Paul Ince: Bruno Fernandes może być dla Man Utd nowym Erikiem Cantoną

Sky Sports Sebastian Słabosz
Zmień rozmiar tekstu:

Były zawodnik m.in. Manchesteru United i Liverpoolu, Paul Ince, w najnowszym wydaniu programu Monday Night Football na łamach stacji Sky Sports debatował na temat wpływu Bruno Fernandesa na grę “Czerwonych Diabłów”, odkąd Portugalczyk zasilił szeregi klubu z Old Trafford w styczniu ubiegłego roku.

Ince widzi w 26-latku zawodnika, który może mieć podobny wpływ na drużynę Manchesteru United, co swego czasu Eric Cantona, który po swoim transferze na Old Trafford zakończył 26-letni okres wyczekiwania “Czerwonych Diabłów” na kolejny sukces ligowy.

– Gdy wrócę się pamięcią do czasów, gdy przybył do nas Cantona, to wtedy mieliśmy już drużynę, która wygrała Puchar Zdobywców Pucharów z Barceloną i FA Cup, więc nie byliśmy tak daleko od sukcesów, ale brakowało nam tego potwierdzenia w lidze – mówił Ince.

– Oglądałem grę Erika w meczu Charity Shield na Wembley, gdy strzelił hat-tricka [dla Leeds United w spotkaniu z Liverpoolem] i pomyślałem sobie, że wygląda na porządnego piłkarza, ale zobaczymy jak będzie się prezentował, gdy przejdzie na Old Trafford.

– Dołączyłem do drużyny w trakcie sezonu 1989/90 i moim idolem był Bryan Robson, do tego też Mark Hughes, wszystkie te wielkie nazwiska. Byłem przerażony jak nigdy, siedziałem w koncie i nie wypowiedziałem ani słowa.

– Pomyślałem więc, że interesującym będzie zobaczenie, w jaki sposób Eric wejdzie do klubu. Wszedł do szatni, metr osiemdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, męska postawa, z ogromną prezencją wokół siebie. Po prostu usiadł i od razu wyglądał, jakby przynależał do Old Trafford.

– Przybył do klubu i zszył nas wszystkich ze sobą. Był niczym brakujący element układanki. Gole, które kreował…to wszystko sprawiało, że wszyscy wokół podnieśli swój poziom gry. Uważam, że właśnie to robi teraz Bruno Fernandes – dodał.

Cantona strzelił dziewięć bramek w Premier League w swoim pierwszym sezonie w roli piłkarza Manchesteru United, a liczby Francuza są zbliżone do tych, które śrubuje obecnie Fernandes, biorąc pod uwagę dwa pierwsze sezony gry na Old Trafford.

– Eric był w stanie zrobić absolutnie wszystko. Chodziło po prostu o te momenty, które decydowały o tym, że wygrywałeś mecz. Ludzie ścigali nas, a my nie wygraliśmy tytułu mistrzowskiego od dawna – mówił dalej Ince.

– Strzelał bardzo potrzebne bramki. Chodzi o ten momenty w meczach, gdy zaczynałeś się martwić, panikować, gdy spotkanie nie szło po twojej myśli i nie miałeś pomysłu na to, w jaki sposób strzelić bramkę. Wtedy pojawiał się Eric, który nas podnosił i strzelał kluczowe gole. Uważam, że prawdopodobnie z Fernandesem jest tak samo. Strzela bardzo ważne gole – dodał.

Fernandes wniósł do gry Manchesteru United swoje gole i asysty, ale Ince zwraca też uwagę na umiejętność Portugalczyka w wyciąganiu wszystkiego, co najlepsze z innych, w pokazywaniu prawdziwego przywództwa.

– Uważam, że zaprezentował się bardzo imponująco już od momentu, gdy pojawił się w klubie. Z miejsca wszedł z impetem do zespołu. Według mnie w tym sezonie nie prezentuje się aż tak imponująco, ale wciąż jest kluczowym elementem drużyny. Wciąż jest jej talizmanem – mówił dalej 53-latek.

– Czasami możesz zgubić go z radaru na boisku przez 25 minut, ale ma w sobie te techniczne umiejętności, która potrafią wytworzyć odrobinę magii w odpowiednim czasie. Niezależnie od tego czy jest to wywalczenie rzutu karnego, zagranie cudownej piłki, strzały rzutu wolnego – zawsze ma to w sobie, więc nigdy nie można go całkowicie wyłączyć z gry w danym meczu.

– Inni piłkarze go uwielbiają, a przy tym posiada prawdziwy charakter. Cały czas mówimy o kwestii charakterów i tego jak bardzo tracimy ten element w piłce nożnej. Jednak nagle widzę obrazek, w którym rzuca się słownie na Victora Lindelofa. Wymaga więc też od innych zawodników.

– Trzeba przyznać, że to coś wielkiego, jeżeli spojrzeć na to, że mówimy o kimś, kto przybył tu z innego kraju, z Portugalii, przeszedł do klubu pokroju Manchesteru United i nałożył wymagania na swoich kolegów z drużyny. Jest typem zwycięzcy, a to jest zaraźliwe – dodał.

Pozostaje pytanie czy Fernandes jest w stanie zrobić różnicę w tych ważnych momentach, w których mogą decydować się losy walki o tytuł mistrzowski – tak jak zrobił to swego czasu Cantona.

– Eric wszedł do drużyny, która była pod presją zdobycia tytułu mistrzowskiego. Manchester United w tym roku nie jest pod taką presją, ponieważ nie spodziewamy się po tej drużynie, że będzie w stanie konkurować o ten tytuł tak jak Liverpool czy Manchester City – mówił dalej Ince.

– Jednak presja teraz staje się powoli coraz większa, ponieważ zaczynamy myśleć, że być może są w stanie wywalczyć tytuł. To jednak kwestia wielkich piłkarzy – co zrobią, gdy dojdzie do sytuacji, które naprawdę mają znaczenie? Nie mówię, że to nie dotyczy Fernandesa. Uważam, że ma umiejętności do tego, aby wpłynąć na to wszystko – dodał.

Mija 25 lat od kiedy Eric Cantona zakończył swoją profesjonalną karierę piłkarską jako mistrz Premier League z Manchesterem United. Ince uważa jednak, że Francuz poza Old Trafford nie jest odpowiednio doceniany.

– Nie uważam, że jest niedoceniany przez fanów Manchesteru United, ponieważ gdziekolwiek oni są, to możemy usłyszeć jak śpiewają na jego cześć. Ma swoją własną piosenkę. Każdy kto dorobi się swojej piosenki, może być pewny, że pokazał się ze świetnej strony w klubie – kontynuował.

– Jednak gdy spojrzymy na szerszy obraz, porównując go do Alana Shearera, Gianfranco Zoli czy Thierry’ego Henry’ego, to nie uważam, że jest tak doceniany, jak powinien być.

– Dla nas, mówimy o Manchesterze United, który nie wygrał wcześniej tytułu przez 26 lat. Wystarczy pomyśleć ilu wielkich piłkarzy przewinęło się przez klub przez ten czas i nie zdobyło mistrzostwa. Z kolei on przybył do drużyny i odegrał w tym ogromną rolę.

– Uważam jednak, że z powodu tego, że nie był tak długowieczny w klubie, nie został dobrany do tej elitarnej grupy nazwisk. Jeżeli o mnie chodzi, powinien znajdować się na szczycie listy – zakończył.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze