The Athletic: najlepsza 60 Premier League – nr 3, Eric Cantona

Źródło:The Athletic

Ostatnim zawodnikiem Manchesteru United na liście najlepszych piłkarzy Premier League wg. The Athletic nie mógł być nikt inny. No dobra, mógł, ale jednak King Eric miał w sobie to coś, czym odmienił nie tylko Manchester United, ale w ogóle całą angielską piłkę. Elektryzował nie tylko tym co robił na boisku, ale również akcjami poza nim. Historię ekscentrycznego Francuza przytacza Olivier Kay.

Artykuł Oliviera Kaya dla The Athletic – treść oryginalna

Old Trafford, 21 grudnia, rok 1996. Manchester United prowadzi 4:0 i nie forsuje już tempa. David May podaje do Erica Cantony, który stoi głęboko, po prostu czeka za linią połowy boiska.

Zbliża się trójka piłkarzy Sunderlandu. Richard Ord już jedzie na piętach, aby powstrzymać go przed odwróceniem się. Zagranie Cantony musi być dobre. I jest. To dotyk człowieka ubranego w aksamitne pantofle, który robi zwód w jedną stronę, potem w drugą, szybko się odwraca, oddala się od Orda, mija Kevina Balla i ponownie Orda, kiedy piłkarz Sunderlandu przecina jedynie powietrze. Tłum zaczyna wyrażać swój zachwyt, ale kapitan Manchesteru United jeszcze nie skończył.

Bez wątpienia umie się bardzo szybko poruszać, ale kiedy się ustawia, można wyczuć, że coś zaraz się wydarzy. Oddaje piłkę Brianowi McClairowi, ale od razu rusza, szukając odegrania. Andy Melville wydaje się gotowy do zablokowania jego ścieżki, jednak Cantona po prostu go omija, jest teraz człowiekiem z misją.

Kiedy podanie zwrotne od McClaira dociera, Cantona wkracza już w pole karne. Podnosi głowę i widzi, że bramkarz Sunderlandu, Lionel Perez, były kolega z Nimes, ruszył w jego kierunku. Oddziela ich jakieś osiem metrów, mniej więcej na tyle samo oddalił się od bramki. Cantona dokładnie wie, co trzeba zrobić. Kalkulacja jest natychmiastowa. Swoją prawą nogą dotyka piłkę, a ta przelatuje nad głową Pereza, obiera idealną parabolę lotu, aby na koniec odbić się od dalszego słupka i wpaść do siatki.

Jest to coś pięknego, jeden z najbardziej pamiętnych goli w Premier League. Kibice wstają i zaczynają wrzeszczeć z radości, a Cantona odwraca się o 360 stopni, chłonie to wszystko i cieszy się z aprobaty widowni. To jest właśnie czysty Cantona: wypchnięta klatka piersiowa, kołnierzyk wywinięty do góry, wzniesiony podbródek i spojrzenie, które nie wyraża jedynie ogromnej pewności siebie, ale arogancję, jakby zachęcające kibiców i pozostałych piłkarzy na boisku, aby pokłonili się przed jego geniuszem.

Takie odczucie często pojawiało się w trakcie jego pierwszych lat w Premier League. Zupełnie jakby przybył z innego wymiaru jako lepsza istota z piłkarskim umysłem, który wykracza poza nasze granice rozumowania. Na boisku prezentował umiejętności i osobowość, która potrafiła rozpalić nawet w najnudniejsze sobotnie popołudnie. Poza nim mówił zagadkami, co tylko potęgowało wrażenie mistyka.

Ta „inność” jest bez wątpienia częścią dziedzictwa pozostawionego przez Cantonę. Jego popisy wyglądały jak z innej planety. Robił rzeczy, o których w tamtych czasach inni zawodnicy Premier League nawet nie marzyli. Były czasy, zwłaszcza pod koniec sezonu 1995/96, kiedy wydawał się ciągnąć Manchester United do kolejnych sukcesów. Znacząco odmienił on drużynę Aleksa Fergusona, jak i całą angielską piłkę nożną.

Dla tych, którzy nie doświadczyli jego wpływu na Manchester United – a niewiele wcześniej również na Leeds United, którym pomógł zwyciężyć w lidze angielskiej nim nastała era Premier League – musi on być postacią niemal mityczną. W pewnym sensie oświetlał on (okazyjne rzucając również w cień) angielską piłkę nożną przez pięć i pół dramatycznych lat zanim rozpłynął się w dymie, nie tylko odchodząc z Manchesteru United, ale w ogóle przestając uprawiać sport na sześć dni przed swoimi 31 urodzinami.

Pod względem czysto statystycznym, Cantona nie zbliża się nawet do wielu świetnych środkowych napastników, którzy znaleźli się pod nim na tej liście. 70 goli w 156 występach w Premier League to niezły przelicznik, ale najlepsi strzelcy w historii tej ligi zostawiają go daleko w tyle – przed nim są Theo Walcott, Gabriel Agbonlahor, Christian Benteke, Chris Armstrong i Brian Deane, jednego gola mniej ma Kevin Nolan. Asysyty? Ma ich 56, czyli dwie mniej niż Peter Crouch i jedną więcej niż Kevin Davies. Jeśli zestawimy te dwie statystyki pod nazwą „udział w bramkach”, wyglądają znacznie bardziej imponująco, ale nadal nie oddają tego, jaki wpływ miał on na swój zespół i na angielską piłkę w ogóle.

Czy był zawodnikiem klasy światowej? W głosowaniu z 1993 roku na Złotą Piłkę zajął trzecie miejsce, jednak według obiektywnych kryteriów raczej nie łapał się do tych standardów. Do Anglii trafił w wieku 25 lat z reputacją niezależnego człowieka, którego obfity talent często gubił się w bagażu personalnym, przybywającym wraz z nim. Jego 45 występów międzynarodowych przypada na okres, kiedy Francja nie zakwalifikowała się do Mistrzostw Europy w 1988, a także do Mistrzostw Świata w 1990 i 1994 (miał niewielki wpływ na Euro ’92, po czym zabrakło dla niego powołania cztery lata później). Jego statystyki w rozgrywkach europejskich był rozczarowujące: pięć bramek w 16 spotkaniach dla Manchesteru United i cztery gole w 11 występach gdzieś indziej. Nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że większy wpływ w Lidze Mistrzów miał na Leeds, strzelając ważne bramki w meczach z Rangersami oraz ze Stuttgartem, niż na Manchester United.

Wszystko to musi zostać napisane, zanim przedstawimy sprawę Cantony, ponieważ tylko podkreśla zakres, w którym ukształtował wygląd wczesnej ery Premier League. Jak wiele lat później powiedział Ferguson, Cantona był „odpowiednim zawodnikiem, w odpowiednim klubie, w odpowiednim czasie” – i to samo powinna powiedzieć cała liga, nawet jeśli rywale Manchesteru United nie byli zachwyceni jego istnieniem w tamtym czasie.

Jak zostało to przedstawione w opisie tej serii, Premier League nie wydawała się gotowa, kiedy wystartowała w 1992 roku. Były bardzo wielkie oczekiwania, większe niż kiedykolwiek, ale tak naprawdę niezbyt wiele je usprawiedliwiało. Anglia zupełnie przepadła w Mistrzostwach Europy w Szwecji. Seria A miała w tym czasie u siebie Ruuda Gullita, Franka Rijkaarda, Marco van Bastena, Roberto Baggio i nawet czołowych reprezentantów Anglii w postaci Desa Walkera, Paula Gascoigne’a oraz Davida Platta. W startującej Premier League brakowało blasku, przepychu i jakości.

Cantona był inny. Jego talent przyciągał oko, ale robiła to również jego reputacja. Aby to wyjaśnić powiedzmy, że jego przybycie do Leeds (poprzedzone testami w Sheffield Wednesday) było całkiem sporym wydarzeniem, chociaż tak naprawdę w Wielkiej Brytanii nic nie wiedziano na temat francuskiej piłki nożnej. Jednak on był zawodnikiem, który przybył a) będąc zawieszonym przez reprezentację Francji, za opisanie jej trenera, Henriego Michela jako „un sac a merde” („worek gó*wna”) w wywiadzie dla telewizji, b) został sprzedany przez Marsylię po tym, jak rzucił koszulą w trenera Gerarda Giliego, kiedy został zmieniony, c) został zawieszony na miesiąc za agresywne rzucenie piłką w sędziego, kiedy grał dla Nimes, d) na miesięczne zawieszenie zareagował, zwracając się do każdego członka Komisji Dyscyplinarnej Francuskiej Federacji i nazywając ich po kolei „idiotami”, za co zarobił kolejny miesiąc wykluczenia, e) na to wszystko zareagował ogłoszeniem zakończenia swojej kariery piłkarskiej. Szybko został zdefiniowany przez angielską prasę jako, zależnie od nagłówka, „l’enfant terrible” albo „le brat”.

Jego wpływ na Leeds może być przeceniany, jednak z całą pewnością dał im świeży impet i wiarę w zdobycie tytułu mistrzowskiego wiosną 1992 roku. Jego największym wkładem była spektakularna bramka na 3:0 w meczu z Chelsea na Elland Road. To wyglądało na idealnie dopasowanie – stał potem na balkonie w Leeds i mówił do kibiców: „nie wiem czemu was kocham, ale was kocham” – a następnie strzelił hat-tricka w meczu o Tarczę Wspólnoty z Liverpoolem na początku następnego sezonu.

cantona-leeds-hat-trick
Fot. Ben Radford/Getty Images

Dla Cantony jednak nic nie trwa wiecznie. Miał problemy z zapewnieniem sobie regularnej gry pod wodzą Howarda Wilkinsona i ku zaszokowaniu jednych kibiców oraz wściekłości innych, został sprzedany do Manchesteru United trzy miesiące po rozpoczęciu nowych rozgrywek.

Opowieść o tym jak doszło do tego transferu na stałe już zapisała się w folklorze Old Trafford. 25 listopada 1992 roku Bill Fotherby, dyrektor zarządzający Leeds, zadzwonił do Martina Edwardsa, prezesa Manchesteru United, aby zapytać o możliwość pozyskania Denisa Irwina. Jak opisuje Ferguson, poinstruował Edwardsa, aby wybił im ten pomysł z głowy, ale jednocześnie napisał mu małą notatkę: „zapytaj ich o Cantonę”. Edwards zapytał i ku jego zaskoczeniu, negocjacje od razu się rozpoczęły. Umowa została zawarta w ciągu kilku godzin i wynosiła zaledwie 1,2 miliona funtów.

Cantona dołączył do zespołu, który, w dużej mierze dzięki Leeds, miał za sobą ćwierć wieku bez tytułu mistrzowskiego. Panowała tam wtedy obsesja porównywalna do tej, którą widzieliśmy w Liverpoolu aż do triumfu w tym roku. Ogromne rozczarowanie pod koniec poprzedniego sezonu było trudne do przełknięcia. Wygrali zaledwie pięć z 15 ligowych spotkań w sezonie 1992/93 i zdobywali mniej niż jednego gola na mecz. Wtedy przyszedł Cantona i zmienił… wszystko.

– Urodził się, aby grać w United – powiedział Ferguson kilka lat później. – Niektórzy zawodnicy z wysoką reputacją nie radzą sobie z rozmiarem klubu i jego wymaganiami. Nie Eric. Wparował do środka, wypiął klatkę piersiową, podniósł głowę i spojrzał na wszystkich, jakby chciał zapytać: „Jestem Cantona, jak wielki jesteś? Wystarczająco wielki dla mnie?” Byliśmy natchnionym zespołem w trakcie transformacji i już w trakcie poprzedniego okienka wiedziałem, że aby wznieść nasze umiejętności na jeszcze wyższy poziom, będę potrzebował takiego zawodnika jak Eric Cantona. Wiedziałem też, że czekają na nas spektakularne przedstawienia.

Następne cztery i pół roku to szalone połączenie zdobywania trofeów, ale i czerwonych kartek oraz kontrowersji. Niemal w ciągu jednej nocy wszystko trafiło na swoje miejsce. Na boisku jak i na trybunach Old Trafford humor zmienił się nie do poznania. W drodze do długo wyczekiwanego sukcesu zdarzały się naprawdę niezwykłe spotkania. Czy to był Irwin, Andrei Kanchelskis, Ryan Giggs, czy nawet stary wyjadacz jak Mark Hughes, każdy zawodnik wydawał się zainspirowany prezencją Cantony.

Przeczytaj również:  "Rywalizacja w klubie mnie wyczerpała, kontuzja załamała." Dean Henderson komentuje ostatnie miesiące

Przed obejrzeniem video z jego golami dla Manchesteru United należy przedstawić cały repertuar. Wiele z jego bramek wyglądało wręcz podręcznikowo: strzał ze skraju pola karnego na The Dell, po tym jak Paul Ince wykorzystał niezdecydowanie w szeregach Southampton; potężny strzał z rzutu wolnego w meczu domowym z Arsenalem; niezwykły popis indywidualnych umiejętności w meczu z Queens Park Rengers, kiedy z łatwością minął Alana McDonalda na linii połowy boiska, potem przebiegł obok Darrena Peacocka i przeleciał kolejne 25 metrów; wspaniały pokaz techniki w spotkaniu FA Cup przeciwko Wimbledonowi, kiedy kontrolował piłkę i strzelił wolejem, umieszczając futbolówkę dokładnie w narożniku bramki; niezwykłe przyjęcie kierunkowe przed otworzeniem wyniku w derbach Manchesteru; kolejne boskie dotknięcie, tym razem wspierane przez wiatr przeciwko Sheffield United; pierwszy gol lewą nogą z wąskiego kąta przeciwko West Hamowi United; wolej na długi słupek przeciwko Newcastle United, który odmienił losy wyścigu o tytuł w sezonie 1995/96; kolejny spektakularny popis w meczu z Arsenalem, tym razem gol główką z 25 metrów, kiedy piłka minęła zdesperowanego Davida Seamana; dramatyczny, zwycięski gol przeciwko Liverpoolowi w finale FA Cup z 1996 roku, kiedy miał tylko ułamek sekundy na odpowiednie ułożenie ciała, zanim oddał strzał.

Poza tym zdobył więcej bramek głową, niż moglibyście sobie wyobrażać. Nie był piłkarzem, który wygrałby pojedynek główkowy z Tonym Adamsem na środku boiska, chociaż był całkiem wysoki. Jednak jeśli ktoś dośrodkował w pole karne, a Kanchelskis, Giggs i David Beckham potrafili to zrobić, to często umiał znaleźć dla siebie przestrzeń albo wyskoczyć ponad obrońców rywali i zdobyć bramkę. Świetnie radził sobie także w sytuacjach jeden na jednego, również jeśli chodzi o rzuty karne.

Były też okazje, które prezentował innym: zapierające dech w piersiach podanie zewnętrzną stroną prawej stopy, które dotarło do Irwina w meczu z Tottenhamem; podanie po ziemi do Ole Gunnara Solskjaera w meczu z West Hamem; żąglerka piłką zakończona na poprzeczce bramki Nottingham Forest, co wykorzystał potem Solskjaer, to zaledwie trzy z nich. Jak w przypadku Pele, jest również tendencja do przypominania pięknej bramki, której nie udało się strzelić. Zobaczył, że Dmitri Kharine, bramkarz Chelsea, jest daleko za swoją linią i przelobował go, jednak piłka odbiła się od poprzeczki i wypadła za boisko.

Przeczytaj również:  UTD Unscripted: Kleberson - pierwszy gol, pierwsze narodziny

Nieuchronnie musimy także dotrzeć do tej brzydszej części kariery Cantony, złożonej z dzikich zachowań, kiedy piłki już dawno nie było w grze albo stemplowania rywali, kiedy czerwona mgła zasłaniała mu widok. Dostał kilka nie do końca słusznych czerwonych kartek, ale także kilka żółtych, które powinny być czymś więcej. Jego czerwona kartka w meczu z Crystal Palace w styczniu 1995 roku była raczej normalna – sfaulował Richarda Shawa – jednak straszne było to, co wydarzyło się później. Cantona schodząc z boiska był obrażany przez publiczność. W pewnym momencie przeskoczył nad banerami reklamowymi i wymierzył cios kung-fu prosto w jednego z kibiców Palace. Manchester United zawiesił go na cztery miesiące, jednak mimo to był zaszokowany ośmiomiesięcznym zawieszeniem ze strony FA.

Do dziś jest wielu – nie tylko kibiców Manchesteru United – którzy nie tylko bronią, ale wręcz chwalą zachowanie Cantony tej nocy na Selhurst Park, szczególnie kiedy okazało się, że wspomniany fan Palace brał udział w zlotach National Front [brytyjskiej partii nacjonalistycznej – dop. red.], a trzy lata wcześniej został skazany za kradzież rozbójniczą, kiedy zaatakował pracownika stacji benzynowej. Wielu było zachwyconych, kiedy w niedawnym wywiadzie dla FourFourTwo, Cantona jako ulubiony moment swojej kariery wskazał „kopnięcie chuligana”, dodając, że jedyne czego żałuje, to że „powinien kopnąć go mocniej”.

Mimo to Ferguson opisał zachowanie swojego zawodnika jako „dosyć przerażające”. W Croydon Magistrates’ Court, Cantona przyznał się do zarzutów o napaść i został skazany na dwa tygodnie w więzieniu, zanim jego kara została zredukowana do 120 godzin prac społecznych. To właśnie wtedy, na konferencji prasowej wypchanej przedstawicielami wszystkich mediów, Cantona oszołomił słuchaczy swoimi słynnymi słowami: „Kiedy mewy… lecą za łodzią rybacką… to dlatego, że myślą… że sardynki… zostaną wyrzucone… do morza. Dziękuję.”

Nie było w tym nonsensu, jego spostrzeżenia były celne i zabawne, jednak prawda była taka, że Cantona czuł się prześladowany. Wyleciał do Francji, gdzie (ponownie) rozmyślał nad zakończeniem kariery albo przeniesieniem się do Włoch, gdzie chętnie zatrudniłby go Inter Mediolan. I być może taki byłby koniec Cantony w angielskiej piłce, gdyby nie interwencja Fergusona – który poleciał do Paryża, przejechał uliczkami na tyłach motoru i spotkał się na sekretnym randez-vous ze swoją gwiazdą, błagając go o powrót, przypominając o tym jak poczuł się przynależny do Old Trafford, jak do żadnego innego miejsca w swojej karierze. Cantona zgodził się wrócić. Przyznał, że są pewne sprawy, które należy zamknąć.

Bez niego Manchester United znów wylądował na drugim miejscu, kończąc kampanię 1994/95 za plecami Blackburn Rovers i przegrywając z Evertonem w FA Cup. W trakcie nieobecności jego legenda wzrosła wręcz do biblijnych rozmiarów. Jak powiedział jeden kibic telewizji Sky Sports, stojąc naprzeciwko trybun Old Trafford, niemal dziewięć miesięcy później: „Bóg powrócił”.

Z Cantoną znów na pokładzie, nowy Manchester United z udziałem braci Neville, Nicky’ego Butta, Beckhama i Paula Scholesa sięgnął po kolejny dublet, wygrywając Premier League oraz FA Cup. Francuz zachowywał się, jakby był opętany. W trakcie tego gorącego sezonu i ciągłego wyścigu z Newcastale, wiele spotkań było wygranych przez jego zwycięskie bramki albo przez jego niezłomną wolę. W pięciu meczach pomiędzy 22 stycznia a 8 kwietnia, Manchester United wygrywał 1:0 po bramce Cantony. Tak samo było w finale FA Cup, kiedy w 86. minucie popisał się zarówno świetną techniką, jak i oportunizmem, czym pokonał Liverpool.

Został wybrany zawodnikiem tego sezonu przez dziennikarzy. Dla niektórych z nich było to niczym zjedzenie ciasta z zakalcem, po tym jak chcieli go na dobre wykopać z angielskiej piłki po incydencie na Selhurst Park. Nigdy nie można jednak lekceważyć apetytu dziennikarza na historię o odkupieniu – nawet w sytuacji całkowitego lekceważenia, jak w przypadku Cantony, „mew” i docenienia z ich strony.

W tym momencie przewijamy taśmę o 12 miesięcy do momentu szoku, kiedy wielbiony Cantona nagle przeszedł na emeryturę po zakończeniu sezonu. Naprawdę, to ogłoszenie pojawiało się jak grom z nieba. To jeden z momentów w stylu: „gdzie byłeś, kiedy to usłyszałeś?” (Nudna odpowiedź: w domu, bezczynnie przeglądając telegazetę). Trudno było sobie wyobrazić Manchester United bez Cantony. Trudno było sobie wyobrazić Premier League bez Cantony.

Jednak z perspektywy czasu dało się dostrzec pewne wskazówki. Jeśli sezon 1995/96 stał się osobistą odyseją powracającego bohatera, to sezon 1996/97 czasem wyglądał jak jeden krok za daleko. Raz jeszcze pomógł Manchesterowi United wygrać Premier League, zdobywając piąty tytuł w trakcie swojej pięcioletniej przygody z angielską piłką i widzieliśmy tam objawy klasy światowej, jak chociażby ten gol z Sunderlandem. Jednak jeśli odwiniemy taśmę, zobaczymy innego zawodnika: ociężałego, zwalistego. Wciąż posiadał dotyk baleriny, jednak w tym momencie swojej kariery miał już problemy z utrzymaniem wagi.

Ferguson był zaszokowany, kiedy Cantona pierwszy raz wspomniał o pomyśle zakończenia kariery, zaraz po wyeliminowaniu z Ligi Mistrzów, kiedy zagrał kiepsko w obu meczach półfinałowych z Borussią Dortmund. Jednak lata później w swojej autobiografii przyznał, że jego kapitan przeistoczył się w „człowieka, dla którego piłka nożna straciła urok. Widząc szarzyznę w jego oczach i zmieniającą się sylwetkę, musiałem zauważyć, że być może rosnąca niemoc stała się obrazą dla płonącej w nim dumy”.

Odejście w tym stylu tylko wzmocniło kult Cantony. W przeciwieństwie do wielu sportowców na świecie, zszedł ze sceny, kiedy widownia błagała o więcej. Kibice Manchesteru United nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że po najbardziej intensywnym i produktywnym etapie swojej kariery, nie miał już nic więcej do pokazania. Nie zdawali sobie również sprawy z jego coraz większego rozczarowania sportem i klubowym działem do spraw marketingu, który, w jego opinii, traktował go jak zwykłego manekina reklamowego. (Bóg jeden raczy wiedzieć, jak zareagowałby na kierunek, w którym zmierzała piłka nożna w ciągu kolejnych lat, zwłaszcza w jego byłym klubie).

Cantona rozpoczął karierę aktorską z pewnymi sukcesami, włączając w to rolę samego siebie w filmie Kena Loacha „Szukając Erica”, o listonoszu, który odkrywa sens życia, kiedy zaczyna halucynować o tym, że jego piłkarski bohater staje się dla niego duchowym guru. Poza innymi kwestiami, obrazuje to, dlaczego przez wielu kibiców Manchesteru United – prawdopodobnie wszystkich tych, którzy dorastali pomiędzy latami ’70 i ’80, zastanawiając się, czy ich zespół kiedykolwiek zostanie mistrzami Anglii – Cantona darzony jest szacunkiem większym niż Bryan Robson, Norman Whiteside, Hughes, Giggs, Keane, Scholes, Cristiano Ronaldo czy Wayne Rooney wśród panteonu najlepszych na Old Trafford.

Był genialnym piłkarzem. Co najważniejsze, jeśli chodzi o wyjaśnienie jego uroku, był genialnym piłkarzem w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, kiedy Premier League oraz Manchester United potrzebowały bohatera. W Cantonie otrzymaliśmy zawodnika, który zachwycił nas bardziej, niż gotowi byliśmy marzyć.

Byli zawodnicy, którzy osiągnęli o wiele więcej w skali europejskiej, jak i światowej. Jednak wątpliwe jest, aby którykolwiek z nich wziął angielską piłkę, uformował ją wedle swojej woli i ostatecznie odmienił, tak jak Cantona, pozostawiając nas wszystkich w pokłonie dla jego geniuszu, zastanawiających się nad tym, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy coś podobnego.

Ostatnie sztuki

Koszulka adidas Manchester United Training Top DP6825

Wykonana z najwyższej jakości materiałów, oficjalna replika koszulki treningowej z długim rękawem, w której piłkarze Manchesteru United przygotowywali się do meczów w sezonie 2018/2019. Podkreśli dumę z faktu wspierania drużyny "Czerwonych Diabłów" zarówno w trakcie aktywności sportowej, jak i podczas wyjścia na miasto. Licencjonowany produkt klubowy. Cechy produktu:
  • kolor: jasnoszary, czerwony
  • materiał: 100% poliester
  • naprasowany herb klubu
  • dekolt w kształcie litery V
  • długi rękaw
  • wzmocniona, chroniąca przed wiatrem konstrukcja
  • mankiety z otworami na kciuki, zapewniające lepsze przyleganie do ciała
  • wykorzystana technologia adidas Climalite
Technologia adidas Climalite:
  • odprowadza wilgoć od skóry
  • zapewnia maksymalną lekkość i miękkość materiału
  • przynosi uczucie chłodu i komfortu termicznego nawet w najgorętszych warunkach

Dyskusja

Najnowsze

Grad bramek na Loftus Road. “Czerwone Diabły” przegrywają w drugim meczu sparingowym

W swoim drugim meczu towarzyskim podczas przygotowań do sezonu 2021/2022 Manchester United zmierzył się na wyjeździe z drugoligowym Queens...

“Cieszę się, że mogę być częścią tego klubu, przed nami jeszcze wiele pracy.” Ole Gunnar Solskjaer w wywiadzie po podpisaniu nowego kontraktu

Po podpisaniu nowego kontraktu z Manchesterem United, Ole Gunnar Solskjaer udzielił wywiadu klubowej telewizji, w którym jasno podkreślił, że...

Solskjaer potwierdził uraz Alexa Tellesa

Ole Gunnar Solskjaer potwierdził, że obrońca Manchesteru United, Alex Telles, doznał kontuzji kostki, która zmusiła go do powrotu do...

Dlaczego Tahith Chong nie znalazł się w składzie na mecz towarzyski QPR?

Man Utd zmierzy się z Queens Park Rangers w swoim drugim towarzyskim meczu przedsezonowym. W kadrze na to spotkanie...

Paul McShane wraca do Manchesteru United w roli grającego trenera akademii

Paul McShane wrócił do Manchesteru United w roli grającego trenera w drużynie U23. Irlandzki obrońca wraca do miejsca, które...

Oficjalnie: Ole Gunnar Solskjaer z nowym kontraktem

Manchester United za pomocą oficjalnej strony poinformował, że Ole Gunnar Solskjaer podpisał nowy kontrakt do 2024 roku z opcją...

“Borussia Dortmund na zawsze pozostanie częścią mnie.” Jadon Sancho żegna się z byłym klubem

Nowy nabytek Manchesteru United, Jadon Sancho, za pomocą swojego Instagrama wysłał pożegnalną wiadomość do Borussii Dortmund. 21-letni skrzydłowy nie...

Ole Gunnar Solskjaer: musimy postawić kolejny krok, a Jadon Sancho nam w tym pomoże

Ole Gunnar Solskjaer udzielił wywiadu dziennikarzom klubowej telewizji po ogłoszeniu transferu Jadona Sancho. Norweg wyraził nadzieję, że ruch ten...

Najważniejsze

Grad bramek na Loftus Road. “Czerwone Diabły” przegrywają w drugim meczu sparingowym

W swoim drugim meczu towarzyskim podczas przygotowań do sezonu 2021/2022 Manchester United zmierzył się na wyjeździe z drugoligowym Queens...

Oficjalnie: Ole Gunnar Solskjaer z nowym kontraktem

Manchester United za pomocą oficjalnej strony poinformował, że Ole Gunnar Solskjaer podpisał nowy kontrakt do 2024 roku z opcją...

Może Cię także zainteresować

0