The Athletic: najlepsza 60 Premier League – nr 22, Andy Cole

Źródło:The Athletic

Trochę musieliśmy poczekać na kolejnego “Czerwonego Diabła” w zestawieniu najlepszych zawodników Premier League wg The Athletic. Jednak było warto, bo teraz przyszedł czas na jednego z najlepszych napastników w historii tego klubu. Wyboistą i pełną pokonanych przeciwności losu historię Andy’ego Cole’a warto poznać, a przytacza ją Andy Mitten.

Artykuł Andy’ego Mittena dla The Athletic – treść oryginalna

Old Trafford dobrze pamięta Andy’ego Cole’a. Jest ambasadorem klubu ze statusem legendy, ponieważ odgrywał jedną z głównych ról w zdobyciu potrójnej korony w 1999 roku. Taki scenariusz wydawał się nieprawdopodobny po jego pierwszych dwóch sezonach na Old Trafford.

Cole był najdroższym piłkarzem w historii angielskiej piłki, kiedy przenosił się z Newcastle United do Manchesteru United w styczniu 1995 roku za 6 milionów funtów (plus Keith Gillespie), jednak dopiero w czwartym sezonie pod wodzą sir Aleksa Fergusona zaczął błyszczeć. Drogie nabytki zazwyczaj nie potrzebują aż tyle czasu.

Dopiero w sezonie 1997/98 strzelił więcej niż 20 goli w sezonie. Zdobył 12 bramek (włączając w to pięć przeciwko Ipswich Town) w pierwszym swoim sezonie, 13 w drugim i zaledwie 7 w trzecim. Kontuzje odgrywały tutaj swoją rolę, ale kibice United czekali na coś więcej, po tym jak z klubu odeszli legendarni Mark Hughes oraz Eric Cantona.

The Athletic spytało 48-latka, czy zdobywając po 12-13 bramek w trakcie sezonu czuł, że nie spłacał swojej obecności w takim klubie jak Manchester United.

Każdego dnia na sto procent – odpowiada Cole. – Nie mam zamiaru też chować się za kontuzjami. Może gdybym dzisiaj zdobył 12 bramek, to by wystarczyło, ale dobrze wiedziałem czego spodziewano się po moim przyjściu. Brian Kidd, ówczesny asystent menadżera, powiedział do mnie: „Gratulacje za 41 bramek w ostatnim sezonie w Newcastle. Tutaj tyle nie wystarczy.”. To oznaczało, że jako zawodnik United muszę robić o wiele więcej, niż tylko zdobywać bramki.

Dlaczego więc człowiek, który był prawdziwą sensacją w Bristol City, a potem w Newcastle, tak zwolnił w Manchesterze United?

Za dużo myślałem – tłumaczy były napastnik. – Wcześniej tak nie robiłem, pozwalałem sobie na swobodną grę. Cena również mocno na mnie ciążyła. Media także szybko obrały mnie za swój cel. Część krytyki, która na mnie wtedy spadła, była przesadzona. To co mnie wkurzało, to że ja i Sutty [Chris Sutton] zmieniliśmy kluby za podobne pieniądze, ale on nie otrzymał nawet połowy moich ciosów. Przy tym nawet nie pytajcie mnie o ludzi, którzy myślą, że jeśli zarabiasz duże pieniądze, to nie masz problemów. Pieniądze nie zabierają twoich problemów.

United w ostatniej kolejce sezonu 1994/95 grał z West Hamem. Wygrana oznaczałaby trzeci tytuł z rzędu. United zremisował 1:1, a Ludek Miklosko bronił pewnie kolejne strzały przeciwników, kilka z nich oddał Cole. Były napastnik pamięta je wszystkie.

To co się działo tego dnia było niewiarygodne, trafiłem w poprzeczkę, ale nie byliśmy w stanie wcisnąć zwycięskiej bramki – opowiada Cole. – Ludzie, którzy mówili, że zostałem pozyskany, aby gwarantować United tytuły, wtedy zaczęli mówić, że przeze mnie straciliśmy mistrzostwo. Za bardzo przejmowałem się tymi opiniami.

Nie kupowałem gazet, które mnie krytykowały, ale to do mnie docierało. Kumple to czytali i denerwowali się na niektóre komentarze, które mnie dotyczyły. Pisali je ludzie, którzy nie mieli pojęcia czego oczekuje ode mnie menadżer.

Byłem załamany tym, jak wiele ciosów poleciało w moją stronę, ponieważ przez to czułem się niechciany w United. Miałem wrażenie, że zawiodłem wiele osób i to nakładało presję również na inne aspekty mojego życia.

Mój syn (Devante, obecnie 25-letni, który ostatnio grał dla Doncaster Rovers) urodził się tego miesiąca i przegapiłem ten moment. Nie byłem przy narodzinach, ale spędziłem tydzień w szpitalu. Moja partnerka mówiła: „nie wierzę, że wybrałeś piłkę nożną ponad narodziny swojego pierwszego dziecka”, ale wtedy spędziłem tam cały tydzień. Kiedy opuściłem szpital, on się urodził. W tamtym czasie wszyscy by się krzywili, gdybym przegapił mecz. Poszedłem do pracy, żeby zarobić na swoją rodzinę. Chciałem także odpłacić się menadżerowi, kolegom i kibicom.

Czy Ferguson jakkolwiek komentował jego brak goli?

Nie. Mówił za to, że gdyby moi krytycy próbowali grać w piłkę, to nie mieliby pojęcia jak to robić i to mnie bawiło. Wtedy chciałem się odegrać dziennikarzom. Byłem młody. Nie potrafiłem stać ponad tym. W starszym wieku zupełnie bym się tym nie przejmował, ale kiedy byłem młodszy, nie potrafiłem sobie z tym poradzić.

Wygraliśmy dublet (1995/96), jednak to również nie był dla mnie dobry sezon. Czasem słyszałem buczenie od kibiców. Wyładowują swoje emocje na piłkarzach – rozumiem to.

Zanim zrobiło się lepiej, musiało być jeszcze gorzej. Przez większą część sezonu 1996/97 Cole był kontuzjowany, miał złamaną nogę. Zagrał w czternastu spotkaniach i zdobył siedem bramek.

Kiedy wróciłem po kontuzji, pomyślałem sobie: „Jeśli po powrocie nie będę w stanie znów strzelać bramek, to nie będę już zawodnikiem United”. Wtedy wróciła do mnie moja młodsza wersja – ta, która się nie zastanawiała.

Byłem wręcz okropnie jednomyślny w tym czasie. Żaden du*ek nie potrafił tego zmienić. Miałem kumpli, których znałem od dzieciństwa, ale kiedy przychodzili na mecz, to czasem nawet w ogóle się do nich nie odzywałem. Nikt nie mógł zmienić mojego nastawienia. Ani Roy [Keane, ówczesny kapitan], ani menadżer. Miałem wtedy dość tej całej krytyki, która na mnie spadła, dość ludzi, którzy mówili o mnie, jakbym nie umiał grać w piłkę.

Tak było przed przyjściem Yorkiego [Dwighta Yorke’a]. W lecie 1998 roku wiedziałem, że Dwight do nas przechodzi. Udaliśmy się do Danii na przygotowania przedsezonowe i wiedziałem również, że menadżer próbował pozyskać Patricka Kluiverta. Ja byłbym zawodnikiem do sprzedania. Tylko że Patrick przeszedł do Barcy, a ja zostałem.

Eric Cantona opuścił zespół rok wcześniej.

Zawsze miałem szansę w United, z Erikiem oraz bez niego. Jeśli grałem dobrze, to miałem swoje miejsce w zespole.

Dwight Yorke przybył z Aston Villi w sierpniu 1998 roku. United mieli czerech napastników: Cole, Teddy Sheringham, Ole Gunnar Solskjaer i Yorke.

Nie miałem prawa dogadać się z Yorkeyem – wspomina Cole, który dorastał w Nottingham, zanim dołączył do Arsenalu, a potem do Bristol City. – Byliśmy przeciwieństwami na każdy możliwy sposób. Jeśli on jest ying, to ja jestem yang. Nie powinniśmy się dogadać, ale dogadaliśmy się. Ludzie patrzyli na mnie i myśleli, że jestem małomówny i nieszczęśliwy. Zupełnie mnie nie znali. Jestem cichy i nieśmiały. Nie byłem pracusiem, ale miałem za to swoje grierki z mediami.

Jakie?

Zupełnie ich olałem. Nie zatrzymywałem się na wywiady. Nie przejmowałem się dziennikarzami. Mieliśmy jakieś umowy z mediami, ale ja się ukrywałem, żeby tego nie robić. Jeśli musiałem, to nawet opuszczałem boisko treningowe i chowałem się w swoim bagażniku. W myślach postrzegałem ich jako ludzi, którzy chcą mnie zgładzić. To nie dotykało tylko mnie, ale całą moją rodzinę, która bardzo się tym przejmowała. Moje siostry do mnie wydzwaniały, żeby sprawdzać, czy wszystko ze mną ok, kiedy tylko przeczytały coś złego na mój temat. Mam sześć sióstr, więc to oznacza sporo telefonów.

Początek sezonu z potrójną koroną wyglądał blado dla Cole’a.

To, czego się obawiałem, stało się faktem. Siedziałem na ławce i przegapiłem sporo ważnych spotkań. Wyszedłem na mecz z Southampton (we wrześniu) i wygraliśmy 3:0, strzeliłem ja, Yorkie i Jordi Cruyff. To był dopiero drugi mecz, który zagrałem razem z Dwightem i menadżer wtedy coś dostrzegł.

Dałem każdemu napastnikowi okazję pograć z Dwightem – wspominał Ferguson. – Szukałem dla niego partnera, z kimkolwiek by nie grał. Dobry piłkarz może zagrać z każdym, a Yorke miał w swojej grze sporo ważnych aspektów. Muszę powiedzieć, że spodobała mi się jego gra z Andym Colem i to właśnie na nich postawiłem. Wyglądało na to, że nawiązali pewną więź i rozwijali ją potem.

Faktycznie ten duet się rozwijał. Cole polubił swojego partnera w ataku.

Yorkey i ja byliśmy zupełnie różni. Yorke pokazywał sobą: „Spójrz na mnie, gram dla Manchesteru United. W domu mam egzotycznego ptaka i jeżdżę fajną furą.”. Ja byłem przeciwieństwem. Kupiłem raz Porsche, ale byłem zbyt nieśmiały, żeby nim jeździć. Potrzebowałem dwóch miesięcy, żeby przyjechać nim na trening. Yorkey nie miał takich zmartwień.

W fazie grupowej Ligi Mistrzów sezonu 1998/99 United mierzył się z Barceloną. Katalończycy byli faworytem do wygrania całych rozgrywek, a dodatkowym bodźcem był dla nich fakt, że finał miał się rozegrać na Camp Nou – ich stuletnim stadionie.

Przeczytaj również:  Victor Lindelof przed meczem z Crystal Palace: najlepsze w piłce jest rozgrywanie kolejnych spotkań

W trakcie epickiego pojedynku tych dwóch zespołów na Old Trafford, który zakończył się wynikiem 3:3, swój europejski debiut zaliczył Xavi.

Siedziałem na ławce, ale chciałem grać – wspomina Cole. – Barcelona prezentowała niezwykły styl. Zdobyli dwa bardzo sprytne gole, ale United za każdym razem się odgryzał. To był mecz, który rozgrywał się od jednej do drugiej bramki.

Rewanż miał miejsce na Camp Nou pod koniec listopada. W międzyczasie United mierzył się z innymi rywalami swojej bardzo trudnej grupy, z której wychodziły tylko dwa zespoły. Zremisowali 2:2 na wyjeździe z Bayernem Monachium, a także rozbili Brondby 6:2 na wyjeździe i 5:0 u siebie. Kiedy doszło do starcia na Camp Nou, Barcelona musiała wygrać, żeby wyjść z grupy.

Przypomniała mi się nasza porażka 0:4 w 1994 roku na Camp Nou. Dlatego też oczywistym stało się to, że chcemy tam polecieć i przede wszystkim nie przegrać – mówił Ferguson. – Jednak zawsze też miałem w sobie marzenie stworzenia zespołu, który ich zaatakuje i pokona.

Kiedy zawodnicy przygotowywali się do spotkania przed pełnymi trybunami – stadion był wtedy w stanie pomieścić 114 tys. kibiców – Cole dostrzegł flagę fanów drużyny przyjezdnej, umiejscowioną gdzieś w rogu. Pomyślał wtedy: jeśli strzelę, pobiegnę w tamtym kierunku.

Żądne zemsty United ruszyło do ataku, ale już po minucie przegrywali. Yorke wyrównał w 25. minucie, a potem zaliczył fantastyczną akcję z Colem, dzięki której wyszli na prowadzenie w 53. minucie. Cole ruszył w kierunku narożnika z kibicami United, gdzie świętował z zachwytem. Rivaldo wyrównał dla Barcy, ale potem znów bramkę zdobył Yorke.

W pomieszczeniu przeznaczonym dla prasy bardzo szanowany szkocki dziennikarz, Hugh McIlvanney, który pracował z Fergusonem nad jego autobiografią, krzyczał: „Genialnie, genialnie, genialnie”.

Rivaldo i Luis Figo, dwaj najlepsi zawodnicy na świecie, rzucili się na United w desperackiej próbuje utrzymania się w rozgrywkach. Brazylijczyk wyrównał na 3:3 i w ostatnich minutach trafił w poprzeczkę. Barca wyleciała z rozgrywek. United i Bayern zostali.

Mieliśmy dziewięć stuprocentowych okazji, a Barcelona miała 11 albo 12 – mówił Ferguson.

Przeczytaj również:  Sport1: Ralf Rangnick dostał zgodę na odejście z Lokomotiwu Moskwa

W ćwierćfinale pokonany został Inter Mediolan, po tym jak w pierwszym spotkaniu na Old Trafford Cole i Yorke zapewnili United zwycięstwo 2:0.

W tej chwili mamy przed sobą całą Europę – twierdził Fergie. – To niesamowita okazja, aby przedrzeć się do samego końca. Nasza koncentracja była na najwyższym poziomie.

Wszystko ze sobą współgrało – wspomina Cole 21 lat później. – Mieliśmy dużą pewność siebie, zespół dobrze wyglądał i był cały czas żywy. Co tydzień udowadniałem ludziom, że się mylili. Jednak najpierw musiałem coś udowodnić samemu sobie.

Cole strzelił gola w półfinałowym rewanżu, kiedy United odrabiał stratę 0:2, by ostatecznie pokonać Juventus 3:2 i osiągnął pierwszy finał Ligi Mistrzów od 1968 roku.

Graliśmy dobrze przeciwko Bayernowi w fazie grupowej, więc byliśmy pewni siebie – wspomina Cole. – Jednak nie odpaliliśmy się w tym finale. Byłem bardzo rozczarowany swoim występem. Dobrze się spisałem w trakcie całych rozgrywek; razem z Yorkeyem zdobyliśmy 53 bramki w tamtym sezonie. Byliśmy najlepszym zespołem tamtych rozgrywek, ale nie na Camp Nou.

Yorke i Cole szybko nawiązali ze sobą współpracę // fot. John Peters/Manchester United via Getty Images

Cole został zmieniony przez Solskjaera w 81. minucie.

Bez wątpienia to Ole i Teddy zapewnili nam to zwycięstwo. Powinniśmy wygrać te rozgrywki również rok później, ale Redondo wyrzucił nas swoimi niezwykłymi umiejętnościami [grał dla Realu Madryt]. Wciąż jestem wściekły, kiedy myślę o tym 20 lat później. Prawie płakałem tamtego dnia. To samo z przegranym półfinałem w Dortmundzie w 1997 roku. Naciskaliśmy ich, ale ostatecznie przegraliśmy. Powinniśmy wygrać Ligę Mistrzów więcej, niż jeden raz. Mieliśmy najlepszy zespół i nikt nie chciał się z nami mierzyć.

Cole był najlepszym strzelcem United w sezonie 1999/00 z 19 golami w 28 ligowych występach. Zdobył jedyną bramkę w starciu na szycie przeciwko Leeds w lutym, a swojego setnego gola dla United strzelił wiosną, tuż przed kontuzją, która wykluczyła go z Euro 2000. Kontuzje nie dawały mu spokoju również w sezonie 2000/01.

Nie miałem szczęścia z urazami – przyznaje Cole z żalem. – W trakcie sezonu przygotowawczego miałem zapalenie oskrzeli, a rok później zapalenie płuc. Menadżer był wściekły, ale udało mi się przez to przejść.

W 2001 roku United pozyskał Ruuda van Nistelrooya. Holender był nowym napastnikiem, który zepchnął Cole’a na drugi plan.

Formacja zmieniła się na 4-5-1 z Ruudem jako jedynym napastnikiem – tłumaczy Cole. – Menadżer za każdym razem powtarzał: „Spokojnie, dostaniesz swoje szanse”, ale ich nie dostawałem.

Pewnego dnia zapukałem do jego drzwi. Zawsze miałem z nim wspaniałą relację i to było kolejne dobre spotkanie. Byłem zdesperowany, żeby zagrać w Mistrzostwach Świata w 2002 roku, ale musiałem grać co tydzień, aby otrzymać taką szansę. Miałem 30 lat i jeszcze sporo do pokazania. Powiedziałem mu, że nie chcę siedzieć na ławce. Nie chodziło o podniesienie pensji. Chciałem, żeby kibice postrzegali mnie jako osobę, która zapracowała na swoją wypłatę.

Są piłkarze, którzy odbierają swoją pensję i czekają na wygaśnięcie kontraktu. Ja nie byłem jednym z nich. Jednak chciałem wypełnić swój kontrakt w United. Ostatni, który podpisałem, trwałby aż do zakończenia mojej kariery, jednak nie postrzegałem wtedy tego w ten sposób. Keaney [Roy Keane] powiedział mi, że nie powinienem odchodzić i że będę tego żałował do końca życia. Miał rację, ale wtedy go nie słuchałem.

Menadżer powiedział mi, że nie chce, abym odchodził. Dodał, że mogę zostać tak długo, jak będę chciał, ale ja pragnąłem zapracować na swoje pieniądze. W ten sposób moi rodzice poradzili sobie w Anglii, kiedy przenieśli się do niej z Karaibów.

Tata najpierw się przeniósł do Londynu, potem Birmingham, a w końcu do Nottingham. Został górnikiem, ale na Jamajce zajmował się ścinaniem trzciny cukrowej w Kingston. Byłem tam i jest to wspaniały kraj, który mógłby być o wiele lepszy. Być może Jamajka za wcześnie wywalczyła swoją niepodległość.

Tata pracował w trakcie strajku górników w latach ’80. To był trudny okres w Nottingham. Gdyby sprzeciwił się pikietom, nazwaliby go Judaszem. On jednak tego nie zrobił, żeby chronić swoją rodzinę. Mój brat również został górnikiem. Chciał iść do armii, ale tata mu na to nie pozwolił. Zdenerwował się na ten pomysł i powiedział, że zamiast tego załatwi mu pracę górnika.

Pamiętam, jak mój brat wrócił do domu i powiedział: „Nie mam zamiaru brać udziału w żadnej pikiecie”. Tata był bardzo cichym człowiekiem, do dzisiaj w żaden sposób nie skomentował tych strajków. Nigdy nie był wylewny. Mama za to zawsze mówi to, co ma na myśli. Są jak sól i pieprz, ale nadal żyją razem w Nottingham.

Ferguson zawsze chciał wiedzieć jak najwięcej o swoich zawodnikach, dlatego też zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądało wychowanie Cole’a.

Powiedział: „Wiem jak żyjesz, rozumiem skąd pochodzisz i pozwolę ci odejść”. Kiedy teraz o tym myślę, powinienem wtedy przełknąć swoją dumę.

Cole przeniósł się do Blackburn Rovers za 8 milionów funtów w grudniu 2001 roku. W ciągu dwóch miesięcy wygrał Puchar Ligi, strzelając zwycięską bramkę Tottenhamowi prowadzonemu przez Glenna Hoddle’a, byłego selekcjonera, który często nie powoływał go do kadry. Cole w 20 spotkaniach zdobył 13 bramek, zanim wznowił swoją współpracę z Dwightem Yorkem.

Po zdobyciu 289 goli w 646 spotkaniach na profesjonalnym poziomie, Andrew (wbrew historiom, które się pojawiały, nie ma problemu, gdy zwraca się do niego „Andrew” albo „Andy”) Cole zakończył karierę w listopadzie 2008 roku. 121 goli zdobytych dla United plasuje go pomiędzy Solskjaerem (127) i Cristiano Ronaldo (118) w klubowym rankingu najlepszych strzelców. Przy tym żadnej bramki nie strzelił z rzutu karnego. Tylko Alan Shearer z 187 golami w Premier League zdobył ich więcej przed erą Wayne’a Rooneya. Shearer nigdy jednak nie wygrał Ligi Mistrzów ani też pięciu tytułów mistrzowskich.

Od tamtego czasu Cole przeszedł wiele w swoim życiu. Rozwód, poważne problemy zdrowotne, depresja.

Jednak siedzę tutaj w 2020 roku i mogę powiedzieć, że byłem jednym z najlepszych napastników swojej generacji – mówi z uśmiechem, opowiadając The Athletic swoją historię na stacji w północnym Londynie.

ŹródłoThe Athletic

Ostatnie sztuki

Koszulka adidas Manchester United Training Top DP6825

Wykonana z najwyższej jakości materiałów, oficjalna replika koszulki treningowej z długim rękawem, w której piłkarze Manchesteru United przygotowywali się do meczów w sezonie 2018/2019. Podkreśli dumę z faktu wspierania drużyny "Czerwonych Diabłów" zarówno w trakcie aktywności sportowej, jak i podczas wyjścia na miasto. Licencjonowany produkt klubowy. Cechy produktu:
  • kolor: jasnoszary, czerwony
  • materiał: 100% poliester
  • naprasowany herb klubu
  • dekolt w kształcie litery V
  • długi rękaw
  • wzmocniona, chroniąca przed wiatrem konstrukcja
  • mankiety z otworami na kciuki, zapewniające lepsze przyleganie do ciała
  • wykorzystana technologia adidas Climalite
Technologia adidas Climalite:
  • odprowadza wilgoć od skóry
  • zapewnia maksymalną lekkość i miękkość materiału
  • przynosi uczucie chłodu i komfortu termicznego nawet w najgorętszych warunkach

Dyskusja

Najnowsze

ManUtd.pl ocenia: brazylijska magia, niemiecka precyzja

Manchester United w 15. kolejce Premier League pokonał Crystal Palace skromnie, 1:0 , ale Ralf Rangnick mógł być zadowolony...

Diogo Dalot po meczu z Crystal Palace: Fred to underdog

Diogo Dalot może w ostatnich tygodniach liczyć na nieco więcej gry i choć od powrotu z Milanu nie potrafił...

Konferencja prasowa Rangnicka po wygranej z Crystal Palace: nie spodziewałem się takiej gry po moich zawodnikach

Ralf Rangnick spotkał się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji prasowej, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące jego debiutu na ławce...

Bruno Fernandes po wygranej z Crystal Palace: mogliśmy wypracować lepszy rezultat w pierwszej połowie

Manchester United pokonał na własnym boisku Crystal Palace 1:0 w ramach 15. kolejki Premier League. Bruno Fernandes w pomeczowym...
- Reklama -

Ralf Rangnick dla MUTV: przed meczem uznałem, że przyda nam się kontrola w środku boiska

Ralf Rangnick musiał wywiązać się z medialnych obowiązków po swoim debiucie na stanowisku menedżera Manchesteru United. W klubowych mediach...

Fred po meczu z Crystal Palace dla MUTV: strzelenie gola przed własną publicznością to dla mnie ważny moment

Kariera Freda na Old Trafford pełna jest wzlotów i upadków. Raz publiczność wypycha go z klubu za proste błędy,...

Ralf Rangnick dla BBC po meczu z Crystal Palace: najbardziej cieszy mnie czyste konto

Nowo upieczony tymczasowy menedżer Manchesteru United stanął w oku kamer po debiutanckim zwycięstwie na angielskim gruncie przeciwko Crystal Palace....

Fred zapewnia wygraną z Crystal Palace w debiucie Ralfa Rangnicka

Manchester United dzięki pięknej bramce Freda pokonał Crystal Palace 1:0 w spotkaniu 15. kolejki Premier League, które dało przedsmak...

Najważniejsze

Konferencja prasowa Rangnicka po wygranej z Crystal Palace: nie spodziewałem się takiej gry po moich zawodnikach

Ralf Rangnick spotkał się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji prasowej, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące jego debiutu na ławce...

Fred zapewnia wygraną z Crystal Palace w debiucie Ralfa Rangnicka

Manchester United dzięki pięknej bramce Freda pokonał Crystal Palace 1:0 w spotkaniu 15. kolejki Premier League, które dało przedsmak...

Może Cię także zainteresować

0