ułatwiali mi życie, więc zdobywanie bramek było czymś naturalnym. Miałem sporo okazji, których wykorzystywanie było dla mnie czymś oczywistym. Mogłem cieszyć się każdą chwilą. Generalnie myślisz o presji, o potrzebie czasu, o adaptacji. Ja nie miałem się o co martwić. Strzeliłem w moim debiucie z Southampton, a uczucie, kiedy piłka po tym strzale z rzutu wolnego trafiła do siatki, było niesamowite. Kolejne gole też przychodziły.

W moim drugim spotkaniu zdobyłem dwa gole z Evertonem jeszcze w pierwszej połowie. Naturalne, nie? Cóż, to był dzień, w którym dowiedziałem się o wymaganych standardach. Zdobyłem dwa gole i zmarnowałem szanse na hat-tricka jeszcze przed przerwą, więc schodząc do szatni na pewno nie spodziewałem się, że menedżer będzie na mnie krzyczał właśnie za tę niewykorzystaną sytuację!

Poczekaj chwilę… co?

Jednak potem pomyślałem: ciesz się tą chwilą, bo potrzebowałem tego, żeby naprawdę zrozumieć potrzebę zintensyfikowania mojej gry. Niektórzy piłkarze obok mnie – część z nich chce grać na mojej pozycji, jeśli ja zaczynam, a oni siedzą na ławce.

Jest jeszcze fakt, że każdy piłkarz na świecie chce grać dla Manchesteru United i nagle poczułem ten poziom rywalizacji, który naprawdę kocham. Jeśli w meczu zdobywasz dwie bramki, ale marnujesz dobrą sytuację, menedżer na pewno tego nie zaakceptuje i zwróci na to uwagę. Właśnie to czyni ten klub wyjątkowym.

Dołączyłem do zespołu w połowie sezonu 2003/04. W tych pierwszych miesiącach, poprzedzających mistrzostwa Europy, miałem ogromne problemy z Achillesem. Przeszedłem przez pierwsze pół roku, potem te rozgrywki. Po powrocie udało mi się rozegrać trzy czy cztery miesiące, kiedy nie wytrzymało kolano, bo próbowałem sam przejść przez tę kontuzję.

Wtedy rozpoczął się koszmar.

To staje się cyklem. Wracasz wcześnie, bo masz chęci, chcesz odzyskać miejsce w składzie i wykorzystać szansę, mając przy tym świadomość, że gdy Wayne RooneyAlan Smith wejdą i zdobędą bramki, to możesz skończyć na ławce. Dlatego zawsze się spieszyłem z powrotem. Czułem, że sobie to rekompensuję, za każdym razem. To było naprawdę trudne. Za każdym razem udawało mi się wracać dość szybko, a potem byłem wyłączony na kilka tygodni. Jedyna krytyka, jaką miałem wobec siebie, dotyczyła tego, że nie ma mnie na boisku. Możesz zapytać każdego, kto się zna na kontuzjach, myślę że to była wyjątkowa sytuacja. Takie coś nie zdarza się często.

To był bardzo frustrujący czas, ale jednocześnie miałem wielkie szczęście, że byłem w tym klubie. Miałem obok siebie innych piłkarzy, jak Ole Gunnar Solskjaer, który był już legendą klubu i przechodził z kontuzjami to samo co ja. Mój dobry kumpel, Quinton Fortune, też miał problemy. Nie mogłem narzekać, bo byłem częścią historii klubu, która była niesamowita. Czuję, że moje losy nie potoczyłyby się tak samo, gdybym był w jakimkolwiek innym klubie.

bwin exclusive: Louis Saha on Man Utd, Spurs and Everton transfers
bwin

Sezon 2004/05 był trudny. W kampanii 2005/06 było nieco lepiej, bo więcej grałem i zdobywałem więcej bramek, ale także miałem swoje problemy. Z perspektywy czasu patrzę na te dwa sezony jako na okres, który miał mnie przygotować na to, co stanie się w rozgrywkach 2006/07.

Byliśmy wówczas w okresie przejściowym. Przyszedł WazzaCristiano Ronaldo, byłem także ja, inni piłkarze próbowali się do tego przystosować. Dołączył też do nas Carlos Queiroz, a ludzie nie potrafili zrozumieć wizji sir Aleksa Fergusona. On miał jednak jasny obraz tego, co chciał osiągnąć.

Po kilku pierwszych meczach sezonu 2006/07, można było poczuć, że coś się dzieje. Każdy w pełni czuł swój potencjał – niezależnie czy dotyczył on defensywy, pomocy czy ataku. Czuliśmy, że to wszystko się zazębiło. Premier League to nie jest tylko kilka spotkań, wiedzieliśmy, że będzie to maraton i będzie nam trudno, ale zaczęliśmy bardzo dobrze. Mecz pierwszej kolejki z Fulham był dla nas idealny. Już po 20 minutach było 4:0, a ostatecznie skończyło się 5:1.

Przeczytaj również:  Bruno Fernandes dla The Athletic (cz. I): Ole Gunnar Solskjaer nie był winien wszystkiego

To, co budujecie, opiera się na pomyśle menedżera na wykorzystaniu pewnych piłkarzy w taki sposób, aby ułatwiali oni grę głównym zawodnikom. Kiedy myślę o CristianoWazzie – wiedziałem, że w pewnym sensie musiałem im służyć. Musisz zrozumieć, że każdy ma określoną rolę. GiggsyScholesy, Roy przez całą karierę byli w stanie to zrozumieć i teraz też jest na to czas. Kiedy patrzę wstecz i przypominam sobie Phila Neville’aJohna O’SheaWesa BrownaQuinny’ego… to były bardzo ważne elementy zespołu, ponieważ sir Alex zarządzał nimi w taki sposób, że zrozumieli, że trofea zdobywa się za ciężką pracę wszystkich. Mistrzowskie zarządzanie ludźmi. Udało mu się podnieść naszą pewność siebie do takiego poziomu, że nikt nie mógł nas nawet dotknąć.

Cristiano Ronaldo has it all' - former Man Utd striker Louis Saha ...
goal.com

Tamtego lata dokonaliśmy tylko jednego wielkiego transferu. Z Tottenhamu przyszedł do nas Michael Carrick, ale był dla nas bardzo ważny. To było niesamowite, że tak młody piłkarz dysponował takim sprytem i opanowaniem. To mnie przerażało. Napastnik potrzebuje, aby wszystko było na swoim miejscu, jeśli ma dochodzić do sytuacji. W nim oraz Scholesie mieliśmy dodatkowe zabezpieczenie. Graliśmy szybko, wykorzystywaliśmy skrzydła, czasem masz takiego zawodnika jak Cristiano, który nie broni tak, jak inni skrzydłowi i trzeba to zrozumieć. To wzmocnienie było dla nas bardzo ważne, Michael był w tym kluczowy, bo wiedział jak to wszystko po cichu zrekompensować.

Był też facet, który wrócił po kontuzji – Ole. Dla niego to było niesamowite, ale dla mnie nie stanowiło zaskoczenia. Bardzo ciężko pracował, by odzyskać sprawność fizyczną, a ponadto miał naturalny instynkt przed bramką rywala. Widać to teraz przy Masonie Greenwoodzie. Może uderzyć praktycznie z każdego miejsca. Myślę, że miał taki jeden ruch, po wykonaniu którego każdy wiedział, że będzie strzelał. Ole doznawał kontuzji, ale widać było po nim, że jest pozytywny. On nie wykazuje żadnych wątpliwości. Był też skromny. Mieć obok siebie kogoś takiego, kto też walczy z urazami w tym samym czasie, było naprawdę świeżo działające na mój umysł. Mógłby narzekać, mógłby mówić to lub tamto, ale nigdy nie słyszałem, by Ole narzekał na ćwiczenia, swoją sytuację czy na cokolwiek innego. Był niesamowity. Kiedy odzyskał formę, po prostu robił to, co robił: zdobywał bramki.

W pierwszych miesiącach sezonu to samo dotyczyło mnie, czułem się świetnie. Czułem dobre zgranie z innymi piłkarzami, szczególnie ze Scholesym. W trzech na cztery akcje, w których wybiegałem do piłki, on posyłał mi podanie. Wszystkie połączenia z Wazzą były niesamowite. Zbliżałem się, a on wbiegał za obrońców. Rozumieliśmy się bardzo dobrze także z CristianoGiggsem na skrzydłach. Czasem ci piłkarze byli nieprzewidywalni, co było dla mnie wielką radością, bo non stop musiałem być skoncentrowany. Gdy masz wokół siebie liderów, którzy zawsze popychają cię do przodu, możesz być tylko lepszy, możesz osiągać tylko wyższy poziom. Naprawdę dobrze się bawiłem, po prostu.

Oczywiście były też słabsze momenty, jak zmarnowany rzut karny z Celtikiem w Lidze Mistrzów, ale wsparcie, które otrzymałem potem od piłkarzy i menedżera było niesamowite. Następne spotkanie było z Chelsea, mistrzem Anglii, na Old Trafford. Byłem podłamany tym, co wydarzyło się w środku tygodnia, ale menedżer przekazał mi pewność siebie i powiedział, że strzelę gola.

Zrobiłem to. To jedna z moich ulubionych bramek.

My Favourite Trophy: Louis Saha | Manchester United
manutd.com

Najważniejsza dla mnie była celebracja. Czułem, że moi koledzy świętują ze mną, aby okazać swój szacunek i wsparcie. W takich chwilach liczy się bardziej duch zespołu niż to, że strzeliłeś gola. Kiedy myślisz o całym sezonie, tych celebracji po strzelonych bramkach jest wiele, ale poczucie wsparcia od kolegów z zespołu i całego sztabu jest najważniejsze.

W meczu z Chelsea czułem się świetnie zarówno mentalnie, jak i fizycznie. Tylko zremisowaliśmy, ale byliśmy na szczycie tabeli, więc po prostu kontynuowaliśmy swoją grę i wygrywanie. Ja grałem i strzelałem, ale najbardziej byłem dumny z tego, jak prezentowała  się drużyna. Sposób, w jaki graliśmy, był bardzo szybki, wymagający fizycznie. Jako zespół zawsze wymagaliśmy od siebie więcej.

Moje problemy z kolanami wróciły w ostatniej ćwiartce sezonu. Od lutego w tamtej kampanii zagrałem tylko trzy razy. To było wyniszczające. Tak jak następny sezon, gdy przegapiłem finał Ligi Mistrzów z Chelsea. To bardzo bolało. Kiedy więc patrzę na te momenty, jest dość dziwnie. Wszyscy mówią, że to musiały być wspaniałe czasy, jednak czasem wciąż przypominam sobie, być może nieco samolubnie, że były też niekompletne.

Teraz myślę o nich inaczej. Myślę o tym z perspektywy dziecka – aby cieszyć się tymi chwilami, bo wiem, jak wyjątkowe one są dla każdego, kto kocha piłkę nożną. Trudno znaleźć słowa, którymi można opisać uczucia, jakie targają tobą po podniesieniu trofeum za wygranie Premier League. Najlepsze co mogę zrobić, to zastanowić się, czym by było założenie koszulki Manchesteru United dla tych chłopaków z ulicy. Mnie się to udało, zdobyłem trofea, zostałem mistrzem. Kiedy myślę o tym w ten sposób, naprawdę nie mogę prosić o wiele więcej.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze