Mark Hughes: nie chciałem odchodzić z Manchesteru United

manutd.com Patryk Tabak
Zmień rozmiar tekstu:

W najnowszym odcinku cyklu UTD Podcast wziął udział Mark Hughes. Walijczyk wrócił pamięcią do 1986 roku, gdy przeniósł się z Manchesteru United do Barcelony. W stolicy Katalonii spędził jedynie rok. Później udał się na roczne wypożyczenie do Bayernu, po czym wrócił na Old Trafford.

Mark Hughes był gwiazdą w zespole Manchesteru United pod wodzą Rona Atkinsona w latach 80.. Były napastnik dołączył do Akademii w 1978 roku, a w barwach “Czerwonych Diabłów” zadebiutował w roku 1983 mając 20 lat. W sezonie 1984/85 umocnił się w roli pierwszego napastnika Man Utd.

W tamtym sezonie Hughes zdobył 16 bramek w 38 występach, a jego występy na Old Trafford nie pozostały niezauważone w świecie futbolu. Wiele klubów zabiegało o podpisanie kontraktu z Walijczykiem, na co szanse zwiększał fakt, że angielskie kluby były wykluczone z udziału w europejskich pucharach.

W najnowszym wydaniu cyklu UTD Podcast, Mark Hughes opowiedział dziennikarzom o zainteresowaniu zagranicznych zespołów.

– Zwracałem na siebie uwagę praktycznie tylko z racji tego, że grałem w Manchesterze United. Dobrze radziłem sobie też w rozgrywkach reprezentacyjnych, strzeliłem bardzo ładną bramkę przeciwko Hiszpanii, uderzając z woleja. To był jeden z moich lepszych goli.

– Czułem, że oferta wkrótce się pojawi, być może z zagranicznego klubu, bo tam były pieniądze. W tamtych czasach wielkim miejscem były Włochy lub Hiszpania z Realem MadrytBarceloną. Rozmawiałem z agentami, czasem to oni wychodzili z ukrycia, bo widzieli, co się może wydarzyć.

– Starałem się po prostu grać swoje. Byłem całkiem szczęśliwy, w końcu byłem napastnikiem Manchesteru United, na litość boską. Tydzień w tydzień miałem możliwość grania przed 40 tysiącami kibiców. Świetnie się bawiłem, nie miałem szczególnej ochoty nigdzie odchodzić. Myślę jednak, że w końcu sytuacja doszła do punktu, w której założono, że właściwie chcę odejść, zamierzam to zrobić, więc tak się stanie.

Latem 1985 roku ostatecznie uzgodniono transfer Marka Hughesa do Barcelony, jednak Walijczyk sam z siebie nie był chętny na te przenosiny.

– Big Ron [Atkinson] był menedżerem i w końcu doszedł do punktu, w którym pomyślał, że być może będą musieli spieniężyć ten transfer, bo tak się po prostu stanie.

– Ja sam myślałem sobie, że to nie zajdzie tak daleko. Skończyło się na tym, że spotkałem się z wiceprezesem Barcelony. Spotkanie trwało i trwało, rozmawialiśmy trochę po hiszpańsku, francusku, angielsku. Doszło do tego, że w pewnym momencie zgodziłem się, że jeśli nic się nie zmieni, to pod koniec sezonu przejdę do Katalonii. Z tyłu głowy miałem jednak myśl: “mam nadzieję, że to się nie stanie. Tak naprawdę nie chcę tam jechać, bo dobrze mi jest w Manchesterze”.

Od tego momentu forma Walijczyka poszybowała w dół, a ostatnie momenty sezonu 1985/86 przybrały dla niego niekorzystny obrót. Transfer stał się dla Hughesa problemem.

Przeczytaj również:  Harry Maguire atakuje krytyków: robią to dla kliknięć

– Tak czy owak to była jedna z przyczyn, dla których moja forma była tak beznadziejna. Myślę, że ludzie przypuszczali, że to dlatego, że wiem, że odchodzę. Prawda jest taka, że to nie było spowodowane ekscytacją i chęcią zabezpieczenia samego siebie, żebym nie doznał żadnej kontuzji. Po prostu nie chciałem tam jechać.

– Nadeszło jednak lato i znalazłem się w samolocie do Barcelony. Prawdopodobnie wynikało to z mojej osobowości, bo tak naprawdę ani razu nie wyszedłem i nie powiedziałem: “chłopaki, nie chcę jechać i nie jadę”. Mogłem to zatrzymać. Taka rozmowa nigdy nie miała jednak miejsca, być może dlatego, że na nią nie pozwoliłem. Skończyłem w Barcelonie, która nie była złym miejscem.

Kiedy przeprowadzka do Hiszpanii stała się faktem, trzeba było przyzwyczaić się do nowej ligi i stylu gry, z czym Hughes, jak sam przyznaje, miał problemy.

– Właściwie to mi się to podobało – powiedział o grze dla “Dumy Katalonii”. – Po mistrzostwach świata w 1986 roku podpisali też Gary’ego Linekera. Poszedłem tam, a futbol był całkowicie inny. Hiszpańska piłka – bardziej techniczna. Ze względu na moją fizyczność i sposób, w jaki grałem w Manchesterze United, nie mogłem dokonać postępu w Barcelonie. Sędziowie od razu się na mnie uwzięli.

– W końcu dotarłem do punktu, w którym nie grałem tak, jak byłem w stanie. Byłem może w 60-70% tam, gdzie mogłem być, tylko dlatego, że nie mogłem dopasować się z fizycznością do tego stylu. Dobrze się tam bawiłem. Podobało mi się miasto, jest wspaniałe. Sportowo patrzę jednak wstecz i myślę, że była to jednak dobra okazja, której prawdopodobnie nie wykorzystałem najlepiej.

Hughes wrócił do Manchesteru United przed sezonem 1988/89, będąc po sezonie spędzonym na wypożyczeniu w Bayernie. Oswojenie się z życiem poza Wielką Brytanią było dla Walijczyka dużym wyzwaniem, które, jak sam przyznaje, miało duży wpływ na jego formę.

– Poznałem swoją żonę jakoś dwa miesiące przed wyjazdem do Barcelony. Przyjeżdżała średnio co dwa tygodnie i było to trudne, bo potrzebowałem kogoś, kto by mnie wspierał.

– Wtedy nie było żadnego łącznika do komunikacji z zawodnikami, teraz zajmują się tym całe sztaby. Wtedy nie było nic, ani Skype’a, ani Sky, niczego. Tylko hiszpańska telewizja. Nie było nawet Internetu, więc wszystko było trudniejsze. Teraz byłoby łatwiej, to jasne. Było trudno i to niestety wpłynęło na poziom moich występów, bo nie miałem poukładanego życia poza boiskiem. Nie byłem szczęśliwy, co miało wpływ na moją grę.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze