The Athletic: od sierocińca do Manchesteru United – historia absurdalnego transferu Bebe

The Athletic Paweł Waluś
Zmień rozmiar tekstu:

Zapewne kojarzycie memy z serii “jak oni się tam znaleźli”. Cóż, to samo pytanie moglibyśmy sobie zadać w sprawie Bebe w Manchesterze United. Daniel Taylor, Adam Crafton, Dermot Corrigan oraz Andy Mitten próbują rozwikłać jedną z największych zagadek klubu z Old Trafford – dlaczego sir Alex Ferguson swego czasu zdecydował się zapłacić ponad 7 milionów funtów za zawodnika, którego nigdy nie widział?

Artykuł Daniela Taylora, Adama Craftona, Dermota Corrigana i Andy’ego Mittena dla The Athletic – treść oryginalna

Jest jedna rzecz, której do dzisiaj żałuję, a miała miejsce w trakcie tego ekscentrycznego okresu historii Manchesteru United, kiedy nikomu nieznany 20-latek z Portugalii, z niezwykłą historią do opowiedzenia, podpisał kontrakt z największym klubem w angielskiej piłce nożnej.

Chodzi o pierwsze miesiące Bebe w Manchesterze, kiedy podopieczni sir Aleksa Fergusona mierzyli się na swoim stadionie z Wolverhampton Wanderers. Po 10 minutach kontuzji nabawił się Owen Hargreaves, co oznaczało, że zobaczymy Bebe na boisku o wiele wcześniej, niż ktokolwiek się spodziewał.

Zajął miejsce na prawym skrzydle, z którego w przeszłości rywali atakował Cristiano Ronaldo i bardzo szybko stało się jasne dla wszystkich na Old Trafford – postaram się ująć to najgrzeczniej jak to tylko możliwe – że ostatni nabytek z Portugalii może nie zrobić wielkiej kariery w barwach United.

Przypomnijmy, że mówimy o zespole, który wziął udział w dwóch z trzech ostatnich finałów Ligi Mistrzów i weźmie udział w następnym pod koniec wspominanego sezonu. United walczyli wtedy z Chelsea o mistrzostwo i byli na drodze do 12 z 13 zdobytych tytułów Premier League przez Fergusona.

Wtedy pierwsze dośrodkowanie Bebe wyleciało na aut po przeciwnej stronie boiska. Piłka nawet nie odbiła się od murawy i był to jeden z nielicznych momentów, kiedy w tłumie zebranym na stadionie dało się usłyszeć śmiechy, ale nie umniejszające, raczej nerwowe.

Fot. Getty Images

Bebe przejechał dłońmi po swojej twarzy i westchnął ciężko. Cały czas próbował, pokazywał się do gry i podnosił rękę w ramach przeprosin, kiedy akcja kończyła się po jego zagraniu. Nie było nadziei. Trudno policzyć, jak często wykopywał piłkę w kierunku trybun. Każdy, kto miał chociaż najmniejsze pojęcie o piłce nożnej widział, że ten chłopak naprawdę dawał z siebie wszystko.

Wtedy, w 75. minucie, Ferguson stwierdził, że wystarczy tego wszystkiego, elektroniczna tablica powędrowała w górę i pokazała numer 33 należący do Bebe. Jego miejsce zajął Federico Macheda, a Albert Morgan, kitman United, podał Bebe jego dres.

To zawsze największe upokorzenie dla piłkarza – być zmienionym zmiennikiem – i możecie sobie wyobrazić złośliwą radość, która zapanowała wtedy w social mediach.

Tego wieczoru ukazało się wideo prezentujące wszystkie nieudane zagrania w wykonaniu Bebe, wszystkie wyprawy w ślepy zaułek, niecelne podania i to najgorsze, czyli dośrodkowania z prawego skrzydła, które zupełnie mijały pole karne „Wilków”.

Pamiętam też coś, co parę tygodni temu przypomniał mi ktoś na boisku treningowym United.

W tamtym czasie wszedłem na Twittera, bardzo zadowolony z siebie, i dodałem swoją cegiełkę do tematu, który już prężnie hulał po sieci. Napisałem wtedy, że Bebe wygląda jak „zwycięzca konkursu” – człowiek, który wygrał grę na Old Trafford.

Przyjęło się całkiem nieźle, mierząc to w kategoriach Internetu. Jeśli dobrze pamiętam, to sporo osób podało dalej mój wpis. Jednak kiedy się nad tym zastanowiłem odpowiednio, nie byłem pewny, czy zasłużył na to wyśmiewanie i tyle niemiłych słów. To był tani chwyt z mojej strony. Nie noszę w sobie dumy z powodu tego, że dołączyłem do linczu.

10 sierpnia minęło dokładnie 10 lat od momentu odejścia Bebe z Vitorii Guimaraes za 7,4 miliona funtów. Do dziś pozostaje on jednym z najbardziej kłopotliwych, absurdalnych i wręczy mylących ruchów w historii transferów w ogóle.

Wszyscy, którzy śledzili w tamtym czasie Premier League, znali historię Bebe. To, jak spędził dzieciństwo w sierocińcu na ulicach Lizbony, jak ciężko przepracował kolejne lata i wreszcie jak spełnił swoje marzenia, ponieważ Ferguson postanowił pozyskać go „na ślepo”.

Nie byliśmy jednak w stanie poskładać tego w sensowną całość.

To był jedyny moment w historii trenerskiej Fergusona, zaczynającej się jeszcze w East Stirlingshire w 1974 roku, kiedy zdecydował się pozyskać kogoś, nie widząc go na żywo w grze, ani nawet nie oglądając żadnych nagrań z prezentacją jego umiejętności.

Jeden z byłych dyrektorów wykonawczych na Old Trafford powie potem grupie pisarzy z Manchesteru, że najbardziej logicznym wyjaśnieniem była celowa próba pochlebstwa Jorge Mendesowi, bardzo wysoko postawionemu agentowi, który nadzorował ten transfer.

To brzmi wiarygodnie: Mendes sprowadził już Ronaldo, Naniego i Andersona na Old Trafford, a także miał długą listę klientów, którzy w przyszłości mogli okazać się przydatni. Jednak minęła dekada, a my wciąż mamy więcej pytań, niż odpowiedzi.

Transfer Bebe doprowadził do śledztwa portugalskiej jednostki antykorupcyjnej, a dokładny powód tego dochodzenia nigdy nie został wyjaśniony. Nigdy też nie zostały postawione jakiekolwiek zarzuty i cała sprawa jest już dzisiaj zamknięta.

The Athletic porozmawiało z Goncalo Reisem, agentem który odkrył Bebe i stał się dla niego niemal ojcem, tylko po to, by zostać odciętym i zastąpionym przez Mendesa kilka dni przed transferem do United. On również wydaje się zdumiony tym wszystkim, co się wydarzyło.

Jak sam mówi, Bebe „był dobrym człowiekiem… na początku”.

To, co możemy powiedzieć z pełnym przekonaniem, to że w historii Premier League nie było zawodnika, który przeszedłby tak niekonwencjonalną drogę na sam jej szczyt.

Bebe, według słów Fergusona, miał dorastać „wędrując po ulicach Lizbony”. Nie jest to do końca prawdą, ale jeszcze dwa miesiące przez telefonem od United, żył za murami białych ścian sierocińca Casa do Gaiato, jakieś 20 kilometrów na północ od stolicy Portugalii.

Pozornie znikąd najbardziej utytułowany klub w Premier League stwierdził, że warto go umieścić na swojej liście 20 najdroższych transferów w historii.

Bebe później przyznał, że potrzebował tygodnia na upewnienie się, że nie padł ofiarą żartu.

*

„Był naszą hazardową zagrywką” pisał Ferguson w swojej autobiografii.

Ta książka wyszła w 2013 roku i Ferguson nadal nie chciał za bardzo przyznać, że Bebe okazał się po prostu drogą pomyłką.

Jak pisał dalej, Bebe miał „fantastyczną nogę”. Tak fantastyczną, że Ferguson posunął się do stwierdzenia, że zawodnik ten miał potencjał, aby zostać prawdziwym łowcą bramek w Premier League.

Bebe przyszedł z pewnymi ograniczeniami, ale miał w sobie talent. Uderzał piłkę z mocą, obiema nogami, bez żadnych problemów. Nie był piłkarzem kompletnym, ale szkoliliśmy go, aby stał się lepszy. Z tak ułożoną nogą był zdolny do zdobycia 20 bramek w sezonie.

Jak do tej pory, Bebe zdobył 34 gole w całej swojej karierze, obecnie występuje na poziomie drugiej ligi hiszpańskiej. Dwie z nich strzelił dla United, ale uzbierał w nim zaledwie siedem występów – czy raczej 335 minut – i kiedy Ferguson pisał „Być liderem” w 2015 roku, jego ocena uległa zmianie.

Bebe został wspomniany we fragmencie, w którym Ferguson przyznał, że „podjął kilka nierozważnych decyzji, jeśli chodzi o kupno i sprzedaż zawodników, których żałuje”. Jako pierwsze zostało podane odejście Jaapa Stama z Old Trafford. Następne było pozyskanie Bebe.

Nie wykonaliśmy naszej normalnej pracy domowej. Bebe nie radził sobie w United, nigdy nie stał się częścią tego klubu i po kilku wypożyczeniach został sprzedany.

Fot. Getty Images

Innym sposobem zrozumienia (braku) wpływu Bebe są książki, które napisali jego byli koledzy z United. Gary Neville w swojej autobiografii nie wspomina o nim nawet raz. Tak samo jak Rio Ferdinand. Bebe nigdy nie rozpoczął meczu ligowego w barwach United od pierwszej minuty. Bez przesadnego okrucieństwa musimy stwierdzić, że nie zrobił na boisku niczego, przez co warto byłoby go wspominać.

Jednak z drugiej strony, to jest rodzaj historii, którą powinien zainteresować się scenopisarz z Hollywood i przedstawić ją jako film.

Powoli, kawałek po kawałku, otrzymywaliśmy kolejne informacje o tym, jak Bebe został porzucony przez swoich rodziców pochodzących z Wysp Zielonego Przylądka i przygarnięty przez babcię do ukończenia 12. roku życia. Wtedy sąd wysłał go pod opiekę kościoła katolickiego.

Bebe żył w dormitorium z 15 łóżkami w Gaiato. Gry w piłkę nauczył się na kortach tenisowych albo piaszczystych skrawkach ziemi, gdzie jedynym okazem zieleni były chwasty przedzierające się przez pęknięcia. Nie miał zielonego pojęcia o pewnych strukturach akademii piłkarskiej, które ewentualnie pozwalają się wybić młodym piłkarzom.

Tymczasem jego początki w profesjonalnej piłce nożnej wiążą się z CAIS, czyli organizacją odpowiedzialną za portugalską reprezentację bezdomnych. Jednak w przeciwieństwie do tego co się często pisze, nigdy nie został wybrany do drużyny. Wziął za to udział w Europejskim Festiwalu Piłki Ulicznej 2009 w Bośni i Hercegowinie. Strzelił również kilka bramek dla amatorskiej drużyny Pinheiro de Loures i spisał się wystarczająco dobrze, aby pozyskała go Estrela da Amadora, drużyna z trzeciej ligi portugalskiej.

Dla Estreli problemem były pieniądze, a właściwie ich brak. Byli tak biedni, że nie mogli płacić żadnej pensji, więc Bebe mógł szukać dla siebie kolejnego klubu. Kiedy popisał kontrakt z Vitorią Guimaraes, zarabiał 250 funtów tygodniowo.

Wtedy nadchodzi trąba powietrzna. Bebe zdobył pięć bramek w sześciu spotkaniach towarzyskich pre-sezonu. Mendes skontaktował się z United i nagle wszystko ruszyło. United otrzymali informacje, że powinni szybko podjąć decyzję, ponieważ Real Madryt i Benfica mają zamiar się wtrącić. Informacja wypłynęła do gazety sportowej “Marca” z Madrytu, która szybko wypuściła w świat wieść o nieznanym Portugalczyku, który miał dołączyć do zespołu “Galacticos” prowadzonego przez Jose Mourinho.

Jak wiele w tym blefu i jak wiele faktów? Czy Real Madryt naprawdę miał zamiar pozyskać Bebe, czy może to było coś, czemu Mourinho, kolejny klient Mendesa, i Real Madryt po prostu nie zaprzeczyli (Ferguson napisał w książce, że Mourinho powiedział mu, że to prawda)?

Wiele wydarzyło się w bardzo krótkim okresie.

Mendes zaczął pracować dla Bebe 6 sierpnia, dzień po tym, jak Reis otworzył list, z którego dowiedział się, że został zwolniony z obowiązków agenta tego piłkarza. Mendes otrzymał 30 procent z nieujawnionej kwoty. Vitoria potroiła klauzulę Bebe z 3 do 9 milionów euro. Tiago Manuel Dias Correia, przedstawiając go pełnym imieniem, został zawodnikiem United 11 sierpnia. Czy możemy się nie zgodzić z Bebe, który opisał ten ruch jako „szalony”?

Historia robi się jeszcze dziwniejsza, kiedy zdamy sobie sprawę, że wtedy Fergusonowi doradzał jego były asystent Carlos Queiroz, w swojej nowej roli selekcjonera reprezentacji Portugalii, a także portugalski skaut. Queiroz miał powiedzieć swojemu byłemu klubowi, że Bebe warty jest zainwestowania pieniędzy.

Jednak gdy Queiroz został o to zapytany kilka lat później, wyglądał na tak zdumionego, jak wszyscy inni.

Bebe nie znajdował się nawet w plikach reprezentacji Portugalii – mówił Queiroz. – Nie istniał w systemie, który niczego nie przegapia. Więc przejście Bebe do Manchesteru United wzięło mnie z zaskoczenia. Zwołałem wtedy swoich trenerów i spytałem co się dzieje. „Dlaczego?”. On nie istniał. Nic o nim nie wiedziałem.

Bebe był w Vitorii przez zaledwie kilka tygodni, nie rozegrał tam oficjalnego meczu i nie miał nawet strony na Wikipedii. Był dosyć niezwykłym celem transferowym, mówiąc delikatnie, zwłaszcza że sześć dni później Ferguson oskarżył Manchester City o „zakupy w stylu kamikaze”. Mantrą Fergusona w tamtym czasie, kiedy kibice od dawna narzekali, że rodzina Glazerów zbyt skąpo udziela się finansowo dla klubu, było stwierdzenie, że „na rynku nie ma jakości”.

Jak możecie pamiętać, to był też sezon, kiedy Wayne Rooney zapukał do drzwi Fergusona i narzekał na to, że klub nie jest wystarczająco ambitny. Według informacji The Atlhetic, Rooney był nieprzekonany kupieniem za 10 milionów funtów Chrisa Smallinga z Fulham. Dosyć logiczną konkluzją wydaje się, że transfer Bebe również mógł chodzić mu po głowie.

Przeczytaj również:  Bruno Fernandes: gra z Christianem Eriksenem to czysta przyjemność

Niektórzy piłkarze United zaczęli się śmiać, kiedy Bebe pierwszy raz pojawił się w klubie i zdradził, skąd pochodzi. Nie przez okrutność, po prostu nie mogli uwierzyć, że człowiek znikąd może teraz grać dla jednej z najlepszych drużyn w Europie.

Bebe był nieoszlifowany i musiał popracować nad swoją techniką. Jednak nie był kompletną katastrofą. Potrafił oddać mocny strzał, który zaskoczył jego kolegów. Był szybki, silny i przed wszystkim pokorny. Cały czas traktował to jako wymarzony sen, który stał się bardzo realny.

Jego nowi koledzy nie obwiniali go za to, że spróbował spełnić swoje marzenia. Wiedzieli jednak – ponieważ widzieli to na boisku treningowym – że będzie potrzebował bardzo dużo cierpliwości.

W swoim debiucie ligowym wszedł na boisko za Michaela Owena w momencie, kiedy drużyna bezbramkowo remisowała z Sunderlandem w pierwszych tygodniach października. Słynny mecz z Wolves miał miejsce pod koniec tego miesiąca. W międzyczasie Rooney złożył prośbę o transfer. W oświadczeniu Rooneya mogliśmy przeczytać o: „braku zapewnienia, że klub wciąż ma umiejętność pozyskiwania najlepszych zawodników na świecie”.

*

Obserwując tę sytuację, łatwo jest zrozumieć, dlaczego Goncalo Reis czuje się pokrzywdzony.

Reis w tamtym czasie dopiero zaczynał w świecie agentów piłkarskich i był mała rybką w porównaniu do Mendesa, kiedy wziął Bebe pod swoje skrzydła.

Odkryłem go, kiedy miał 17 lat – mówi Reis dla The Athletic. – Udałem się do akademii Sportingu Lizbona i tam zobaczyłem, jak grał dla Estreli. Pomyślałem sobie, że różnił się od innych, bo był bardzo silny. W mojej opinii grał bardzo dobrze. Było tam wielu skautów i żaden z nich z nim nie rozmawiał.

Porozmawiałem z kimś z Estreli i powiedział mi, że (Bebe) żył w Casa do Gaiato. Pojechałem tam i spytałem się go czy chciałby być piłkarzem. Odpowiedział, że to jego marzenie, a ja powiedziałem: „słuchaj, jesteś jednym z moich pierwszych piłkarzy i gwarantuję ci, że dostaniesz wszystko czego potrzebujesz, żeby grać w piłkę”.

Bebe był tak bardzo zależny od swojego życia w Gaiato, swojej codziennej rutyny nauki, modlitwy i ćwiczeń, że teraz ma wytatuowaną nazwę tego sierocińca na nodze. Na jego ramieniu znajduje się „senhorinha” – mała dama – na cześć jego babci.

Poznałem jego znajomych – mówi Reis. – Nigdy nie powiedział mi za wiele o swojej rodzinie. Ma trzech braci. Jeden grał w futsal, a pozostała dwójka… nigdy nie zdradził szczegółów. Nigdy nie mówił też o swojej matce albo ojcu. On był dzieciakiem, a ja miałem 40 lat. Powiedział do mnie: „jesteś dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie miałem, dałeś mi wszystko, czego potrzebowałem i czasem czuję się jak członek twojej rodziny”.

Bebe miał bardzo skomplikowane życie, zarówno pod względem finansowym, jak i swojej rodziny. Nie miał jej wokół siebie, żadnej struktury, niczego. Dlatego właśnie żył w Casa de Gaiato.

Reis wykazywał się wieloma aktami szczodrości, między innymi zapraszał Bebe na obiady ze swoją rodziną.

Kiedy kończył 18 lat, zapytał mnie, czy mógłby wyjść z kilkoma kumplami na obiad do restauracji. Powiedziałem: „Nie martw się Tiago. To jest mój prezent na twoje 18. urodziny, zasłużyłeś na to. Zaproś kolegów i idźcie na obiad do restauracji”. Zaczęło się od pięciu, a na koniec zaprosił 20 osób. Zapłaciłem za nich wszystkich, to nie był problem.

Był jednym z moich pierwszych piłkarzy. Byłem przekonany, że może być bardzo dobry – nie fenomenalny, ale miał umiejętności, które odróżniały go od portugalskich zawodników. Był szybki na pierwszych trzech metrach. Miał mocny strzał. Nie miał techniki, której nauczyłby się w takich klubach jak Porto, Sporting albo Benfica. Był piłkarzem w ulicy.

Reis poprosił portugalskiego skauta Tottenhamu Hotspur, żeby przyjrzał się Bebe w Estrali i otrzymał wiadomość, że ten zawodnik nie jest wystarczająco dobry na Premier League. Holenderskie PSV Eindhoven wyraziło zainteresowanie, jednak zmienili zdanie.

Według słów Reisa, klauzula w kontrakcie Bebe z Vitorią zakładała, że on i agent otrzymają 30 procent z następnego transferu, jeśli przekroczy on 700 tys. funtów.

Zapłaciłem za nauczyciela angielskiego i powiedziałem mu (Bebe): „Prędzej czy później będziesz grał w piłkę w Portugalii, a lekcje angielskiego świetnie przygotują cię na to, co może cię czekać w przyszłości”.

Wtedy telefony przestały dzwonić. Bebe podpisał kontrakt z Gestifute, agencją Mendesa i nagle został piłkarzem United. Reis nie był już jego agentem, więc nie otrzymał nawet pensa, podczas gdy z raportów finansowych Vitorii wynika, że Mendes zainkasował 2,9 miliony funtów, co zawierało w sobie 10 procent prowizji i 30 procent z „praw ekonomicznych”. United miał zapłacić samu Bebe 500 tyscięcy funtów za podpis i zaproponować 18 tysięcy funtów tygodniowo pensji.

Dekadę później Reis wspomina, że przybycie Bebe do Anglii oznaczało, że: „Nagle wszyscy wrócili do jego życia… babcie, wujkowie, wszyscy. W wieku 20 lat stworzył sobie nową rodzinę”.

Oczywistym jest, że Reis poczuł się zawiedziony i przede wszystkim zastanawia się, czy Bebe otrzymał wystarczająco dużo wsparcia w Manchesterze. Bebe przez kilka miesięcy mieszkał z Andersonem, który uwielbiał nocne życie w Manchesterze i Reis zastanawia się, czy to był mądry ruch.

Znacie Andersona… Nie umieszczacie dzieciaka w pokoju z Andersonem. Gdyby chodziło o Ronaldo, Mendes nigdy nie zgodziłby się na to, żeby mieszkał z Andersonem. Zapomnijcie o tym.

*

Bebe gra obecnie na lewym skrzydle w Rayo Vallecano. Albo raczej będzie to robił, kiedy upora się już z zerwanymi więzadłami w kolanie, które wykluczyły go z gry od października.

W zeszłym miesiącu skończył 30 lat. Możemy teraz przejrzeć statystyki z jego kariery i przekonać się o tym, co prawdopodobnie zawsze wiedzieliśmy: że znajdował się kilka poziomów niżej, niż najlepsi zawodnicy.

Z drugiej strony, może wam opowiedzieć jak to jest trzymać puchar za mistrzostwo Premier League (i mamy na to dowód w postaci zdjęcia).

Fot. Getty Images

Bebe zdobywał gole w Lidze Mistrzów, portugalskiej Primeirze i w La Lidze, był częścią zdobywającej tytuł Benfiki, wygrał Segunda Division z Rayo (w zeszłym sezonie znów spadli) i grał mecze przeciwko Barcelonie oraz Realowi Madryt.

Rozmawiał ze mną o swoim czasie w Manchesterze, jak to jest dołączyć do nich i wejść do szatni z ludźmi takimi jak [Ryan] Giggs, którzy osiągnęli wszystko w piłce nożnej – mówił Alberto Garcia, kapitan Rayo w rozmowie z The Athletic. – Jest bardzo dumy z tego, że tam grał i wdzięczny za szanse, która mu podarowali.

Ostatni występ Bebe w koszulce United przypada na wygrany 1:0 mecz z Crawley Town w FA Cup. Wcześniej został zmieniony w przerwie w trakcie przegranego 0:4 spotkania z West Hamem w Pucharze Ligi.

Był człowiekiem, który nic nie miał – mówi Reis. – To był ogromny skok, w jeden miesiąc zmienić Estrelę na Vitorię, a potem na Manchester United. Nie był na to gotowy. Oczywiście, że nie był.

A teraz?

Ściśle mówiąc, Bebe przetrwał na Old Trafford odejście Fegusona, nawet jeśli niewiele zobaczyliśmy w jego wykonaniu zanim szkocki menadżer przeszedł na emeryturę w 2013 roku.

Na pewno nie pomogło Portugalczykowi pierwsze zerwanie więzadeł w 2011 roku, kiedy grał dla reprezentacji Portugalii U-21. Dwa miesiące po tym, jak został wypożyczony do tureckiego Besiktasu.

Potem został wypożyczony na sześć miesięcy do Rio Ave w Portugalii w styczniu 2013 roku. Tego lata jedną z pierwszych decyzji Davida Moyesa jako następcy Fergusona, było pozbycie się Bebe, który najpierw został wypożyczony do Pacos Ferreira (gdzie zdobył 12 goli w 27 występach w portugalskiej ekstraklasie), a potem przeniósł się do Benfiki w 2014 roku.

Ostatecznie swój dom odnalazł w Rayo, być może dlatego, że historia klubu z Madrytu przypomina trochę jego własną.

Rayo Vallecano reprezentuje barrio (dzielnicę) Vallecas, a nie całe miasto Madryt – tłumaczy Garcia. – Klub ma aktywny kontakt z kibicami i jest symbolem ich warunków i problemów społecznych, które mają miejsce w naszym barrio, ale i w całej Hiszpanii. Kibice chcą, aby to, co dzieje się na ulicach Vallecas zostało zamanifestowane również na stadionie w trakcie meczów.

Fot. Getty Images

Bebe zaliczył garść występów w Benfice, jednak jedne z jego najbardziej imponujących spotkań dla Rayo przypadają na mecze z wielkimi przeciwnikami. Zanotował dwie asysty w spotkaniu z Barceloną i miał kluczową rolę w zwycięstwie 1:0 nad Realem Madryt.

To, że nie poradziłeś sobie w Manchesterze United, nie oznacza, że nie możesz dobrze grać w piłkę – powiedział John Cofie, jeden z jego byłych kolegów z United. – Spójrzcie na niego, gra w lidze hiszpańskiej i dobrze sobie radzi. Ludzie mogą myśleć, że jest wtopą, ale kibice piłkarscy myślą tak o połowie zawodników, którzy przewinęli się przez United.

Cofie podpisał swój profesjonalny kontrakt na Old Trafford w tym samym roku, w którym przybył do niego Bebe. Nigdy nie zanotował występu w pierwszym składzie, ale spędzili razem trochę czasu za kulisami.

Był bardzo życzliwym, zabawnym gościem, który dogadywał się z większością chłopaków. Wszyscy wiedzieliśmy skąd pochodził. Nie był arogancki albo przemądrzały. Trzymał głowę nisko i brał to, co dostawał. Był dobry technicznie, miał dobrą nogę i był szybkim skrzydłowym. Każdy ma inną definicją wtopy, ale ja nie umiem spojrzeć na kogoś i powiedzieć: „oh, on nie jest wystarczająco dobry, by być w United”. Był bardzo miłym gościem i według mnie dobrym piłkarzem.

W Rayo również dobrze o nim mówią.

Przeszliśmy razem przez trudne chwile – mówi Garcia, który sam również ma za sobą ciężką kontuzję związaną z kolanem. – Sporo czasu spędziłem u jego boku. Opowiedział mi wiele rzeczy, ja również opowiadałem mu o sobie. Bebe był w stanie przetrwać wiele sytuacji, doświadczył wielu trudności od kiedy był małym chłopcem. Ma wspaniałą umiejętność przetrwania wszystkiego, co go spotka.

Kiedy pojawia się nowy zawodnik, pomaga mu zadomowić się w szatni. Przez to wszystko co przeszedł w życiu, wszystkie problem, które go spotkały, zwłaszcza kiedy był młodszy, stara się zapewnić pomoc innym. Każdy, kto zna jego historię wie, że niczego nie otrzymał za darmo i wszystko osiągnął dzięki sobie. Uwielbiamy go tutaj.

To jednak wciąż nie wyjaśnia, dlaczego 10 lat temu klub z ambicjami Manchesteru United zdecydował, że Bebe jest warty więcej, niż zapłacili za Nemanję Vidicia, Patrice’a Evrę, Park Ji-Sunga albo Javiera Hernandeza, wraz z którymi grał w październiku 2010 przeciwko „Wilkom”.

Pod koniec wspomnianego sezonu transfer Bebe został opisany przez fanowski magazyn Red News jako „jeden z najbardziej zaskakujących w historii United”.

Red Issue, kolejny fanowski magazyn, był równie sceptyczny. „26 występów Bebe w Estreli nie było wystarczająco przekonujących, aby zachęcić kogoś do kupienia go za 150 tysięcy euro w styczniu” mówiła notatka. „W czerwcu zawodnik był do wzięcia za darmo i nie było żadnej rywalizacji, tylko Vitoria chciała go zatrudnić. Jednak dwa miesiące później, kiedy nawet nie zagrał oficjalnego meczu, nagle jest wart ponad 7 milionów funtów, a United desperacko próbuje nas przekonać, że kluby takie jak Real Madryt tylko czekały na swoją okazję”.

To wciąż jest historia pewnego sukcesu, jeśli zastanowimy się nad tym, skąd pochodzi Bebe i gdzie jest teraz.

Jest to również historia rzekomej zdrady, gdy bogaty staje się bogatszy oraz, według przemyśleń Reisa, historia ciągłego żalu.

Czy on i Bebe w ciągu ostatnich 10 lat porozmawiali ze sobą?

Nie – odpowiada Reis. – Nigdy.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze