The Athletic: najlepsza 60 Premier League – nr 7, Roy Keane

Źródło:The Athletic

Roy Keane jako ekspert piłkarski powoduje, że wielu kibiców przewraca oczami. Jednak jako piłkarz elektryzował i polaryzował widownię. Kojarzony jest jako jeden z największych brutali piłki nożnej, ale również jako być może najlepszy kapitan Manchesteru United i nie bez powodu zajmuje tak wysoką lokatę wśród 60 najlepszych piłkarzy Premier League wg. The Athletic. Jego historia to materiał na dobrą książkę i jeszcze lepszy film. O burzliwych dziejach ciętego Irlandczyka opowiada Olivier Kay.

Artykuł Oliviera Kaya dla The Athletic – treść oryginalna

Będąc młodym nastolatkiem, Roy Keane musiał mierzyć się z porażkami na każdym polu. Najpierw oblał ważny egzamin w szkole, co było źródłem wstydu i zażenowania. Jednak najgorsze – w jego oczach – okazało się ciągłe poniżenie związane z odrzuceniem przez zespoły młodzieżowe Irlandii.

Trenerzy tłumaczyli mu, że selekcjonerzy w Dublinie krzywo patrzyli na ludzi z Cork. Jednak czterem jego kolegom z Rockmount udało się przebrnąć dalej niż jemu w testach do reprezentacji U-14, więc musiało chodzić o coś więcej. Zaczął drążyć. Jak się dowiedział, w Dublinie uznali, że był zbyt niski i nie umiał kontrolować swojego temperamentu.

Rok później, bardziej z uczuciem ulgi niż ekscytacji, udało mu się dostać na testy do zespołu U-15. Czuł, że to jest dla niego punkt przełomowy. Jeśli miał nadzieję na jakąś karierę za wielką wodą w jednym z angielskich klubów, musiał pokazać się w zespole narodowym U-15. Rozpoczął treningi w Dublinie z czterema kolegami z Rockmount. Ponownie jako jedyny został odrzucony. W swojej autobiografii z 2002 roku nazwał to: „największym rozczarowaniem mojego życia. Drzwi do moich marzeń z impetem uderzyły mnie w twarz”.

Kolejne rozczarowania czekały za rogiem. Jeden z trenerów zaaranżował dla niego testy w Brigthon and Hove Albion. Bilety na lot zostały kupione, ale wszystko legło w gruzach. Ktoś w Brighton usłyszał, że Keane był za mały. Napisał list do każdego zespołu z dwóch najwyższych dywizji w Anglii, błagając o testy. Większość z nich nie odpowiedziała, a te, które zareagowały – Aston Villa, Chelsea, Derby County, Nottingham Forest, Sheffield Wednesday – wystosowały formalną odpowiedź: dziękujemy, ale nie.

Opuścił szkołę bez odpowiedniego wykształcenia i był za młody, żeby ubiegać się o zasiłek dla bezrobotnych. Miał kilka prac dodatkowych – toczenie beczek piwa, usuwanie kwasu z metalowych płyt, jeżdżenie na rowerze 15 kilometrów w każdą stronę, aby zbierać ziemniaki. Poza tym wstawał o 13:00, oglądał „Neighbours”, wyprowadzał psa na spacer. W wieku 16 lat czuł, że jego życie przemija.

*

Dla nowej generacji kibiców i piłkarzy, Keane jest mrukiem ze stacji Sky Sports, który tylko siedzi i narzeka na wszystko oraz wszystkich. Ciągle kręci głową i lamentuje nad zatraceniem dawnych wartości.

– Podwiń rękawy! Bierz się do roboty! – mówi, a jego akcent z Cork zaczyna wchodzić w falset. – Przestań się kryć za swoimi samochodami, za swoją dziewczyną, za tatuażami, za twoim aaaaagentem – każde kolejne słowo wypluwa z wyczuwalnym wstrętem.

Niektórzy zaczynają się zastanawiać, czy to wszystko jest na serio. Być może to tylko gra dla kamer, mająca usprawiedliwić jego rolę eksperta? Otóż nie. To jest Roy Keane. Jeśli to jest gra, to praktykuje ją od momentu dostania się do Nottingham Forest jako nastolatek, kiedy zaczął spoglądać z pogardą na swoich starszych kolegów, którzy po porażkach śmiali się pod prysznicami, a potem bez słowa wsiadali do swoich samochodów i jechali do swoich dziewczyn.

To jest Keane z 2002 roku, zastanawiający się nad czwartym sezonem Manchesteru United bez tytułu mistrza Premier League, który dodatkowo odpadł z Bayerem Leverkusen w półfinale Ligi Mistrzów przez różnicę goli na wyjeździe.

– Cały czas odbija się nam zachwyt rokiem z potrójną koroną (1999) – mówił Keane. – Dopadło nas samozadowolenie obecne przy takim sukcesie. Chwała i rozgłos mają swoją cenę. Zegarki Rolex, garaże pełne samochodów, pier*olone wille, ustawienie w życiu. Zapomnieliśmy o grze, porażkach, zatraciliśmy głód, przez który zdobyliśmy Roleksy, samochody i wille. Stoimy na poboczu. Tym się właśnie staliśmy. Wczorajszymi bohaterami.

Dla zasady zaznaczmy, że nie chodzi tutaj o jakiś podszyty adrenaliną wywiad po kiepskim wyniku. Wszystko jest napisane, czarno na białym, w jego autobiografii. To była obserwacja, którą wypuścił w świat, potępiająca jego kolegów z drużyny – i pośrednio również swojego menadżera – z którymi wciąż dzielił szatnię. Jego pogarda dla samozadowolenia, niespełnionych talentów i dawania z siebie mniej niż sto procent w każdej minucie sesji treningowej, nie mówiąc już o meczach, jest nie tylko autentyczna. To właśnie ona sprawiła, że był takim piłkarzem, jakim był. Ta mentalność bębniona wszystkim piłkarzom Fergusona i rola Keane’a jako kapitana sprawiły, że United był zespołem, którym był.

Żeby zrozumieć status Keane’a jako jednego z prawdziwych gigantów ery Premier League, musicie zrozumieć nie tylko ogromny wpływ, jaki miał przez trzy lata w Nottingham Forest i dwanaście lat w Manchesterze United, ale również drogę, która zaprowadziła go do tego punktu. Jego kariera napędzana była przez palącą desperację udowodnienia ludziom, że się mylili. Jako nastolatek doświadczył porażki, odrzucenia i nieszczęścia. Czuł pogardę ludzi patrzących na niego z góry, mówiących, że jest za mały, ma zły temperament i po prostu jest kiepski. Stwierdził, że nigdy nie pozwoli, aby coś takiego się powtórzyło.

Ta seria pełna jest historii ludzi, którzy zaciekle dążyli do realizacji swoich ambicji. Byli miejscowi gracze, tacy jak Gary Neville, James Milner oraz Jamie Vardy, którzy postanowili wycisnąć absolutnie wszystko z talentu, jaki posiadali. Byli też tacy jak Didier Drogba, Yaya Toure, Sadio Mane i Mohamed Salah, którzy musieli przezwyciężyć niewyobrażalne przeszkody, aby w ogóle postawić pierwszy krok w europejskiej piłce, by finalnie wspiąć się na szczyt Premier League. Jednak wątpliwym jest, aby którykolwiek z nich mógł równać do zaciętości, z którą Keane dążył do zwycięstwa – wygranej w każdym kolejny tygodniu, w każdym kolejnym sezonie.

Ryan Giggs zasugerował, że przy całej chwale Keane’a, jego wpływ na United był niedoceniany przez świat zewnętrzny. Gary Neville opisał go jako „bez cienia wątpliwości, najbardziej inspirującego zawodnika, z którym kiedykolwiek grałem”. Darren Fletcher nazwał go „urodzonym liderem i kapitanem, niezwykłym piłkarzem”. Sir Alex Ferguson, przed ich ognistym konfliktem w 2005 roku, powiedział: „gdybym wystawił Roya Keane’a, aby reprezentował Manchester United w rozgrywkach jeden na jednego, wygralibyśmy wszystko, co mielibyśmy do wygrania. Ma w sobie niesamowite umiejętności”.

Te „niesamowite umiejętności” doprowadziły Keane od ogólnego odrzucenia w wieku 15 lat do podpisania kontraktu z Cobh Ramblers w wieku 17 lat, debiutu w seniorskiej drużynie Forest w wieku 18 lat, dołączenia do United za brytyjski rekord transferowy 3,75 miliona funtów w wieku 21 lat, przejęcie opaski kapitana w wieku 25 lat i od tego momentu prowadzenie zespołu podbijającego wszystko, co było do podbicia, wspinając się z nimi na coraz wyższe szczyty z każdym kolejnym rokiem.

19-letni Roy Keane reprezentujący Irlandię U-21 w 1990 roku // Fot. Getty Images

Być może to również te „niesamowite umiejętności” doprowadziły do niesmacznych, niegodnych, nieprzyjemnych i po prostu godnych pożałowania epizodów w jego karierze. Nie chodzi o 11 czerwonych kartek, które w tamtym czasie były po prostu ryzykiem zawodowym dla walecznego pomocnika w Premier League. Raczej o zaciekłe, bezkompromisowe podejście, które sprawiło, że opuścił reprezentację Irlandii w przeddzień Mistrzostw Świata w 2002 roku i przez które spalił za sobą tak wiele mostów w trakcie swoich ostatnich miesięcy w United.

Była też oczywiście paskudna wojna z Alfem-Inge Haalandem, byłym norweskim pomocnikiem, któremu Keane złamał nogę, przedstawiając to (albo, jak powiedział komisji dyscyplinarnej FA, zrobił to ghostwriter jego autobiografii) jako wykalkulowaną zemstę za incydent, który miał miejsce 3,5 roku wcześniej.

Przeczytaj także:  Lee Grant: atmosfera rywalizacji jest dobra dla bramkarzy i całego zespołu

Keane był przerażającym kolegą z drużyny i brutalnym przeciwnikiem. Ciężko było nim kierować. W trakcie rozpadu ich relacji Ferguson, który zawsze wypowiadał się o nim w samych superlatywach, opisał go jako: „onieśmielającą, okrutną osobę”.

– Miał najostrzejszy język ze wszystkich – dodał Ferguson. – W ciągu kilku sekund potrafił wycieńczyć najpewniejszą osobę na świecie. To co zauważyłem w trakcie wielu kłótni z nim, to że jego oczy zaczynały się zwężać, stając się małymi, czarnymi koralikami. To było przerażające od obserwowania. A jestem człowiekiem z Glasgow.

Jest wielu sportowców, o których mówi się, że nie byliby tacy sami, gdyby ktoś próbował poskromić ich dziką naturę. W wielu wypadkach jest to zwykły banał, oklepany nonsens. Jedna w przypadku Keane’a – i być może Fergusona – jest to całkowita prawda. Jeśli odbierzemy tę „onieśmielającą, okrutną naturę” i spróbujemy nieco załagodzić wizerunek, to stracimy coś, co uczyniło z niego naprawdę wielkiego piłkarza. Był zawodnikiem, którego poczynania napędzane były wewnętrznym ogniem, nawet jeśli czasami ten ogień wymykał się spod kontroli.

*

Kiedy The Athletic omawiało ranking do tej serii, jeden z naszych kolegów zasugerował niepopularną opinię na temat Keane’a, że chociaż bez wątpienia był świetnym kapitanem, być może nie powinien być postrzegany jako świetny piłkarz.

Cóż, powinien być. Keane był niezwykłym pomocnikiem. Nie był tylko gościem, którym wjeżdżał ryzykownymi wślizgami i narzekał na niezdarność w szatni. Spisywał się świetnie w praktycznie każdym aspekcie gry środkowego pomocnika. Jego podania nie były na poziomie Paula Scholesa, ale były mocno niedoceniane. Na początku swojej kariery pokazał kilka zagrań w stylu kurczaka bez głowy w Lidze Mistrzów. Później jednak poskromił swoje ofensywne instynkty i stał się środkowym pomocnikiem wysokiej jakości, który pomagał w każdym aspekcie.

Przeczytaj także:  Rio Ferdinand: błagam Man Utd, pozyskajcie Jadona Sancho

Jego zaangażowanie rzadko spadło poniżej pewnego poziomu, jednak wydawał się rezerwować pewne pokłady sił na spotkania z konkretnymi zespołami, którym chciał coś udowodnić. Tym właśnie ściągnął na siebie zainteresowanie skauta z Forest. To był wyjazdowy mecz Cobh z Belvedere i grając przeciwko „draniom z Dublina” (to jego słowa), prezentował się jak: „osoba opętana przez dziwną mieszankę złości, frustracji i osobistej dumy”.

Forest zaprosiło go na testy i szybko podpisało umowę, na mocy której zapłacili Cobh początkowe 20 tysięcy funtów, co finalnie wzrosło do 47 tysięcy funtów, po tym jak Keane spełnił wszystkie warunki zawarte w kontrakcie. Keane przeskoczył z 30 funtów tygodniowo plus koszty podróży do 250 funtów tygodniowo. Pod koniec lat ’90 United uczynił go najwyżej zarabiającym piłkarzem w lidze, inkasującym 52 tysiące funtów tygodniowo.

Historia jego debiutu w Forest jest warta przypomnienia. Od kilku dni trwał sezon 1990/91. Noc wcześniej wystąpił jako zmiennik w meczu rezerw i otrzymał informacje, że uda się wraz z drużyną na Anfield. Nowy w zespole założył, że będzie tam tylko po to, aby zebrać doświadczenie i jak to miał w zwyczaju, pomógł układać koszulki przed meczem. Wtedy Brian Clough, legendarny menadżer Forest, zaproponował mu przymierzenie koszulki. Clough stwierdził, że Keane wygląda dobrze w koszulce, może ją zatrzymać i wystąpić w niej przeciwko Liverpoolowi. Niedługo czekało go wzywanie w postaci Steve McMahona i Johna Barnesa, z czego ten drugi zapytał “za kogo ty się do cholery uważasz?”. To tyle, jeśli chodzi o normalne rozpoczęcie kariery w nowym klubie.

Keane występował w Forest zaledwie przez trzy sezony, z czego ten ostatni zakończył się spadkiem do niższej ligi, po tym jak autorytet i celne osądy Clougha zaczęły zanikać, a mimo to kibice wybrali pomocnika do najlepszej jedenastki w historii klubu. Pamiętali jak łamał z pomocy do ataku, zdobywał cały wór bramek i jako nowicjusz, stawiał się wszystkim największym twardzielom ligi. Wciąż wspominają jego występ przeciwko Tottenhamowi, półfinałowe starcie w błocie na White Hart Lane w 1992 roku w Pucharze Ligi. Z takim samym zachwytem kibice United opisują heroiczny mecz z Juventusem na Stadio delle Alpi, który miał miejsce siedem lat później.

Heroiczny występ Keane’a na White Hart Lane w 1992 roku // Fot. Getty Images

W tamtym czasie był innym zawodnikiem, zwłaszcza jeśli chodzi o grę z piłką. Zawsze dobrze odnajdywał się w momencie podania i pobiegnięcia – w innym wypadku nigdy nie zyskałby aprobaty Clougha – jednak wtedy czuł, że jego głównym zadaniem, kiedy już odzyskał piłkę, jest ruszenie do przodu, bieganie od pola karnego do pola karnego i łamanie do przodu, aby zdobywać gole. W swoim pierwszym sezonie w Forest, świeżo po odejściu z drugiej ligi irlandzkiej, zdobył 11 bramek we wszystkich rozgrywkach. W trakcie drugiego sezonu strzelił ich 14. Trudno jest przypomnieć sobie innych pomocników, który już na początku kariery wykręcali takie liczby. Z cała pewnością Delle Alli, ale na pewno nie Frank Lampard albo Steven Gerrard.

Podczas gdy Lampard i Gerrard zaczynali jako typowi środkowi pomocnicy, by później zająć bardziej zaawansowane role, Keane przeszedł zupełnie odwrotną drogę. W trakcie swojego debiutu dla United zdobył dwie bramki, jednak w trakcie pierwszego sezonu na Old Trafford, kiedy tworzył niezwykły duet w środku pomocy z Paulem Incem, zaczął nieco temperować podejście i stał się bardziej wyważony w swojej grze. Jest to powiązane z czymś, co powiedział mu Bryan Robson, mianowicie że powinien bardziej angażować się w budowanie akcji. Tak, klub pobił dla niego brytyjski rekord transferowy, ale musiał dodać coś od siebie.

– Wciąż postrzegałem siebie jako bramkostrzelnego pomocnika, pracującego od pola karnego do pola karnego, naciskającego rywali, walczącego o odbiór piłki – pisał Keane w autobiografii. – Wierzyłem, że jestem najbardziej efektywny w ofensywie, kiedy brałem udział w ostatnich momentach akcji, tak jak w tej, która dała nam zwycięstwo na Maine Road (United przegrywało 2:0, by ostatecznie pokonać Manchester City 3:2 w listopadzie 1993 roku). To oznaczało, że Paul Ince albo Robson musieli grać głęboko, aby otrzymywać piłkę od defensywnej czwórki. Szczerze mówiąc, to była odpowiedzialność, której nie chciałem na siebie wziąć. Jednak Robson powtarzał, że muszę się tym zająć. Wiadomość brzmiała: „uwierz w swoje umiejętności”.

A teraz spójrzcie nie pierwszy klip ze zwycięskiego meczu United z Liverpoolem w finale FA Cup w 1996 roku. Ten mecz jest dobrze pamiętany przez kiepski dobór przedmeczowych strojów u przeciwników i dramatyczny, zwycięski gol Cantony w ostatnich minutach, ale najbardziej wyróżniał się Keane. Ten występ zobrazował pomocnika, w którego się przeobraził: tego, który czyta grę, agresywnie odbiera piłki, niezmordowanie biega, inteligentnie podaje i ponad wszystko, jest nieustraszonym wojownikiem, walczącym z Jamiem Redknappem i Stevem McManamanem… z ich… ich samochodami, ich dziewczynami i fryzurami.

*

W trakcie świetnej serii „Ponowne przemyślenia”, polegającej na oglądaniu i świeżym ocenianiu meczów w wykonaniu największych piłkarzy pamiętanych do dziś, Michael Cox pisał o heroicznym występie Keane’a przeciwko Juventsowi w kwietniu 1999 roku. Nie był zachwycony tym, co zobaczył.

– Przy oglądaniu meczów Keane’a nie spodziewałem się ekstrawaganckich, długich podań albo sztuczek na skraju pola karnego, a mimo to ciężko znaleźć tutaj coś, co wyróżniłoby ten występ ponad inne w trakcie jego gry w Manchesterze United – pisał Cox. – Tej nocy prawdopodobnie nie był nawet najlepszym zawodnikiem w United.

Ta ocena zaskoczyła wielu ludzi. Niektórzy z nich nawet się zdenerwowali. Mimo wszystko to była noc, kiedy Keane zapisał swoje nazwisko wśród legend na Old Trafford. United przegrywał 2:0, 3:1 w dwumeczu, do końca pozostało 11 minut. Jednak Keane po prostu nie zgodził się na porażkę. Najpierw zmniejszył deficyt bramek uderzając główką obok słupka, a potem szybko zapomniał o rozczarowaniu żółtą kartką, która wykluczyła go z występu w finale i poprowadził zespół do comebacku. Wygrali 3:2, 4:3 w dwumeczu i osiągnęli pierwszy finał Ligi Mistrzów od 31 lat.

Przeczytaj także:  "The Athletic": Tottenham blisko zakontraktowania Sergio Reguilona

Chodziło o kontekst – być może nie tylko, jak zaobserwował Cox, w porównaniu do widocznego złamania Paula Gascoigne’a, który w podobnych warunkach otrzymał żółtą kartkę, kiedy Anglia mierzyła się w półfinale Mistrzostw Świata z Zachodnimi Niemcami w 1990 roku. Zamiast go wykoleić, poczucie niesprawiedliwości jedynie napędziło Keane’a. Ferguson nazwał to: „największym pokazem bezinteresowności, jakie widziałem na boiskach piłkarskich”.

– Walczył o każde źdźbło trawy, walczył jakby wolał umrzeć z wycieńczenia, niż przegrać. Tym zainspirował wszystkich dookoła. Jestem zaszczycony współpracą z takim zawodnikiem – dodał Ferguson.

Lata później, kiedy ich relacja diametralnie się zmieniła, Keane zareagował z pogardą, gdy przypomniano mu te słowa Fergusona.

– Takie rzeczy są dla mnie obraźliwe – powiedział dla ITV w 2018 roku. – Co miałem niby zrobić? Poddać się? Nie walczyć o każde źdźbło trawy? Nie grać jak najlepiej dla kolegów? Nie grać jak najlepiej dla klubu? Czuję się urażony, kiedy ludzie rzucają we mnie tymi cytatami, jakbym miał się czuć zaszczycony. To jak chwalenie listonosza za to, że przynosi listy. To właśnie ma robić, czyż nie? Taką ma pracę.

To był klasyczny Keane. „Podwiń rękawy! Bierz się do roboty!” Jednak w trakcie swojej kariery w Forest, United i Celticu – a szczególnie po dwóch frustrujących epizodach menadżerskich w Sunderlandzie oraz Ipswich Town – zaczął dostrzegać, że jego podejście „zwycięstwo wszelkim kosztem” nie jest normą, nawet w szatni pełnej zwycięzców na Old Trafford.

Lata mijały, a on stawał się coraz mniej tolerancyjny dla swoich klubowych kolegów. Jak się okazało, był mniej tolerancyjna dla wszystkich z wyjątkiem rodziny i oczywiście swojego wiernego labradora Triggsa. Wielokrotnie powtarzał, że po potrójnej koronie w 1999 roku piłkarze United osiedli na laurach i że nie mogą być postrzegani jako wielki zespół, dopóki nie dodadzą kolejnej Ligi Mistrzów do gabloty. Zrobili to, ale już po tym jak Keane, Beckham, Jaap Stam, Andy Cole i Dwight Yorke dawno odeszli. Wszyscy poza Keanem uważali ich za świetny zespół.

Poważniej było w przypadku Mistrzostw Świata w 2002 roku, a także w kwestii niesławnego starcia z Haalandem. Podsumowując sprawę, Keane uszkodził więzadło krzyżowe w prawym kolanie w trakcie wyjazdowego meczu z Leeds we wrześniu 1997 roku. O tę kontuzję obwiniał siebie, po tym jak starał się wyautować Haalanda. Norweg stanął nad nim i powiedział, żeby „przestał udawać”. Keane odpłacił się wślizgiem w kolano na Old Trafford w kwietniu 2001 roku. Rok później w swojej autobiografii napisał:

– Czekałem wystarczająco długo. Mocno mu przypier*oliłem. Była tam też piłka (tak mi się wydaje). Masz za swoje, dzi*ko. Nigdy więcej nade mną nie stój i nie próbuj mi sugerować udawania kontuzji.

Sygnały dochodzące wtedy z United zaczęły sugerować, że piłkarz, który zawsze był częścią zespołu, stał się nagle odizolowanym elementem w szatni. Niektórzy z jego kolegów woleli piekielnego Keane’a, który lubił wypić – sporo – z jego początków w United od ponurej eminencji, która oceniała ich z drugiej strony szatni i kręciła głową na każdego, kto nie spotykał się z wysokimi, osobistymi standardami. Został samotnikiem, dla którego lepszym towarzystwem stał się Triggs niż Giggs.

Przeczytaj także:  Van der Sar: Donny van de Beek przypomina mi trochę Paula Scholesa

– W przeciwieństwie do ludzi, psy nie pieprzą głupot – powiedział pewnego razu.

Kiedy ich relacje dramatycznie się zmieniły, Ferguson zaryzykował stwierdzeniem, że wszystko to wynikło z problemów Keane’a z pogodzeniem się z mijającym czasem, a kontuzje kolana i biodra odegrały w tym swoją rolę.

– Uważam, i Carlos Queiroz zgadza się ze mną w tej sprawie, że zachowanie Roya Keane’a zmieniło się, gdy zdał sobie sprawę, że nie jest już młodym Royem Keanem – pisał Szkot w autobiografii wydanej w 2013 roku, po odejściu na emeryturę. – Stało się dla nas jasne, że nie mamy już do czynienia z tym samym Royem Keanem.

Przez lata Ferguson podsycał i podtrzymywał agresywne starcia Keane’a, jednak kiedy ten w lecie 2005 roku wylał swój gniew na Queiroza za logistyczne rozwiązania ich przedsezonowego obozu w Portugalii, w oczach menadżera oznaczało to początek końca Keane’a w tym zespole.

Potem w październiku, po tym jak Keane przegapił przez kontuzję przegrane starcie 4:1 z Middlesbrough, kilku kolegów z drużyny stało się celem jego zażartej krytyki w MUTV, klubowej telewizji. Stwierdził, że Rio Ferdinand miał manię wielkości, Darren Fletcher był przeceniany w Szkocji, a Kieran Richardson po prostu leniwy. (Nadal uważacie, że jego występy w Sky Sports to gra?). Ze zrozumiałych powodów, ten wywiad nigdy nie został opublikowany.

Wraz z biegiem lat relacja Keane’a i Fergusona stawała się coraz gorsza // Fot. Getty Images

Ferguson był wściekły, tłumaczył mu, że takie wypowiadanie się o swoich kolegach z drużyny to hańba. Keane pozostał nieporuszony. Zakończyło się to straszną sceną, w trakcie której Ferguson, Queiroz i Keane usiedli w szatni, a reszta zawodników obserwowała to i sama miała osądzić sytuację. Edwin van der Sar, kolejny z tych, którzy zostali skrytykowani, powiedział kapitanowi, że ten już nie daje rady. Keane miał gotową odpowiedź. Potem to samo stało się z Ruudem van Nistelrooyem i Queirozem. Jeszcze zanim zaatakował Fergusona swoim toksycznym językiem, mając czelność wyciągnąć dyskusję prawną na temat menadżera i poprzednich właścicieli w kwestii wyścigów konnych, jego los był już przypieczętowany. Jego kontrakt został rozwiązany.

W tym czasie dało się już wyczuć, że Keane próbuje rozpalić gasnące światło. Dołączył do Celticu jako wolny zawodnik, jednak pierwszy raz w jego karierze wyglądało na to, że nie nadąża. Przeszedł na emeryturę pod koniec tego sezonu. W tym momencie – chociaż jest to opinia, które zmieniła się na przestrzeni kolejnych lat – Ferguson odłożył na bok ich zatargi i nazwał go: „najlepszym piłkarzem, z którym miałem okazję tutaj pracować”.

*

Spoglądając na to z perspektywy czasu, mecz przeciwko Arsenalowi na Highbury w lutym 2005 roku był łabędzim śpiewem Keane’a. Chelsea uciekała już z tytułem Premier League w rękach i z tego powodu starcie Arsenal-United miało zaskakująco niską stawkę, jednak obserwując piłkarzy w korytarzu przed wyjściem na mecz trudno byłoby to zgadnąć. Drużyny ustawiały się w rzędzie, telewizja odpalała swoje nadajniki, a Keane dziko gestykulował i musiał być powstrzymywany przez sędziego Grahama Polla. Irlandczyk miał szaleństwo w oczach, kiedy krzyczał do swojego rywala: „zobaczymy się na boisku!”.

Tym przeciwnikiem był Patrick Vieira, inny tytan na scenie Premier League na początku poprzedniej dekady. Cóż to była za rywalizacja. Co chwilę dochodziło do starcia pomiędzy nimi. Napięcie z jednego spotkania przenosiło się na następne. Vieira skonfrontował się z Nevillem mówiąc, że tym razem kopanie piłkarzy Arsenalu nie ujdzie mu na sucho. Keane nie miał zamiaru robić wyjątków.

– To było zastraszanie, znęcanie się nad nimi – przyznał kilka lat później. Stąd ta interwencja, słowne groźby w stylu: „zobaczymy się na boisku” i odmowa uściśnięcia ręki Vieiry podczas załatwiania formalności.

Jeśli dobrze pamiętam – tutaj prośba do Michaela Coksa, nie niszcz moich wspomnień – Keane był genialnym w tym meczu. W pamięć zapadło mi szczególnie odebrania piłki z zimną krwią Roberto Piresowi, podanie do Giggsa, który uruchomił Cristiano Ronaldo, dzięki czemu United strzelił trzeciego gola i odrobił stratę, ostatecznie wygrywając 4:2. Właśnie w takich spotkaniach Keane pokazywał więcej niż inni. Nawet jeśli nie było trofeum do wygrania, musiał się postawić Vieirze i Arsenalowi. Na szali były jego duma i honor.

Nawet jeśli urósł kilka centymetrów od kiedy został odrzucony przez bycie zbyt niskim, Keane wciąż pozostawał dużo mniejszy od Vieiry. To nigdy nie wyglądało na sprawiedliwe starcie. Jednak Keane nigdy nie pozwolił, aby rywal patrzył na niego z góry. W kwestiach piłkarskich był prawdziwym kolosem.

Ostatnie sztuki

Koszulka retro adidas Originals Manchester United AZ1242

Nie lada gratka dla prawdziwych kibiców "Czerwonych Diabłów". Należąca do unikatowej serii adidas Originals, replika koszulki, w której piłkarze Manchesteru United rozgrywali wyjazdowe spotkania w sezonie 1984/1985.

Dyskusja

Najnowsze

Nagroda Najlepszego Piłkarza Sezonu w Manchesterze United dla Bruno Fernandesa

Bruno Fernandes zdobył statuetkę sir Matt Busby Player of the Year za sezon 2019/2020, tym samym pieczętując swoje wspaniałe...

Erling Braut Haaland: mam nadzieję, że Jadon Sancho zostanie w Dortmundzie

Erling Braut Haaland wyraził nadzieję, że Jadon Sancho pozostanie w Borussii Dortmund na kolejny sezon. O sprowadzenie Anglika wciąż...

Fabrizio Romano: moim zdaniem Jadon Sancho zostanie w Borussii Dortmund

Dobrze zorientowany w piłkarskim rynku transferowym dziennikarz, Fabrizio Romano, wyraził swoje zdanie na temat sagi związanej z potencjalnymi przenosinami...

Manchester United – Crystal Palace: Kto trafi do siatki? Jaki będzie wynik? Sprawdźcie nasze typy!

"Czerwone Diabły" wracają do gry! Na rozpoczęcie sezonu 2020/2021 Manchester United zmierzy się na Old Trafford z 14. zespołem...

Roy Hodgson przed meczem z Man Utd: jestem niemal przekonany, że zespół Solskjaera zanotuje dobry sezon

19 września Manchester United rozegra swój pierwszy mecz w nowym sezonie Premier League. Rywalem "Czerwonych Diabłów" będzie Crystal Palace. "Orły"...

“Daily Mail”: rosyjski miliarder zaprzecza, jakoby chciał przejąć Manchester United

Rosyjski miliarder, Michaił Prochorow, zdementował plotki głoszące, jakoby miał on czynić kroki w kierunku wykupienia Manchesteru United od rodziny...

Rio Ferdinand: błagam Man Utd, pozyskajcie Jadona Sancho

Rio Ferdinand próbuje wszystkiego, co może, żeby przekonać zarząd Manchesteru United do wyłożenia pieniędzy na Jadona Sancho. Angielski emerytowany...

Dymitar Berbatow: Van de Beek odegra ważną rolę w dużych meczach Manchesteru United

Emerytowana "dziewiątka" Manchesteru United zdaje się być ogromnym fanem talentu Donny'ego van de Beeka. Zdaniem Bułgara zawodnik ten odegra...

Najważniejsze

Nagroda Najlepszego Piłkarza Sezonu w Manchesterze United dla Bruno Fernandesa

Bruno Fernandes zdobył statuetkę sir Matt Busby Player of the Year za sezon 2019/2020, tym samym pieczętując swoje wspaniałe...

Manchester United – Crystal Palace: Kto trafi do siatki? Jaki będzie wynik? Sprawdźcie nasze typy!

"Czerwone Diabły" wracają do gry! Na rozpoczęcie sezonu 2020/2021 Manchester United zmierzy się na Old Trafford z 14. zespołem...

Może Cię także zainteresować

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!
0