Artykuł manutd.pl: Angel Gomes udowadnia, że rozstania mogą wyjść na dobre

własne Łukasz Pośpiech
Zmień rozmiar tekstu:

Już za miesiąc czeka nas rocznica rozstania Angela Gomesa z Manchesterem United, w którym piłkarz ten spędził 14 lat. Choć było to bolesne doświadczenie, to młody Anglik raczej nie ma na co narzekać. W końcu w porę uwierzył w projekt sportowy Lille, a już zaraz może zebrać tego owoce. Choć w tym sezonie wywiało go do Portugalii, to niedługo stanie przed szansą na grę w Lidze Mistrzów w barwach „Les Dogues”.

Decyzja o odejściu

Niektórym kibicom „Czerwonych Diabłów” bardzo trudno było przeżyć rozstanie klubu z młodym Angelem Gomesem. Dla wielu ten niziutki pomocnik ofensywny był po prostu wielką nadzieją na przyszłość, bo już na poziomie młodzieżowym dawał sygnały, że w kilka lat może stać się graczem podstawowego składu. Do tego został wybrany młodym piłkarzem roku w klubie w kampanii 2016-2017.

To zawodnik, który swoją grą rozbudza wyobraźnię. Przywodzi na myśl wielkich mistrzów rozegrania – prezentując ogromny luz i bezczelność, a także imponujący przegląd pola i technikę, której można tylko pozazdrościć. Przecież Manchester United miał w swojej szatni magika środka pola o portugalskich korzeniach jeszcze zanim do klubu zawitał Bruno Fernandes.

Gomes pojawił się w seniorskiej drużynie Manchesteru United w maju 2017 roku, zmieniając Wayne’a Rooneya w ligowym starciu z Crystal Palace. Był najmłodszym debiutującym zawodnikiem „Czerwonych Diabłów” od czasów Duncana Edwardsa z 1953 roku, nie skończywszy nawet 17 lat. Dostał więc szansę prędzej niż ktokolwiek z „Busby Babes”, czy „Class of 92”.

Przy okazji był też pierwszym zawodnikiem urodzonym w roku 2000 lub później, który zagrał na poziomie Premier League. Dziś to grono zawiera kilku niezwykłych zawodników, takich jak Phil Foden, Ferran Torres, Bukayo Saka, Mason Greenwood i inni. Jednak to obecna dziesiątka Boavista była pierwsza.

Gomes w kolejnych trzech latach dostał kilka szans na grę w seniorskiej drużynie, ale nie zaufano mu na tyle, by poczuł się doceniony. Dla ambitnego zawodnika, który słyszy, że jest nadzieją klubu znanego ze swej młodzieży, to musiał być cios. Razem z dwuminutowym debiutem Gomes dostał 10 szans, w tym trzy w Lidze Europy. Łącznie 320 minut – pomocnik nie zdołał popisać się asystą lub bramką, choć w drużynach młodzieżowych błyszczał skutecznością. Popisywał się za to celnością zagrań – w trzech meczach Ligi Europy, w których zagrał (łącznie 248 minut) zanotował aż ponad 91% celnych podań.

Skoro więc pokazywał się nieźle, był wielkim talentem, miał w sercu DNA „Czerwonych Diabłów”, a Luis Nani jest jego ojcem chrzestnym, to czemu nie dać mu szansy takiej, jaką dostał Mason Greenwood, czy Brandon Williams? Prawdopodobnie Gomes sam nadal nie znalazł odpowiedzi na to pytanie.

Pomimo propozycji przedłużenia kontraktu, wychowany w Salford chłopak nie zdecydował się na podpisanie umowy i wyfrunął z gniazda wraz z końcem ubiegłego sezonu. Przyznał się potem w mediach, jak bolesne przeżycie to było.

Gomes (lub Pini Zahavi) miał dobre przeczucia

Zgodnie z oczekiwaniami, w kolejce do młodego piłkarza ustawiło się wiele marek. Mówiono o gigantach z Anglii, mówiono o wielu kierunkach. Ostatecznie to Lille skusiło go wizją przyszłości usłanej sukcesami. Wówczas mogło się to wydawać śmieszne, szczególnie gdy „Buldogi” pozbyły się swojej największej gwiazdy – Victora Osimhena. Teraz jednak nikomu nie jest do śmiechu, bo Lille właśnie zdobyło tytuł Mistrza Francji, grając na nosie wypchanemu gwiazdami PSG.

Bardzo szybko jednak ogłoszono, że Gomes przeniesie się do Portugalii na wypożyczenie i zasili szeregi Boavisty. Kolejna niespodzianka. Młody piłkarz zamienił właśnie kilka występów w sezonie w Premier League i europejskich pucharach na grę w zespole z dołu tabeli ligi portugalskiej i perspektywę przyjazdu do średniaka ligi francuskiej. Decyzja tłumaczona głodem minut na boisku okazała się jednak niezwykle mądra. Dlaczego?

Angel Gomes i jego sezon

Młody piłkarz przeprowadził się do Portugalii, przywdział trykot z dziesiątką na plecach i rozpoczął pokaz. Okazało się, że w swoim pierwszym pełnym sezonie na poziomie seniorskim po prostu posprzątał konkurentów. Zarówno tych w klubowej hierarchii, jak i tych na boisku. Sezon kończy z 6 golami, 6 asystami i niezliczoną liczbą pochwał.

Nieważne jest, że jego zespół zaliczył kiepski sezon, bo Gomes pokazał się najlepiej, jak tylko mógł. Zaprezentował się też jako inteligentny pomocnik, który nie boi się ryzykować. Ma w sobie ten pierwiastek artysty, za który kocha się piłkarzy na jego pozycji – to drybler, który szuka technicznych uderzeń z dystansu, próbuje wkręcać piłkę z rzutów wolnych i podaje w ekwilibrystyczny sposób. Do tego jest szybki i wszędzie go pełno – prawdziwa przyjemność dla oka.

Dlaczego akcja pod kryptonimem „Lille” może wypalić?

Ekscytujące rzeczy czekają na niego we Francji, bo napad „Les Dogues” jest jak pluton egzekucyjny, a to dla zawodnika takiego jak Gomes woda na młyn. Bamba (7 goli), Ikone (7 goli), David (13 goli), Yazici (14 goli) i Yilmaz (18 goli). O ile nie zostaną wyprzedani, to również w przyszłej kampanii mogą być nie lada zagrożeniem dla obrońców. Do tego wyważona obrona obsadzona przez Jose Fonte i Svena Botmana, a także Renato Sanches, który odnalazł w sobie zawodnika, którego szukano w nim w Bayernie Monachium.

Zgadnijcie, kogo w tej układance brakuje… ofensywnego pomocnika właśnie. Nie ma w ekipie Lille typowego kreatora podwieszonego za napastnikiem. Funkcją tą dzielili się David i Yazici, ale dla żadnego z nich nie jest to naturalna pozycja. O ile zespół mistrzów Francji nie wykosztuje się latem na pomocnika, to Gomes może przyjść do gotowej, praktycznie poukładanej pod niego ekipy.

Przeczytaj również:  The Athletic: Co oznaczają najwyższe w historii straty finansowe Manchesteru United?

To z kolei sprawia, że po udanej kampanii w Portugalii Anglik stanie przed realną szansą gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów, do której Lille jako mistrz się oczywiście zakwalifikowało. Jeśli los okaże się przewrotny, to może to oznaczać powrót do Manchesteru, tylko że w charakterze gościa.

Gdyby „Czerwone Diabły” wygrały Ligę Europy, to trafiłyby do pierwszego koszyka losowania europejskich rozgrywek ze zwycięzcami największych lig na kontynencie (i z Chelsea, które wygrało Ligę Mistrzów). Finał w Gdańsku okazał się jednak trudną przeprawą, a piłkarze Solskjaera obeszli się smakiem i nie zdobyli trofeum. To oznacza, że jako wicemistrzowie Anglii trafiają do koszyka drugiego, więc mają szansę na wylosowanie „Buldogów”.

Zabawne, bo może to skończyć się więc na tym, że Gomes spełni swoje marzenie z dzieciństwa i zadebiutuje w LM na Old Trafford. Tylko to chyba nie jest scenariusz, który obstawiałby ktokolwiek, nawet on, jeszcze 11 miesięcy temu. Jeśli zawodnik ten naprawdę wystrzeli w lidze francuskiej, to klub z Manchesteru będzie musiał rozważyć, czy nie warto byłoby zainwestować w jego powrót. Czyżby “Czerwone Diabły” powtórzyły swój firmowy błąd?

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze