Wayne Rooney: kiedy dołączyłem do klubu, najbardziej chciałem zaimponować Giggsowi i Keane’owi

manutd.com Łukasz Pośpiech
Zmień rozmiar tekstu:

Młody Wayne Rooney od początku wiedział, że chce współpracować z sir Aleksem Fergusonem i kilkoma wyjątkowymi piłkarzami „Czerwonych Diabłów” – zanim jeszcze podpisał kontrakt z Manchesterem United w 2004 roku.

W ostatnim epizodzie UTD Podcast, którego był gościem, a który został opublikowany w poniedziałek, Anglik opowiedział nieco więcej o tym, jak doszło do jego transferu na Old Trafford i dlaczego to właśnie z Manchesterem United podpisał kontrakt.

Rooney uważał się za dobre wzmocnienie drużyny Fergusona, którego obecność w klubie była poza tym jednym z najważniejszych czynników przy podejmowaniu decyzji o transferze z Evertonu. Gdy jednak młody Wayne Rooney pojawił się już w ośrodkach treningowych Manchesteru United, okazało się, że najbardziej postarać musiał się o względy i uznanie dwóch weteranów z Old Trafford, a nie szkockiego menedżera, który był już przekonany o jego potencjale.

– To może zabrzmi zbyt arogancko, ale wiedziałem, że przychodząc do Manchesteru United stanę się częścią czegoś wyjątkowego – powiedział 35-latek. – Wiedziałem, że byłem wystarczająco dobry, żeby grać w tej drużynie, a także, że mogłem przynieść do niej coś nowego.

– Chciałem pracować z sir Aleksem Fergusonem, grać z Ryanem Giggsem, Paulem Scholesem, Royem Keanem, Rio Ferdinandem, więc wiedziałem, gdzie chcę pójść. Znałem kilku z nich. Znałem Rio, Gary’ego Neville’a, Scholesy’ego, Phil Neville też tam chwilę był, więc znałem ich z kadry Anglii. Myślę jednak, że głównym aspektem, dla którego zakontraktowałem się z klubem było to, że chciałem grać dla Alexa Fergusona.

– Miałem złamaną stopę, gdy podpisywałem kontrakt, więc nie mogłem z miejsca pójść na trening z piłkarzami. Gdy jednak już z nimi trenowałem, najważniejsze było zrobienie wrażenia na Giggsym i Roy’u Keanie. Chciałem im zaimponować bardziej niż menedżerowi – opowiadał były kapitan „Czerwonych Diabłów”.

– Wiem, że to brzmi nieco dziwnie, ale zawsze było trochę tak, jakbym chciał mieć ich po swojej stronie. Chciałem, żeby we mnie wierzyli i wiedzieli, że jestem wystarczająco dobry. To była główna rzecz, której chciałem. Oczywiście w moim pierwszym meczu [Rooney popisał się hat-trickiem w meczu z Fenerbahce wygranym 6:2], myślę, że to osiągnąłem. Załatwiłem to naprawdę szybko.

Rooney zakończył tamten sezon z 17 trafieniami na koncie i okazał się numerem 1 na pozycji napastnika. Taka postawa, jaką prezentował już od pierwszego spotkania, imponowała nie tylko Giggsowi i Keane’owi, a nawet nie tylko fanom Manchesteru United, tylko całej futbolowej społeczności.

Gdy został zapytany o to, czy martwił się o przyjęcie przez ludzi z Manchesteru, biorąc pod uwagę jego wychowanie na Merseyside, Rooney stwierdził, że choć miał na początku wątpliwości, to zawsze chciał dać fanom to, czego chcieli. Wiedział też, że jego talent będzie wystarczający, by dostarczyć gole, których tak bardzo oczekiwali fani „Czerwonych Diabłów”.

– Wygranie serc fanów było z tyłu mojej głowy – przyznaje Rooney. – Było to coś, o czym myślałem. Niemal pokrywało się to z tym, co sam sobie powtarzałem. Wiedziałem, co chcieli zobaczyć fani futbolu.

– Oprócz umiejętności, wiem, że ciężko pracowałem. Wiem, że dawałem z siebie wszystko dla drużyny i wiem, że fani to szanują. Oczekują tego. Tak długo, jak to robiłem, wiedziałem, że moje umiejętności pomogą mi się dostać tam, gdzie chciałem.

– To były podstawowy poziom tego, co musiałem zrobić, ciężko pracować. Wiedziałem, że jeśli będę wykorzystywał moje umiejętności, to naturalnie ta relacja będzie tylko głębsza  i głębsza i stanie się lepsza – zakończył grający obecnie w Derby County Anglik.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze